BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrzydlata Płomykówka x Krokusowa Kruchość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrzydlata Płomykówka x Krokusowa Kruchość. Pokaż wszystkie posty

11 sierpnia 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Skrzydlatej Płomykówki

*parę dni później*

W biegu wręcz udało jej się złapać Skrzydlatą Płomykówkę, czy to właściwe zastępczyni udało się złapać Krokus i do niej podejść, odsuwając na parę uderzeń serca obowiązki, jak i otaczające ją koty, które czegoś od niej chciały. Początkowo bura kotka była pewna, że zastępczyni na dla niej jakieś zadanie, ponieważ w przeciągu kolejnych dni od ich rozmów wszyscy mieli łapy pełne roboty jak jeszcze nigdy w przeciągu dwóch kwadr, że jedynie na co znajdowali czas to na sen. Jednak, gdy z jej pyska padło zwykłe dziękuję, Krokusowa Kruchość z trudem była w stanie ukryć uśmiech. W odpowiedzi jedynie skinęła głową zastępczyni, ciesząc się, że kocica zdecydowała się przyjąć utkane specjalnie dla niej legowisko. Mogła je przecież oddać komuś innemu. Nie wiedzieć czemu lider oraz zastępca zawsze na pierwszym miejscu stawiał dobro klanu oraz wojowników za których był odpowiedzialny, jednak czy to byłoby przestępstwo pomyśleć raz o sobie? Przecież, aby móc dobrze przewodzić grupą przywódca czy zastępca musiał się w pełni wysypiać, aby mieć siłę i energię do nowych to zadań, które przynosił każdy nowy dzień.
– Skrzydlata Płomykówko, mam jeszcze do ciebie jedną sprawę – zagadnęła, nim kocica udała się do jednej z odnóg w towarzystwie Cyklonowego Oka, Śnieżycowej Burzy, Gadożerowego Pyska, Małej Bazi oraz Dzwonkowego Świstu. – Czy mogę wziąć udział w następnym patrolu, którym będziesz przewodzić?

~~~

Krokusowa Kruchość dzieliła języki wraz z Srebrzystą Równonocą i Słodką Dziewanną. A właściwie to Krokus była tą, której futerko było pielęgnowane. Matka czule lizała ją po łebku, dokładnie tak samo, gdy była malutkim kociakiem, natomiast Równonoc pilnowała, aby futro na ogonie siostry pozostało schludnie ułożone.
– Co wy knujecie... – miauknęła Krokus, wyślizgują się spomiędzy kocic. Strzepnęła ogonem, zastanawiając się, co mogło być powodem ich dziwnego zachowania.
– Czy to źle, że chcę zadbać o wygląd mojej córki? – Jako pierwsza odezwała się liliowa szylkretka, spoglądając z ukosa na drugą córkę. – Ostatnio zaniedbałaś pielęgnację swojego futra. Jeśli nie chcesz nabawić się wysypki czy innych chorób skóry powinnaś każdego dnia poświęcać więcej czasu na pielęgnację futra niż dwa liźnięcia przed pójściem spać. – Skrzyżowała łapy wzdychając. – W południe udasz się razem ze mną i Gadożerowym Pyskiem przeszukać stary obóz. Jeśli wierzyć na słowo Gradobijącemu Cierniowi, w starym legowisku medyków powinny znajdować się wciąż zioła zdatne do użycia.
– Ty z nami nie idziesz? – spytała, przenosząc spojrzenie na Równonoc.
– Poszłabym, gdybyś pozwoliła mi dokończyć rozplątywanie kołtuna na twoim ogonie. – Przeciągnęła się. – A oprócz tego mam jeszcze dzisiejszy trening do odchaczenia z Perłówkową Łapą. Będziemy patrolować granicę z Klanem Wilka wraz z Oskrzydlonym Ognikiem i Żywiczną Łapą.
Krokus nieznacznie poruszyła uchem na dźwięk "granica Klanu Wilka". Wątpiła, aby zapach Dzikiego Berberysa wciąż był wyczuwalny. Deszcz oraz zamiecie śnieżne na pewno zatarły jego zapach, jak i ślady łap. Zamyślona położyła łapę na sercu, wpatrując się w stronę tunelu prowadzącego do Kamiennych Strażników.
– Właściwie, będę się już zbierać. Udanych poszukiwań.

~~~

Była zła na siostrę, jak i matkę. Czuła się zdradzona przez kocice, którym ufała od urodzenia. Widziała, że chcą dla niej jak najlepiej, jednak naprawdę uważały, że starając się ją zeswatać z Gadożerowym Pyskiem wyświadczą jej przysługę? Czy ona naprawdę sądziły, że tym co potrzebowała był biały kocur u jej boku? Sam Gadożer wyglądał jakby za karę brał udział w spisku Słodkiej Dziewanny oraz Srebrzystej Równonocy. Rozmowa między nimi była niezręczna, nie kleiła się. Cały dobry entuzjazm wyparował z kocura, gdy tylko pojął w czym bierze udział, jednak starał się robić dobrą minę do złej gry.
– Krokusowa Kruchości... – Gadożerowy pysk starał nadążyć za wojowniczką, która dość sprawnie przedzierała się poprzez zaspy. – Naprawdę cię przepraszam... Słodka Dziewanna poprosiła mnie...
Gdy w zasięgu spojrzenia dostrzegła dobrze znane jej cętkowane futro, znacznie przyspieszyła. Nie miała ochoty słuchać tego, co miał jej do powodzenia Gadożerowy Pysk. Nie interesowało ją to.
– Skrzydlata Płomykówko! – zawołała, zwracając tym samym uwagę zastępczyni oraz pozostałych kotów biorących udział w patrolu. Gdy tylko udało jej się dotrzeć do nich, padła u łap cętkowanej, ciężko dysząc.
– Na Klan Gwiazdy, Krokusowa Kruchości! Jestem święcie przekonana, że Wdzięczna Firletka, jak i ja sama zabroniłam ci się przemęczać, a tym bardziej biegać! – skarciła wojowniczkę, pomagając jej podnieść się z ziemi razem z Cyklonowym Okiem. – Mam ci zabronić wychodzić poza obóz, jak to w zwyczaju kara się młodych niesfornych uczniów?
– Brzmisz tak, jakbyś miała zaraz wyzionąć ducha... – mruknął kremowy kocur, przytrzymując Krokus, aby ponownie nie wylądowała na brzuch. – Gadożerowy Pysku! Chodź no tutaj! Nie stój jak kołek!
Biały kocur niepewnie zbliżył się do patrolu, chowając ogon między tylnymi łapami. Zbliżył się do Cyklonowego Oka, który bez uprzedzenia zsunął Krokus na jego bark.
– Wszystko w porządku? Stało się coś? Biegliście tak, jakbyście przed czymś uciekali... – zastępczyni zwróciła się do białego kocura, taksując go spojrzeniem.
– Nie... przed chwilą byliśmy w starym obozie. Mieliśmy go przeszukiwać. Miała nam jeszcze towarzyszyć Słodka Dziewanna, ale źle się poczuła po zjedzeniu piszczki i została w obozie. J-ja nie wiem co się stało... Krokus nagle zerwała się do biegu, więc odruchowo za nią pobiegłem, aby mieć pewność, że nic jej się nie stanie... Biegi jej nie służą. Wiem o jej przypadłości – ściszył nieco głos, tak jakby chciał poinformować tylko o tym Skrzydlatą Płomykówkę. Przeniósł spojrzenie na Krokus, której udało się unormować oddech – Chcesz żebym zszedł na zawał? Gdyby coś ci się stało, Słodka Dziewanna obdarłaby mnie żywcem ze skóry... – Nerwowo poruszył uszami.
– I bardzo dobrze! – sapnęła, odsuwając się od kocura. Gadożer zaczął coś mamrotać o tym, że jest przeklęty lub też nieszczęścia, jak i nieporozumienia się go czepiają jak rzepy. – Wszystko jest w porządku Skrzydlata Płomykówko, jak w najlepszym porządku... Trochę ruchu mi się przyda, bo inaczej będę miała zastałe kości i na starość nie będę sprawna... – siliła się na żart, jednak sądząc po mimice pysków kotów nie wyszło jej to. – Nie udało nam się znaleźć ziół w obozie. Prawdopodobnie źle szukaliśmy lub po prostu wszystkie łatwo dostępne miejsca zostały przeszukane. – Zakasłała. – W-wiem, że jestem wątłego zdrowia i słaba jak nowonarodzone kocię, ale nie mogę bezczynnie siedzieć, widząc jak pozostałe koty dają z siebie wszystko, a nawet więcej. – Udało jej się wyprostować. – Dlatego jeśli pozwolisz, chce towarzyszyć wam podczas patrolu. Jeśli źle się poczuję, od razu cię o tym poinformuje, a Gadożerowy Pysk odprowadzi mnie do obozu. Proszę, Skrzydlata Płomykówko.


<Skrzydlata? Twardy zawodnik z krokus, a w dodatku ryzykant. ale ma dziewięć żyć cn>

16 lipca 2026

Od Skrzydlatej Płomykówki CD. Krokusowej Kruchości

Ciche westchnienie opuściło biały pysk starszej. Ona nie miała takich rozterek, gdyż jej partner nie był spiskowcem oraz już nie stąpa swymi jasnymi łapami pośród żywych. Zapewne Skrzypiący Skrzyp teraz spogląda na nią ze Srebrnej Skóry, może w towarzystwie Sójczego Błękitu. Cętkowana obecnie jedynie miała brata i siostrę, z którymi różnie jej się układało, gdyż z Ognikiem nie była tak blisko, jak z Rudzik, której głównie starała pilnować, by nie narobiła problemów. Oczywiście różnie to wychodziło, czego przykładem jest okres, gdy pręgowana była znana jako Kocięcy Rozumek oraz teraz gdy siedzi z innymi zdrajcami klanu. Czasem dopadało ją poczucie winy, że nie dostrzegła niczego wcześniej, żadnych oznak tego, że Rudzikowe Skrzydełko coś planuje z innymi. Czuła się, jakby zawiniła jako siostra.
Szybko jednak odgoniła kłębiące się myśli, mając zamiar skupić się na rozmowie z burą, a nie na własnych żalach. Przecież sama jej ostatnio mówiła, by była silna, bo ma dla kogo — dla siebie. W dodatku miała jeszcze Oskrzydlonego Ognika, który zapewne też musiał odczuwać negatywne emocje w związku ze sprawą ich siostry. Zanotowała w głowie, by przy następnej okazji porozmawiać z rudym i skierowała swoje jasne ślepia na wojowniczkę, która wyglądała, jakby zaczynała żałować tak wylewnej odpowiedzi na jej obawy.
— Zjedz coś, w końcu należy Ci się za tak daleką wyprawę i to z takim obciążeniem, jakim były te przyniesione gałęzie. Spisałaś się, Krokusowa Kruchości — wymruczała w stronę kotki, ruchem głowy wskazując na piszczkę, która leżała nietknięta u łap zielonookiej. — Ja muszę wracać do obowiązków, lecz w razie czego nie bój się podejść i mnie od nich wyratować — dodała, kładąc na chwilę ogon na grzbiecie wojowniczki w geście wsparcia. Po tym wstała i odeszła, znikając w jednym z tuneli.
Może i nawiązując relację z Krokus oraz prowadząc z nią tak wylewne rozmowy, w których ukazywała nieco więcej emocji niż zwykle, traciła na swej tajemniczości, z której dotychczas słynęła, lecz jeśli chciała przekonać ku sobie więcej kotów, to musiała wykazać się bardziej charyzmatycznym podejściem. Miała zamiar każdemu niedowiarkowi udowodnić to, jak bardzo był w błędzie, uważając, że srebrna nie nadaję się na zastępczynię, a może i z czasem na liderkę. Dawniej nawet nie myślała o tym, by zajść tak wysoko w klanowej hierarchii, a teraz? Wymyślała strategię, jak to wszystko rozegrać, aby zmniejszyć szansę na kolejny przewrót wśród Burzaków. Czy jej obecne podejście było okrutne? Możliwe, lecz zdawała sobie sprawę, że konieczne, jeśli chce przetrwać na tym stanowisku jak najdłużej. Oczywiście nie miała zamiaru nigdy się posuwać do czynów, łamiących kodeks wojownika lub przeczących zasadom moralnym, aż tak zepsuta do szpiku kości nie była. Wszystko, co robiła, była z myślą o przyszłości klanu.
Jej białe łapy zaprowadziły ją tunelem w głąb terenów, sprawiając, że cętkowana zabrała się za pracę, jaką było zebranie kamieni i tej nieszczęsnej gliny na budowę ścian w legowiskach. Pierwszy budulec zbierała spod śniegu, który wyraźnie był nie ruszony, a pod nim kryły się kamienie średniej wielkości, mogących stanowić pewne wyzwanie dla najmłodszych uczniów. W czasie ich transportu do obozu w pobliże legowiska medyków oraz żłobka nie zwracała uwagi na to, czy Krokus nadal przebywa w miejscu, gdzie ją pozostawiła, czy wzięła się za inne zadanie. Zastępczyni była skupiona na własnej pracy, w czasie której zbytnio nie myślała, co było pewnego rodzaju wytchnieniem — mogła oddać się męczącej pracy fizycznej bez zbędnego rozmyślania, pochłonięta rytmem powtarzalnych ruchów.
Kiedy tylko kolejna sterta kamieni powstała obok poprzedniej, niebieskooka skierowała się do legowiska medyków, chcąc zapytać o jakieś większe liście, które mogłyby posłużyć do przenoszenia gliny. Na jej szczęście parę sztuk ostało się w czasie pożaru i były zdatne do użytku. Skrzydlata Płomykówka podziękowała głównej medyczce, a następnie skierowała się do wyjścia z obozu, gdyż kojarzyła, że glinę znajdzie w bardziej podmokłym miejscu. Przybrzeżne Oko było kawałek drogi, więc to miejsce odpadało. Bliżej miała brzeg większego zbiornika wodnego, który był odnogą rzeki, która swój bieg kończyła w morzu na terenach Klanu Nocy. Ze sporymi liści w pysku skierowała w tamtym kierunku, a kiedy tylko była na miejscu przystąpiła do wydobycia materiału.

»» ———— ⚜ ———— ««

Wracając do obozu, miała wrażenie, że zaraz kręgi w szyi jej strzelą i to raz, a porządnie, lecz nie miała ochoty kolejny raz chodzić w tę i z powrotem, więc teraz dźwigała tyle gliny, ile mogła wziąć na jeden raz. W drodze modliła się, by użyczone liście wytrzymały ciężar i w czasie wyprawy się nie podarły.
Nie okazując żadnych oznak zmęczenie, odłożyła budulec tuż obok kamieni, a następnie skierowała się do legowiska wojowników, mając zamiar paść na chłodną posadzkę jaskini, która ukoi jej rozgrzane ciało. Dopiero gdy rozłożyła się na ziemi niczym żaba na liściu, pozwoliła sobie na okazanie zmęczenia. W legowisku o tej porze mało, kto przebywał, gdyż inni wojownicy byli pochłonięci pracami nad obozem lub szkoleniem uczniów. Nawet nie zauważyła, kiedy to przymknęła powieki na nieco dłużej, nie mając sił wcześniej umyć się z błota i gliny, zdobiących jej łapy aż po same łokcie — przynajmniej nikt nie mógł jej zarzucić, że nic nie pomagała, leżąc i z boku obserwując postępy prac.
Wybudziła się, dopiero gdy następnego dnia Poczciwy Szakłak szturchał ją łapą w bok. Gdy tylko uchyliła ciężkie powieki i skierowała niebieskie ślepia na kocura, ten bez słowa wskazał ruchem głowy wyjście z legowiska, by samemu po chwili wyjść. Srebrna na to nieco zmrużyła oczy, zauważając, że ostatnio wojownik zdawał się znowu wyjątkowo cichy i wycofany.
“Za dużo tych kocurów do pogadania…” — stwierdziła, gdy zanotowała w głowie, by również zielonookiego zaczepić do rozmowy.
Po podniesieniu się z dotychczasowego miejsca i udaniu się ponownie do Wdzięcznej Firletki po kolejne liście zdała sobie sprawę, że dziś ominęła poranne zebranie oraz ubrudzona z wczoraj paraduje po obozie. Z tego faktu przymknęła powieki na chwilę, by po paru uderzeniach serca skupić na ponownym zbieraniu gliny.

»» ———— ⚜ ———— ««

Kierując się do legowiska wojowników na chwilowy odpoczynek, nie spodziewała się zastać tam nowe posłanie i to w miejscu, gdzie zwykle sypiała. Unosząc jedną brew, podeszła do łoża, zauważając po chwili na nim pióra, na których unosił się znikomy zapach pewnej kotki.
— No proszę — mruknęła, wcześniej pozwalając sobie na krótkie parsknięcie śmiechem. Nie pomyślałaby, że ktoś wykona taki gest, szczególnie Krokusowa Kruchość, z którą o wiele więcej rozmawiała dopiero w ostatnich dniach.

<Krokus?>

Event Klanu Burzy:
Zebranie kamieni oraz gliny na budowę ścianek w przyszłym legowisku medyka oraz żłobku

15 lipca 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Skrzydlatej Płomykówki

Na pysku córki Słodkiej Dziewanny wykwitł delikatny uśmiech, gdy z pyska Śnieżycowej Chmury padła pochwała za wykonaną pracę. Nie sądziła, że będzie robić się jej cieplej na sercu, gdy będzie słyszeć od pobratymców zwykłe "Dobra robota!" lub "Spisałaś się, Krokusowa Kruchości". Jednak już po chwili oprzytomniała, a ciepło zostało zastąpione przez gorzkie chłód, na wspomnienie, że ci pobratymcy wydali wyrok na Dzikiego Berberysa.
Czuła się tak, jakby kroczyła nad przepaścią, starając się pochwycić jak najwięcej srok za ogon. Pragnęła pozostać wierna Dzikiemu Berberysowi i bronić go, gdy oczywiście sytuacja jej na to pozwala. Również starała się być w dobrych relacjach z pozostałymi kotami zamieszkującymi Klan Burzy, pomagając im w wykonywaniu zadań przy odbudowie obozu oraz codziennych obowiązkach. I im więcej dni mijało, tym bardziej zmęczona się czuła.
Idąc za radą starszej kocicy, miała zamiar poświęcić trochę czasu na regenerację oraz zjedzenie posiłku, gdy dostrzegła zmierzającą w jej stronę zastępczynię. Krokusowa Kruchość poczuła się jak małe kocię, które czeka reprymenda od matki lub starszego klanu, gdy zastępczyni zadała jej pytanie, po czym dodała, aby młodsza wzięła zwierzynę ze stosu i udała się za nią. Krokus nieco zakłopotana zastosowała się do jej słów, po czym z dozą niepewności zajęła miejsce tuż obok cętkowanej.
"Z Cyklonowym Okiem nie miała czasu porozmawiać, ale może Gadożerowy Pysk jej coś powiedział odnośnie naszej wcześniejszej rozmowy?"
— Martwiłam się — powiedziała wprost. — Przyszłam do zapasów traw i mchu, by znowu wić z tobą posłania, lecz ciebie nie było. W dodatku wczoraj mówiłaś o bólu serca, a teraz się dowiaduję, że wyszłaś z Cyklonowym Okiem aż pod samą granicę z Wilczakami. Chcę jedynie powiedzieć, byś uważała na siebie i brała pod uwagę swoje zdrowie przy pomocy w budowie obozu.
Speszona przeniosła spojrzenie na swój posiłek, który znajdował się tuż przed jej łapą. Miała nie dokładać nikomu zmartwień, lecz nawet coś tak prostego ją przerosło.
— Dobrze, Skrzydlata Płomykówko. Będę na siebie uważać — miauknęła łagodnie, chcąc zapewnić zastępczynię na temat tego, że będzie brała pod uwagę swoje zdrowie, które i tak już było wątłe. — Wybacz, że nie poinformowałam ani ciebie, ani Zawodzącej Gwiazdy o tym, że udajemy się z Cyklonowym Okiem na granicę. Nie zamierzałam nikogo martwić, a tym bardziej was unikać, po prostu... — zawahała się. Czy powinna wyznać zastępczyni prawdziwy powód jej udania się na granicę z Klanem Wilka? Jeśli skłamałaby, jej wersja mogłaby się nie pokrywać z tą kremowego kocura lub białego. — ...miałam nieco egoistyczną prośbę wobec Cyklonowego Oka.
Wyraz pyska Skrzydlatej Płomykówki się delikatnie zmienił. Kocica była mądra, więc na pewno pojęła, cóż takiego ma zamiar wyznać Krokus, nieumiejętnie plątając się we własnych słowach.
— Dowiedziałam się, że Dziki Berberys został zaprowadzony nie na granicę z Drogą Grzmotu, a na granicę sąsiadującą z terenami Klanu Wilka. Poprosiłam Cyklona o to, aby zaprowadził mnie dokładnie w to samo miejsce, gdzie ostatni raz go widział. S-sama nie wiem, co chciałam osiągnąć, udając się na granicę... Może po prostu uzyskać częściowy spokój ducha? Jego słaba woń prowadziła w głąb terenu Klanu Wilka, a po śladzie walki w okolicy pięciu lisich długości nie było ani śladu... jednak czym to się różni od egzekucji, której końcowo udało mu się uniknąć z naszych łap? Wilczacy to bezwzględne bestie, które nie przepuściłyby okazji zranienia kota z wrogiego klanu, który znalazłby się na ich terenach. Nawet jeśli byłby to wygnaniec. — Powtórzyła jeden z wielu stereotypów, które przekazywały jej starsze koty, gdy jako kocię pomieszkiwała w żłobku. Również kronikarze, opowiadając historię, na szczególności te o wojnie z Klanem Wilka umocniły obraz wilczaka jako bezwzględnego zabójcy w umyśle Krokus. — Ja go nadal kocham. Nie jestem w stanie zmienić swoich uczuć względem niego. — "Nie chcę. Lecz chcę, aby żył." — Nie teraz. Może kiedyś... — miauknęła gorzko, mając nadzieję, że to kiedyś nigdy nie nadejdzie. — Jednak teraz martwię się o niego. Pora nagich drzew jest sroga, a on całkowicie sam. I to na własne życzenie...
Położyła głowę na łapach, czując, że może za bardzo się uzewnętrzniła. Jednak wiedziała, że nie powinna tłumić swoich emocji — zalecenie Wdzięcznej Firletki, jeśli nie chciała na czas nieokreślony zamieszkać w legowisku medyków. Nawet jeśli nie zgadzała się z innymi, mimo strachu przed oceną, miała próbować podzielić się z innymi swoimi myślami oraz uczuciami. Raz już jej się to udało, podczas rozmowy z Cyklonowym Okiem oraz białym kocurem, gdy udało jej się postawić na swoim.

<Skrzydlata? Tym razem bez pomocy w odbudowie obozu>

14 lipca 2026

Od Skrzydlatej Płomykówki CD. Krokusowej Kruchości

Wraz z pierwszymi słowami burej, zastępczyni skinęła głową i przystąpiła do pracy, którą od wczorajszego dnia wykonywała z młodszą. Uwicie nowych posłań może wydawało się prostym zadaniem, lecz srebrna doskonale się przekonała, że do tego trzeba mieć nieco wprawy oraz zręczności, by każdy element właściwie był połączony z innymi. Przy tak dużej ilości legowisk, jakie trzeba było zbudować, zadanie to zdawało się dość żmudne i monotonne, lecz to właśnie ta powtarzalność pozwalała, choć na chwilę odetchnąć Skrzydlatej Płomykówce. Zapasy trawy, puchu i mchu powoli kurczyły się z kolejnymi wykonanymi przez nich posłaniami, więc srebrna miała nadzieję, że w starym obozie wojownicy znajdą jakieś w miarę nienaruszone pożarem łoża, by każdy Burzak miał własne. A nawet jeśli nie, to że pora nagich drzew okaże się jedynie sroga w pierwszych księżycach i już niedługo zacznie ustępować kolejnemu sezonowi. Najwyżej ruda się poświęci i do tego czasu będzie sypiać na twardej kamiennej posadzce.
Właśnie miała sięgać po kolejną garść trawy, kiedy to łapa Krokus zawisła w połowie ruchu nad stertą mchu. Niebieskooka od razu przerwała wicie kolejnego posłania, nieco zaalarmowana stanem towarzyszki. Krokusowa Kruchość była córką Poczciwego Dziwaczka, mentora Szakłaka. To właśnie od czarnego kocura kiedyś usłyszała, że jego nauczyciel miewał problemy z sercem i to zapewne było przyczyną jego śmierci. Szylkretka zauważając reakcję starszej, od razu zaczęła ją zapewniać, że wszystko w porządku — pomimo tego, srebrna nie była do końca przekonana co do tych słów. Już wystarczająco dużo kotów poległo w ostatnim czasie, kolejna czyjaś śmierć nie była w żadnym stopniu na ich łapę.

»» ———— ⚜ ———— ««

Kolejnego dnia cętkowana, jak w ostatnich dniach, zjawiła się przy zapasach materiałów na posłania, lecz zamiast Krokusowej Kruchości ujrzała Lodówkową Łapę. Widok ten nieco zaniepokoił zastępczynię i nim uczennica zdołała choćby się odwrócić na dźwięk kroków za plecami, Skrzydlata Płomykówka kierowała się do powstającego legowiska medyków. Może i zbyt przejmowała się burą wojowniczką, lecz czuła, że znalazła z nią nić porozumienia, które kiedyś na pewno pomoże wesprzeć rudą w nagłych sytuacjach. W dodatku nie miała zamiaru spędzać kolejnej nocy nad ciałem kogoś bliskiego — choć nawet i tego nie mogła zrobić, gdyż szczątek Sójczego Błękitu nie odnaleziono, więc zastępczyni odbyła czuwanie nad pustą przestrzenią przed sobą, wyobrażając sobie, że mimo wszystko przed nią znajduję się jej matka.
Z boku może i wyglądała dostojnie, spokojnie, przemierzając tunel, do którego przylegały trzy przyszłe legowiska. Jednak było to złudne wrażenie, które kocica mimo wszystko starała się utrzymać, nie mogła pokazać, że jest zaniepokojona czymś, gdyż inni zapewne od razu, by to podłapali i w powstającym obozie zrobiłoby się niepotrzebne zamieszanie. Odkąd została zastępczynią, nie mogła myśleć egoistycznie, musiała brać pod uwagę nie tylko bliskich, ale i cały klan, który potrzebował teraz kogoś silnego i pewnego swych czynów. Zawodząca Gwiazda starał się, jak mógł, więc i ona nie mogła wypaść gorzej.
Najchętniej wparowałaby niczym burza do legowiska medyków, lecz zamiast tego z pewną gracją wkroczyła do środka, próbując odszukać wzrokiem Krokusową Kruchość lub Wdzięczną Firletkę. Dopiero po paru krokach zdecydowała się zawołać główną medyczkę, lecz po chwili zamiast niej ujrzała Łzawą Łapę. Miała do czarno białej raczej neutralne podejście, gdyż nie zdążyła ją na tyle blisko poznać, jednak teraz na jej widok poczuła pewną irytację. Potrzebowała wiedzieć, gdzie jest bura wojowniczka i to od kogoś, kto wiedział o jej stanie. Nie kwestionowała szkolenia córki Echa, lecz wolała pytać od kota, który na pewno zdawał sobie sprawę z problemów zdrowotnych zielonookiej wojowniczki. Poza tym ona sama dzień wcześniej wspomniała, że Wdzięczna Firletka podawała jej zioła.
— Gdzie jest twoja mentorka? — spytała wprost uczennice, nie mając zamiaru bawić się w zbędne grzeczności. Jeśli ta postanowi poskarżyć się medyczce lub ojcu, to zastępczyni miała idealne wyjaśnienie na to.
— A co potrzeba?
— Łzawa Łapo, nie mam obecnie czas na pytania. Jako zastępczyni twojego ojca domagam się odpowiedzi i to w trybie nagłym — odparła, zachowując z zewnątrz stoicki spokój.
— Przed chwilą wyszła — odpowiedziała w końcu młódka. Na tę wiadomość, Skrzydlata Płomykówka nie czekała dłużej i wyszła, nie dając możliwości dodania czegoś jeszcze przez terminatorkę.
Cętkowana od razu skierowała swoje kroki do Groty Pamięci, gdzie dotarła w momencie, gdy Śnieżycowa Chmura głośno mruczała aprobatę dla jakichś kotów. Dopiero na dźwięk imienia poszukiwanej przez niej kotki, przystanęła na uderzenie serce, a następnie ponownie ruszyła w stronę kremowego mentora Milknącej Łapy oraz jego towarzyszki wyprawy.
— Dobra robota, Cyklonowe Oko! Krokusowa Kruchość! — zamruczała Śnieżycowa Chmura, spoglądając na gałęzie, które zostały przyniesione. — Hm. Ale pięknie pachną... to gałęzie iglaków... udaliście się po nie, aż pod samą granicę z Klanem Wilka? No to, czym prędzej musicie coś zjeść i się ogrzać, bo na pewno przemarzliście, udając się tak daleko w teren!
Kolejne słowa kotki sprawiły, że w srebrnej narastała chęć udzielenia srogiej reprymendy burej. Ona tu się zamartwia o jej zdrowie, czy nawet życie, a ona w tym czasie wyruszyła z Cyklonowym Okiem po gałęzie. I to spod samej granicy z Klanem Wilka!
Gdzieś z boku stał Zawodząca Gwiazda w towarzystwie Modliszkowej Ciszy, Małej Bazi i brata zastępczyni, lecz ona sama zbytnio nie przejęła się ich obecnością. Wręcz przeciwnie, skoro Echo był poza swoim legowiskiem, to mogła na spokojnie zabrać zielonooką wojowniczkę na krótką rozmowę.
— Krokusowa Kruchość — zaczęła, zatrzymując się przed szylkretką. — Masz może chwilę? — spytała, a widząc nieco zakłopotane spojrzenie młodszej, dodała: — Weź coś ze stosu po takiej podróży i chodź ze mną.
Po chwili wahania młodsza przystanęła na słowa Skrzydlatej Płomykówki i kiedy tylko wróciła do niej z nieco mizerną nornicą w pysku, niebieskooka ruchem głowy wskazała kierunek, gdzie miały się udać. Przy odbudowie obozu nieco ciężko o ustronne miejsce, lecz jakiś niewielki fragment Groty Pamięci się dla nich znalazł. Cętkowana bez słowa przysiadła pod jedną ze ścian, czekając, aż jej towarzyszka uczyni podobnie.
— Martwiłam się — powiedziała wprost. — Przyszłam do zapasów traw i mchu, by znowu wić z tobą posłania, lecz ciebie nie było. W dodatku wczoraj mówiłaś o bólu serca, a teraz się dowiaduję, że wyszłaś z Cyklonowym Okiem aż pod samą granicę z Wilczakami. Chcę jedynie powiedzieć, byś uważała na siebie i brała pod uwagę swoje zdrowie przy pomocy w budowie obozu.

<Krokus?>

Event Klanu Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów

13 lipca 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Skrzydlatej Płomykówki

Krokusowa Kruchość zauważyła, że niektóre koty patrzą na nią nieco łagodniej. Czy to dzięki temu, że była przydatna? Najprawdopodobniej. Wciąż jednak widziała w spojrzeniu braci Wełnistej Mszycy dozę niechęci, ilekroć ich ścieżki się krzyżowały. Zazwyczaj posłusznie schodziła im z drogi, jednak gdy Skrzydlata Płomykówka została wezwana do Zawodzącej Gwiazdy, zostawiając samą sobie nieco zawstydzoną i skonfundowaną Krokus, zaledwie po paru minutach u jej boku znalazł się w zastępstwie za zastępczynię Lotosowy Pąk. Nie odezwał się ani słowem do kocicy. Zamiast tego przyciagnął do siebie trawy oraz mech. Albinosowi z łatwością przyszło tworzenie posłania, kocur musiał już nie pierwszy raz je tworzyć, jednak co jakiś czas ukradkiem zerkał w stronę legowiska, które uwiła buraska.
Kotka zastanawiała się, jak może zadośćuczynić Lotosowemu Pąkowi i jego bratu. Cóż mogła zrobić, aby pomóc im w przejściu żałoby po bliskich? Podobnie jak Skrzydlata Płomykówka, zdecydowała się na śmiały gest. Zamiast jednak dotknąć pyska kocura, delikatnie dotknęła jego białej łapy. Lotosowy Pąk jak się spodziewała, zmierzył ją spojrzeniem, jednak po chwili jego spojrzenie złagodniało.
Resztę czasu spędzili w ciszy, dopóki kocur nie uporał się z trawą, tworząc książkowy przykład legowiska. W dodatku bardzo dużego. Krokus nie przypominała sobie, aby w klanie mieli kogoś, kto mógłby potrzebować aż tyle miejsca do spania.
— To legowisko będzie dla wiecznej królowej i kociąt, które trafią pod jej opiekę — zamruczał, być może odgadując jakie myśli kłębiły się w umyśle szylkretki. — Klanowy głuptas... — mówiąc to, pstryknął końcówką ogona Krokus w czoło. — Chodź, pomożesz mi je przenieść do żłobka.
Krokus rozładowywała czoło, jednak już po chwili pomogła przenieść legowisko, na którym już chwilę później leżała Dryfujący Fluoryt z Jabłuszkiem i Kołysankiem wtulonymi w jej dymną sierść. Serce krajało jej się, ilekroć padały zapytania z małych pysków kociąt, dotyczące tego, kiedy będzie mogła do nich wrócić ich mama, Zwiewny Mak.

~~~

Zielona para oczu spoczęła na trzech skończonych posłaniach. Każdy kolejny wyglądał o wiele lepiej niż poprzedni, a na pewno niż pierwszy, które wyszedł spod łap Krokusowej Kruchości. Kocica kończyła właśnie czwarte posłanie, zastanawiając się, komu mogła je sprezentować. Nie chciała tylko dawać nowych posłań kotom, które były jej bliscy. Może mogła jedno z posłań ofiarować Zwiewnemu Makowi i za zgodą strażników, porozmawiać z czarną kocicą? Chyba nic by się nie stało, gdyby chwilę porozmawiamy i w trakcie rozmowy buraska zachęciłaby niedoszłą szwagierkę do tego, aby szybko uporała się z zadaniami, które wyznaczył dla niej lider oraz zastępczyni, i wróciła do pełnienia funkcji wojownika. Nie, poprawka. Wróciła do swoich dzieci, które z utęsknieniem wypatrywały jej z kociarni.
Gdy u jej boku pojawiła się Skrzydlata Płomykówka, Krokus nieco się zawstydziła na wspomnienie śmiałego gestu zastępczyni. Nie przepadała za obcym dotykiem kotów, nawet jeśli ten nieco ją pokrzepił w tamtym momencie. Co prawda Skrzydlata Płomykówka nie była przecież obca, lecz nie była jej bliska. A już na pewno nie tak jak siostra czy błękitnooki wygnaniec.
W odpowiedzi na uwagę, Krokus pokręciła przecząco łebkiem i gestem ogona wskazała na wolne miejsce u jej boku.
— Zaskoczyłaś mnie, Skrzydlata Płomykówko. Jednak nie mam ci tego za złe. — wyznała. — Twoje wczorajsze słowa mnie zainspirowały — mówiąc to, przeniosła spojrzenie na świetlik, przez które wpadały płatki śniegu, mieniąc się w promieniach słońca.
Postanowiła być silna. Dla Słodkiej Dziewanny. Dla Srebrzystej Równonocy. Dla Oświeconej, siostry, która zdecydowała się opuścić Klan Burzy. Dla Dzikiego Berberysu. Dla zmarłego taty, Poczciwego Dziwaczka oraz zmarłego wujka, Strzępotkowego Kokona. Dla przybranego taty, Burzowych Chmur. Dla zastępczyni, Skrzydlatej Płomykówki. I dla wielu, wielu innych kotów.
— Doprawdy? — Na pysk cętkowanej wkradło się niemałe zdziwinie. Zajęła miejsce obok Krokus, przenosząc spojrzenie na ukończone przez nią posłania.
— Tak. Będę silna. Muszę być. Mam dla kogo. — Uśmiechnęła się nieśmiało. Spojrzenie miała utkwione na mchu, którym miała właśnie uszczelnić związane trawy. Bura łapa zawisła nad rośliną, po czym została powoli przyciągnięta do burej piersi. Nieznacznie się skuliła. — W-wszystko jest w porządku — podjęła uspakająco, zauważając, że jej stan zaalarmował zastępczynię. Srebrzysta była wręcz gotów wystartować w poszukiwaniu głównej medyczki, a nawet jej młodej uczennicy. — Ostatnio częściej boli mnie serce, ale ból jak szybko i nagle się pojawia, tak również szybko i nagle mija — wyjaśniła. Na szczęście ból nie doskwierał jej z taką intensywnością jak podczas przebywania w Łapkowie. Mogła z łatwością czerpać powietrza. — Rozmawiałam już o tym z Wdzieczną Firletką. Dostałam od niej zioła i nakazała przyjść, jeśli ból będzie się nasilał i częściej mi dokuczał...
Mimo że tego nie powiedziała, nieco ją zaniepokoiła ta sytuacja. Przecież nie wykonywała żadnych siłowych czynności, a tym bardziej stresujących. Przemęczyć raczej również się nie przemęczyła, no bo jak. Może ten ból spowodowany był tęsknotą, za tym, co mogło być?

<Skrzydlata?>

Event w Klanie Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów

Od Skrzydlatej Płomykówki CD. Krokusowej Kruchości

Srebrna z uwagą słuchała słów wojowniczki. Młodsza w porównaniu do niej zdecydowanie bardziej okazywała uczucie i emocje, które jej towarzyszyły. Zielone ślepia, bury pysk oraz całe szylkretowe drobne ciało wyrażało więcej niż w przypadku zastępczyni. Ona była z zewnątrz opanowana, stała, niemal apatyczna, a jakiekolwiek silniejsze emocje okazywała jedynie przy najbliższych. Były swoimi przeciwieństwami, niczym dzień i noc, ogień i woda, lato i zima, a mimo to obie potrafiły równie mocno cierpieć — tylko jedna z nich nie kryła się z tym. Cętkowana swoje uczucia, żal, żałobę spychała na dalszy plan, uważając, że musi być silna. Silna dla poległych, dla klanu, dla Zawodzącej Gwiazdy. Nie miała zamiaru podzielić losów Króliczej Gwiazdy — oczywiście nigdy mu nie życzyła źle, lecz po śmierci bliskich było widać, jak pogrąża się we własnych problemach, nie będąc w stanie przewodzić klanem. Ruda nic z tym nie robiła, czekając cierpliwie na naturalną kolej rzeczy, lecz inni, jak widać, nie byli równie cierpliwi, co ona. Byli niczym młode koty, które po tupnięciu łapą nadal chowały urazę, starannie ją pielęgnując, by pewnego dnia wykorzystać ją do własnych celów.
Kiedy tylko pierwsze posłanie zastępczyni było ukończone, odłożyła je delikatnie na kamienną posadzkę, a następnie przymknęła oczy. Może nie powinna uzewnętrzniać się byle komu, szczególnie komuś, kto dawniej był blisko skazańców, jednak… Czuła, że Krokusowa Kruchość nie jest jak oni. Miała wręcz złote serce, które pokochało niewłaściwego kota i tyle. Mówi się, że miłość jest ślepa. I może nawet coś w tym było.
— To nie jest twoja wina, w żadnym wypadku. Gdyby tak było, to byśmy obie teraz kopały korytarze jako minerzy — mruknęła, uchylając nieco powieki, by spojrzeć na buraskę. — Sama powinnam dostrzec, że moja siostra coś knuje, a tak nie było, jakby była kompletnie ślepa. Przez tych zdrajców straciłam i matkę i partnera, prawda. Może nie widać, ale ja również za nimi tęsknię, nawet jeśli ze Skrzypiącym Skrzypem od jakiegoś czasu mi się nie układało.
Zrobiła dłuższą przerwę, pozwalając, by te słowa zwisały między ich dwójką. W międzyczasie sięgnęła po kolejne garści materiałów, od razu przystępując do pracy. Starannie przekładała trawy pomiędzy niewielkimi gałązkami, by te stanowiły pewnego rodzaju bazę posłania. Później powoli zaczęła dokładać mech oraz puch w takich ilościach, by żadne nie przeważało nad innym. Wszystko to połączyła w stabilną konstrukcję, jednocześnie prostą, biorąc pod uwagę zwyczaje Burzaków i ich zamiłowanie do personalizowania legowiska.
Musiałaby przejść się do starego obozu zobaczyć, czy w norze wojowników może ostało się jej własne posłanie, które przyozdobione było piórami niektórych sów — długo zbierała tę kolekcję i była z niej dumna, wręcz przyozdobiając nią swe łoże, odnosiła się z tym, otwarcie ukazując innym swoje zbiory.
— Pewnie większość kotów mi powie, w tym medycy, że tłumienie w sobie wszystkiego jest niezdrowe i zapewne mają rację. Jednak jako zastępczyni muszę być silna nie tylko za zmarłych, ale także klan i lidera. — Po ukończeniu kolejnego posłania, podniosła łapę, by następnie delikatnie nią ująć podbródek szylkretki i skierować jej spojrzenie na siebie. — Dlatego, bądźmy silne razem. Dla zmarłych, dla bliskich. A głównie dla siebie — dodała, pozwalając, by niewielki uśmiech pojawił się na jej białym pysku.
Może i z boku wyglądały dość dwuznacznie, lecz jej to nie obchodziło. Najważniejsze było, aby każdy w klanie czuł się bezpiecznie oraz miał poczucie wsparcia nie tylko ze strony rodziny, ale także medyków czy samej zastępczyni klanu. Może i nie dogodzi wszystkim na raz, lecz uważała, że to właśnie te docenione jednostki stanowią siłę ich społeczności.
— Skrzydlata Płomykówko! — Za ich plecami rozległo się wołanie. Niebieskie ślepia leniwie przeniosły swą uwagę na Burzaka, podczas gdy speszona Krokus oswobodziła się z delikatnego niczym muśnięcie motylich skrzydeł chwytu, by powrócić do zadania.
— O co chodzi Ruda Lisówko? — spytała ze spokojem srebrna, opuszczając łapę, która chwilę wcześniej miała jeszcze kontakt z burą u boku kotki.
— Zawodząca Gwiazda cię wzywa — oznajmił rudy kocur, który po skinieniu głowy Płomywkówki, oddalił się, zapewne powracając do dalszych prac.
— Wybacz mi na chwilę Krokusowa Kruchość — mruknęła kotka. — Postaram się jeszcze wrócić, o ile inni mnie nie dopadną. Jeśli mi się nie uda, to spotkajmy się jutro ponownie tutaj, chętnie ponownie z tobą stworzę kolejne posłania dla Burzaków.
Po tych słowach srebrna podniosła się z dotychczasowego miejsca i spokojnym krokiem skierowała się do powstającego centrum, a dokładniej do jaskini, którą od niedawna zajmował dymny kocur. Niebieskooka przez całą drogę zastanawiała się, czego ich obecny lider chce od niej — obstawiała, że zapewne może chodzić o postępy prac w obozie oraz więźniów, którzy od jakoś czasu pod nadzorem powiększali jaskinię, przez którą obecnie przechodziła. Oczywiście czuła na sobie zaciekawione spojrzenia innych kotów, a kątem oka mogła dostrzec, jak część z nich nachyla się między sobą, by wyszeptać jakieś podejrzenia co do obecności zastępczyni w tej części powstającego azylu.
— Zawodząca Gwiazdo — zawołała, stając w progu groty.
— Wejdź Skrzydlata Płomykówko. — Dwa razy nie trzeba było jej powtarzać, od razu ruszyła, pozwalając, by półmrok legowiska zaczął powoli ją pochłaniać, będąc do samego końca również odprowadzona przez spojrzenia niektórych wojowników.

»» ———— ⚜ ———— ««

Poprzedniego dnia zeszło jej zdecydowanie dłużej u dymnego kocura, niż na początku przewidywała. Później to już poszło lawinowo — część pytała o kolejne zadania, inni o pomoc lub wyjaśnienie czegoś. Niektóre koty odsyłała do medyczek, gdyż była w jakimś stopniu pewna, że Wdzięczna Firletka nie pogardzi dodatkowymi parami łap przy poszukiwaniach ostałych ziół w starym obozie czy też przy udaniu się w teren z nadzieją, że jakieś rośliny jeszcze nie zamarzły pod pokrywą śniegu.
Każdy dzień powoli zaczynał przypominać poprzedni, sprawiając, że Skrzydlata Płomykówka dostrzegała pewną rutynę, schemat z kolejnymi wschodami słońca. Nie miała zbytnio, co narzekać, gdyż mogła śmiało powiedzieć, że czuła się potrzebna i nikt nie mógł jej zarzucić, że tylko leży i ładnie pachnie, delektując się nową posadą. Może inni mogli kiedyś odnieść takie wrażenie, przez jej nadmierną dbałość o srebrną szatę, lecz w czasie odbudowy obozu jasno obalała to przekonanie na swój temat. Gotowa zrezygnować z wygód czy pełnego brzucha na rzecz pozostałych klanowiczów, czyż nie brzmi to szlachetnie i godnie podziwu, jak na idealnego zastępcę przystało? Pod tym jednak kryło się drugie dno — kocica tak naprawdę uciekała od natrętnych myśli, uczuć, zagłuszając je pracą, a brak większego apetytu sam się nagle pojawił i towarzyszył do teraz.
— Krokusowa Kruchości, jednak jesteś — oznajmiła, podchodząc do burej kotki. — Muszę przyznać, że po wczoraj możesz mieć mnie nieco dość — dodała, pozwalając sobie na nieco zakłopotany uśmiech. Oczywiście rudej chodziło o dość śmiały gest, na jaki się odważyła pod koniec ich konwersacji, nim ta została przerwana.

<Krokus?>

Event Klanu Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów

Od Krokusowej Kruchości CD. Skrzydlatej Płomykówki

Krokusowa Kruchość tworzyła właśnie posłanie dla Srebrzystej Równonocy, która w przeciwieństwie do niej, wciąż spała na kamiennej posadzce. Widziała, jak szylkretka kręci się niespokojnie w nocy i usilnie próbuje wkraść się na posłanie Krokus. Zielonooka pomagała śpiącej siostrze ostrożnie zająć miejsce u jej boku, po czym wciskała pysk w jej futro na szyi i sama ponownie zapadała w sen.
Sięgnęła łapą po króliczy puch, gdy wtem spostrzegła zastępczynię lisią długość od siebie. Zamarła, jednak starała się po sobie nie poznać, że obecność zastępczyni ją zaniepokoiła.
— Witaj Krokusowa Kruchość — zagaiła srebrna, zasiadając obok młodszej. — Potrzebujesz może łap do pomocy? — zaproponowała.
— Witaj Skrzydlata Płomykówko — zamruczała w odpowiedzi. — Każda para łap się przyda — przyznała.
Zastępczyni zaczęła tworzyć posłanie z ostałych zapasów traw, puchu i mchu, uszczelniając szpary między gałęziami. Jednak mimo jej chęci, posłanie kształtem nie przypominało legowiska, które w międzyczasie Krokus udało się dokończyć. Jednak z pomocą buraski, zastępczyni w mig nabrała wprawę i ówczesne posłanie zaczynało nabierać wyglądu posłania z prawdziwego zdarzenia.
— W ogóle jak się trzymasz po ostatnich wydarzeniach? Jeśli nie chcesz mówić, to uszanuje twoją decyzję, jednak w razie czego pamiętaj, że masz oparcie i chętnie Cię wysłucham.
Krokusowa Kruchość nabrała wody w usta. Ostrożnie dotknęła wystającej gałęzi tworzącej podstawę nowego legowiska, nerwowo poruszając nosem.
Była żałosna. Jej matka, siostra, a nawet ukochany, mimo że został wygnany pozostali żywi. W przeciwieństwie do Skrzydlatej Płomykówki jej strata była niczym, jednak ból był podobny, a może i nawet większy. Jakim cudem zastępczyni miała siłę na to, aby już od samego początku wspierać ostałych członków Klanu Burzy, stając się kolejnym podtrzymujących filarem ich społeczności. Straciła miłość swego życia, matkę, a w dodatku jej ukochana siostra okazała się należeć do kotów, którzy pragnęli rychłej śmierci Króliczej Gwiazdy.
"Skrzydlata Płomykówka jest kimś, kim chciałabym się stać. Jednak wiem, że nigdy ten dzień nie nadejdzie. Jestem za słaba."
Krokusowa Kruchość podkręciła łebkiem, decydując się na rozmowę z zastępczynię. Była jej to winna.
— Jest mi ciężko, Skrzydlata Płomykówko. Nawet nie wiesz jak bardzo... — Odwróciła szklisty wzrok, skupiając się na trzymanym w łapach posłaniu. Mogła sobie tylko wyobrazić, co tak naprawdę czuję teraz cętkowana. — Wciąż ciężko mi jest przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, jednak dzięki wykonywaniu tych drobnych zadań, jak plecenie posłań czy zamiatanie korytarzy udaje mi się jakoś funkcjonować i zajmować myśli. W-wiem, że nie mogę dokładać zmartwień pozostałym kotom, w szczególności swojej mamie i siostrze... skłamałabym, mówiąc, że nie pragnę skryć się w legowisku wojowników... — Jej pysk drgnął. Spojrzenie młodszej błądziło po pomieszczeniu, aż w końcu z powrotem spoczęło na błękitnookiej kocicy. Poczuła się jeszcze mniejsza i słabsza niż była. — Przepraszam cię. Z całego serca cię przepraszam, Skrzydlata Płomykówko... B-byłam tak blisko Dzikiego Berberysu i jego rodzeństwa, a mimo to... powinnam coś zauważyć... G-gdybym zareagowała, twoja matka... twój partner... — urwała, nie będąc w stanie zaakceptować śmierci burego kocura z łap jego mentorki. Gdyby to jednak za śmierć Skrzypiącego Skrzypu odpowiadałby Dziki Berberys, chyba do końca życia nie byłaby w stanie spojrzeć w oczy Skrzydlatej Płomykówce.
"Nie. Gdybym w porę zareagowała, nie była tak ślepa, jak jestem, mój przyszły partner nie popełniłby największego błędu w swoim życiu."
Mogła odwieść wszystkich spiskowców od popełnienia największego błędu w ich życiu. Wystarczyło poczekać, a nie moczyć łap w krwi. Widziała, że Królicza Gwiazda był starym kocurem, którego życie nie pieściło. Wystarczył poczekać i pozwolić mu odejść, w spokoju.
— To moja wina.
Już kilkukrotnie łapała się na tym, że powinna ponieść karę, jak chociażby siostra zastępczyni czy rodzeństwo Dzikiego Berberysu. Właśnie za to, że nie udało jej się ich w porę powstrzymać i być głosem rozsądku. Jedynie co jej pozostało, to opłakiwać zmarłych, dbać o żywych, jak i nie pozwolić, aby jej pamięć oraz uczucie, którym darzyła Dzikiego Berberysa, nie zgasło.
Bo kochała go w każdej wersji, zarówno za dnia, gdy kilka wschodów słońca udawał się na patrol łowiecki, jak i podczas wspólnych nocy, gdy spoglądali w gwieździste niebo. Nawet wtedy, gdy został wykryty spisek.

<Skrzydlata?>

Event w Klanie Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów

Od Skrzydlatej Płomykówki Do Krokusowej Kruchości

Srebrna kotka nigdy nie myślała, że kiedykolwiek przyjdzie jej możliwość spania na niemal gołej zimnej skale, którą miała pod sobą. Z dostępnych zapasów mchu i traw zostały już uwite pierwsze posłania do nowych legowisk, lecz znajdowały się one u boku bardziej tego potrzebujących niż Skrzydlata Płomykówka czy większość wojowników. Zastępczyni co noc zwinięta w ciasny kłębek starała się jakoś przetrwać te tymczasowe surowe warunki, przynajmniej do momentu aż każdy w klanie będzie mieć własne wygodne posłanie.
Kocica z samego rana powoli zaczynała się wybudzać — zwykle następowało to krótko przed tym, jak pozostali wojownicy w legowisku sami kończyli zasłużony odpoczynek po pracy nad obozem. Mimo bycia raczej młodą Burzaczką przynajmniej we własnym mniemaniu, czuła, jak zesztywniałe kończyny z zimna w końcu przestają doskwierać po leniwym przeciąganiu się na kamiennym podłożu. Końcowo wzięła głęboki wdech, a następnie wydech, by po chwili podnieść się z dotychczasowego miejsca i ruszyć w stronę tunelu prowadzącego w głąb terenów.
W ostatnich dniach miała wrażenie, że niczym kret cały możliwy czas spędza pod ziemią. Niektóre jaskinia w swych sklepieniach miały pewne niedociągnięcia, przez które mogło wpadać naturalne światło za dnia. Nieco jej tego brakowało, lecz nie miała co narzekać, w końcu i tak nie miała najgorzej, gdyż jama służąca za legowisko więźniów była bardziej pochłonięta półmrokiem niż inne. Sama odczuła tę różnicę, gdy raptem wczoraj odwiedziła swoją siostrę. Chciała z nią porozmawiać, dowiedzieć się czegoś więcej, czemu tak postąpiła, lecz ich rozmowy raczej nie zaliczyłaby do tych udanych, a nie miała zamiaru naciskać na Rudzik, dostrzegając to, jak zmizerniała przez ostatnie dni.
Kiedy tylko zastępczyni wyłoniła się z tunelu, chłodne powietrze od razu otuliło jej pysk w mroźnym dotyku, który przeszywał aż do szpiku kości. Momentalnie się wzdrygnęła, czując, jak sierść na całym ciele nieznacznie się unosi, przez co mogła z boku przypominać puszącą się sowę. Machnęła końcówką ogona, by wznowić wędrówkę przez bezkresną biel. Pora nagich drzew pokazała, na co ją stać, więc nie dziwota, że ze zwierzyną było dość marnie — większość wojowników była rudawa, kremowa, czy nawet czarna, czekoladowa i na tle śniegu stanowili widoczny kontrast. W klanie znajdowała się niewiele białych kotów i większość z nich raczej nie opuszczała powstającego obozu.
Ciężko westchnęła, sprawiając, że tuż przed jej pyskiem pojawił się obok pary, będący dowodem na to, iż jest znacznie chłodniej niż w czasie innych sezonów. Śnieg pod jej łapami przeszywał zimnem, lecz mimo to, brnęła dalej przez zaspy. Chciała nieco się oddalić od wyjścia z tunelu, by chociaż na chwilę odetchnąć od ciągłych pytań innych Burzaków. Czuła, jakby całe dnie była w trybie przetrwania, nawet w trakcie snu, gdyby więźniom nagle zamarzyła się wolność lub co gorsza, bunt i atak na innych, nawet jeśli nie mieli przewagi swą liczebnością. Kiedy co wieczór zasypiała, była gotowa, że w nocy zostanie wybudzona przez kogoś i ona jako pierwsza otrzyma złe wieści — legowisko wojowników było najbliżej tego więźniów, więc nim zaalarmowane koty dotrą do powstającego centrum, do którego przylegała jaskinia zajmowana przez Zawodzącą Gwiazdę.
Pośrodku mroźnego pustkowia zatrzymała swe spokojne kroki. Brązowe ślepia z uwagą obserwowały otoczenie, nim po paru uderzeniach przeniosły się na szarawy nieboskłon, na którym ledwo było widać pierwsze promienie wschodzącego słońca. Cichy świst wiatru dotarł do jej wywiniętych w tył uszu, sprawiając, że ich czubki zaczynały nieco szczypać od zimna. Dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa kotki, nim ta po dłuższej chwili, jakby nigdy nic obróciła się i ruszyła po swych śladach w stronę tunelu, z które nie tak dawno temu się wyłoniła. Spacer może i krótki, ale wystarczający, przynajmniej na kolejne parę dni.
Jej powrót do obozu był równie cichy, co jego opuszczenie — nikt nie musiał wiedzieć przecież, że zastępczyni urządziła sobie przechadzkę w pobliżu. Wolała, by pozostało to jej drobną tajemnicą, aby nikt jej tych chwil nie zakłócał. Potrzebowała chwili oddechu od pewnego zgiełku, który panował w tunelach, a tak wcześnie mało kto był już na łapach.
Będąc w Grocie Pamięci, przelotnie spojrzała w stronę Łapkowa. Nie kojarzyła zbytnio, by za kociaka tam bawiła się z innymi, lecz raczej w to nie wnikała. Większość czasu spędzała u boku matki, starając się zapamiętać, jak najwięcej z jej zachowania, by w przyszłości godnie je odwzorować. Srebrna nie była pewna, czy jej się to udaje, lecz po śmierci Sójczego Błękitu ważniejsze było, by już żaden członek ich rodziny nie przyniósł takiego wstydu, jak Rudzikowe Skrzydełko, która od zawsze przyprawiała innych o ból głowy ze swoimi pomysłami lub problemami, które tworzyła.
Kiedy tylko pierwsi wojownicy zaczęli pojawiać się w grocie, ruda nie zwlekała i zaczęła przydzielać obowiązki, przypominając również, by koty, które gorzej się czują, niech od razu udadzą się do Wdzięcznej Firletki oraz Łzawej Łapy — nie potrzebowali jeszcze jakiejś epidemii kaszlu czy innego cholerstwa, które by ich zdziesiątkowało. Po wyznaczeniu kolejnych patroli, nowych wartowników przy legowisku więźniów, skierowała swoje kroki do miejsca, gdzie znajdowały się zapasy trawy, mchu i puchu, które ocalały przed spłonięciem. Przy nich siedziała już Krokusowa Kruchość, która sprawnie tworzyła właśnie nowe posłanie dla jakiegoś Burzaka. Było ono dość proste, dające wolną łapę przyszłemu właścicielowi z wprowadzeniem poprawek pod siebie czy też dodaniem jakichś ozdób.
— Witaj Krokusowa Kruchość — zagaiła srebrna, zasiadając obok młodszej. — Potrzebujesz może łap do pomocy? — zaproponowała.
— Witaj Skrzydlata Płomykówko — zamruczała kotka. — Każda para łap się przyda — przyznała.
Zastępczyni skinęła głową i najpierw obserwowała ruchy burej, samej w międzyczasie coś stworzyć na wzór posłania. Szło jej to dość marnie, czemu się zbytnio nie dziwiła — dotąd nie miała okazji wić nowe legowiska, więc było to nowe doświadczenie. Próbowała jeszcze jakoś uratować swój twór, nie chcąc przeszkadzać Krokus w pracy, lecz finalnie pozostawiła w spokoju bliżej nieokreślony zbitek trawy i mchu, przyglądając mu się spod przymrużonych powiek.
— Pomóc Ci może? — zaproponowała wojowniczka.
— Nie chcę Cię spowalniać z pracą — przyznała starsza.
— Nie będziesz spowalniać, jak nabierzesz wprawy, to później szybko pójdzie. — Płomykówka jedynie skinęła głową i przesunęła nieudane legowisko w stronę towarzyszki, która sprawnie rozplątała trawę, ratując cenny materiał przed wyrzuceniem. Następnie powoli, krok po kroku pokazywała brązowookiej, jak uwić posłanie, by spełniało swą funkcję — oczywiście pręgowana w międzyczasie tłumaczyła każdy swój ruch, jakby chciała mieć pewność, że jej tymczasowa uczennica wszystko w lot pojmie. Gdy przyszła kolej na cętkowaną, początkowo opornie jej szło, lecz z każdym ruchem nabierała cennej wprawy, przez co wraz z kolejnymi wplecionymi trawami lub puchem, posłanie zaczynało wyglądać, jak należy.
— W ogóle jak się trzymasz po ostatnich wydarzeniach? Jeśli nie chcesz mówić, to uszanuje twoją decyzję, jednak w razie czego pamiętaj, że masz oparcie i chętnie Cię wysłucham.

<Krokus?>

Event Klanu Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów