Kątem oka zauważyła, jak Figa cofnęła się o krok i wpatrywała w rozwijającą się sytuację z podziwem wymalowanym na pyszczku. Psiakrew, miała uczyć innych dobrych manier, a nie darcia pyszczka na każdy kierunek świata. Fuknęła poirytowana i tupnęła łapą, czekając, aż jej drogi braciszek raczy się wypowiedzieć.
— Ponosi Cię coś ostatnio — ostry, drwiący ton głosu zdenerwował ją jeszcze bardziej. — Jesteś bardzo wyszczekana. Nie wystarczyło ci znęcanie się nade mną za ucznia, musisz to wlec w dorosłość?
Otworzyła szerzej oczy. Usłyszała, jak Figa wstrzymała oddech.
— Znęcać się? Przesadzasz, nigdy nie chciałam zrobić Ci żadnej krzywdy!
— Tak, wmawiaj tak sobie! Jak gdybym nadal nie czuł przerzedzenia sierści od twoich wynalazków z żywicą. Nie wspominając już o tych wszystkich wrednych uwagach.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, oburzona, Figa podskoczyła do jej boku i spojrzała na kocura z wyrytą na stałe na pyszczku złością.
— A mi się wydaje, że masz kija w zadku i nie rozumiesz żartów! — warknęła, ale kąciki jej pyszczka uniosły się nieco. Jeżyna zmarszczyła brwi, obserwując, jak darcie ryjka przynosiło młodszej satysfakcję.
— Dobrze, ale to my się kłócimy teraz, a nie ty — mruknęła do uczennicy. Następnie odwróciła głowę z powrotem do brata. — Ja tego nigdzie nie chcę ciągnąć. Uważam, że przesadzasz, kiedy to TY dajesz się tak ponieść. Nie atakuje się uczniów!
Kocur prychnął sfrustrowany.
— To jej powiedz, aby nie kręciła się mi pod łapami i pluła obelgami! Zachowuje się jakby mrówki wlazły jej do uszu.
— A ty na pewno lepiej — wykrzywiła pyszczek w grymasie. — Poza tym, to nie mój obowiązek, aby karać ją za słownictwo. Ja tu jestem tylko na zastępstwo.
Udała, że nie słyszała cichego "na szczęście" Figi.
— Ah tak, bo to twój chłoptaś się nią zajmuje — podniósł łapę, zanim zdążyła zaprotestować. — Widać że niekompetentny... Zachowujesz się, jakby on był lepszy. Równie wredny, co ona — wskazał na uczennicę łapą — i podobno ja, a go jakoś lubisz. Na prawdę tego nie rozumiem. Chyba nie chcę.
***
Chciała opowiedzieć Czereśni o rodzinnych perypetiach, ale jakoś nie nadarzyła się jej na to okazja. Makabryczna śmierć Kamyczka na pewno wstrząsnęła choć trochę czekoladowym kocurem, jak i resztą ich społeczności. Uznała, że nie będzie mu przeszkadzać. Pomimo tego, nadal miała wątpliwości, czy pozostawić atak na uczennicę bez komentarza. Czy jej brat był zbyt agresywny?
Nadal jednak spędzała z nim dużo czasu, przynosząc jedzenie czy mówiąc mu, kiedy widziała Skałkę i gdzie. Wieczorami wtulała się w jego bok, nadal nieco nieśmiało... Ale on nie protestował, więc kontynuowała.
— Jak się czujesz? — Wskoczyła na gałąź i wstąpiła łapą na posłanie. Żółte oczy zwróciły się w jej stronę i zmrużyły.
— Dobrze — mruknął. Nie była pewna, czy kłamie, czy nie.
Widziała strach w jego oczach, widziała smutek. Ale ani razu nie powiedział jej, co mu ciąży. Czego się boi. Czemu nie może spać, o czym opowiada Skałce, jakie teorie i oskarżenia mruczy pod nosem. Czuła się nieco urażona, a nie chciało. Nie ufał jej?
Usiadła obok i polizała jego bark. Zwiadowca mruknął coś pod nosem.
— Hm?
— Powiedziałem, że nie musisz się tak nade mną cackać.
— Ale lubię — odpowiedziała, czyszcząc futro. — A w tym momencie, według mnie, tego potrzebujesz.
Do tej pory obserwował ją uważnie. Potem przewrócił oczami i odwrócił głowę, nie racząc jej już żadnym komentarzem. Przełknęła nerwowo ślinę i odwróciła wzrok. Znowu coś popsuła.
Spoglądała na Figę z drugiego krańca obozu. W końcu została mianowana na pełnoprawną zwiadowczynię. Uśmiechnęła się lekko. Młodsza chyba poczuła na sobie jej spojrzenie, bo odwróciła głowę i podniosła pytająco brew.
— Cześć Figo — podeszła do kotki, uważnie dobierając słowa. — Mogłybyśmy się gdzieś przejść? Widzę, że masz wolną chwilkę, a ja mam ci parę pytań do zadania.
Przestąpiła z łapy na łapę, nadal uśmiechając się lekko, gdy Figa mierzyła ją wzrokiem. Chciała poznać jej odczucia co do Listka... Czy chciałaby wnosić oskarżenie. W końcu Jeżyna miała matkę liderkę, mogła jej powiedzieć to i owo. Może wtedy Czereśnia zrozumiałby, jak bardzo ceni sobie jego opinię.
Nadal jednak spędzała z nim dużo czasu, przynosząc jedzenie czy mówiąc mu, kiedy widziała Skałkę i gdzie. Wieczorami wtulała się w jego bok, nadal nieco nieśmiało... Ale on nie protestował, więc kontynuowała.
— Jak się czujesz? — Wskoczyła na gałąź i wstąpiła łapą na posłanie. Żółte oczy zwróciły się w jej stronę i zmrużyły.
— Dobrze — mruknął. Nie była pewna, czy kłamie, czy nie.
Widziała strach w jego oczach, widziała smutek. Ale ani razu nie powiedział jej, co mu ciąży. Czego się boi. Czemu nie może spać, o czym opowiada Skałce, jakie teorie i oskarżenia mruczy pod nosem. Czuła się nieco urażona, a nie chciało. Nie ufał jej?
Usiadła obok i polizała jego bark. Zwiadowca mruknął coś pod nosem.
— Hm?
— Powiedziałem, że nie musisz się tak nade mną cackać.
— Ale lubię — odpowiedziała, czyszcząc futro. — A w tym momencie, według mnie, tego potrzebujesz.
Do tej pory obserwował ją uważnie. Potem przewrócił oczami i odwrócił głowę, nie racząc jej już żadnym komentarzem. Przełknęła nerwowo ślinę i odwróciła wzrok. Znowu coś popsuła.
***
Spoglądała na Figę z drugiego krańca obozu. W końcu została mianowana na pełnoprawną zwiadowczynię. Uśmiechnęła się lekko. Młodsza chyba poczuła na sobie jej spojrzenie, bo odwróciła głowę i podniosła pytająco brew.
— Cześć Figo — podeszła do kotki, uważnie dobierając słowa. — Mogłybyśmy się gdzieś przejść? Widzę, że masz wolną chwilkę, a ja mam ci parę pytań do zadania.
Przestąpiła z łapy na łapę, nadal uśmiechając się lekko, gdy Figa mierzyła ją wzrokiem. Chciała poznać jej odczucia co do Listka... Czy chciałaby wnosić oskarżenie. W końcu Jeżyna miała matkę liderkę, mogła jej powiedzieć to i owo. Może wtedy Czereśnia zrozumiałby, jak bardzo ceni sobie jego opinię.
<Figo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz