Korzystając z cieplejszej pogody, wybrała się razem z Kozim Przesmykiem nad wodę, aby oboje mogli przetestować swoje umiejętności łowienia ryb, które wynosiły równe zero. Była to kolejna z ich wspólnych wypraw, w trakcie których spędzali wspólnie czas i jako samoucy starali się zgłębić tajniki połowu ryb. Kotka stała na płyciźnie, starając się pochwycić, chociażby maleńką rybę. Bezskutecznie. Śliskie stworzenie przemykało tuż między jej łapami i zębami, gdy starała się skoczyć w jego kierunku. Kozi Przesmyk natomiast wykorzystując technikę polowania na króliki, starał się dogonić ryby, które spłoszone gwałtownym ruchem w wodzie pouciekały do kryjówek, bądź odpłynęły z nurtem.
– M-mam! – wymamrotał kocur, prezentując z dumą kotce swoją zdobycz. Margaretka z trudem powstrzymała śmiech. Srebrzysty zdając sobie sprawę, że trzyma patyk, wypluł go z powrotem do wody i zawiedziony skierował się w stronę szylkretki.
– Uszy do góry Kózku! – rzuciła pocieszająco kotka. – W przeciwieństwie do mnie przynajmniej coś złapałeś! To już jakieś osiągnięcie!
– Ł-ładna mi zdobycz... Było to do przewidzenia. Niepotrzebnie obiecałem kociętom możliwość spróbowania przysmaku Klanu Nocy. Będą zawiedzione, że wróciłem z pustymi łapami. – rzucił smętnie, lecz koniec końców kącik jego pyszczka się uniósł.
– W drodze powrotnej możemy zapolować na zające. – zaproponowała kotka, będąc pewna, że kocięta zrobią większą aferę, jeśli nie otrzymają czegoś, niekoniecznie tego co obiecał im wojownik. – A jak już zostaną uczniami, możemy ich poprosić, aby to oni coś dla nas złowili. Wtedy przekonają się, że pochwycenie śliskiej ryby nie przychodzi nam z taką łatwością jak złapanie królika, nawet mimo wielkich chęci i starań. – Bezwiednie postawiła jedną z łap na oblodzonym podłożu, podczas wspinaczki na stały grunt. To był błąd. Straciwszy równowagę upadła na bok i zsunęła się w dół niedużej skarpy, spychając idącego za nią wojownika do wody, jak i sama po chwili wylądowała z pluskiem w rzece. Na ich szczęście nadal znajdowali się na płytszym fragmencie wód, dzięki czemu z łatwością udało im wydostać z powrotem na brzeg. Dwa przemoczone do suchej nitki koty leżały na piaszczystym brzegu, starając się złapać oddech.
– W porządku? – spytał z troską w głosie, przyglądając się kotce, która raz po raz kaszląc wypluwała resztki wody
– T-tak... Wiesz co, myślę, że na dłuższy czas może odpuśćmy nasze lekcje łowienia ryb i zastąpmy je czymś innym. Czymś bezpieczniejszym... – Otrzepała się z nadmiaru wody, które jej długie i gęste futerko zaabsorbowało. Głupio by było dać się pochłonąć przez głębię wód.
– Albo możemy znaleźć kogoś, kto nauczy nas pływać. Wtedy będzie bezpiecznie i nie będziemy panikować, gdy stracimy grunt pod łapami. – zaproponował kocur, co zaskoczyło kotkę, bo była pewna, że się z nią zgodzi i znajdą jakieś inne zajęcie, jak chociażby zbieranie kwiatów. Co prawda kwiatami nie wykarmiliby klanu, ale za to mogli udekorować futro każdego z jego członków, jak i udekorować nimi obóz.
– Zgoda. Daj mi znać, jak znajdziesz nauczyciela. Na razie wszelakie zbiorniki będę omijać szerokim łukiem – zaśmiała się. – Nie licząc dnia, w którym będziemy puszczać kwiaty na wodzie.
– Wybierasz się z rodziną, prawda? Z Królikiem i z synami? – spytał nieśmiało, a kotka przytaknęła. – Mogę się zabrać z wami?
– Oczywiście. Myślę, że Królicza Gwiazda nie będzie miał nic przeciwko, abyś nam towarzyszył. W końcu samo bycie członkiem klanu czyni z nas rodzinę. – Uśmiechnęła się, po czym wpadła na jeszcze lepszy pomysł. Mogła spróbować resztę bliskich jej sercu kotów zaprosić do wspólnego puszczania kwiatów, w tym rodzeństwo i dzieci Obserwującej Gwiazdy. Bo w końcu im więcej kotków, z którymi można spędzić czas, tym lepiej.
I z tą myślą wróciła do obozu, po drodze decydując się upolować wraz z wojownikiem króliki dla najmłodszych członków klanu. Tak jak myślała, kocięta co prawda nie kryły rozczarowania na swych małych mordkach, że nie otrzymały ryby, jednak zdobycz, którą przynieśli, poprawiła im humory. Wychodząc z kociarni, pożegnała się z Kózkiem, kierując się do legowiska wojowników, licząc na to, że za jednym razem złapie wszystkich członków swojej rodziny. Pajęcza Lilia wybyła poza obóz, tak samo jak Bajkowa Stokrotka. Śladu po jej braciach, młodszym i starszym również nie było, tak samo jak po szwagrze, szwagierce i bratanicy. Zamiast ich, dostrzegła dobrze jej znane kremowe cętkowane futro, skulone na jednym z legowisk, w towarzystwie niebieskiego futra. Zdawała sobie sprawę, że wuj najpewniej tego dnia będzie chciał spędzić w szczególności czas ze swoim partnerem i bym może pokrzyżuje im plany swą propozycją, jednak zaryzykowała. Zbliżyła się do dwójki kocurów i przedstawiła propozycje spędzenia wspólnie czasu w rodzinnym gronie.
– M-mam! – wymamrotał kocur, prezentując z dumą kotce swoją zdobycz. Margaretka z trudem powstrzymała śmiech. Srebrzysty zdając sobie sprawę, że trzyma patyk, wypluł go z powrotem do wody i zawiedziony skierował się w stronę szylkretki.
– Uszy do góry Kózku! – rzuciła pocieszająco kotka. – W przeciwieństwie do mnie przynajmniej coś złapałeś! To już jakieś osiągnięcie!
– Ł-ładna mi zdobycz... Było to do przewidzenia. Niepotrzebnie obiecałem kociętom możliwość spróbowania przysmaku Klanu Nocy. Będą zawiedzione, że wróciłem z pustymi łapami. – rzucił smętnie, lecz koniec końców kącik jego pyszczka się uniósł.
– W drodze powrotnej możemy zapolować na zające. – zaproponowała kotka, będąc pewna, że kocięta zrobią większą aferę, jeśli nie otrzymają czegoś, niekoniecznie tego co obiecał im wojownik. – A jak już zostaną uczniami, możemy ich poprosić, aby to oni coś dla nas złowili. Wtedy przekonają się, że pochwycenie śliskiej ryby nie przychodzi nam z taką łatwością jak złapanie królika, nawet mimo wielkich chęci i starań. – Bezwiednie postawiła jedną z łap na oblodzonym podłożu, podczas wspinaczki na stały grunt. To był błąd. Straciwszy równowagę upadła na bok i zsunęła się w dół niedużej skarpy, spychając idącego za nią wojownika do wody, jak i sama po chwili wylądowała z pluskiem w rzece. Na ich szczęście nadal znajdowali się na płytszym fragmencie wód, dzięki czemu z łatwością udało im wydostać z powrotem na brzeg. Dwa przemoczone do suchej nitki koty leżały na piaszczystym brzegu, starając się złapać oddech.
– W porządku? – spytał z troską w głosie, przyglądając się kotce, która raz po raz kaszląc wypluwała resztki wody
– T-tak... Wiesz co, myślę, że na dłuższy czas może odpuśćmy nasze lekcje łowienia ryb i zastąpmy je czymś innym. Czymś bezpieczniejszym... – Otrzepała się z nadmiaru wody, które jej długie i gęste futerko zaabsorbowało. Głupio by było dać się pochłonąć przez głębię wód.
– Albo możemy znaleźć kogoś, kto nauczy nas pływać. Wtedy będzie bezpiecznie i nie będziemy panikować, gdy stracimy grunt pod łapami. – zaproponował kocur, co zaskoczyło kotkę, bo była pewna, że się z nią zgodzi i znajdą jakieś inne zajęcie, jak chociażby zbieranie kwiatów. Co prawda kwiatami nie wykarmiliby klanu, ale za to mogli udekorować futro każdego z jego członków, jak i udekorować nimi obóz.
– Zgoda. Daj mi znać, jak znajdziesz nauczyciela. Na razie wszelakie zbiorniki będę omijać szerokim łukiem – zaśmiała się. – Nie licząc dnia, w którym będziemy puszczać kwiaty na wodzie.
– Wybierasz się z rodziną, prawda? Z Królikiem i z synami? – spytał nieśmiało, a kotka przytaknęła. – Mogę się zabrać z wami?
– Oczywiście. Myślę, że Królicza Gwiazda nie będzie miał nic przeciwko, abyś nam towarzyszył. W końcu samo bycie członkiem klanu czyni z nas rodzinę. – Uśmiechnęła się, po czym wpadła na jeszcze lepszy pomysł. Mogła spróbować resztę bliskich jej sercu kotów zaprosić do wspólnego puszczania kwiatów, w tym rodzeństwo i dzieci Obserwującej Gwiazdy. Bo w końcu im więcej kotków, z którymi można spędzić czas, tym lepiej.
I z tą myślą wróciła do obozu, po drodze decydując się upolować wraz z wojownikiem króliki dla najmłodszych członków klanu. Tak jak myślała, kocięta co prawda nie kryły rozczarowania na swych małych mordkach, że nie otrzymały ryby, jednak zdobycz, którą przynieśli, poprawiła im humory. Wychodząc z kociarni, pożegnała się z Kózkiem, kierując się do legowiska wojowników, licząc na to, że za jednym razem złapie wszystkich członków swojej rodziny. Pajęcza Lilia wybyła poza obóz, tak samo jak Bajkowa Stokrotka. Śladu po jej braciach, młodszym i starszym również nie było, tak samo jak po szwagrze, szwagierce i bratanicy. Zamiast ich, dostrzegła dobrze jej znane kremowe cętkowane futro, skulone na jednym z legowisk, w towarzystwie niebieskiego futra. Zdawała sobie sprawę, że wuj najpewniej tego dnia będzie chciał spędzić w szczególności czas ze swoim partnerem i bym może pokrzyżuje im plany swą propozycją, jednak zaryzykowała. Zbliżyła się do dwójki kocurów i przedstawiła propozycje spędzenia wspólnie czasu w rodzinnym gronie.
<Wujku Piasku? Byłbyś chętny na spędzenie czasu w rodzinnym gronie? (Wujek) Srebrzysty również jest zaproszony.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz