Jego oczy powoli zaczynały się kleić ze zmęczenia. Od rana, wraz z czymś, do czego teraz wstyd było mu się przyznać, czyli tak zwaną "matką" szli przed siebie, bez chociażby jednego postoju. Teraz był sam, czuł, jak wieczorne powietrze mrozi go od środka. Nie był przyzwyczajony do takiego chłodu. W lesie, jakby co chwilę śmigał jakiś cień i błyszczały groźne oczy. Każde skrzypnięcie gałązki, szum wiatru, śpiew jakiegoś nocnego ptaka, sprawiał, że sierść pomarańczowookiego stawała dęba. Wcisnął się w głąb krzewu, by być jak najdalej od tego wszystkiego, co już zaczynało być przytłaczające.
- Słońce wstaje, obudź się... - mruknął jakiś delikatny, dziewczęcy głos, a do nozdrzy kocurka zawędrował przyjemny zapach, jakby mieszaniny kwiatów. Jego ślepia gwałtownie się otworzyły. Skoczył na równe łapy, napinając mięśnie, gotów do ataku na właściciela, a raczej właścicielki głosu. Stał na małej polance, a u szczytu, najwyższe gałęzie drzew, łączyły się, sprawiając wrażenie dachu z koron drzew.
- Kim ty jesteś, pokaż się! - krzyknął do istoty, mając nadzieję, że to odstraszy potencjalnego przeciwnika. W tym momencie, dostrzegł niedaleko niego, jasną, szczupłą postać.
- Csii... wszystko jest dobrze, mój mały - kotka zbliżała się do niego. Rudas nie mógł się ruszać, jakby każda jego cząstka w mgnieniu oka, została zmieniona przez nie znaną mu siłę, w kamień. Jego oczy, były wpatrzone w delikatną istotkę, która w tym momencie, dotknęła nosem jego barku.
- Od dzisiaj, zaczynasz nowy rozdział życia... Powodzenia... - mruknęła, po czym przez korony drzew, zaczęły się dostawać promienie porannnego słońca. W miejscach, w których padały na futro obcej, pozostawały małe dziurki, jakby po zatopionych w ciele pazurach, bądź ostrych zębach. Kocica jakby nie zwracała na to uwagi, kiwnęła w stronę młodszego, a w jej oczach, przez mniej niż jedno uderzenie serca, można było dostrzec jakiegoś rodzaju żal. Potem wszystko ogarnął mrok, pomarańczowooki odzyskał władzę nad swoim ciałem i przez chwilę poczuł niesamowitą ulgę, że to już koniec tego dziwacznego spotkania i że nareszcie może się normalnie ruszać, ale która znienacka została zastąpiona przerażeniem, gdyż kociak poczuł zapach, który zmroził mu krew w żyłach. Momentalnie skoczył na równe łapy, mały, zjeżył sierść, by wyglądać na większego, wystawił ostre pazurki na wierzch, oraz rzucił ostrzegawcze spojrzenie tajemniczemu kotu, który wpatrywał się w niego dużymi oczyma.
- Jeśli będę musiał, stanę do walki! - warknął Bursztyn, żeby sam się w tej chwili wesprzeć, a zarazem, by ukryć starch, który w tej chwili go przepełanił. Nie chciał zginąć, a przynjamniej - nie teraz.
- Csii... - zaczął duży kocur. Czy dzisiaj wszyscy muszą go uciszać? - Co tu robisz?
Bursztyn, dalej gotowy do boju, mruknął dosyć pewnie:
- Nie będę mówił tego byle jakiemu kotu.
- Dobrze... - miauknął żółtooki. - to... gdzie są twoi rodzice? Nie powinieneś być tutaj sam.
Odpowiedź młodego samotnika, była taka sama, jak poprzednia. Przez parę uderzeń serca koty wpatrywały się w siebie, a starszy wyglądał, jakby nie wiedział, jak ugryźć tą mysz. Wtem obrócił się gwałtownie, przez co ze zdziwnia, rudas mało się nie przewrócił, oraz znikł w leśnej gęstwinie. Zza nich, było słychać głosy, należące do jeszcze z trzech kotów, Bursztynowi trudno było cokolwiek z tej rozmowy wyłapać. Potem, ponownie zza roślinności wyłonił się ten sam kot, tylko, że z posiłkami. Obok niego, stała buro-biała kotka o oczach niczym młodziutkie listki, rudy kocur z oczami intensywnie żółtymi i najmniejsza, łaciata kocica o świdrującym spojrzeniu.
- Dobra, bierzemy g-- żółtooki nie dokończył, gdyż chwili, kiedy sięgał po kociaka, ten pacnął go łapą po pysku, jednak już bez wyciągniętych pazurów.
- Nie jestem noworodkiem, sam mogę pójść, mam swój honor. - miauknął w jego stronę Bursztyn.
Koty spojrzały po sobie, ale nikt nic nie powiedział. Point mruknął coś do pobratymców i ruszyli.
Podczas wędrówki, do nozdrzy kociaka docierały rozmaite zapachy. Ale co go najbardziej niepokoiło - w większości, były to zapachy innych kotów. Z czasem, gęstwina lasu zaczęła ustępować miejsca niezakrytym, trawiastym, dosyć stromym terenem.
- Jesteśmy. - mruknął point do kociaka.
Na dosyć odsłoniętym terenie, lokowała się wręcz wylęgarnia kotów. Z różnych szczelin w skale, zaczęły się wyłaniać kocie sylwetki, zaciekawione spoglądając na przybysza. Wśród nich, wzrokiem dojrzał kociczkę, która wyglądała na pierwszy rzut oka, najmniej dziwnie.
<Jodła?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz