Borsuczy Goniec spojrzał na swoją uczennicę z uśmiechem. Wiedział, że kotka jest już duża i muszą się ruszyć z jej treningiem. Nie było czasu do stracenia.
Po chwili trafili na trop zagubionego zająca. Szedł w stronę klanu Nocy, zapewne szukał wody. Borsuk wraz z Makową Łapą podążali za nim. Daleko nie uciekł, zwierz był okropnie wycieńczony, widać było, że od dawna nic nie pił a jego jedynym pożywieniem była sucha trawa. Point pomyślał, że będzie to dobry sprawdzian dla szylkretowej kotki więc pozwolił jej zapolować. Makowa Łapa niepewnie kiwnęła łebkiem po czym przymierzyła się do skoku. Kilka razy wybiła się z rytmu czy uniosła za wysoko ogon, w innej sytuacji ofiara by uciekła, lecz ta nie miała siły. Już po chwili Mak złapała w szczęki martwego zająca. Dumna przyniosła go Borsuczemu Gońcy prezentując chuderlawy worek kości. Mentor uśmiechnął się blado, chciał jej dać do zrozumienia, że jest dumny, ale wiedział, że nie będzie z niego dużo jedzenia, przynajmniej coś. Na nieszczęście mieli karmicielkę z młodymi, Liliowa Łodyga potrzebowała jeść aby wykarmić swoje kociaki które na pewno przydadzą się klanowi.
- Dobrze ci poszło, ale mam kilka uwag. Uważaj na to jak chodzisz, musisz odnaleźć jakiś ,,rytm”. Tak jest prościej. A co do ogonka- tutaj kocur zrobił pauzę aby delikatnie pacnąć łapą Mak w łepek- ile razy mam ci powtarzać żeby go nie podnosić.
Kotka spuściła głowę i nieśmiało miauknęła przeprosiny. Oczywiście Borsuk jej wybaczył, ale postanowił wykorzystać pozostały czas na kolejne szkolenie.
---
Kolejnego dnia, po zjedzeniu śniadania składającego się z najmniejszej myszy jaką kiedykolwiek wiedział, postanowił ruszyć na kolejny trening z Makową Łapą. Czekając na uczennicę która jeszcze się nie obudziła postanowił porozmawiać z Milczącą Gwiazdą. Akurat liderka wyszła ze swojego legowiska, jej srebrna sierść lśniła w promieniach słońca tak pięknie, że Borsukowi aż zabrakło oddechu. Powolnym krokiem ruszył w jej kierunku a na powitanie zetknął się z nią noskiem. Kotka przyjęła gest z uśmiechem. Spojrzała na kocura czekając aż ten pierwszy się odezwie, tak się w istocie stało.
- Jak się spało Milcząca Gwiazdo?- zadał typowe pytanie. Liderka spojrzała na niebo na które leniwie wchodziło słońce po czym odpowiedziała:
- Dobrze, ale lepiej by było jakbyś spał obok.
Borsuczy Goniec zaśmiał się wtulając pysk w szyję kotki. Usłyszał jej ciche mruczenie a po chwili poczuł jak ta liże go za uchem. Był szczęśliwy, że może z nią być. Nieważne co inni o tym sądzili. Oderwał się od niej ponownie patrząc na wejście w którym już siedziała Makowa Łapa. Patrzyła się dokładnie na nich, ani centymetr dalej. Borsuk pożegnał partnerkę i wrócił do swojej uczennicy która mierzyła go wzrokiem.
- Co cię łączy z Milczącą Gwiazdą?- zapytała zaraz po tym jak wyszli z obozu. Kocur uśmiechnął się znacząco poruszając brwiami.
- Jesteśmy przyjaciółmi. Bardzo dobrymi przyjaciółmi.
Makowa Łapa zrozumiała przekaz, nie miała zamiaru pytać dalej.
Poranek spędzili na nauce walki, kotka nie była jednak chętna na naukę tego. Ciągle próbowała uciec lub zastygała w miejscu nie zdolna zrobić nic więcej. Usiłowała z tym walczyć, ale za każdym razem kiedy mentor podnosił na nią łapę ta przywierała do ziemi próbując się ochronić. Nie podobało się to pointowi, ale podejrzewał, że Makowa Łapa jest zbyt przerażona aby walczyć, ewidentnie bała się tego. Próbował podejść ją zatem inaczej, zachęcić do kilku pchnięć czy skoczenia na jego grzbiet kiedy on będzie siedział obok niej w bezruchu. Widząc, że dobrze idą jej uniki postanowił doszlifować tą technikę u młodej kotki. Spodobało się jej to o wiele bardziej, z chęcią i zapałem przywierała do ziemi czy odpychała ataki. Uskoki szły jej najlepiej. W końcu Borsuczy Goniec zauważył jej pełen potencjał, nie była najsilniejsza, ale z pewnością umiała się bronić. To jej mocna cecha.
Gdy wracali do obozu Borsuk wyczuł znaną mu woń. Była okropna, śmierdząca. Nie mógł uwierzyć, że ją wyczuł, powąchał zatem jeszcze raz. Był pewien. Dym. Zatrzymał się w miejscu usiłując odnaleźć miejsce z którego dochodzi paskudny zapach. Rozglądał się i szukał jego źródła. W końcu znalazł, przez krzaki i gęste drzewa ujrzał zbliżającą się czarną chmurę. To nie był zwykły ogienek, zbliżał się pożar! W jednej chwili serce kocura podskoczyło mu do gardła, nie mógł uwierzyć, że to się dzieje. Las zaczął się palić! Makowa Łapa też wyczuła okropny smród, jednak nie zdążyła tego zakomunikować. Borsuk wrzasnął szybkie ,,biegnijmy do obozu!” po czym oboje ruszyli pędem w jego stronę. Widział przerażenie w oczach swojej uczennicy, miał tylko cichą nadzieję, że nie napadnie jej paraliż ze strachu. Biegli słysząc za sobą trzask łamanych drzew a w nozdrzach czuli przytłaczający zapach dymu. Kiedy wpadli do obozu większość kotów skupiła na nich swoją uwagę. Makowa Łapa opadła próbując złapać oddech, od razu w jej stronę skoczył Płonąca Łapa zasypując ją gradem pytań. Borsuk nie miał czasu na odpowiadanie każdemu, musiał szybko iść do liderki. Wpadł do jej legowiska niczym burza, zastał ją spokojnie myjącą swój kark. Rzuciła mu pytające spojrzenie, ale zanim zdążyła dodać do tego pytanie kocur wrzasnął:
- Pożar, Milcząca Gwiazdo! Nadchodzi!
Oczy kotki rozszerzyły się, zareagowała natychmiast. Wyskoczyła z legowiska ogłaszając zebranie. Powiadomiła każdego o okropnym kataklizmie który nadchodzi. W obozie zapanował chwilowy chaos. Wszyscy biegali szukając innych, liderka potrzebowała informacji o tym kto jest po za obozem. Na szczęście każdy był na swoim miejscu. Milcząca Gwiazda posłała Kwiecisty Śpiew po Liliową Łodygę i jej dzieci. Obie kotki po chwili wyszły trzymając w pyskach młode białej karmicielki. Po szybkim zgrupowaniu i ustaleniu dokąd mają zamiar uciec, dokładnie na Siedlisko Owiec, cały klan wyruszył. Wszyscy biegli w zbitej grupie, prowadził Pustułkowy Dziób, tyły zabezpieczała Milcząca Gwiazda, obok niej biegł Borsuczy Goniec. Kotka upierała się aby ten pomógł na przedzie swemu dawnemu mentorowi, ten jednak odmówił, chciał być blisko partnerki w wypadku gdyby coś się jej stało. Cel był jedyną rzeczą o której każdy teraz myślał. Po chwili ktoś z tłumu krzyknął, że zabrakło Widmowego Wilka. Musieli jednak pogodzić się z tą stratą, medyk zapewne wyszedł aby nazbierać ziół, mógł już nie żyć. Nagle Borsuk usłyszał coś pośród wrzasków, odgłosów łamanych drzew i strzelającego ognia. Usłyszał czyjś głos.
-Borsuku!
Wydobywał się z oddali, jakby gdzieś za nimi. Nie mógł pojąć do kogo należy, ale wiedział, że bardzo dobrze go zna.
-Borsuku!- i jeszcze raz go usłyszał, to potwierdziło go w tym, że ktoś ewidentnie próbował go przywołać. Nagle zrozumiał do kogo on należał. Mgiełka! Borsuczy Goniec zatrzymał się gwałtownie wsłuchując się w echo trawionego pożarem lasu. Znowu to samo, ten sam krzyk. Milcząca Gwiazda zauważyła, że jej partner nie biegnie. Przywołała go do siebie, ten jednak nie posłuchał. Rzucił się w przeciwną stronę, wprost w środek pożaru. Nie zważał na błagalne ,,wracaj” wykrzyczane przez szarą kotkę. Musiał odnaleźć Mgiełkę.
Przedzierał się przez tumany kurzu i pyłu w poszukiwaniu znanej mu postaci. Wrzaski ustały, nie słyszał już nawoływania, więc sam zaczął je uskuteczniać.
- Mgiełko!
Cisza. Brak odzewu. Jedynie trzask drzew oraz płomieni. Czuł jak do jego płuc dostaje się dym, ale nie miał zamiaru się poddać. Nagle między krzewami mignęła mu szarawa postać. Bez zastanowienia skoczył w nie i odnalazł ją. Siedziała skulona, dusząc się od kaszlu z zamglonymi oczami. Mgiełka umierała. Borsuk bez namysły złapał ją za kark i zaczął ciągnąć w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Płomienie szalały, dym był wszędzie, sam kocur tracił powoli siły. W końcu odnalazł małą lisią norkę. Zawlókł tam swą matkę układając na ziemi. Padł obok dusząc się od dymu, który na szczęście tutaj nie dochodził. Było duszno, ale powietrze było względnie czyste. Poczuł jak Mgiełka dotyka go swą łapą, była słaba, bardzo słaba. Kocur podniósł się i spojrzał na mizerne oblicze puchatej kotki. Jej sierść była brudna, skołtuniona, oczy mętne, lecz na pysku malował się uśmiech.
- Cieszę się, że cię znalazłam Borsuczy Gońco…nie pożyję długo. Bałam się, że coś ci się stało.
- Mogło mi się stać, Mgiełko dlaczego tu przyszłaś!? To szaleństwo!- rzucił zdenerwowany przyciskając pysk do futra matki- nie umieraj, proszę.
- To nieuniknione, zginę tutaj, obok ciebie. Piękna śmierć. Oto samo co ty teraz prosiłam Klan Gwiazd wiele księżyców temu. Aby nie odbierał mi osoby którą już zdążyłam pokochać- wychrypiała kotka kaszląc ciężko- aby nie odebrał mi ciebie.
- Mgiełko…
- Zamilcz na chwilę Borsuku, teraz ja mówię, bo mam wiele do opowiedzenia. Wiem więcej o twojej przeszłości niż może ci się zdawać. Tak właśnie, nie rób tej głupiej miny. Chcesz znać swą historię?- zapytała unosząc lekko głowę do góry. Borsuk jedynie przytaknął wciąż wpatrując się w Mgiełkę.
- Świetnie. Urodziłeś się w klanie Liści, twoją matką była Różany Pazur, bardzo silna wojowniczka, niestety do zguby poprowadziła ją rządza zemsty. Ojcem twoim był zaś Czarny Wąs, paskudny przypadek, mam nadzieję, że śmierć jaką mu zadała Różany Pazur była bolesna. Do rzeczy, bo to najważniejsze. Twoja matka nie była zła, kochała ciebie i twoje siostry całym sercem. Nie wyobrażała sobie bez was życia, ale Czarny Wąs…to okrutny kocur. Nie kochał swej partnerki, was także. Dlatego obmyślił sobie, że was porzuci, rozumiesz? Zostawił was w lesie na pastwę losu. Pozwolił wam umrzeć i ukrył wszystko. Dlaczego? Bo znalazł sobie kogoś lepszego. Twoja matka była zrozpaczona waszym zniknięciem, związała się z Jastrzębim Okiem…pluję na tego kocura totalnie, nienawidzę go całym sercem. Co ciekawsze, Jastrzębie Oko był twoim dziadkiem, ciekawostka nie mała. Do rzeczy, bo gadam i gadam a czas mi się kończy, znowu miała kocięta, ale ich nie kochała już jak ciebie i twoich sióstr. Odrzuciła je pozostawiając w żłobku. Do czego dążę, zapytasz, dlaczego ukryłam przed tobą historię? Otóż nie chciałam abyś stał się taki jak Różany Pazur, rządny zemsty na swoim ojcu za to co zrobił, albo co gorsza, na biednym klanie Liści który tutaj nie zawinił. Obawiałam się, że będą przez ciebie przemawiać cechy twojej rodziny, jednak stało się inaczej. Wyrosłeś na silnego i dzielnego wojownika który poświęcił życie aby ratować starą kotkę. Dziękuje ci.
Mgiełka zamilkła zamykając powieki. Położyła ciężką głowę na ziemi ciężko oddychając. Kilka razy kaszlnęła próbując pozbyć się okrutnego drapania w gardle. Borsuczy Goniec nie wiedział co powiedzieć. Nagle wszystkie jego pytania się rozwiązały, wszystko było jasne. Mimo to czuł okropną pustkę w sercu, nie mógł zrozumieć dlaczego to wszystko się stało, w jego głowie zrodziło się jeszcze więcej zagadek. Jedną z nich musiał rozwiązać teraz.
- Skąd to wszystko wiesz?- zdołał jedynie wychrypieć przez zaciśniętą szczękę.
- Bo należałam do tego klanu. Byłam zastępczynią, Mglistą Skórką. Jastrzębie Oko przybył i mnie obalił, wciągnął mnie w jakiś spisek po czym zniszczył wszystko nad czym pracowałam tak długo. Wygnano mnie zaraz po twoich narodzinach. Śledziłam poczynania Czarnego Wąsa, odnalazłam ciebie i przygarnęłam. To wszystko co mam do powiedzenia.
Point kiwnął łebkiem po czym ponownie wtulił łeb w swą przybraną matkę. Pozwolił sobie na smutek, żal, złość i inne przytłaczające emocje. Nie potrafił ich powstrzymać, wszystkiego było zbyt wiele. Słyszał jak powolny oddech Mgiełki nagle się ucisza. Ostatnimi słowami jakie wypowiedziała było ,,kocham cię synu, wybacz mi za wszystko”. Kocur wymruczał ciche ,,wybaczam” po czym liznął za uchem swą ukochaną matkę. Zacisnął powieki czując jak jego ciałem porusza okropny dreszcz. Został sam. W jego sercu zrodziła się pustka która zabrała wszystko co radosne, nie potrafił cieszyć się nawet tym, że żyje. Wolał zginąć wraz z Mgiełką niż żyć samotnie bez rodziny. Pożar dalej szalał na dworze nie pozostawiając za sobą nic po za śmiercią i nieznośnym zapachem.
Borsuczy Goniec zakopał kotkę niedaleko nory w której zmarła. Las został ugaszony, jednak nie pozostało po nim nic więcej jak tylko pył. Kocur szedł po pustkowiu zwanym kiedyś jego własnym domem, ruszył w kierunku Siedliska Owiec, miał nadzieję, że znajdzie tam resztę.
Biegnąc obserwował połamane i spalone drzewa, spod jego łap wydobywał się kurz. Powietrze dalej było ciężkie i szorstkie, dym ciągle był wyczuwalny. Mimo to, było względnie bezpiecznie. Wojownik wyszedł ze spalonej części lasu, jego sierść, niegdyś biała i czysta, była teraz czarna od popiołu. Nie potrafił rozpoznać sam siebie ilekroć widział swoje odbicie w kałuży. Zdziwił go fakt, że woda nagle pojawiła się na ziemi, myślał, że żaden deszcz jeszcze nie spadł. Nadal czuł pustkę po stracie Mgiełki, nie mógł znieść uczucia, że teraz jest sam na świecie. Mimo tego, że nie była jego prawdziwą matką, zawsze zaliczał ją do swojej rodziny. Teraz nie miał nikogo.
Wkroczył na Siedlisko Owiec i ujrzał na nim klan wilka, nadal tam byli. Niektórzy spoglądali ze smutkiem w stronę czegoś co kiedyś było lasem, inni spali próbując nabrać sił po ucieczce. Jako pierwsza Borsuka wypatrzyła Makowa Łapa. Skoczyła na równe nogi i pognała w kierunku mentora. Zatrzymała się przed nim, powąchała go i obejrzała dokładnie. Za nią przyszła Milcząca Gwiazda oraz jej zastępca. Srebrna kotka przetarła łapką pysk kocura ujawniając jego prawdziwe oblicze. Z przeszklonymi od wzruszenia oczami rzuciła się na niego wtulając się w jego futro. Szczęśliwe mruczenie przerywało ciche łkanie, i tak na przemian. Nie wiedziała czy się cieszyć, czy smucić. Pustułkowy Dziób odetchnął z ulgą a Makowa Łapa miauknęła zadowolona. Borsuczy Goniec powrócił do reszty klanu po drodze odpowiadając na pytanie liderki.
- Po co wskoczyłem w pożar? Wiesz…chyba kogoś słyszałem, miałem rację, niestety umarła. Co mi to niby dało? Odpowiedź na każde moje pytanie.
<<ktoś z Klanu Wilka? Jak chce ;v ps: kałuże powstały przed dwunożnych>>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz