Brzuch z każdym kolejnym dniem rósł a kotka miała trudności z chodzeniem. Jej patykowate łapki źle znosiły ciężar potomstwa, zatem często się załamywały pod nią. Na jej szczęście, nie wychodziła ze żłobka nawet na krok. Nie przeszkadzała jej samotność, najgorszy był brak jej partnera który nawet nic nie wiedział o ciąży. Głuszcowa Łapa już zaakceptowała swój los, co więcej, czuła, że kocha te dzieciaki, nawet jeśli ich nie chciała. ,,Uspokój się, nie możesz ich zatrzymać" powtarzała sobie patrząc w stronę radosnej ciotki bawiącej się ze swoim potomstwem ,,Nie jesteś jak oni, nigdy nie będziesz".
Pewnego, ciepłego dnia, w końcu, po wielu dniach młoda królowa wyszła na światło obozu. Promienie padły na jej pysk powodując lekki uśmiech u kotki. Tęskniła za nimi potwornie. Usiadła przed wejściem z trudem owijając ogon wokół łap. Była już po prostu za duża. Wyciągnęła czarne lica na działanie słońca chłonąc jego niewyobrażalne ciepło. Skąpana w promieniach cieszyła się po raz pierwszy od dawna. Była szczęśliwa, była spokojna. Oddała to cichym mruczeniem wysyłanym w przestrzeń, do niego. Jej naiwne serce kazało uwierzyć, że usłyszy. Odpoczynek i radość przerwał jej cichy pomruk. Otworzyła zmęczone powieki i spojrzała na stojącego przed nim wojownika, jej ojca. Głuszka położyła uszy i cofnęła się o krok bojąc się tego co zaraz usłyszy. Oczy Muchomorowego Serca nie zdradzały niczego. Były krystalicznie niebieskie, spokojne, a jakby jarzyła się w nich dzika nuta. Po dłuższej chwili przytulił córkę do siebie mrucząc cicho. Nie do końca wiedząc co ma robić, kotka odwzajemniła uścisk ojca kładąc głowę na jego silnych barkach. Od dawna nie miała takiego wsparcia, nikt jej go nie udzielał po za Wschodzącą Falą i Liliową Sadzawką. Była osamotniona, marzyła tylko o powrocie ciepła jakie dawał jej Zamieć. Ale to nie było możliwe. Muchomorowe Serce odsunął się pociągając nosem cicho. Uśmiechnął się leciutko dodając jej otuchy.
- Cieszę się, że zostaje dziadkiem...nawet jeśli trochę za szybko- mruknął głosem przepełnionym emocjami- przepraszam, że ja i mama nie jesteśmy obecni...potrzebowaliśmy czasu na ułożenie sobie tego wszystkiego. Teraz jesteśmy gotowi ci pomóc.
- Nie trzeba- skłamała Głuszka uśmiechając się do ojca- jakoś dam radę. Dawałam do teraz, dlaczego dłużej mam tego nie robić? Wszystko jest przecież cudownie.
Z jej słów wylewał się żal który trawiła i trzymała w sobie od tak dawna. Jej rodzina porzuciła ją, bo ,,musiała sobie to ułożyć". Czy ich zdaniem jej nie było teraz ciężko? Owszem, dzieci też były winą kotki, ale gdyby uzyskała pomoc i ciepło od innych nie musiałaby szukać jej po za obozem. Nie chciała jednak oskarżać wszystkich na około, nie leżało to w jej nader łagodnej naturze. Muchomorowe Serce wyczuł ostry ton na który zareagował machnięciem zesztywniałego ogona. Spojrzał w bok jakby uciekając od odpowiedzialności jaką było poniesienie kary za swe czyny.
- Rozumiem, że jesteś na nas zła, ale...postaw się w naszej sytuacji.
- Nie was wykorzystano- rzuciła przez zaciśnięte szczęki nie wiele zastanawiając się. Kiedy wysyczała to przeraziła się od razu. Otworzyła szerzej oczy, tak samo jak i jej ojciec, po czym uciekła od rozmowy. Chciała się przejść. Musiała się przejść. Przy wyjściu zatrzymał ją Słoneczny Blask pytając gdzie się wybiera. W oczach kocura ewidentnie pojawiła się troska, bał się o królową. Głuszcowa Łapa odpowiedziała mu, że idzie się tylko nie daleko przejść. Uzyskawszy taką odpowiedź zgodził się pod jednym warunkiem: że ktoś z nią pójdzie. Czarna szylkretka westchnęła po czym zaczęła rozglądać się za kimś. Nigdzie nie widziała swojej kuzynki, jedynie siostry których wolała na razie unikać. Zdesperowana poprosiła kocura o wspólny spacer, na który on przystał od razu.
Mimo swej własnej woli Głuszcowa Łapa szła dokładnie tą samą ścieżką co zawsze. Jej serce podświadomie szukało drogi do Zamieci, dobrze o tym wiedziała, co lepsze, nie chowała tego. Słoneczny Blask dreptał obok wesoło, jakby dalej miał dziesięć księżyców. Unosił ciekawskie oczy w góry wodząc wzrokiem po każdej napotkanej gałęzi. Głuszka czuła się nieco spięta w jego towarzystwie, nie znała go prawie w ogóle. Był jej obcy. Czasami spotykała go w żłobku, za jej młodszych czasów, kiedy przychodził z nimi porozmawiać i był wypychany przez zaborczą Żądlący Język.
- To, rodzisz niedługo?- zapytał nagle wojownik uderzając w najczulszy punkt terminatorki. Kotka westchnęła cicho spoglądając w bok.
- Tak...nie da się ukryć.
- Trochę słabo. Znaczy, cudownie, nowa krew i w ogóle, ale z drugiej strony, jejciu, tak młodo- mówił dalej bez żadnych hamulców rozglądając się za zwierzyną- jeśli ci to nie przeszkadza, zapoluję...o, słyszałaś? To jakiś ptaszek!
Głuszcowa Łapa stanęła jak wryta słysząc ten świergot. Jej ciałem poruszył dreszcz a włosy na karku stanęły dęba. Nie był to ptaszek, był to on. Zamieć. Jej instynkt kazał działaś od razu, szukała byle jakiej wymówki aby odesłać Słonecznego jak najdalej. Wzrokiem biegała po każdym kącie lasu aż natrafiła na gałąź. Nie myśląc wiele wzięła ją w zęby i podniosła. Okazała się cięższa niż sądziła, ale adrenalina pozwoliła jej na więcej niż by mogła pomyśleć. Nim wojownik zorientował się co się dzieje Głuszka łupnęła go gałęzią w głowę. Na domiar złego ogłuszony kocur opadł na pień przy okazji uderzając się jeszcze o twardy trzon drzewa. Przerażona uczennica sprawdziła czy oddycha, a upewniwszy się, że wszystko z nim w porządku pognała przed siebie na tyle ile mogła.
Wybiegając nie całe trzy długości drzewa zaświergotałą tak jak zawsze próbując przywołać ukochanego. Już po chwili z drzewa zeskoczył srebrzysty kocur. Otrzepał swoje futro i odwrócił łeb w stronę kochanki. Głuszka aż opadła pod naporem jego złotych oczu. Jak ona za nimi tęskniła, jak ona za nim tęskniła!
- Głusiu!- ucieszył się kocur podchodząc i tuląc partnerkę- myślałem, że cię nie zobaczę, no proszę. Dlaczego tak długo nie przychodziłaś, co się stało, zacząłem myśleć...przytyłaś?
- Zamieciusiu, mój, mój!- ekscytowała się kotka ocierając się o szyję i pierś kocura jakby nie widziała go od kilku lat. Napawała się jego zapachem i głosem znów tonąc w szaleństwie. Jej uczucie było obłędem, on jej uzależnieniem. Dopiero po chwili dotarło do niej pytanie ukochanego. Zamarła próbując pozbierać myśli. ,,Musisz mu powiedzieć, odwagi!" zachęciła siebie po czym otworzyła pysk:
- Zamieć, jestem w ciąży. Zostajesz tatą!
Zamiast spodziewanej radości na pysku kocura zagościło przerażenie. Odsunął się w parę kroków od niej i zaczął chodzić w prawo i lewo wbiwszy wzrok w ziemię. Mamrotał coś pod nosem poruszając nerwowo uszami. Głusia wiedziała, że coś jest nie tak.
- Hej...nie cieszysz się, możesz teraz przyjść do naszego obozu! Możesz do nas dołączyć, możesz...
- Odchodzę.
To słowo uderzyło ją mocniej niż cokolwiek co do tej pory usłyszała. Nogi się pod nią ugięły, kotka upadła na zadek robiąc wielkie oczy.
- Co to...ale...dla...
- Wiesz...wczoraj przybył do mnie stary znajomy, znamy się od zawsze- tłumaczył się pokrętnie kocur grzebiąc łapą w ziemi- mówił, że...plemie z którego się wywodzę ma kłopoty, muszę biec im na ratunek! Zrozum, marzę o zostaniu i patrzeniu jak nasze dzieci dorastają, ale nie mogę! Mam obowiązki...
- Jakie plemię, mówiłeś, że wywodzisz się od dwunogów którzy porzucili cię w lesie kiedy miałeś księżyc- przerwała mu kotka trzęsącym się od natłoku emocji głosem. Czy on ją okłamał? Zmieszanie jakie pojawiło się na pysku kocura odpowiedziało jej na to pytanie.
- Eee...no tak, ale moja matka była z tego plemienia, i ona mnie urodziła na ich posesji a potem uciekła...
- Mówiłeś, że twoja matka była pieszczoszką od zawsze i dalej nią jest- frustracja wzbierała się w małym ciałku uczennicy w miarę jego słów- kłamiesz. Kłamiesz cały czas.
- Głusiu, kochanie...po prostu muszę odejść, żegnaj!- mruknął pośpiesznie po czym się odwrócił. Miał już uciec kiedy kotka złapała go za ogoni pociągnęła ku sobie. Samotnik upadł na pysk a nim się podniósł terminatorka skoczyła na jego kark raniąc jego szyję parę razy.
- Kłamco! Zdrajco! Oszukałeś mnie, wykorzystałeś! Ty podła szu...- nie dokończyła gdyż potężna łapa spadła na jej pysk pozostawiając ogromny ślad. Poczuła kopnięcie na brzuchu po czym upadła bokiem na ziemię. Zamieć uciekł skacząc niczym sarna przez krzaki pozostawiając tumany liści za sobą.
- Wracaj! Wracaj ty padalcu, wracaj!- krzyczała ile sił miała w płucach Głuszcowa Łapa zalewając się łzami- wracaj...
Jej piski i wrzaski nie pozostały głuche. Szybko odnalazł ją patrol w którym biegł także zraniony wcześniej Słoneczny Blask. Sójcze Skrzydło próbowała podnieść uczennicę z ziemi, ale ta płacząc i wyjąc zapierała się pazurami nie pozwalając zabrać się z miejsca. Syczała i atakowała każdego kto próbował ją dotknąć dalej pokrzykując słowa: Zdrajca, kłamca. Patrol musiał usiąść i poczekać aż młoda kotka się uspokoi. Dopiero gdy słońce wzeszło wysoko Poplamione Piórko była w stanie podnieść osłabioną Głuszkę i zaprowadzić ją do klanu wraz z eskortą.
Gdy tylko wkroczyli do obozu wiele kotów zwróciło na nią uwagę. Okazało się, że niemal cały klan słyszał wrzask uczennicy, każdy był przejęty tą sytuacją, oczywiście na własny sposób. Łaciata wojowniczka położyła młodą królową w żłobku gdzie od razu przejęła ją Wschodząca Fala. Otuliła ona ogonem kotkę próbując pocieszyć zrozpaczoną siostrzenicę. Ale nic nie było w stanie pomóc małej Głusi. Czuła się zdradzona. Jej serce pękło na pół, fala nienawiści do samej siebie zalała ją od środka wypełniając goryczą każdy czubek jej ciała. Chciała dalej płakać, krzyczeć i robić nie wiadomo co, wszystko aby wypuścić ten ból z siebie. Mimo kłamstw i krętactw ona dalej chciała by Zamieć był przy niej, aby ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze, że żartował. Miała ogromną nadzieję, że powróci...jednak nigdy tego nie zrobił.
Tego samego dnia ale nocą Głuszcową Łapę obudził ogromny ból. Postanowiła go zignorować, ale kiedy mech na którym spała zaczął przesiąkać czymś przerażona obudziła miauknięciem Wschodzą Falę. Królowa niechętnie rozchyliła powieki, ale widząc co się dzieje skoczyła na równe łapy błagając aby uczennica nigdzie się nie ruszała i zachowała spokój. Kotka zaczęła rodzić w najgorszy dzień swojego życia.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz