Przeszłość
Kremowa koteczka odwróciła się do czarnej młódki, przyjaźnie mrugając.
– Cześć, jestem Ćma, a ty?
– C-ciska. – Rozluźniła się nieco, widząc jej przyjazny wyraz pyska. – Chcesz się pobawić?
– Chętnie! – Uśmiechnęła się i razem pobiegły w głąb żłobka.
Zgromadzenie
Ah, jej pierwsze w życiu zgromadzenie. Lita skała była zapełniona po brzegi najróżniejszymi kotami.
Przemierzała wyspę, ekscytując się tym wydarzeniem. Ile tu było kotów! Chciała się poznać z sojusznikami, czyli kotami z Klanu Burzy. Kotka szukała kogoś, do kogo mogłaby zagadać. Nagle mignęło jej jakieś kremowe futro z krótkim ogonkiem. Był podobny do jej ojca! Ale... Nie, to nie mógł być Trójoki Zając. Podeszła do niego, tym samym zaczepiając go.
– Dzień dobry, proszę pana. Jak pan ma na imię?
Nieznajomy do tej pory siedział smutno na uboczu, a przygnębionym wzrokiem przeskakiwał po kotach zgromadzonych na wyspie. Uczennica widziała lekkie zakłopotanie w jego oczach.
– Uch, och! Dobry wieczór, młoda damo... Mam na imię Gasnąca Łapa – odpowiedział nieco speszony, gdy koteczka się do niego odezwała.
Wpatrywał się w jej pyszczek w milczeniu.
Kocur przypominał jej ojca... czasami Trójoki Zając w żłobku mówił coś o jego łudząco do niego podobnym bracie, chociaż niewiele. Wiedziała, że były inne kremowe koty na świecie z krótkimi ogonkami, nie była głupia, ale... On naprawdę bardzo mocno przypominał ojca, chciała zaryzykować... Nie, tylko się speszy.
– Jak, Panie Gasnąca Łapo, układa się w Klanie Burzy?
Kremowa zauważyła, jak w jego oczach mieszały się strach i wyrzuty sumienia. W końcu jej może-wujek odpowiedział:
– Jak układa mi się w Klanie Burzy? Cóż... chyba całkiem dobrze. Oprócz tego, że wciąż jestem uczniem! – zaśmiał się nerwowo, próbując się rozluźnić.
Po chwili uniósł uszy i spojrzał na nią z zainteresowaniem.
– A jak u ciebie, młoda damo? Wszyscy w rodzinie zdrowi? Lśniąca Gwiazda dobrze was traktuje? – zapytał łagodnym tonem.
Kotka uśmiechnęła się lekko. Aha! Tylko ktoś, kto miałby kosę z Lśniącą Gwiazdą mógł tak sformułować pytanie! Albo był ciekawski... No cóż, musiała to zrobić prosto z mostu, trzeba odpowiedzieć.
– Tak, Lśniąca Gwiazda pozwolił mi zostać uczennicą medyka, bardzo się z tego powodu cieszę. Pan akurat sformułował pytanie tak, jakby Pan chciał sprawdzić, czy Lśniąca Gwiazda nas źle traktuje... Czy Pan jest moim wujkiem? Niech Pan się nie krępuje, nie mam Panu za złe, że pan nas opuścił.
Wpatrywał się w nią z wyraźnym zakłopotaniem i zdziwieniem. Przez chwilę nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, a po kilku uderzeniach serca zamrugał parę razy, przybierając jeszcze bardziej zmieszany wyraz pyska.
– Oczywiście, że chcę sprawdzić, jak sprawuje się lider klanu, z którym mamy sojusz. Tym bardziej, teraz gdy... sytuacja mojego klanu nie jest najlepsza. Musimy wiedzieć, czy możemy liczyć na kogoś kompetentnego – odparł w końcu, prostując się i próbując przybrać pewniejszą postawę.
Zmarszczył lekko nos, słysząc dalszą część jej wypowiedzi.
– Nie wiem, o kim mówisz, młoda damo. Pierwszy raz w życiu widzę cię na oczy, więc trudno mi stwierdzić, czy rzeczywiście jesteśmy spokrewnieni – wyjaśnił spokojnie. – To, że mamy podobne futra i oboje posiadamy krótkie ogony, jeszcze o niczym nie świadczy. Czy gdybym zobaczył dwa czarne koty stojące obok siebie, od razu uznałbym, że są rodzeństwem albo kuzynostwem? Oczywiście, że nie.
Ćma nie chciała mu od razu wierzyć na słowo. Dzięki codziennym, długim wpatrywaniu się w koty, gdy jeszcze była kocięciem, nauczyło ją to trochę o typowych "zagraniach".
– Hm, może pana z kimś pomyliłam, przepraszam bardzo. Pan jest bardzo podobny do Trójokiego Pyska.
"Przepraszam tato, to dla upewnienia się!" – pomyślała i usiadła.
– No cóż, zawsze chciałam poznać jego brata…
Kremowy wzruszył ramionami na słowa młodszej kotki.
– Przykro mi, młoda damo. Nie znam nikogo o imieniu Trójoki Pysk – westchnął. – Radzę ci się jednak nie poddawać. Wierzę, że jeszcze kiedyś uda ci się odnaleźć kota, którego szukasz.
Na chwilę umilkł.
– Może Trójoki Pysk wspominał ci kiedyś o nim? Albo mówił, gdzie mógł pójść? Jeśli masz jakiekolwiek wskazówki, na pewno łatwiej będzie ci go odnaleźć – mruknął łagodnie.
Westchnęła. Może to jednak nie był on. Ale aż ją coś zaczęło kuć, jakby podświadomie podpowiadało.
– No cóż, chętnie bym się pobawiła z wujkiem... Ale cóż. Nie będę już panu przeszkadzać. Do widzenia! – uśmiechnęła się.
Kremowy westchnął ciężko.
– Dobrze, młoda damo. Lepiej porozmawiaj z kimś w swoim wieku, zamiast marnować czas na jakiegoś staruszka – mruknął.
– Niech pan tak o sobie nie mówi! – uśmiechnęła się do niego ostatni raz i odeszła w głąb tłumu kotów. No cóż, nie udało się. Może się pomyliła? Ale ten pysk, sylwetka, ogon… nawet jeśli to był jej wujek, chciał może zostawić przeszłość za sobą i postanowiła to uszanować.
Ćmia Łapa siedziała na mchu, zapamiętując nowe zioła. Nauka szła jej całkiem sprawnie i już potrafiła leczyć wymioty. Nagle do lecznicy wszedł Słoneczne Oko.
– Dzień dobry, Jagnięcy Ukłonie, Księżycowa Aldrowando i Ćmia Łapo. Strasznie mi… a… a… A PSIK! – kichnął. – Mój nos jest strasznie zatkany… czy mogłybyście coś mi na to podać?
Oczy Ćmiej Łapy zabłysły. Czyżby to był jej pierwszy pacjent?
– Jagnięcy Ukłonie! Mamy katar, czy mogę mu podać zioła lecznicze?
– Oczywiście.
– Dziękuję! – zamruczała, a następnie odwróciła się do chorego. – Zaraz przyniosę panu leki.
– Dziękuję – pociągnął nosem. – Ćmia Łapo.
Kotka z krótkim ogonem poszła do półki w skale i wyjęła mieszankę ziół.
– Bardzo proszę, to powinno ci pomóc. Przeżuj je.
Kocur wziął mieszankę ziół do pyska i delikatnie przemielił, a następnie połknął.
– Daj trochę czasu medykamentom, potrzebują trochę czasu, by zadziałać.
– Dobrze. Dziękuję – pociągnął nosem raz jeszcze. – ...Ćmia Łapo. – skinął lekko głową i wyszedł z legowiska medyczek.
Zaraz po nim weszła malutka czarna pręgowana koteczka z małym kolcem w łapie. Była to Ciska.
– Witajcie, medyczki. Mogłabym prosić o wyciągnięcie tego kolca? – na zewnątrz, wydawało się, że była nie wzruszona, jednak uczennica widziała w jej okrągłych oczach, że się bała.
– Usiądź tu i podaj mi łapkę. – Uśmiechnęła się Ćmia Łapa. – Uwaga… – Złapała kolec zębami. – I… już! Po wszystkim – rzekła, po czym wypluła kolec.
Kremowy wzruszył ramionami na słowa młodszej kotki.
– Przykro mi, młoda damo. Nie znam nikogo o imieniu Trójoki Pysk – westchnął. – Radzę ci się jednak nie poddawać. Wierzę, że jeszcze kiedyś uda ci się odnaleźć kota, którego szukasz.
Na chwilę umilkł.
– Może Trójoki Pysk wspominał ci kiedyś o nim? Albo mówił, gdzie mógł pójść? Jeśli masz jakiekolwiek wskazówki, na pewno łatwiej będzie ci go odnaleźć – mruknął łagodnie.
Westchnęła. Może to jednak nie był on. Ale aż ją coś zaczęło kuć, jakby podświadomie podpowiadało.
– No cóż, chętnie bym się pobawiła z wujkiem... Ale cóż. Nie będę już panu przeszkadzać. Do widzenia! – uśmiechnęła się.
Kremowy westchnął ciężko.
– Dobrze, młoda damo. Lepiej porozmawiaj z kimś w swoim wieku, zamiast marnować czas na jakiegoś staruszka – mruknął.
– Niech pan tak o sobie nie mówi! – uśmiechnęła się do niego ostatni raz i odeszła w głąb tłumu kotów. No cóż, nie udało się. Może się pomyliła? Ale ten pysk, sylwetka, ogon… nawet jeśli to był jej wujek, chciał może zostawić przeszłość za sobą i postanowiła to uszanować.
Teraźniejszość
Ćmia Łapa siedziała na mchu, zapamiętując nowe zioła. Nauka szła jej całkiem sprawnie i już potrafiła leczyć wymioty. Nagle do lecznicy wszedł Słoneczne Oko.
– Dzień dobry, Jagnięcy Ukłonie, Księżycowa Aldrowando i Ćmia Łapo. Strasznie mi… a… a… A PSIK! – kichnął. – Mój nos jest strasznie zatkany… czy mogłybyście coś mi na to podać?
Oczy Ćmiej Łapy zabłysły. Czyżby to był jej pierwszy pacjent?
– Jagnięcy Ukłonie! Mamy katar, czy mogę mu podać zioła lecznicze?
– Oczywiście.
– Dziękuję! – zamruczała, a następnie odwróciła się do chorego. – Zaraz przyniosę panu leki.
– Dziękuję – pociągnął nosem. – Ćmia Łapo.
Kotka z krótkim ogonem poszła do półki w skale i wyjęła mieszankę ziół.
– Bardzo proszę, to powinno ci pomóc. Przeżuj je.
Kocur wziął mieszankę ziół do pyska i delikatnie przemielił, a następnie połknął.
– Daj trochę czasu medykamentom, potrzebują trochę czasu, by zadziałać.
– Dobrze. Dziękuję – pociągnął nosem raz jeszcze. – ...Ćmia Łapo. – skinął lekko głową i wyszedł z legowiska medyczek.
Zaraz po nim weszła malutka czarna pręgowana koteczka z małym kolcem w łapie. Była to Ciska.
– Witajcie, medyczki. Mogłabym prosić o wyciągnięcie tego kolca? – na zewnątrz, wydawało się, że była nie wzruszona, jednak uczennica widziała w jej okrągłych oczach, że się bała.
– Usiądź tu i podaj mi łapkę. – Uśmiechnęła się Ćmia Łapa. – Uwaga… – Złapała kolec zębami. – I… już! Po wszystkim – rzekła, po czym wypluła kolec.
Wyleczeni: Słoneczne Oko
<Cisko? Już wszystko w porządku?>
[945 słów + wyleczenie postaci NPC]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz