BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mistral x Pierścień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mistral x Pierścień. Pokaż wszystkie posty

15 sierpnia 2026

Od Mistral CD. Pierścienia

Przeszłość

Pojawiając się w żłobku oraz rozpoczynając rozmowę z młodym Pierścieniem, nie spodziewała się po kocurze tego typu zabaw. Jasne, kociaki często wymyślały sobie zajęcia, które zajmą ich czas w żłobku, lecz kotka nie kojarzyła, by któreś wpadło na taki pomysł. Była nieco zaintrygowana tym, ale i nieco sceptyczna, jakby doszukiwała się w tym drugiego dna, które może nawet nie istniało. W końcu nie była jeszcze oficjalnie zielarzem Owocowego Lasu i jej podejrzenia mogły być błędne.
— Mama mówi, że w obozie jest dużo żuczków! — oznajmił, przesuwając rozmarzone spojrzenie na wyjście ze żłobka. Nagle gwałtownie odwrócił głowę w kierunku Mistral. — Zabierz mnie do obozu — zażądał. — Chcę poszukać żuczków!
Na początku uczennica zamrugała parę razy, jakby upewniając się, że to, co kocurek powiedział, faktycznie miało miejsce.
— Cóż… Nie wiem, co na to twoja mama — mruknęła, spoglądając na Rohan. Ta jedynie machnęła łapą, będą pogrążona w jakiejś rozmowie z Purchawką. — W takim razie chodźmy, tylko nie oddalaj się za daleko, w obozie są też inni i możesz wpaść pod ich łapy — dodała, spokojnym krokiem opuszczając kociarnię, kiedy to srebrny niemal wybiegł, jak poparzony, lecz po chwili zwolnił, biorąc pod uwagę słowa białej lub po prostu przytłoczyła go ilość nowych doświadczeń.

❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜

Obecnie, przed opuszczeniem obozu przez Wiciokrzewa

Pora nowych liście powoli dobiegała ku końcowi, lecz nic nie zapowiadało, aby podobnie było w przypadku chorych Owocniaków, którzy przez ostatnie dni aż nadto odwiedzali trójkę mieszkańców dziupli. Zielarka miała wrażenie, że ledwo co jednego dnia wyleczyli parę kotów, a już następnego ze wschodem słońca zjawiały się kolejne. Dlatego też ta już nie kryła ciężkiego westchnienia, które opuściło jej pysk, gdy po śniadaniu ujrzała w dziupli kolejnego pacjenta. Na szczęście niedawno w towarzystwie Wrony uzupełniła zapas ziół, więc ten teraz nie prezentował się tak krucho.
W legowisku uzdrowicieli zawitał liliowy wojownik, ten widząc młodą kotkę, próbował się uśmiechnąć, jakby sam ten gest miał sprawić, że niebieskooka padnie do jego łap, kompletnie oczarowana kocurem. Ale właśnie, próbował, gdyż tylko na tym poprzestał z powodu bólu zęba, który mu doskwierał, powodując na pysku widoczny grymas z powodu dyskomfortu. Mimo to, niezrażony nieudaną próbą, podszedł bezpośrednio do młodszej, uważając, że to pierwsze fatalne wrażenie nie zaburzyło jego czaru i charyzmy. Ta jedynie przewróciła oczami, pozwalając Purpurze na jego dalsze przedstawienie — czekała tylko na dogodny moment, by podciąć mu skrzydła tych swoich prób oczarowania kocicy.
— Witaj p- — Nie dokończył, gdyż niebieskooka najzwyczajniej w świecie go wyminęła, jakby był tylko powietrzem. — Zaczekaj!
— Nie jestem uzdrowicielem, Gołąbek się chętnie tobą zajmie — oznajmiła. — Prawda? — spytała, spoglądając na burego, który szybko skinął głową, jakby obawiając się tego, co może się stać, gdy odmówi. — Widzisz? Więc daruj sobie te zaloty, bo one na mnie akurat nie działają. Lepiej dojdź do porozumienia z Kasztanką — rzuciła na odchodne.
Za plecami zdołała jeszcze usłyszeć, jak wojownik w końcu się poddaje i mówi uzdrowicielowi, co mu dolega. Ból zęba wyjaśniał, czemu starszemu nie udał się zawadiacki uśmiech, który miał ją oczarować. Prychnęła na to pod nosem, w Owocowym Lesie wieści szybko się rozchodzą, więc nie trudno było usłyszeć, że pomiędzy Kasztanką a Purpurą ostatnio niezbyt dobrze się układa. Biała współczuła kotce, przez chwilę zastanawiając się, jak tak dwa różne koty zdołały się połączyć w związek partnerski. Chyba zostanie to dla niej tajemnicą, dopóki sama z kimś się nie zwiąże, może wtedy dowie się, co jest tak niesamowitego w tym wszystkim.
Miała właśnie wychodzić na krótki spacer, który był po prostu sposobem na zabicie czasu, nim wróci do dziupli z nadzieją, że nie przebywa w niej pręgowany kocur. Plan ten został pokrzyżowany przez wpadnięcie na Bratek. Uczennica nawet nie zdołała wypowiedzieć ani słowa, gdy zaniosła się kaszlem, który aż wywołał lekki grymas na pysku Mistral.
— Idź do Gołąbka. Nie brzmi to na zwykły kaszel — oznajmiła i nie oczekując odpowiedzi, wyminęła młódkę, by następnie opuścić bezpieczny azyl. Nie planowała się daleko oddalać, jedynie na tyle, by w razie niebezpieczeństwa ktoś mógł przybyć z pomocą. Na samą myśl o byciu bezradnej w takiej sytuacji, trzepnęła końcówką ogona. Wizja ta bardzo jej nie leżała, lecz zdawała sobie sprawę, że na obecny moment w Owocowym Lesie jest już wystarczająco dużo kotów, które posiadają umiejętności w dziedzinie walki i medycyny — wątpiła, aby Czereśnia zgodził się jeszcze na jej doszkolenie.
Przysiadła pod jednym z drzew, obserwując, jak liście powoli kołyszą się w rytmie podmuchów powietrza. Wyglądały, jakby tańczyły do melodii, którą tylko dla nich nucił wiatr, gnający wysoko pomiędzy gałęziami w koronach potężnych drzew. W pewnym momencie w zasięgu jej wzroku pojawił się jerzyk. Pierwsza myśl, która przyszła jej do głowy, że to może Wszechmatka chce jej coś przekazać — że może nie jest sama, powinna wziąć się w garść. Jednak… czy była w stanie, widząc, w jakim stanie znajdował się Wiciokrzew? Starszy przecież był niemal cieniem dawnego siebie. I dlaczego? Ponieważ jej żal po śmierci matki był zbyt duży, by być, chociaż nieco milszą dla liliowego. W dodatku ten popełnił śmiertelny błąd. Śmiertelny nie dla niego, a dla młodego wojownika, który był bratem Purpury i Kropli.
Dotychczas nie pozwoliła sobie choćby na chwilę słabości, przecież miała na barkach zdrowie psychiczne całego Owocowego Lasu. Gdyby okazała coś innego niż spokój, zrozumienie, inni mogliby zacząć wątpić w to, czy nadaje się na zielarza. Ciężko pracowała, przykładała się do treningów i Wiciokrzewu i Purchawki. Robiła wszystko, by być najlepszą, idealną na to stanowisko.
Nawet nie zauważyła, gdy z powodu jednego ptaka po jej policzkach zaczęły spływać łzy w cichym płaczu. Płaczu, który wyrażał więcej niż słowa. Płaczu tak potrzebny dla niej, a mimo wszystko duszonym od paru księżyców. Płaczu, który pokazywał, że nie jest kimś, kto jest w stanie unieść nie tylko swoje, ale i innych problemy, zmartwienia.
Z tego stanu wyrwał ją dopiero dźwięk zbliżających się kroków, które należały do dwójki Owocniaków. Szybko przetarła łapą policzki i oczy, mając nadzieję, że nie będzie po niej widać, iż jeszcze uderzenie serca temu płakała, niczym mały kociak, który zgubił swoją mamę.
— Witaj Pierścieniu, Daglezjo — mruknęła, po odchrząknięciu, by mieć pewność, że jej głos się nie załamie w połowie słowa. — Zmierzacie na trening?
— Tak — odparła szylkretka.
— A czy… mogłabym pójść z wami i poobserwować? — Początkowo na to pytanie, wojowniczka zmrużyła nieco oczy, jakby doszukując się ukrytych intencji w tym pytaniu, lecz finalnie wzruszyła ramionami i ruszyła w dalszą drogę. Biała uznała to za niemą zgodę, więc już po chwili kroczyła obok Pierścienia, który nieco wyrósł, odkąd go spotkała po raz pierwszy. — Jak tam u ciebie Pierścieniu?

<Pierścieniu?>

Wyleczeni: Purpura, Bratek

31 maja 2026

Od Pierścienia CD. Mistral

Kociątko podniosło głowę i z pewną niepewnością zlustrowało wzrokiem stojącą przed nim kotkę. Jej długie, puszyste, białe futro różniło się od tych znanych Pierścieniowi ze żłobka. Pachniała... dziwnie. Zapach przypominał liście przynoszone jego mamie i Purchawce przez obce koty, których pysków młody umysł Pierścienia nie zdołał zapamiętać. Domyślał się, że to nie było jego pierwsze spotkanie z gościnią żłobka; w końcu znała jego imię. On jednak nie zwracał szczególnej uwagi na przedstawiane mu koty. W kontaktach z nieznajomymi zazwyczaj chował się za łapą swojej mamy i zajmował się łapaniem własnego ogona. Było to dużo przyjemniejsze niż szum nowych informacji zalewających go przy każdej niezrozumiałej dla niego interakcji z dorosłymi.
— Co tam obserwujesz? — zapytała kotka. Pierścień łapką przyciągnął do siebie swoje znalezisko, z naburmuszeniem wpatrując się w nieznajomą. Żuczek przeturlał się po ziemi, bezsilnie machając odnóżami w powietrzu.
— Nic — wymamrotał kocurek. To był jego owad i nie chciał dzielić się z nieznaną osobą! Jeszcze pomyślałaby sobie, że może go zabrać i wyrzucić, a tego Pierścień nie chciał. Siedząca nieopodal Rohan podniosła głowę.
— Pierścieniu, nie wstydź się! Pokaż Mistral, czym się bawisz! — zawołała zachęcająco. Jej przyjazny ton głosu w uszach kociaka zabrzmiał jak twardy, pełen nieczułości rozkaz. Z niechęcią odsunął podwinięte jak najbliżej siebie łapki, pokazując obcej swoje znalezisko.
— To żuczek — oznajmił pewnie. Dopiero kilka dni temu poznał nazwę dziwnego stworzonka, które czasami zakradało się do żłobka. Rohan była niezwykle dumna, gdy zapamiętywał nowe informacje, więc przykładał do tego dużą uwagę. Teraz znał już nazwy tak wielu owadów! — Zbieram żuczki.
— I co z nimi robisz?
— Kopię dla nich dziury — stwierdził zgodnie z prawdą. Uwielbiał wrzucać małe owady do wykopanych dołów, a następnie patrzeć, jak znikają pod ziemią. Oglądanie nagłego niebytu żyjątek było niezwykle fascynujące. Po udanej zabawie mógł je odkopać i ponownie schować!
— Kopiesz dla nich... dziury? — dopytała Mistral, przesuwając wzrok z owada na kociaka. — Ciekawe — mruknęła. Pierścień ochoczo kiwnął główką. Obca kotka doceniała jego zabawę!
— Mama mówi, że w obozie jest dużo żuczków! — oznajmił, przesuwając rozmarzone spojrzenie na wyjście ze żłobka. Nagle gwałtownie odwrócił głowę w kierunku Mistral. Przez chwilę przypatrywał się jej z niepewnością, oceniając możliwość sukcesu swojego planu. — Zabierz mnie do obozu — zażądał. — Chcę poszukać żuczków!

< Mistral? >

21 maja 2026

Od Mistral Do Pierścienia

W ostatnich dniach, jak nie księżycach sporo się działo – szokująca prawda o Ziemniaku, ucieczka Czajki, bobry, miot sojuszniczy między Owocowym Lasem a Klanem Burzy. W tym wszystkim Wiciokrzew pozostał sam jako uzdrowiciel, gdyż Purchawka przebywała w kociarni, jako królowa i matka czwórki maluchów, które niedawno przyszły na świat. Kocur teraz miał na głowie aż dwójkę uczniów, z czego Mistral była bardziej niezależna, gdyż koniec jej szkolenia zbliżał się wielkimi krokami, a przynajmniej tak uważała młódka – chciała, jak najszybciej zostać zielarzem i nie być już ciężarem dla ojca, który miał do wyszkolenia jeszcze Gołąbka. Dlatego też, kiedy mogła, to brała na siebie leczenie Owocniaków, doglądanie starszyzny oraz swojej mentorki i najmłodszych członków ich społeczności.
Do tego, co jakiś czas odwiedzała czwórkę więźniów, głównie ze względu na niedawną chorobę Poziomkowej Polany, ale i sprawdzanie ogólnego stanu pozostałych. Na szczęście nikt z dawnych samotników już nie chorował, więc biała nie musiała się martwić o kolejną niespodziewaną epidemię, której mogli doświadczyć w czasie problemów z bobrami. Z ich powodu część starszych odeszła, trafiając pod opiekę Wszechmatki.
Uczennica właśnie przysłuchiwała się ojcu, do którego dykcji zdążyła się już na tyle przyzwyczaić, że ta nie przeszkadzała jej w żadnym stopniu. Starszy wraz z burym młodzikiem znajdował się w składziku z ziołami i po kolei tłumaczyć każdą roślinę – czym jest, gdzie znaleźć, jak i kiedy stosować. Mistral oczywiście posiadała już tę wiedzę, więc kiedy tylko widziała, jak liliowy wskazuje na kolejny medykament, niebieskooka w myślach od razu wymieniała najważniejsze informacje. Na obecny moment nie miała zbyt wiele do roboty, a po zapasy wychodziła z jakimś wojownikiem raptem parę wschodów słońca temu. Już myślała, że wyleczyli wszystkich chorych w tym, kiedy usłyszała czyjeś kroki w legowisku.
Z lekkim uśmiechem wycofała się ze składziku i już miała pytać przybysza, co mu dolega, kiedy to ujrzała przed sobą srebrną zastępczynię. Nic do kotki nie miała, lecz to i owo słyszało się o jej temperamencie, który przekazała dwójce kociąt, którymi musiał zajmować się biedny Topola. To właśnie na swojego partnera czekoladowa zrzuciła obowiązek wychowania potomstwa, co raczej nie przypadło do gustu, lecz nie jej było to oceniać – w końcu była jedynie uczennicą i znajdą, którą księżyce temu przyprowadzić Wiciokrzew do obozu. Mistral początkowo też nie była istny uosobieniem grzeczności, jednak dzięki wpływowi Purchawki zmieniła się, tak? Tak.
— Witaj Figo, coś dolega, że pomiędzy obowiązkami znalazłaś czas na przyjście do nas? — spytała, starając się brzmieć na tyle przyjaźnie, by później nie być na celowniku zastępczyni.
— Jest może Wiciokrzew?
“Jeszcze jakieś widzimisię robi… Spokojnie, pozytywne nastawienie.”
— Niestety jest zajęty treningiem Gołąbka, lecz jestem ja — odparła, by następnie wskazać kotce jedno z posłań.
— Wolałabym –
— Nalegam — przerwała jej, co spotkała się ze spojrzeniem srebrnej spod przymrużonych powiek. W końcu jednak zajęła miejsce, na które chwilę wcześniej wskazywała młodsza. — To, co dolega? — spytała ponownie, podchodząc bliżej pręgowanej.
— Swędzi mnie ucho.
“Ach tak, przy oklapniętych uszach łatwiej o infekcje” — pomyślała, a fidze jedynie skinęła głową, by oddalić się po aksamitkę.
— Wiciokrzewie, masz może pod łapą aksamitkę? — zapytała, pojawiając się na nowo w składziku, gdzie bury uczeń właśnie próbował sobie przypomnieć zastosowanie jagód jałowca. Biała tylko kątem oka zerknęła na ciemne kulki u jego łap, w których miał utkwiony wzrok, dopóki nie usłyszał starszej.
— Ja wiem, gdzie jest! — wyrwał się ochoczo, na co Mistral przewróciła oczami z uśmiechem. Kocurek miał zapała, to musiała przyznać.
— Ty to tam się skup na jałowcu, bo w tyle z wiedzą będziesz — oznajmiła zaczepnie, a w międzyczasie liliowy sięgnął po upragnioną przez jego córkę roślinę. — Chcecie coś później zjeść? — dodała, mając w planach udać się po zwierzynę przed odwiedzinami Purchawki w żłobku.
— Wiewiórkę.
— N-nornicę.
— Przyniosę, kiedy tylko wyjdę od Purchawki.
— To dla niej a-aksamitka? — dopytywał zielonooki uzdrowiciel.
— Nie, Figa przyszła z infekcją ucha. — Ojciec jedynie skinął na jej słowa i wrócił do treningu burasa. W tym czasie niebieskooka z kwiatem w pysku podeszła do zastępczyni, by przeżuć roślinę na papkę, którą następnie nałożyła w miejscu infekcji, choć czekoladowa raczej nie była zbytnio zadowolona z tego powodu. Mistral jednak nie obchodziło jej kręcenie nosem – skoro przyszła to musiała się liczyć z takim obrotem spraw.

«★»

Kiedy tylko srebrna opuściła dziuplę, po chwili w ślad za nią podążyła uczennica. Ona jednak swoje kroki skierowała prosto do żłobka, w którym na szczęście już nie przebywała dwójka kociąt tworzących istny chaos na tak małej przestrzeni. Jedno z nich za mentora dostało Figę, a drugie samego Czereśnie. Dzięki ich nieobecności w legowisku panował tam istny spokój, które od paru księżyców brakowało. Oczywiście Purchawka nie była jedyną królową, gdyż oprócz niej była jeszcze Rohan z trójką potomstwa, z czego dwójka z nich odziedziczyła nietypową biel po matce.
— Witaj Purchawko, Rohan — przywitała się na wstępnie, by następnie podejść do małych kulek, które ciasno leżały przy brzuchu dymnej. Dwójka z nich to kotki i kolejna to kocury, niemal każde było czarno-białe oprócz Modrogończyka, gdyż ten był czekoladowy. Niby cała czwórka była podobna do siebie, a jednak inna – różniła ich też ilość bieli, gdyż Gończyk i Zew mieli jej niewiele w porównaniu do sióstr, Łza była bicolorem, a Psianka arlekinem.
Chwilę porozmawiała ze swoją mentorką, dzieląc się wieściami, jakie miała dla niej. Później podeszła do Rohan, a przynajmniej taki był plan, gdyż na jej drodze pojawił się srebrny kocurek, który obserwował jakiegoś robaka na ziemi.
— Hej Pierścieniu — zaczęła, kucając, by znajdować się mniej więcej na wysokości kociaka. — Co tam obserwujesz? — spytała, samej skupiając na chwile wzrok na drobnym żyjątku.

<Pierścieniu?>
[887 słów]

[18%]

Wyleczeni: Figa