Szylkretka co jakiś czas spoglądała na kociaka. Fluoryt zdecydowanie wyróżniała się spośród młodych. Była inteligentna i aż chciało się z nią rozmawiać! Motylkowa Łapa już teraz wiedziała, że będzie odwiedzać kotkę tak często, jak tylko będzie mogła w ciągu dnia. Uśmiechnęła się ciepło do kociaka.
— Chciałabym ci powiedzieć, ale niestety medyków obowiązuje tajemnica. Jedynie przywódca i inni medycy mogą znać przepowiednię. Chyba że jakieś inne koty również muszą się o niej dowiedzieć — wyjaśniła, spoglądając w niebo. — Jednak wydaje mi się, że gdyby to było coś pozytywnego, podzielenie się z innymi nie byłoby takie złe. Na razie i tak nie mam czym się dzielić — dodała, lekko spuszczając głowę. Nie czuła się najlepiej okłamując kociaka, jednak cóż musiała tak zrobić. Ostatnio otrzymała przepowiednię od przodków. Pamiętała jej szczegóły do dziś. Ciepło, które ją wtedy otulało, przyjemne zapachy i króliki! Wszędzie, dokąd sięgnąć wzrokiem. A potem ten cudowny ptak — biały jak śnieg, jak obłoki na niebie. Szybko jednak ziemia go pochłonęła, pozostawiając po sobie czysto białe kwiaty, tak samo śnieżne jak jego pióra. Potem jednak nadszedł dziwny zapach i szalejąca burza wokół nich. Zamiast deszczu i piorunów — duszące powietrze. Mimo to Motylkowa Łapa nie przejmowała się tą wizją. W tamtym śnie ona i reszta kotów zdawali się być całkiem bezpieczni. Kotka na chwilę pogrążyła się w myślach, a dopiero westchnienie rozczarowania młodszej kocicy wyrwało ją z zamyślenia.
— W takim razie muszę to sobie wyobrazić... Ale się nie obrażę, bo lubię moją wyobraźnię! — uśmiechnęła się, przyglądając się niebu. — Jak myślisz... co takie koty mogą o nas sądzić? Uważają, że jesteśmy warte uwagi, czy może jesteśmy dla nich nieciekawe? A może... czytają nam w myślach! Och, w takim razie chciałabym być na ich miejscu! Wyobrażasz sobie czytać w myślach? Niesamowite... Natura na pewno potrafi takie rzeczy! Wiatr przecież przelatuje nam przez uszy, więc dostaje się do wnętrza głowy! — powiedziała z zachwytem, wpatrując się w otaczający je obóz.
— Myślę, że bardzo nas kochają. Jeśli podążamy za ich zasadami, nie krzywdzimy innych i każdego dnia staramy się być najlepszą wersją siebie, to z pewnością nas lubią. Ale gdy sprawiamy innym ból, na pewno są bardzo źli — westchnęła. — Czytać w myślach? Może potrafią! Ale na pewno umieją czytać w naszych sercach. Wiedzą, co czujemy i kiedy kłamiemy. Myślę jednak, że ja sama nie chciałabym mieć takiej umiejętności. Wolę, żeby ktoś sam mi coś wyznał, niż żebym musiała wkradać się do jego głowy — zaśmiała się nerwowo.
— Och... Ale przecież są dni, w których nie masz siły na nic. Co wtedy? Natura przyjmuje nas z otwartymi ramionami, nieważne, jakie błędy popełniliśmy i jak bardzo nie stosowaliśmy się do zasad — zawsze otuli nas swoimi promieniami i cichymi szeptami — powiedziała, zaciskając oczy z zainteresowaniem. Słuchała słów koleżanki z lekko uchylonym pyszczkiem.
— Racja... Oby nie patrzyli na nasze łapy, a na serca i miłość... Bo przecież to one są najważniejsze — lekko zadrżała, czując na plecach niemiły powiew.
— Klan Gwiazdy nie karze nas za chwile słabości. W takich momentach chce być przy nas i dodawać nam otuchy w trudnych czasach — zamruczała ciepło Motylka. — Jednak notoryczne krzywdzenie innych to coś, czego nigdy nie zaakceptują.
Jej ogon delikatnie poruszył się po ziemi, gdy mówiła dalej:
— Każdemu zdarzyło się kiedyś złamać zasady kodeksu. Ważne, by zrozumieć swój błąd i nie popełniać go ponownie. Klan Gwiazdy zawsze daje więcej niż jedną szansę.
Zatrzymała się na chwilę, spoglądając na młodszą z czułością.
— Ale ty nie musisz w ogóle martwić się o ich osąd. Jesteś kociakiem, a przodkowie zawsze przymykają oko na wasze małe występki — dodała z wesołym mruknięciem. Jej oczy błysnęły łagodnym ciepłem.
Fluoryt wpatrywała się w swoje łapy, chłonąc każde słowo Motylkowej Łapy. Po chwili uśmiechnęła się ciepło i z entuzjazmem dodała:
— W takim razie... mają dużo wspólnego z naturą! Może działają wspólnie, a może są tymi samymi istotami, tylko pod inną nazwą... To bardzo skomplikowane! Ale z pewnością oboje robią wszystko, abyśmy promieniowali najmocniejszym słońcem każdego dnia — spojrzała na przyjaciółkę.
— Dokładnie tak! Przodkowie chcą, aby było nam jak najlepiej. Wystarczy otworzyć serce — zamruczała i spojrzała w niebo, jakby czuła na sobie ciepłe spojrzenie przodków.
Fluoryt otworzyła pysk, chcąc wymruczeć kolejne przemyślenia, ale wyrwało ją z tego wołanie dochodzące ze żłobka. Oblała koleżankę przepraszającym wzrokiem i przytulnie wymruczała:
— Wybacz, Motylkowa Łapo, muszę wracać. Ale było mi bardzo miło cię poznać! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś mnie odwiedzisz... Bo jesteś z pewnością jedną z tych, które otula opieka naszych bóstw. Promieniejesz ogromnym ciepłem — wstała pośpiesznie na łapki i skinęła łebkiem.
Odwróciła się i krótko dodała:
— Do zobaczenia!
Po tych słowach czmychnęła zwinnie do żłobka.
— Och, jasne! Mnie również było miło cię poznać! Na pewno odwiedzę cię jeszcze nie raz. Do zobaczenia! — wymruczała i odprowadziła kotkę wzrokiem.
Szylkretka jeszcze przez chwilę siedziała przed żłobkiem, rozmyślając nad wszystkim. W końcu machnęła ogonem i skierowała się do legowiska medyka, by się do czegoś przydać.
[792 słów]
[przyznano 16%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz