BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 sierpnia 2026

Od Śnienia CD. Guziczka

Po ostatniej rozmowie na koronach drzew
 
Nie podobało się Śnieniu, jak to Guziczek ciągle go testował, czy on nadawał się na Owocniaka. Oczywiście, że zamierzał sprostać wymogom nowej dla niego społeczności, chociaż tak naprawdę zawsze w swoim serduszku będzie miał Świetliki, gdzie przy jego boku stała Jarzębinowy Żar oraz był uznawany za ich przywódcę. Czy ktokolwiek mógłby pomóc mu odnaleźć znów to uczucie? Żeby znów mógł powiedzieć, że jest Świetlikiem? Okazuje się, że tak, o ile uda mu się przekonać Kolendrę do pozwolenia mu wychodzenia na nocne polowania. Przecież, co mogło mu grozić? On chciał tylko tropić i łapać zwierzynę dla Owocowego Lasu w świetle księżyca. Co mogłoby pójść nie tak?
Zeskoczył z drzewa, zostawiając za sobą Guziczka i szybko odnalazł Kolendrę, który nieumiejętnie starał się schować w podszyciu. Odchrząknął tylko, a zaraz to wielki rudzielec się podniósł i otrzepał z liści.
— Widziałem, że nawet nieźle sobie radzisz na drzewach — pochwalił go zastępca. — Może jeszcze uda ci się zostać zwiadowcą? Hm?
— Nie, dzięki, wolę tradycyjne role, jak w klanach — odpowiedział mu, widząc jak się tamten krzywi.
Kolendra może i mówił prześmiewczo w jego kierunku, jednak nie spodziewał się, że ten weźmie to na poważnie. Zmierzył Śnienie podejrzanym wzrokiem, jednak nie zastanawiając się dalej, ruszyli w głąb terenów należących do Owocowego Lasu. Dotarli w końcu do Dębowej Ostoi. Z tego, co opowiadał mu mentor, wiedział, że w tej części terytorium nie było praktycznie drzew owocowych. Teren był znany z dużej ilości gryzoni, jak i lisów. Dlatego też Śnienie spodziewał się, że tutaj przyjdą. Usiadł dostojnie i łapką pogładził swoją brodę, czekając, aż zastępca powie, jakie było teraz jego zadanie.
— Będziemy teraz szukać śladów najróżniejszych stworzeń i ty mi powiesz, do kogo one należą. Szczególnie będziemy badać tropy lisów. — Rudzielec również usiadł, przynajmniej jakby był zmęczony podróżą. To fakt, mieli za sobą długi dzień polowania i jeszcze czekała na nich zwierzyna, którą gdzieś ten zakopał w ściółce. Śnieniu też się nie chciało, jednak musiał dobrze się sprawować, żeby jak najszybciej uznano go za Owocniaka. Chciał być już wojownikiem, a nie być przyklejonym do zadka Kolendry.
Nie miał co protestować. Im szybciej znajdzie trop lisa i szepnie jakąś ciekawostkę Kolendrze, tym szybciej zabiorą się za zbieranie jego łupów. Śnienie wstał i ruszył przed siebie, szukając odciśniętych śladów lisa lub chociaż jego zapach. Długi czas przeczesując podszycie, w końcu znalazł ślad zapachowy oraz odciśnięte lisie łapy w miękkiej od deszczu glebie. Zamiauczał po Kolendrę, który tylko, kiedy zobaczył jego znalezisko, skinął głową z aprobatą.

***

Śnienie balansował na gałęzi, jednocześnie trzymając w pysku materiały do legowisk. Oczywiście musiał znowuż pokazać swojemu mentorowi, że opanował plecenie gniazd na wysokości. Nie rozumiał tego nadal, szczególnie że na ziemi Stróże mieli swoje legowiska i nie spali w koronach drzew. Z jego rozmyślań nad niesprawiedliwościami w Owocowym Lesie wyrwało go chrząknięcie Kolendry. Śnienie przez przypadek bujnął się na gałęzi, którą poruszył jego ciężar. Omal nie upuścił mchu i innych materiałów, inaczej mógłby oblać egzamin.
— Idziesz? Ile można bujać się na gałęzi? — Poganiał go Kolendra.
Ciekawe, czy rudzielec też byłby taki mądry, gdyby był na jego miejscu. Kocur był przecież tak krępy i ciężki, że sam by spadł na ziemię z tym całym majdanem w pysku. Śnienie przewrócił oczyma i w końcu podszedł na wyznaczone miejsce, zaczynając pleść posłanie. Kiedy tylko skończył, mentor kiwnął głową i zeskoczyli z drzewa. Był to czas na chwilowy odpoczynek, a później czekało Śnienie patrolowanie granic.

***

Dni mijały, a on nadal nie zapytał się Kolendry o polowanie nocą. Śnienie dostał ostrzeżenie, ale i pozwolenie, jednak musiał tylko ustalić szczegóły z rudym kocurem. Oczywiście, tak jak sam lider Owocowego Lasu powiedział, robiłby to na własną odpowiedzialność. Jedynym problemem był sam Kolendra, który ostatnio zaczął go coś zbyt często sprawdzać. Powtarzali te same rzeczy w kółko. Śnienie zdążył je już opanować, jednak końca drogi przez mękę nie było widać. Ani nie został jeszcze wojownikiem, ani nie wyściubił nosa poza obóz nocą. Musiał coś w końcu zrobić, żeby to wszystko przerwać. Stawał się on powoli Owocniakiem, gubiąc swoją dawną przynależność, kiedy był znany jako Mglisty Sen.
Był już po porannym patrolu, więc był już wybudzony i rozgrzany przed nowymi ćwiczeniami, jakie miał zamiar mu dać jego mentor. Rudzielec zaprowadził go przed konar wielkiego dębu i wskazał na drzewo swoim puchatym ogonem.
— Pokaż mi, jak się wspinasz. Chciałbym zobaczyć, czy umiesz to robić dokładnie tak, jak prawdziwy Owocniak.
— Nie ma sprawy, jednak już od dłuższego czasu umiem się wspinać. Przecież w Klanie Wilka uczono mnie, jak to się robi.
— Wiem, mówiłeś mi to już wiele razy, jednak chciałbym, żebyś to zrobił, jak wojownik Owocowego Lasu, a nie Klanu Wilka. Nie jesteś już Wilczakiem, dla nich jesteś zdrajcą, więc chociaż nie bądź zdrajcą Owocowego Lasu. Zrób to, jak się powinno.
Śnienie zmarszczył nos i spojrzał się podejrzliwie na Kolendrę. Czy ten go czasem nie obraził? Oczywiście, że to zrobił! Czarny nie ukrywając złości, zjeżył się na grzbiecie, a jego źrenice zwęziły się do dwóch cieniutkich kreseczek.
— Widzę, że zażarcie chcesz wyplenić ze mnie moje nawyki i część, która mnie ukształtowała przez tyle czasu. Nigdy nie zrobisz ze mnie Owocniaka z krwi i kości, bo nim nie jestem. Jednak wiedz jedno… Nie znaczy to, że nie jestem lojalny.
Rudzielec mruknął niezadowolony pod nosem i również się zjeżył. Stali tak w napięciu przez parę uderzeń serca, jednak obowiązki wzywały, a on musiał Kolendrze jeszcze przekazać wieści od Czereśni. Bez problemu wspiął się wysoko, wypełniając jednocześnie zadanie zastępcy.

***

Mimo napięcia, które panowało między nimi od tamtej rozmowy, udało się przekazać Kolendrze propozycje o nocnym polowaniu i w przyszłości utworzonej nowej roli, jako nocnych wojownikach lub łowcach, którzy byli doskonale przeszkoleni do polowania w podszyciu, unikając wzorowo wszystkich drapieżników. O dziwo Kolendra się zgodził bardzo szybko, co jednocześnie ucieszyło Śnienie i jednocześnie wznieciło jego podejrzenia.
Właśnie skradał się w cieniach drzew pod osłoną nocy wraz z Kolendrą, który o dziwo nie wziął ze sobą żadnego innego wojownika lub zwiadowcy. Pewnie nie chciał ryzykować życiem innych kotów, tylko z powodu jego głupoty. Przed nimi wyłoniła się Szopa Strachu, a mgła otulała wszystko dookoła budynku dwunożnych. Śnienie postanowił, że przestanie się skradać i zważać na odgłosy nocy. Było przecież spokojnie. Podszedł bliżej drewnianej konstrukcji i spojrzał się z niechęcią na zastępcę.
— Czyli to był ten twój plan, co? Zaprowadziłeś mnie tutaj, żeby mnie nastraszyć, jak młodego niesfornego ucznia — zaczął, podnosząc ton głosu. Nie musiał szeptać, przecież nikogo innego tutaj nie było. Kolendra położył po sobie uszy. — Tylko wiesz, Kolendro, ja nie jestem już kociakiem ani młodziutkim i głupiutkim uczniem. Nie fascynują mnie strachy ani historyjki o takich miejscach.
— To ty chciałeś wyjść w nocy na polowanie. To miejsce jest najbliższe obozu, więc teraz nie zarzucaj mi tutaj żadnych win. Po prostu zapoluj i postaraj się, żeby cię lis nie zjadł — prychnął Kolendra, siadając wygodnie na chłodnej ziemi i owijając ogonem łapy.
— A ty będziesz sobie tak siedział, tak?
— Owszem, nie ja przecież chciałem wyjść na polowanie. — Ziewnął Kolendra, jednocześnie się przeciągając. — No zmykaj. Poluj, bo nas świt zastanie, a ja rano mam obowiązek zarządzać patrolami — machnął w jego stronę łapą.
Śnienie bez słowa odwrócił się na pięcie i poszedł pod wiatr, mając nadzieję, że uda mu się co nieco wytropić. Przecież uwielbiał polować o blasku księżyca. To, czemu miał sobie zawracać głowę jakimiś humorkami Kolendry? Może rzeczywiście kocur zaprowadził go w to miejsce, jedynie dlatego, że było ono najbliższe obozu?
Zajrzał na chwilę do szopy. Było w niej coś naprawdę przerażającego… Stare drewno skrzypiało i lekko się poruszało od większych podmuchów wiatru. Kocur też miał wrażenie, że sama mgła dostawała się do środka szopy przez jakieś dziury i połamane deski. Dziwne narzędzia, które były o wiele większe od niego, wisiały wysoko na ścianach i patrzyły na niego złowrogo. Napuszył się i dla dobra jego własnych snów, postanowił, że odejdzie kawałek od szopy. W ogóle, po co tutaj zaglądał na pierwszym miejscu? Nie chciał mieć przecież koszmarów.
Szybkim krokiem wszedł w gęstą, jak mleko mgłę szukając tropu jakiejś zwierzyny. Duża wilgotność oraz skąpe w liście drzewa, wyglądały naprawdę przerażająco. Ślady zapachowe ciężko było znaleźć, jednak z czasem mu się udało. Królik! Czy to nie rzadka zwierzyna na terenach Owocowego Lasu? Króliki najczęściej widziane były po stronie granicy z Klanem Burzy. Pewnie jeden zabłądził i schronił się w niewinnie wyglądającym lesie. Śnienie instynktownie przykucnął i zaczął się skradać do królika pod wiatr, by ten nie mógł go wyczuć ani usłyszeć. A mgła? Mgła tylko pomagała w podejściu do zwierzyny niezauważonym. Po paru uderzeniach serca znalazł się na tyle blisko królika, że mógł bez problemu na niego skoczyć. Niczym mara wyskoczył z mlecznej mgły. Królik, widząc czarną figurę, która znikąd wyłoniła się tuż przed nim, starał się w panice uciec, jednak nie było mu to dane. Przed śmiercią zobaczył jedynie upiorne żółte oczy kocura. Śnienie szybkim ugryzieniem zabił zwierzynę, a ta zwiotczała w jego pysku.
Zamruczał zadowolony nad swoim pierwszym łupem, jednak nie na długo. Z mglistej mgły dobiegało szczekanie lisów. Wytężając zmysły, wyczuł, że właśnie cztery chytre psowate oczy patrzą się na niego w cieniach nocy. Oprócz świeżej krwi królika wyczuł dość mocną woń właśnie tych rudzielców. Z mgły wyłoniła się lisica, groźnie łypiąc na niego okiem. Warczała i co jakiś czas wpatrywała się w jego zdobycz. Zaraz za nią przyszły jej wyrośnięte szczenięta, które pewnie uczyły się polowania od swojej matki.
Wygiął grzbiet w łuk i położył po sobie uszy. Nie ukradną mu zwierzyny, którą właśnie upolował! Nie pozwoli na to! Chciał przecież tylko polować nocą, gdyż wtedy najlepiej się czuł! Nie zamierzał, by jego marzenie się nie spełniło, dlatego chwycił królika w swoje szczęki i czmychnął w stronę Szopy Strachu, gdzie musiał się kręcić Kolendra. Biegnąc tak przez upiorny las, w końcu wyłoniła się przed nim budowla dwunożnych, a zaraz za nią Kolendra, który puszył się na każdy szelest liści. Kiedy tylko zauważył biegnącego ucznia ze zwierzyną oraz ścigające go lisy, zrobił wielkie oczy i jako pierwszy wspiął się na drzewo.
— Mysi móżdżku, puść tego królika, bo cię rozszarpią! — wrzasnął rudzielec, będąc już na gałęzi.
Śnienie nie mógł mu odpowiedzieć, gdyż trzymał zwierzynę. Czarny jednak nie zamierzał wykonać tego polecenia. Przecież taką zdobyczą koty z Owocowego Lasu najadłyby się po wszechczasy! Z trudem wspiął się na drzewo zaraz za Kolendrą. Przysiadł zaraz obok niego i położył bezpiecznie szaraka na gałęzi obok. Byli bezpieczni!
— Co sobie na Wszechmatkę myślałeś?! — prychnął zestresowany Kolendra. — Teraz jak wrócimy do obozu? Hm?
— Przeczekamy, najpóźniej jakiś patrol przegoni lisy.
— Może i tak, ale wtedy ty będziesz miał przechlapane. Szczególnie jeśli ktoś z patrolu ucierpi.
— No to przeskoczymy z drzewa na drzewo, jak to wy robicie.
— Masz królika, nie zdołasz z nim przeskoczyć na sąsiadujące drzewa — zwrócił mu uwagę rozzłoszczony zastępca.
Śnienie zamilkł, zastanawiając się, co mogliby jeszcze zrobić, żeby uniknąć lisów i wrócić z królikiem. Kolendra, wykorzystując to, chwycił szaraka i zrzucił go z drzewa, gdzie koczowała lisia matka ze szczeniętami.
— Hej! — warknął w stronę kocura.
— No co? Słuchaj się swojego mentora, to może jeszcze zostaniesz kiedyś mianowany, Śnienie.
— Mogliśmy coś wymyślić jeszcze.
— Nie musieliśmy nic nowego wymyślać. Owocowy Las nie głoduje, żeby tak z desperacją szukać zwierzyny po nocach i ryzykować tym samym życia.
Śnienie zamilkł. Kolendra tym razem miał rację. Zagapił się w osiągnięcie swojego celu, tylko dlatego, że chciał pokazać, czym różnił się prawdziwy Świetlik od Owocniaków. Jednak nie był to jego stary teren, gdzie walczyli o przetrwanie wraz z Jarzębinowym Żarem u boku, tylko inna społeczność, która znała swój las. Nie chcąc przyznać racji swojemu mentorowi, jedynie mruknął od niechcenia pod nosem, na co kocur nie zwrócił większej uwagi.
Lisy chichotały pod drzewem, na którym siedzieli. Nie musieli czekać długo, gdyż lisica wraz ze swoimi młodymi odeszła w bezpieczne dla nich miejsce wraz ze skradzioną zdobyczą. Wtedy dopiero mogli zejść z drzewa i powrócili do obozu.

***

Śnienie na drugi dzień chodził niewyspany. Nie przysługiwał mu odpoczynek, tym bardziej że nic nie upolował w nocy i jeszcze nie posłuchał się irytującego go już Kolendry, który na złość kazał mu pójść na poranny patrol. Czereśnia z resztą zgodziłby się z jego rudym zastępcą. Chciał na własną odpowiedzialność polować w nocy? To właśnie dostał swoje obowiązki nieważne czy się ten wyśpi, czy też nie. Potykał się o korzenie oraz niechcący wpadał na koty. Na pewno nie uniknęli uderzenia z nim Wrona, Kasztanka, Koniczyn, Poinsecja czy też Guziczek, który radosny chodził po obozie.
— Przepraszam — mruknął sennie do kocura, starając się podnieść wysoko swoje zaspane powieki.
— Nic się nie stało — zapewnił Guziczek, jednocześnie przyglądając się mu uważnie.
Śnienie się spieszył do legowiska uczniów. Zamierzał skorzystać z przerwy, jaką mu dano. Tak strasznie chciał się wyspać…
— Słyszałeś? Będę ojcem! — wypiął dumnie pierś łaciaty. — Może nazwę jakiegoś malucha po tobie — zażartował.
Śnienie zamrugał. Nie wiedział, co mógł powiedzieć. Kocur, za którym tak nie przepadał, nagle był dla niego miły i nawet powiedział, że jedna z pociech mogła zawdzięczać po nim imię. Stali tak przez chwilę, aż Guziczek burknął niezadowolony. Pewnie stwierdził, że Śnienie po prostu był gburem!
— Gdzie się tak śpieszysz? — zapytał, a potem zamrugał kilka razy zwiadowca. — Idziesz pytać o to, co ostatnio? Coś z tym ruszyło? Dowiem się zresztą wreszcie co dokładnie? — zalał go pytaniami.
Śnienie zacisnął mocniej szczękę. Owszem, że z tym coś ruszyło, jednak nie tak, jak on sobie tego życzył… Jak tylko przypominał sobie poprzednią noc, to czuł, jak jego uszy pieką go ze wstydu.
— Ja… — zaczął niepewnie. — Akurat mam chwilę wolną od obowiązków, chyba Kolendra się na mnie wściekł trochę… Dlatego tak chciałem się przespać. Co do planów, to tak ruszyło coś, jednak nie wiele… Chciałem po prostu się przydać i zacząć polować w nocy, jednak jak wiesz, nie poszło to tak, jak ja chciałem… Na szczęście nikt nie został ranny, jednak to było kosztem zwierzyny, którą upolowałem.
Guziczek ze zdziwieniem i nieukrytym zadowoleniem słuchał go uważnie.
— O, i gratuluję ci oraz Kurce potomstwa. Nie wątpię, że będziecie dobrymi ojcami w przyszłości. — Guziczek uśmiechnął się na jego miłe słowa i skinął zadowolony głową, co również ucieszyło Śnienie. — A teraz wybacz… Chciałbym uciąć sobie małą drzemkę, zanim Kolendra mnie wyznaczy znów do jakiegoś zadania.
Nie czekając na jego odpowiedź, czmychnął do legowiska uczniów, gdzie zaszył się w swoim posłaniu i nie musiał już z nikim rozmawiać. Zwinął się w kłębek i pozwolił, by zmęczenie wzięło górę.

***

W końcu Jeżogłówka urodziła, a tym samym Kurka wraz z Guziczkiem stali się ojcami. Na świat przyszły Alka, Bratek i Gronostaj. Kocięta były urocze i raczej w ciemnych kolorach oprócz Bratka. Koteczka była ozdobiona ładnym niebieskim szylkretem. Śnienie oczywiście pogratulował parze, jednak nie był zdecydowanie pierwszym kotem, który to zrobił. Przecież nie był na tyle blisko Guziczka, czy Kurki, by robić za wujka, czy innego piastuna przesiadując wokół kociąt. Ważne przede wszystkim, że maluchy były zdrowe, a on musiał skupić się na szkoleniu. Może kiedyś opowie im o Klanie Gwiazdy, Świetlikach i strasznych Wilczakach, które zacierały swoje łapki na każde niegrzecznego bachora. Mógłby jeszcze opowiedzieć o Jarzębinowym Żarze, która była najwspanialszą medyczką, jaką Klan Gwiazdy mógł stworzyć.
Z drzewa zeskoczył Kolendra, który machnięciem ogona nakazał pozostałym ruszyć za nim. Właśnie musieli iść sprawdzić granicę z Klanem Wilka i Klanem Burzy. Śnienie rzucił ostatnie swoje spojrzenie na żłobek, gdzie przebywała cała świeżo upieczona rodzina, po czym czmychnął razem z patrolem w głąb terytorium Owocowego Lasu.

***

Guziczek na przestrzeni księżyców jeszcze zadawał mu pytania, czy nie chciałby pomocy z jego planem wyszkolenia kotów, które mogłyby polować i patrolować w nocy. Jednak entuzjazm Śnienia opadł od momentu, kiedy Kolendra ukrócił jego prośby o wychodzenie w nocy. Teraz sam wstawał na najwcześniejsze patrole łowieckie i graniczne lub na te najpóźniejsze, jakie tylko Kolendra lub Figa byli w stanie zaplanować.
Niedawno Modrogończyk zauważył, że na terytorium Klanu Burzy działo się coś niedobrego. Pożar, jaki zaatakował obóz oraz tereny Burzaków narobił strachu Śnieniu, gdyż obawiał się o zdrowie Wełnianej Mszycy. Kiedy przybył wraz z patrolem na pomoc sojusznikom, tak dowiedział się, że przepadł ślad po białej medyczce. Zdruzgotany wrócił z Owocniakami do obozu, gdzie miał wiele dni, by oswoić się z własnymi myślami. Kocur na każdym patrolu, polowaniu czy jedzeniu myślał o albinosce. Nawet Koniczyna powiedział, że ostatnio obudził się przez niego w nocy, gdyż ten szeptał imię medyczki przez sen.
Śnienie wątpił, by kotkę tak łatwo pochłonęły języki ognia bądź rebelianci, którzy doczekali się srogiej kary.

***

— Śnienie, wystąp — rozległ się po obozie donośny głos lidera, Śnienie wyszedł dumnie na środek.
W końcu nadeszła pora jego mianowania na wojownika Owocowego Lasu! Stał właśnie przed topolą, na której górował Czereśnia. Wysoko na niebie świeciło słońce, jednak chmury i wiatr, który towarzyszył temu dniu, nie zwiastował niczego dobrego. Chłód Pory Nowych Liści przeszywał wszystkich w obozie. Koty stały przytulone do siebie z napuszonymi futrami, a tym jedynym na środku był Śnienie, który dzielnie znosił zimny wiatr.
— Najwyższy czas, abyś dołączył do grona wojowników. Wykazałeś się spokojem ducha i adaptacją do nowych zasad i reguł. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i walczyć za jej dobro?
— Przysięgam — odpowiedział zgodnie z pragnieniem.
— A zatem witamy cię jako nowego wojownika Owocowego Lasu!
Koty zaczęły skandować jego imię, którego tak strasznie nie lubił. Jednak liczyło się to, że w końcu nie był zwykłym uczniem i zyskał zaufanie społeczności Owocowego Lasu. Teraz był wojownikiem i mógł zdziałać naprawdę wiele. W końcu nie musiał się tutaj ukrywać z jego wiarą w Klan Gwiazdy, tak jak to robił w Klanie Wilka. Mógł zajść naprawdę daleko, jednak jakim kosztem? Został tutaj tylko z Koniczynem oraz Poziomkiem. Jego rodzina była nadal uwięziona w Klanie Wilka lub przepadła gdzieś. Nie wiedział gdzie była Zaćmiony Horyzont. A koty, które były mu bliskie? Stroczkowa Nadzieja, Szczawiowe Serce, Porywisty Dąb i Miodowa Kora przepadli również, Jarzębinowy Żar nie żyła, a Wełnista Mszyca, gdzieś uciekła przed pożarem, jednak nie wiedział, gdzie ona była.
Swoimi żółtymi oczyma i spokojnym wyrazem pyska zmierzył twarze zebranych. Wzrok zatrzymał na Guziczku, uśmiechnął się do niego.
Nie jestem wcale złym Owocniakiem, nieprawdaż? — pomyślał zadowolony. Zwiadowca wydawał się również cieszyć z jego osiągnięcia.
Zaczęło zmierzchać, a on został zaprowadzony przez Purchawkę oraz Mistral w dość urokliwe miejsce, gdzie spoczęli we trójkę. Dookoła były przyniesione pachnące zioła, które dodawały temu, co ma się zaraz wydarzyć tajemniczości oraz wzniosłości.
— Czy wierzysz we Wszechmatkę, żeby poznać Oblicze Swego Mienia, Śnienie? — spytała go życzliwie Purchawka, a u jej boku dzielnie czekała Mistral, która również się do niego uśmiechała.
— Nie — odpowiedział zgodnie z jego sercem i kontynuował. — Wierzę w Klan Gwiazdy i zawsze, będę w niego wierzył, jednak moja lojalność do Owocowego Lasu jest również prawdziwa.
Obie kotki nie zareagowały złością lub szokiem, jak myślał Śnienie. Nawet nie było po nich widać, że mogłyby się zawieść na nim. Nadal do niego się uśmiechały delikatnie.
— Klan Gwiazdy musi być naprawdę szczęśliwy, że ma tak wiernego kota, jak ty — powiedziała Purchawka i skinęła głową do białej zielarki. — Zostaniesz naznaczony, wojowniku, tak jak każdy w tej społeczności.
Mistral podeszła do niego i pazurami sprawnie zrobiła mu dwa permanentne nacięcia na prawym uchu. Wzdrygnął się, gdyż nie spodziewał się takiego obrotu spraw, a ucho nieprzyjemnie zapiekło.

***

Na drugi dzień ucho go już nie piekło, jednak dwa nacięcia, były nadal zwykłą raną, o którą zawsze trzeba było dbać, dlatego Mistral poinstruowała go, żeby nie zaniedbywał jej i codziennie przychodził do legowiska medyka, by tam Gołąbek mogła go opatrzyć.
Śnienie właśnie obudził się w nowym posłaniu, które znajdowało się w legowisku wojowników. Teraz musiał uważać na siebie, żeby nie spaść na ziemię. Chociaż już tyle miał treningów wraz z Kolendrą, że przyzwyczaił się do częstych wspinaczek oraz wysokości.
Zeskoczył sprawnie z drzewa i podszedł do sterty zwierzyny, przy której siedział Guziczek.
— Dzień dobry, Guziczku, jak tam u ciebie oraz twoich dzieci? — zagadał niespodziewanie.

[rozpoznawanie tropów lisów + tworzenie legowisk na koronach drzew + wspinaczka na drzewa]

< Guziczku? >
🌙

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz