Odpoczywał ze swoją partnerką, Korowym Szeptem w legowisku wojowników po porannym patrolu granicznym. Miał w planach też wyjście na dłuższe polowanie z Bzyczącą Łapą. Klan potrzebował zdobyczy podczas tej surowej Pory Nagich Drzew, a Kamienne Pióro nie lubił siedzieć bezczynnie. Chciał się na coś przydać. Wiedział jednak, że jeśli będzie zmęczony, będzie miał mniejsze szanse na złapanie czegokolwiek.
Leżeli w ciszy, ale to mu nie przeszkadzało. W tym milczeniu nie wisiało żadne napięcie, po prostu spędzali ze sobą czas. Nie potrzebowali nic mówić. Korowy Szept wydawała się mocno zamyślona, więc Kamienne Pióro jej nie przeszkadzał. Uwielbiał spędzać czas z szylkretką, a jej także podobała się jego obecność. Czuł się przy niej bezpiecznie i spokojnie. Kotka go nie oceniała i lubiła go takim, jaki był. I między innymi właśnie za to ją kochał.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Korowy Szept się w niego wpatruje i też przeniósł na nią swoje żółte spojrzenie.
— Kamyczku? — zaczęła kotka niepewnie.
— Tak? — odpowiedział, próbując ukryć zmartwienie. Chyba zapowiadało się na coś więcej niż niewinną pogaduszkę. Wojowniczka wyglądała na spiętą.
— Chciałbyś mieć kiedyś kocięta?
Kamienne Pióro przez dłuższą chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć. To pytanie wydawało mu się nierealne.
— Bo… Zastanawiam się… Czy nie chcemy mieć potomstwa? Wiesz maleństwa, które byłyby po nas… — zaczęła mówić coraz szybciej. — Moglibyśmy się nimi opiekować! Moglibyśmy… Moglibyśmy nawet im pokazać, że nie tylko siła i spryt się liczą. Wiem, że Klan Wilka patrzy na odwagę i siłę. Przed tym nie uciekniemy. Ale myślę, że jesteśmy w stanie sprawić, żeby nie czuły się źle, jeśli będą słabe. Chciałabym, żeby koty takie jak my nigdy nie czuły się samotne — jej głos stał się cichszy. — A jeśli będziemy mieli własne kociaki i będziemy ich tego uczyć… Może poprawimy trochę to wszystko. Więc… Chciałbyś mieć kocięta?
Kocur milczał, próbując zebrać myśli. Jemu też już to parę razy przyszło do głowy i… Bardzo kochał Korowy Szept. Jednym z jego największych marzeń było spędzenie z tą kotką całą resztę swojego życia. I tak… Chciał założyć z nią rodzinę. Wierzył, że będą wtedy jeszcze bardziej szczęśliwi. Nie spodziewał się jedynie tego, że Korowy Szept też chciała mieć kocięta. Z nim. Zalała go fala szczęścia. Z jego gardła zaczęło się wydobywać głębokie mruczenie.
— Oczywiście, że tak. Bardzo chciałbym — odpowiedział cicho i przycisnął swój pysk do jej pyska.
Przez chwilę, kiedy się przytulali, wyobrażał sobie ich przyszłe wspólne chwile. Będzie przynosił Korowemu Szeptowi zdobycze i mech z wodą do żłobka, będzie jej wsparciem, kiedy kociaki w brzuchu zaczną sprawiać trudność w chodzeniu. Cały swój wolny czas będzie spędzał ze swoimi pociechami. Zastanawiał się, czy kociaki będą bardziej podobne do niej, czy do niego.
Poczuł też ukłucie zmartwienia i nagle niepokój opanował cały jego umysł. Nie mógł się odpędzić od scenariuszy, w których popełni jakiś błąd. Co, jeśli źle wychowa kocięta? Jeśli nie da rady? Przecież na pewno mu się nie uda! Potomstwo to strasznie wielka odpowiedzialność.
Odsunął się od Korowego Szeptu.
— Myślisz… Że będę dobrym ojcem? — spytał cicho i niepewnie, unikając jej wzroku.
<Korowy Szepcie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz