Nagle ciemność częściowo ustąpiła jaskrawemu światłu, które sprawiło, że Alka musiała zmrużyć oczko. Po raz pierwszy było jej dane doświadczyć w pełni tego, co działo się wokół niej. Koteczka niezdarnie spróbowała się przekręcić, jednak zatrzymała się w połowie obrotu, leżąc na grzbiecie. Prosto nad nią bowiem pochylała się inna kotka.
– Ale to jest śmieszne! – zamiauczała, ale Alka nie wyczuła w jej tonie głosu złośliwości; bardziej zaciekawienie jej istotą.
– Co jest śmieszne? – liliowa usłyszała inny głos. Po chwili zdała sobie sprawę, że znajdowała się przestronnym wnętrzu plątaniny niskich krzewów, a w kociarni oprócz niej znajduje się jeszcze mnóstwo innych kotów. Próbowała je policzyć, ale udało jej się jedynie dojść do wniosku, że jej pobratymców było więcej, niż koteczka miała łapek, a dalszych liczb niestety jeszcze nie znała.
– Te nowe kocięta – usłyszała znów kotkę, która nachylała się na nią. Alka musiała się mocno wysilić, aby przewrócić się na bok i patrzeć gdziekolwiek indziej niż na szylkretkę. Ta jednak jakby nie domyśliła się idei zmiany pozycji Alki i znów wepchnęła głowę tuż przed pyszczek koteczki tak, że wszystko, co widziała to mordkę starszej. Za bardzo jednak się wstydziła, żeby poprosić ją, aby się przesunęła.
– Co w nich śmiesznego? – znów usłyszała jakiś głos, tym razem starszy. To jej noska doszła woń dorosłej kotki zmieszana z zapachem mleka.
– Nic takiego – odparła szybko szylkretka – po prostu są bardzo malutkie. To w niczym nie przeszkadza, na pewno się zaprzyjaźnimy. Jestem Fiołek – powiedziała kotka i sprawnym ruchem posadziła kocię i wyciągnęła łapkę w powitaniu.
Alka nie była pewna, co teraz należało zrobić. Bała się, że podnosząc przednią łapkę, straci równowagę, a inni będą się z niej śmiać. Co, jeśli jej nie polubią? W końcu jednak wzięła się w garść i nieśmiało wyciągnęła przed siebie kończynę, którą szylkretka energicznie potrząsnęła.
– Ona w ogóle potrafi mówić? – spytał ktoś, wyglądając niepewnie zza barku Fiołka.
– Jasne, że potrafi mówić, Drzemliku – odezwała się jeszcze inna kotka. Alka skupiła się na liczeniu. Okazało się, że kotów w żłobku jest tyle, co jej wszystkich pazurków. Nie znała liczby określającą tę ilość, ale wiedziała, że była ona całkiem spora.
Wiedziała, że inne koty nie polubią jej, jeśli będzie się zadawać z czekoladowymi osobnikami. Podobno w klanie było ich tylko troje, z czego jeden był więźniem, a dwoje było właśnie w kociarni. Musiała ich unikać za wszelką cenę, inaczej nie będzie miała przyjaciół i będzie sama jak pazurek u łapki. Wiedziała, że może zaufać Fiołek, skoro była trzykolorowa, to nie była czekoladowa, tylko szylkretowa. A jeśli jeden z jej kolorków był czekoladowy?
Rozejrzała się po żłobku. Było w nim więcej kotków o kolorze futra Fiołki, więc na pewno nie był to brązowy, w końcu takich kotów było tylko dwoje. Po tej dedukcji odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się nieśmiało w stronę Fiołek. Skoro kolor jej futerka nie brudził, to może zostaną przyjaciółkami?
– Cześć – pisnęła cichutko do starszej – Ja mam na imię Alka.
<Fiołek?>