***
Obudził się wypoczęty, jednak Mandarynki już nie było. Westchnął delikatnie, jednak nie był zbyt zdziwiony. W końcu kotka zwykle wstawała wcześniej, żeby osobiście sprawdzić czy pierwszy patrol wyrusza. Był ciekawy czy już jadła śniadanie. Przeciągnął się i ruszył na zewnątrz. Odszukanie kotki nie zajęło mu zbyt wiele czasu, bo rozmawiała akurat ze Spienioną Gwiazdą. Odczekał więc uprzejmie chwilę nim zaproponował posiłek.– Tak, tak, wypadło mi to z głowy… – tłumaczyła się kotka myślami wciąż jednak będąc gdzie indziej.
Niewiele myśląc przyniósł jej jedną z ryb, które znajdowały się już na stosie. Pierwszy patrol musiał już wrócić, spał dłużej niż założył. Podsunął piszczkę partnerce i podzielili się nią.
– Jak twoje biodro? – spytała kotka, mierząc Bursztynka oceniającym spojrzeniem.
Skrzywił się. Zwichnął je poprzedniego poranka, co chwilowo uniemożliwiało mu pełne uczestniczenie w patrolach łowieckich. A dodatkowo wypadek był bardzo głupi – żadnych heroicznych walk z lisami czy przepędzania samotników, Bursztynek zwyczajnie spadł z drzewa i jedyne co mógł winić to źle obliczone przez siebie ryzyko. Tamta gałązka cały czas wyglądała, jakby mogła się złamać, trzeba było na nią nie wchodzić bez względu na to jak tłusta zdobycz znajdowała się po drugiej stronie.
– Już dużo mniej boli, ale pójdę jeszcze po nowy opatrunek do Zimorodkowego Życzenia – westchnął. – Może spotkam Piórko, zapytam co tam u niej.
Mandarynka potaknęła niemrawo, patrząc na ostatnie kęsy ryby.
– Nie przemęczasz się ostatnio…? – zaryzykował pytanie. – Wiesz, że jakbyś czegoś ten, no, potrzebowała… To zawsze możesz się odezwać, prawda?
<Mandarynkowe Pióro?>
Wyleczeni: Bursztynowy Brzask
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz