Przedostatnie zgromadzenie
Rozbity Księżyc szedł wraz z Cętkowanym Tęgoszem i Seradelkową Łapą. Nie był do końca pewien, jak właściwie trafił do tej grupy. Tak samo, jak nie był pewien, dlaczego zaprzyjaźnił się z rudzielcem. Gdy dotarli na Bursztynową Wyspę, uczennica dosyć szybko się od nich oddaliła, więc zostali sami. Nie rozmawiali raczej zbyt wiele, dopóki gdzie między kotami nie zauważyli dwóch niebieskich uczennic kłócących się o jakieś bzdury.
— Patrz na nie, nawet zgromadzenie się nie zaczęło, a już tam psocą w oddali — pokazał mu dwie szalejące niebieskie kotki.
Księżyc miał ochotę odejść od kocura, ale ostatecznie zrezygnował. Uznał, że Cętek mógłby się jeszcze za to na niego obrazić. Wolał być wierny swojemu przyjacielowi i nie robić sobie problemów. Widząc dwie uczennice, sam najchętniej by do nich dołączył, ale słysząc słowa Tęgosza, zastrzygł uchem zirytowany.
— Jeszcze się nie biją. Widać, że to świeże mięso. Na szczęście nienależące do Klanu Wilka, więc nie musi to nas obchodzić — odparł nieco bardziej chłodno niż zwykle i skrzywił pyszczek. — Szkoda, że ja nie mogłem czegoś takiego zaznać. Fajnie by było mieć kogoś, kto rzucałby się z tobą błotem jako uczeń — marudził coś tam pod nosem.
Obserwował przez chwilę Tęgosza, unosząc lekko brwi. Chyba zbierał jakieś pozostałości z bitwy młódek z innych klanów.
"Co on kombinuje?" pomyślał, a zaraz chwilę później oberwał czymś mokrym...i brudnym.
— Łap Księżyc! — rudzielec rzucił bielucha błotem, brudząc jego białe futro, wyglądającego na dosyć rozbawionego.
Rozbity co prawda dostał ostrzeżenie, ale trochę zawiesił mu się móżdżek. Nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać.
— Czy ty jesteś głupi? — prychnął najpierw, ale zaraz zaczął się śmiać.
Posłał Cętkowanemu ciepły uśmiech.
Tęgosz uśmiechnął się złośliwie, ale też ze swego rodzaju satysfakcją.
— Słowa jako uczeń nic ci nie mówią? — dodał, zbierając błoto ze swojego futra.
— A musimy się ograniczyć tylko do bycia uczniami? Ja tam czuje się nadal młody, nawet jak zostałem wojownikiem, niedawno po tobie — odmruknął, unosząc lekko brwi.
Księżycek ziewnął cicho, na wypowiedź rudzielca.
— Młody może i tak, ale jaki głupkowaty. Jeszcze parę księżyców temu prędzej był uznał że jaszczurki zaczną latać niż ty, dumny Tęgoszyku rzucisz we mnie kawałem błota — zaśmiał się znowu.
— Nie futrzaku, za to ty strasznie spięty jakoś — odparł.
— Wcale nie jestem spięty... — burknął, wytrzepując białe futerko.
Podszedł do cętkowanego, przejeżdżając kocurowi ogonem podbródek. Korzystając z jego chwili nieuwagi, również zebrał błoto i położył mu je prosto na głowę.
— To błotko dodaje ci uroku przyjacielu — miauknął.
Oczy cętkowanego zabłysły lekko. Rewanż, za rewanż. Błoto wylądowało tym razem w futrze na piersi białego. Zmrużył lekko oczy w odpowiedzi na słowa cętka.
— Tobie też towarzyszu, teraz wyglądasz jak "dziki Wilczak”— miauknął.
— Sam jesteś dziki Wilczak. Dziki mysi móżdżek — miauknął.
— Chyba przed chwilą wybiłem się z rytmu, co? Biały ogonek cię zdezorientował? A może to po prostu moja sprawka? — zatrzepotał rzęsami, a w jego oczach można było ujrzeć zapewne całe odbijające się niebo.
Szybko jednak przewrócił oczami.
— No co tak patrzysz? — burknął ze śmiechem.
Pół księżyca później
Rozbity Księżyc wrócił właśnie z patrolu. Nie miał zbyt wiele siły. Niemal od razu, gdy odłożył swoją zdobycz na stos, poległ nieopodal, zabierając ze sobą ze stosu jakąś mysz. Wkrótce przysiadła się do niego jakaś wojowniczka. Spojrzał na czekoladowe futro, od razu rozpoznając w nim Tropiącą Łaskę.
— Zapytam prosto. Jesteś z Tęgoszem? — zapytała, a jej pysk wykrzywił się odrobinę z niesmakiem.
Księżyc aż wypuścił z pyska zwierzynę.
— Słucham? — mruknął niedowierzający własnym uszom. — Co to w ogóle za pytanie? Jak mógłbym z nim być? — burknął zniesmaczony tą myślą.
— Wiesz, niektórzy mówią, że tak. No i dziwnie się zachowujecie — prychnęła z dozą złośliwości.
— Niektórzy najwyraźniej mają coś z głową. Czemu niby miałbym? — mruknął, chociaż brzmiało to może odrobinę bardziej jak syknięcie. — Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Ale to tłumaczy, czemu ostatnio niektórzy zaczęli się krzywić na mój widok. Kto to w ogóle rozniósł? — skrzywił pyszczek.
Nawet jeśli rudzielec nie wyglądał najgorzej, to byli przyjaciółmi. No i oboje byli młodzi, mieli jeszcze dużo czasu przed tobą.
Tropik nie wyczuwając żadnej plotki, przewróciła tylko oczami i odeszła. Księżyc zmarszczył brwi, rozglądając się. Zaraz położył uszy po sobie. Szybko stwierdził, że powinien zacząć unikać swojego towarzysza. Choćby na tyle, ale te dziwne plotki umilkły. Co jak co, ale wolał nie mieć przez to problemów.
Trzy księżyce później
Biały, gdy tylko dowiedział się o śmierci Cienistej Zjawy, zapragnął porozmawiać z rudzielcem. Właśnie dlatego zdecydował się na spotkanie z nim. Nie rozmawiali od trzech księżyców. Nie spał również już koło niego w legowisku, lecz na drugim jego końcu. Plotki zdążyły odrobinę umilknąć, chociaż nadal część kotów patrzyła na niebieskookiego dosyć nieprzychylnie. Zaczepił go więc przy posiłku.
— Hej… Tęgoszu — mruknął cicho, kładąc uszy lekko po sobie
<Tęgosz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz