— Ile to księżyców się nie widzieliśmy? Znalazłeś więc miejsce w swoim klanie? Cieszy mnie to niezmiernie Mniszku — odpowiedziała, chociaż wojownik mógłby przysiąść, że jego pysk ani razu się nie otworzył. — Byłem ci pomocny kiedyś, więc... Czy chciałbyś pomóc i mi? Odnaleźć coś, czego nie udało mi się odnaleźć za życia? Czuję, że jestem bliżej niż kiedykolwiek… — szepnął. Postać wyłoniła się z półcienia: srebrzyste futro, jasnoniebieskie oczy, które wyglądały, jakby tęskniły za czymś bardzo bliskim. Mniszkowy Nektar nie miał wątpliwości. Diament. Dawny przyjaciel z czasów Betonowego Miasta. Kocur, którego znał, którego stracił z oczu wiele księżyców temu. Mniszkowy Nektar siedział nieruchomo, obserwując go. Słyszał w głosie dawnego przyjaciela tęsknotę, zagubienie, ciężar nieznanego. Wiedział, że nie chodziło tu o zwykłego wędrowca, który zabłądził w nocy.
— Diament… — zaczął w końcu Mniszkowy Nektar. — Jak mogę ci pomóc? — zapytał wojownik. Kocur przesunął się lekko, jakby próbował znaleźć stabilny grunt pod łapami, choć stał na miękkiej ziemi.
— Przyszedłem tutaj… — powiedział w końcu Diament, jego głos cichy, ledwo słyszalny ponad szumem wodospadu. — Pragnąłem… poznać swojego brata. — powiedział półszeptem. Mniszkowy Nektar wstrzymał oddech. Zielone oczy przyglądały się srebrnemu futru przyjaciela, przesuwając się powoli od końca ogona po uszy, po oczy. Czuł w nim niepewność, zagubienie, coś, czego nie dało się zmierzyć wzrokiem. Diament był zagubioną duszą, jakby niósł na sobie lata niewiedzy i tęsknoty.
— Brata? — powtórzył Mniszkowy Nektar, mrucząc cicho. — Pomogłeś mi, kiedy było mi ciężko, dlatego ja odwdzięczę się tobie — rzucił.
— Poczekaj tu na mnie, dobrze? — wymruczał. Diament kiwnął lekko głową, a Mniszkowy Nektar wstał. Skóra na jego poduszkach łap wrażliwie wyczuwała wilgotną ziemię i nierówną powierzchnię kamieni, gdy przemykał między skałami. Księżyc odbijał się od mokrej trawy, a szum wodospadu z tyłu przywoływał spokój. W głowie kocura krążyły wspomnienia z czasów, gdy sam był przybłędą, zanim znalazł swoje miejsce w Klanie Klifu. Gdy dotarł do Delikatnej Bryzy, staruszki wojowniczki, która siedziała przy wejściu do legowiska medyczek, dostrzegł ją w półcieniu. Jej futro miało srebrzysty połysk w blasku księżyca, a oczy, zmęczone latami służby, błyszczały nadal inteligencją.
— Delikatna Bryzo — zaczął Mniszkowy Nektar, powoli, ostrożnie, nie chcąc przestraszyć starszej wojowniczki. — Czy pamiętasz… koty, które przychodziły do Klanu jako przybłędy? — zapytał kotki. Delikatna Bryza uniosła powoli głowę. Jej oczy zamajaczyły w mroku, a potem wyłoniło się w nich wspomnienie.
— Mniszku, szybciej! Nie będę na ciebie czekać — krzyknęła Misty. Liliowy kociak pozbierał się z betonu i ruszył wprost na kotkę, przewracając ją. Samotniczka parsknęła śmiechem i zaczęła wić się po ziemi jak żmija. Kocurek zaciekawiony jej zabawą, również położył się na ziemi, czując wilgoć kropelek rosy.
— Chyba wygrałem — pisnął, próbując strzepnąć wodę z futra.
— Żartujesz sobie?! To ja pierwsza cię dotknęłam — krzyknęła miedziana. Jej zielone oczy powędrowały w stronę opon, na których leżało ogromne cielsko. Kot ze złocistym futrem zeskoczył z opon i ruszył w stronę kociąt. Przystanął na chwilę i łapą potargał czuprynę pieszczoszki.
— Lwie! Czemu… Wah! — rzuciła koteczka, przewracając się o ogon samotnika.
Starsza wojowniczka uniosła powoli głowę, a w jej oczach pojawił się cień wspomnień.
— Mniszku… jeden… — wyszeptała, patrząc w ciemność. — Był taki, Bławatkowy Wschód. Cichy, samotny… nie mówił wiele o swojej przeszłości. Nikt nie wiedział, skąd przyszedł… Zdaje mi się, że go pamiętasz — wychrypiała. Słowa Delikatnej Bryzy wzbudziły w Mniszkowym Nektarze mieszankę uczuć. Obrazy z Betonowego Miasta przewijały się w jego głowie jak filmy: Lew wspinający się po murach, Misty chowająca się w wąskich zaułkach, ciepło ich futer w nocy, echo kroków po pustych ulicach. Te wspomnienia były jego własnym, tajemnym łącznikiem między przeszłością a teraźniejszością, który nikt poza nim nie znał.
— Dziękuję, Delikatna Bryzo — powiedział cicho, mrucząc. — To więcej, niż mogłem oczekiwać.
Wyszedł z legowiska, a myśli powoli prowadziły go do Mroźnego Wichru, syna Bławatkowego Wschodu. Kocur wędrował powoli, jego ciało pamiętało każdy zakręt ścieżki, każdy kamień i wilgotną trawę, a wspomnienia Betonowego Świata wciąż unosiły się w jego umyśle. Mroźny Wicher siedział na skraju legowiska, ogon opleciony wokół łap, oczy blade i czujne.
— Mroźny Wichrze — zaczął Mniszkowy Nektar, przysiadając ostrożnie — chciałbym porozmawiać o twoim ojcu… Bławatkowym Wschodzie.
Mroźny Wicher spojrzał na niego przez chwilę w milczeniu.
— Nie pamiętam wielu rzeczy — odpowiedział w końcu. — Ojciec mówił czasem, że trafił do Klanu Klifu jako włóczęga. Nie wspominał dokładnie, jak… tylko że musiał. — odparł. Mniszkowy Nektar wiedział, że Bławatkowy Wschód umarł, ale może wciąż jego bliscy pamiętali coś o nim. Jednak jego przeczucie go zawiodło, dlatego bezradny zaczął myśleć.
— Dziękuje Mroźny Wichrze — wymruczał Liliowy, skinając delikatnie łbem. Ze spuszczoną głową dotarł do wodospadu, myśląc, co powiedzieć Diamentowi. Skąd miał wiedzieć, że chodzi o Bławatkowy Wschód?
"Myśl Mniszkowy Nektarze… Ty zakuty łbie! Co powiedziałby Lew?" — Mniszek skarcił sam siebie. Usiadł i zasłonił łapą pysk, próbując przetworzyć w myślach jego poprzednie rozmowy. Jedyne co kojarzyło mu się z Bławatkowym Wschodem to… Kwiaty? Liliowy od razu zerwał się z miejsca, rozejrzał się za legowiskiem wojowników. Stanął u jego progu, próbując dostrzec swoje legowisko w półmroku. Wojownik przypomniał sobie, że ma swoją kolekcję kwiatów. A Bławatek to chaber… Czyż nie? Stawiał łapy delikatnie, próbując nie zrobić żadnego hałasu, ani nie zbudzić żadnego śpiącego kota. Kiedy dotarł do legowiska, chwycił je zębami i delikatnie odsunął. Tam znajdowało się lekkie wgłębienie, gdzie leżały lekko spłaszczone rośliny. Mniszkowy Nektar łapą zaczął rozgrzebywać kwiaty, a kiedy w końcu ujrzał jasnoniebieski kwiat, oczy mu się zaświeciły. Upuścił legowisko i powąchał bławatek. Będąc pewny, że znalazł to czego szukał, ułożył legowisko na swoim miejscu i zawrócił w stronę wyjścia z obozu. Kocur niepewnie przekroczył wodospad, gdzie ujrzał Diamenta, dalej czekającego w tym samym miejscu. Jednak musiał spytać go o coś innego, coś, co głowiło się w jego myślach od dawna.
— Diamencie… — zaczął, gdy stanął obok przyjaciela — Chciałem cię zapytać o jedną ważną rzecz. Byłeś w Betonowym Mieście po tym jak zniknąłem… Co się dzieje z Lwem i Misty, jak sobie radzą? — zapytał Liliowy. Diament zamknął oczy, głęboko wciągając
Duch kłopotliwie spojrzał się na przyjaciela.
— Pamiętam ich, lecz muszę cię zmartwić Mniszku. Złocistego kota już z nami nie ma. Przynajmniej tutaj, bo został zabrany przez wyprostowanych, a na to już nie ma rady — odpowiedział spokojnie. W jego oczach była pustka, lecz wojownik wiedział, że tli się w nich żal do samotnika. Kocur usiadł na kamieniu, czując zimno, które bolało go w zadek. Jednak Diament znowu powiedział mu coś cennego, dlatego pora na wyrównanie rachunków. Czując zimno, wyjął schowany dotąd za nim kwiat. Bławatek, z nieco pogiętymi płatkami. Mniszkowy Nektar położył go na skale, po czym przesunął go do samotnika. Diament przyjął się roślinie, a zaraz po tym zaszkliły mu się ślepia. Wciągnął powietrze przez nozdrza, a potem powoli je wypuścił. W jego oczach pojawił się spokój, jakby ciężar wielu księżyców troski został nieco zdjęty z jego duszy.
— Dziękuję, mój stary druhu — wymruczał w końcu, powoli odwracając wzrok w stronę wodospadu. — Dowiedziałem się tego, po co tu przyszedłem i kogo przez całe życie pragnąłem poznać — Uśmiechnął się, rozszerzając kąciki ust. Dotknął jego niebieskich płatków, po czym zamknął oczy, a z jego jasnego futra pozostał jedynie jasny proch, który zniknął w świetle księżyca. Mniszkowy Nektar przez chwilę próbował znaleźć Diamenta, lecz rozglądanie się poszło na próżno. Kto wie, może kiedyś go jeszcze spotka. Gdzie indziej, kiedy indziej.
— Dziękuję, Delikatna Bryzo — powiedział cicho, mrucząc. — To więcej, niż mogłem oczekiwać.
Wyszedł z legowiska, a myśli powoli prowadziły go do Mroźnego Wichru, syna Bławatkowego Wschodu. Kocur wędrował powoli, jego ciało pamiętało każdy zakręt ścieżki, każdy kamień i wilgotną trawę, a wspomnienia Betonowego Świata wciąż unosiły się w jego umyśle. Mroźny Wicher siedział na skraju legowiska, ogon opleciony wokół łap, oczy blade i czujne.
— Mroźny Wichrze — zaczął Mniszkowy Nektar, przysiadając ostrożnie — chciałbym porozmawiać o twoim ojcu… Bławatkowym Wschodzie.
Mroźny Wicher spojrzał na niego przez chwilę w milczeniu.
— Nie pamiętam wielu rzeczy — odpowiedział w końcu. — Ojciec mówił czasem, że trafił do Klanu Klifu jako włóczęga. Nie wspominał dokładnie, jak… tylko że musiał. — odparł. Mniszkowy Nektar wiedział, że Bławatkowy Wschód umarł, ale może wciąż jego bliscy pamiętali coś o nim. Jednak jego przeczucie go zawiodło, dlatego bezradny zaczął myśleć.
— Dziękuje Mroźny Wichrze — wymruczał Liliowy, skinając delikatnie łbem. Ze spuszczoną głową dotarł do wodospadu, myśląc, co powiedzieć Diamentowi. Skąd miał wiedzieć, że chodzi o Bławatkowy Wschód?
"Myśl Mniszkowy Nektarze… Ty zakuty łbie! Co powiedziałby Lew?" — Mniszek skarcił sam siebie. Usiadł i zasłonił łapą pysk, próbując przetworzyć w myślach jego poprzednie rozmowy. Jedyne co kojarzyło mu się z Bławatkowym Wschodem to… Kwiaty? Liliowy od razu zerwał się z miejsca, rozejrzał się za legowiskiem wojowników. Stanął u jego progu, próbując dostrzec swoje legowisko w półmroku. Wojownik przypomniał sobie, że ma swoją kolekcję kwiatów. A Bławatek to chaber… Czyż nie? Stawiał łapy delikatnie, próbując nie zrobić żadnego hałasu, ani nie zbudzić żadnego śpiącego kota. Kiedy dotarł do legowiska, chwycił je zębami i delikatnie odsunął. Tam znajdowało się lekkie wgłębienie, gdzie leżały lekko spłaszczone rośliny. Mniszkowy Nektar łapą zaczął rozgrzebywać kwiaty, a kiedy w końcu ujrzał jasnoniebieski kwiat, oczy mu się zaświeciły. Upuścił legowisko i powąchał bławatek. Będąc pewny, że znalazł to czego szukał, ułożył legowisko na swoim miejscu i zawrócił w stronę wyjścia z obozu. Kocur niepewnie przekroczył wodospad, gdzie ujrzał Diamenta, dalej czekającego w tym samym miejscu. Jednak musiał spytać go o coś innego, coś, co głowiło się w jego myślach od dawna.
— Diamencie… — zaczął, gdy stanął obok przyjaciela — Chciałem cię zapytać o jedną ważną rzecz. Byłeś w Betonowym Mieście po tym jak zniknąłem… Co się dzieje z Lwem i Misty, jak sobie radzą? — zapytał Liliowy. Diament zamknął oczy, głęboko wciągając
Duch kłopotliwie spojrzał się na przyjaciela.
— Pamiętam ich, lecz muszę cię zmartwić Mniszku. Złocistego kota już z nami nie ma. Przynajmniej tutaj, bo został zabrany przez wyprostowanych, a na to już nie ma rady — odpowiedział spokojnie. W jego oczach była pustka, lecz wojownik wiedział, że tli się w nich żal do samotnika. Kocur usiadł na kamieniu, czując zimno, które bolało go w zadek. Jednak Diament znowu powiedział mu coś cennego, dlatego pora na wyrównanie rachunków. Czując zimno, wyjął schowany dotąd za nim kwiat. Bławatek, z nieco pogiętymi płatkami. Mniszkowy Nektar położył go na skale, po czym przesunął go do samotnika. Diament przyjął się roślinie, a zaraz po tym zaszkliły mu się ślepia. Wciągnął powietrze przez nozdrza, a potem powoli je wypuścił. W jego oczach pojawił się spokój, jakby ciężar wielu księżyców troski został nieco zdjęty z jego duszy.
— Dziękuję, mój stary druhu — wymruczał w końcu, powoli odwracając wzrok w stronę wodospadu. — Dowiedziałem się tego, po co tu przyszedłem i kogo przez całe życie pragnąłem poznać — Uśmiechnął się, rozszerzając kąciki ust. Dotknął jego niebieskich płatków, po czym zamknął oczy, a z jego jasnego futra pozostał jedynie jasny proch, który zniknął w świetle księżyca. Mniszkowy Nektar przez chwilę próbował znaleźć Diamenta, lecz rozglądanie się poszło na próżno. Kto wie, może kiedyś go jeszcze spotka. Gdzie indziej, kiedy indziej.
Dusza Diamenta zaznała spokoju...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz