— Przyniosę mu coś do jedzenia, może jak go nakarmimy, to wyjdzie! — oznajmił Lipieniek, a Drzemlik w odpowiedzi zawołał:
— Dobrze!
I łapką pilnował, żeby w razie co ślimak nie stoczył się z ich porządnej konstrukcji. Słońce wspinało się leniwie po nieboskłonie, rzucając delikatne światło na pyszczek młodzika, dumnie i wytrwale pilnującego, żeby nic nie stało się ich nowemu zwierzakowi. Patrzył na wojowników, spieszących się na patrole, dzielących językami i co jakiś czas miał wrażenie, że ktoś do niego podejdzie, aczkolwiek finalnie nikt tego nie zrobił, przynajmniej nie teraz. Lipieniek obawiał się, że ktoś im porwie tego ślimaka albo wyrzuci, a niebieski nie odczuwał niczego podobnego. Tak naprawdę z wielką chęcią pochwaliłby się komuś, że go znaleźli.
Czekał i czekał na kolegę, ale jemu schodziło dziwnie długo. Może zwęglony był po prostu niecierpliwy? Zaczął się odrobinę martwić. Jedyne, co widział, to przebierające łapy pobratymców nieopodal i czuł zapach kociaka, jeszcze przed chwilą tutaj siedział.
Rozejrzał się w poszukiwaniu znajomego, pręgowanego ogonka, ale nie mógł go nigdzie znaleźć. Wstał więc i pochylił się nad ślimakiem jeszcze. Czy wyszedł poza obóz w celu zerwania paru liści? Jak wyglądało w ogóle wyjście z azylu? Nie był pewien, czy chciał to sprawdzać. W końcu nie wolno mu było wychodzić poza żłobek, a co dopiero poza obóz…
— Nigdzie nie idź, dobrze? Musimy cię jakoś nazwać! — poprosił, poduszką delikatnie gładząc go po muszli. Była śliska i mniej mokra niż paręnaście uderzeń serca. Wstał od niego i gdy zrobił parę kroków, jego serce uspokoiło się odrobinę. Lipieniek siłował się z jedną z wielkich trzcin. Ząbkami wbił się w obficie obrośnięte łodygi, a roślina nie ustępowała i gdyby tylko poszarpał się tak dłużej, możliwe, że posłałaby go w górę i utknąłby tam, przynajmniej dopóki nikt by go nie zdjął. Niczym polna mysz na kłosie trawy. Westchnął z ulgą. Podszedł do kolegi w celu pomocy mu z zerwaniem pożywienia dla ślimaka. Nie był szczególnie silny, ale praca we dwóch robiła różnicę.
<Lipieńku, uważaj, bo zawiśniesz w powietrzu! A koty nie potrafią latać… czy potrafią?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz