Tunel wyglądał na ciasny, ale wystarczająco przestronny i był ukryty za legowiskiem medyków. Ciekawiło ją bardzo, kto go wykopał. Na razie nie planowała do niego wchodzić, mając świadomość tego, iż nie było wiadomo, czy to do końca bezpieczne, ale nie zaszkodziłoby pokazać znaleziska komuś innemu.
Wtedy spostrzegła Garbatą Łapę.
Kocur starał się uwolnić swoją łapę, dlatego że futro skleiło mu się z błotem powstałym od deszczu, a dodatkowo jego łapa zaplątała się w łodygi kolczastych kwiatów. Stał w takiej pozycji, w której sam nie był w stanie ich wyplątać. Kiedy Garbata Łapa ją dostrzegł, zniżył głowę, patrząc na nią tak osowiale, jakby był obrażony na cały świat.
Zamroczona Łapa machnęła mocno ogonem.
– Pomóc ci? – wymsknęło jej się, chociaż sama nie wiedziała, czemu to powiedziała oraz czy naprawdę chciała mu pomóc. Zawsze słyszała, że trzeba umieć sobie radzić samemu w takich sytuacjach i to od kilku kotów: Ognikowej Słoty, Zalotnej Gwiazdy, a także czasami od kuzyna.
Kotka nie lubiła zbytnio podejmować trudnych wyborów, więc po chwili zamyślenia podeszła do Garbatej Łapy i poświęciła minutę na rozplątanie zębami łodyg. Gdy skończyła, kot mruknął:
– Dzięki.
– Nie ma za co – odrzekła Zamroczona Łapa, po czym syknęła:
– To nie znaczy, że cię lubię. – To była prawda, uczennica nie lubiła Garbatej Łapy, co było przede wszystkim sprawą jej wychowania.
Rozejrzała się po otoczeniu, ale nigdzie nie zauważyła swojego brata, toteż po upewnieniu się zmieniła swoje plany.
Przemykając cicho, wyszła z obozu i skierowała kroki w dowolną stronę, bo stwierdziła, że spacer będzie niezwykle przyjemnym zajęciem. W czasie drogi poczuła zapach mieszający się z zapachem kory drzew. Zastygła, po czym, zrozumiała, iż zapach – nie wiedząc, czy słaby, czy świeży – należał do kota. Nagle przed nią pojawiła się ciemna, złowrogo wyglądająca samotniczka, a Zamroczona Łapa zaczęła się wycofywać.
– Co robisz na naszym terytorium? – zapytała niepewnie.
– Spokojnie, nie przejmuj się mną. – Najeżyła się szybko. Mówiła przez zaciśnięte zęby, w których trzymała ofiarę. – Myszy nie można upolować? I nie rozumiem, czyje terytorium?
– Terytorium Klanu Wilka – odpowiedziała jej Zamroczona Łapa.
Samotniczce rozbłysły oczy. Czujnie spojrzała na kotkę.
– O, to kojarzę! – wymamrotała.
Zamroczona Łapa zaczęła się zastanawiać, skąd wiedziała o Klanie Wilka. Postanowiła, że się tego dowie, ale musiała to zrobić jak najprędzej, zanim ją odgoni, jeśli chciała zmniejszyć szansę na przyłapanie jej na rozmowie z samotnikiem.
– Jak się o nim dowiedziałaś? – zapytała, unosząc głowę do góry.
– Miałam okazję usłyszeć o tym klanie. A tak przy okazji, jestem Pietruszka. – Nie miała pewności, czy dobrze usłyszała jej imię, tak jej się wydawało po chwili zamyślenia.
Zamroczona Łapa wbiła w nią wzrok, próbując powstrzymać zmieszanie.
– Od kogo? – zadała pytanie i niecierpliwie zastrzygła uszami.
– Od mojego sąsiada, Czarnowrona – rzekła kocica. – Kiedyś mieszkał niedaleko ode mnie, choć pewnego dnia zniknął. Nie było mi go żal, bo się nie przyjaźniliśmy.
Czekoladowej uczennicy zaświtało w głowie, że kiedyś słyszała to imię, ale było to tak zamglone, że nie potrafiła przypomnieć sobie konkretnego wspomnienia.
Pokiwała głową i zrozumiała, iż nie mogła już dłużej z nią rozmawiać, więc odparła:
– Miło mi cię poznać, ale teraz… zwijaj się stąd!
– Dobrze, już dobrze – wydukała kotka olśniewająco szorstkim tonem.
– Do niezobaczenia, Pietruszko – burknęła Zamroczona Łapa w odpowiedzi.
Nagle samotniczka spojrzała jeszcze raz w jej stronę. Prychnęła, ale po chwili jej oczy zaczęły się powiększać. Uczennica nie rozumiała, co miała na myśli i spojrzała na nią z zaskoczeniem.
– Co się stało? – miauknęła. – Wy-wyglądasz tak, ja-jakbyś zobaczyła borsuk-ka.
Głos zaczynał drgać jej z zimna, poprosiła bezgłośnie duchy Mrocznej Puszczy, by nie oznaczało to, że zachoruje. Co by wtedy się stało z jej treningami?
– Nic takiego. – Nieznajoma z irytacją wlepiła w nią mroczne spojrzenie.
Kiwnęła niby obojętnie zamaszystym ruchem ogona, napinając barki. Nie chciała posuwać się do ataku, ale jeżeli ten futrzak nie chciał się stamtąd ruszyć, nie było innego sposobu. Jednak po chwili namysłu zrozumiała, że jest możliwość, iż ta dorosła kotka rozłożyłaby ją na łopatki.
"Ognikowa Słota nie byłaby ze mnie taka dumna, gdyby wiedziała, że bałam się zaatakować." – Wyobraziła sobie reakcję matki na jej płochliwość. Tylko czy było w tym coś złego?
Szczerząc kły, samotniczka obruszyła się, po czym odeszła w głąb lasu.
***
Kiedy tylko dowiedziała się o śmierci swojej babki, zmartwiło ją to bardziej niż jakakolwiek inna informacja. Właściwie nie miała żadnego bliskiego kontaktu z Dyniową Skórką, ale pamiętała, jak ważnym kotem była dla jej matki. Po obozie nie rozniosła się natomiast żadna plotka o tym, w jaki sposób umarła. Czuła dziwny smutek. Tak, jakby znalazła się w czarnej dziurze. Nieoczekiwanie zauważyła Kocimiętkowy Wir wracającą z patrolu łowieckiego, która wyglądała dość pewnie. Podbiegła do niej i uśmiechnęła się pocieszająco.
– Mamo? Co u ciebie?
Po minie rudej mistrzyni można było rozpoznać, że się zdziwiła pytaniem, ale po chwili objęła ogonem Zamroczoną Łapę.
– Ach, o to ci chodzi. Mimo że lepiej niż ostatnio, wciąż trudno mi się do tego dostosować. Była dobrą członkinią rodziny. – Trochę posmutniała, uniosła głowę i usiadła niespokojnie.
"Czy ja jej przypomniałam o tym, co się wydarzyło?" – pomyślała z ukłuciem bólu.
– Oczywiście się nie martw. W życiu każdego są i lepsze, i gorsze chwile – dodała szybko przybrana matka, a Zamroczona Łapa zerknęła na nią, otwierając szerzej oczy. – A może chcesz teraz pomówić o czymś, co jest ważne dla ciebie?
– Bardzo mi przykro z tego powodu… Jeśli nalegasz, to coś mnie ciekawi. Jak się urodziłam? – spytała. Sama nie miała pojęcia, skąd jej to wpadło do głowy.
Z zainteresowaniem wysłuchała krótkiej opowieści Kocimiętkowego Wiru do końca, a później podziękowała i jeszcze raz spróbowała pomóc jej w otrząśnięciu się z silnych emocji. Odeszła, nie spieszywszy się.
W końcu Zamroczona Łapa zatrzymała się gwałtownie. Wskazówka samotniczki i nowo poznana historia wciąż rozbrzmiewały jej w głowie. I nie potrafiła w to uwierzyć, ale dzięki dedukcji doszła do prawie niepodważalnych wniosków. Pierwszy raz pomyślała o tym, że ma ojca, który najprawdopodobniej nie żyje.
***
Koszmarna Łapa spojrzał na siostrę z widoczną zazdrością.
– Naprawdę znalazłaś tunel? – zapytał. – Przecież to świetna wiadomość!
– Musimy to jeszcze sprawdzić. Nawet nie wiemy, czy to faktycznie tunel, czy zwykła dziura w ziemi.
– Lub nora – dodał uczeń.
Pokiwała głową, zmuszając się do uśmiechu. Mógł mieć rację.
Stali nad potencjalnym tunelem, zastanawiając się, co powinni zrobić, tak, żeby było to stosowne. Zrelaksowana kotka swobodnie rozłożyła wąsy na boki. Było przyjemnie, ale chyba nie przyszli nad wgłębienie marnować czas. Ciszę przerwał głos Koszmarnej Łapy.
– Poprośmy kogoś o pomoc – zaproponował.
Zrobili tak, więc po chwili natrafili na Aksamitkowy Nos. Wojowniczka powoli zajrzała do dziury, a następnie weszła do środka. Kiedy wyszła, mówiąc z zaciekawieniem, oznajmiła, że jest to tunel.
– Dziwne, że nikt wcześniej go nie zauważył – mruknęła.
– Dziękujemy, Aksamitkowy Nosie! – odparła i zwróciła się do Koszmarnej Łapy:
– Mówimy Iglastej Łapie?
– A dlaczego nie, możemy. Jednak jestem odrobinę zmęczony, myślę, że możemy powiedzieć mu jutro.
Zamroczona Łapa zgodziła się i pomaszerowała do legowiska uczniów. Po drodze poczuła charakterystyczny zapach należący do jednego rodzaju zioła. Parę razy go czuła, jednak nie umiała przypomnieć sobie jego nazwy. Na wypadek, gdyby przydało się medykom, chwyciła roślinę w zęby, a później położyła je przed ich miejscem zamieszkania. Czując dopadające ją zmęczenie, ułożyła się w legowisku uczniów i zasnęła.
***
"Muszę się przygotować do treningu" – pomyślała.
Usiadła w obozie, udając, że goni zwierzynę. Śnieg był chyba jedyną zaletą mroźnej Pory Nagich Drzew.
Z zaskoczenia pojawił się przed nią Cętkowany Tęgosz.
– Chodź na trening, kuzynko – niemalże rozkazał.
Czekoladowa uczennica wstała, oznajmiając, że jest gotowa, zarazem myśląc gorączkowo o tym, co się dzisiaj stało. Nie przeszkadzało jej to, że nie znała swojego ojca, ale była tylko po części pewna, że jej to ani trochę nie interesowało.
[1253 słowa]
[25%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz