Śnienie ucieszył się na zadane mu pytania. Mógł w ten sposób szerzyć wiarę w Klan Gwiazdy nawet tutaj, gdzie raczej dominowały inne dziwaczne wierzenia. Poprawił się na posłaniu i przeczesał pazurami brodę.
— Nie będę ukrywał, że cieszy mnie twoja ciekawość w nasze wierzenia, Borowiku.
Koniczyna wraz z Poziomkiem nadal milczeli, jednak przypatrywali się uważnie mimice kocura. Śnienie oczywiście nie zamierzał przegapić edukowania kogoś o powodach, przez które tyle w życiu stracił i jednocześnie zyskał.
— Klan Gwiazdy to żadne plemię, są to przodkowie, którzy po śmierci znajdują się na Srebrnej Skórze, wysoko nad nami. To właśnie oni nas obserwują, kiedy śpimy oraz czuwają nad naszym dobrem. Przez to, że są to koty, nie są nieomylni, jednak na pewno wiedzą o wiele więcej od nas, skoro są tak wysoko. Widzą po prostu więcej. To właśnie oni skonstruowali kodeks wojownika oraz medyka. Liderom dają po dziewięć żywotów. Natomiast po śmierci dobre koty tam trafiają, gdzie mogą w spokoju zobaczyć się ze swoją rodziną oraz z innymi kotami, z którymi były blisko. Medycy też kontaktują się z nimi w snach lub przez zesłane znaki. Dlatego między innymi ja wraz z kotami, które wcześniej były Świetlikami, znaleźliśmy się na tych terenach. To właśnie dzięki Jarzębinowemu Żarowi przeżyliśmy i jesteśmy w stanie wyznawać, to co chcemy.
Koniczyna wraz z Poziomkiem pokiwali głowami.
— W Klanie Wilka wierzą w co innego – w Mroczną Puszczę… To koty bez żadnych zasad kierujące się siłą, a nie dobrem. Ile krwi niewinnych przelali, to nawet nie wiesz, młody — odezwał się Koniczyna, jednak słowa, które dobierał, były bardzo ostrożne. — Są tam koty, które chętnie by zabiły wszystkich, którzy nie wierzą w Mroczną Puszczę, dlatego właśnie Jarzębinowy Żar nas uratowała.
— Poza tym, według tego, czego dowiedziałem się od Czereśni, po naszej ucieczce, Nikła Gwiazda, czyli lider, który rządził Klanem Wilka przed Zalotną Gwiazdą, ogłosił nas niebezpiecznymi zdrajcami na jednym z dawnych zgromadzeń. Nie jestem pewien, czy czasem nie jesteś za młody, żeby to pamiętać… — Śnienie polizał się po łapie i wygładził futerko na głowie. — Jednak jak widzisz, żadne z nas nie jest mordercami i przez tyle czasu ile już jesteśmy w Owocowym Lesie, nikomu krzywdy nie zrobiliśmy ani nie zamierzamy tego robić, gdyż jest to niezgodne z naszymi wyznaniami.
— No, chyba że chodzi o Rysi Trop… — odezwał się cicho Poziomek. — Ona jest dziwna i niebezpieczna…
Borowik zrobił większe oczy, jakby przynajmniej Ryś miała wpaść do legowiska uczniów z odciętą głową pierwszego lepszego Owocniaka. Oczywiście nie było to możliwe, gdyż kocica naprawdę była niebezpieczna, jednak koty pilnowały ją dość dobrze w obozie.
— Ryś jest niebezpieczna, bo nie wierzy w Klan Gwiazdy i jest kultystką — stwierdził twardo Śnienie, trochę spłycając problem. — Może Czereśnia zmieni zdanie, jeśli zobaczy, że ta się nie zresocjalizowała…
— Ona nie zresocjalizuje się nigdy… Przecież zabiła kota! — Poziomek otulił się mocniej swoim ogonem i również zrobił wielkie przestraszone oczy.
Koniczyna milczał. Miał nietęgą minę, jednak Śnienie go nie oceniał. Pewnie też brzydziła go postawa Ryś. Szczególnie że jego przyjaciel miał za mentora Krucze Pióro, czyli kultystę z krwi i kości. Czarny przeczuwał od owego Wilczaka złą aurę, tak jak od Ryś, czy Zalotnej Krasopani, która teraz zwała się Gwiazdą.
— Skoro Ryś jest tak niebezpieczna, to czemu Czereśnia jej nie wygna? — odezwał się w końcu Borowik, odzyskując mowę.
— Wiem jedno, Borowiku… Czereśnia liczy na to, że Ryś się zresocjalizuje i kazał Mistral zająć się nią. Dlatego mogłeś zauważyć, że wasza zielarka bardzo często odwiedza ją w izolatce. Pewnie daje jej jakieś zioła, przez które tamta jest senna albo lepiej się czuje.
Ich rozmowa nie parła ku końcowi. Siedzieli tak i wypowiadali swoje zdania na temat szalonej szylkretki, która pozbawiła jakiegoś samotnika życia, po czym groziła wszystkim Świetlikom, że im również odbierze życie. Czas płynął tak, aż w końcu musieli się rozejść. Obowiązki każdego z nich wzywały. Śnienie musiał pójść wraz z Kolendrą na polowanie, Koniczyna wraz z Poziomkiem, musieli wykonywać obowiązki stróża, a że byli uczniami, to mieli o wiele więcej roboty, niż ich właśni mentorowie. Natomiast Borowik musiał zmykać na drzewa, żeby udawać wiewiórkę, jak to mieli w zwyczaju wszyscy zwiadowcy.
***
Borowik został mianowany na zwiadowcę o wiele wcześniej, niż Śnienie został mianowany na wojownika. Trochę mu to przeszkadzało, szczególnie że buras był od niego o wiele młodszy. Jednak kocur był w stanie przełknąć swoją zazdrość i pogratulować młodszemu mianowania na zwiadowcę. Kilka dni później mógł zauważyć, jak Borowik sprawnie przeskakuje z drzewa na drzewo, ganiając się z Puchaczem i Wroną.
Normalnie jak wiewiórki — skomentował w myślach, śledząc ich wzrokiem do momentu, aż ci nie zniknęli mu z oczu.
— Hej, Śnienie! — zawołał do niego Sajgon. — Ruszaj się, reszta patrolu już poszła w stronę Wrzosowej Polany!
— No tak… — powiedział pod nosem, czego kocur nie dosłyszał. Ruszył zaraz za nim, wracając do patrolu łowieckiego.
***
Ostatnio Śnienie też był mianowany. W końcu się mu to udało! Teraz wszyscy mogli zauważyć jego znaczenie na prawym uchu. Był z siebie zadowolony, tak samo koty wydawały się teraz inaczej go postrzegać. Że mu zależało na Owocowym Lesie i nie był jakimś kotem, którego przygarnięto z dobroci serca.
Właśnie spacerował po lesie wraz z Poinsecją, która chyba wpadła w oko Koniczynie, kocur coraz częściej rozmawiał z kotką i Śnienie nie mógł tego przeoczyć. Dlatego też stwierdził, że pomoże swojemu przyjacielowi. Dowie się co nieco o niej, by później mógł doradzać łaciatemu. Kiedy tylko dotarł do Śliwkowego Gaju, zauważył czatującego wysoko w koronach owocowych drzew Borowika.
— Hej, Borowiku! — zawołał do kocura. — Co tam robisz wysoko na drzewie? Chcesz zejść na ziemię i razem pospacerować? Jest ze mną Poinsecja.
< Borowiku? Chcesz wyjść na wspólny spacer? >
🌙
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz