Porą Nagich Drzew, po ceremonii mianowania na ucznia
– Smukliku... Smuklikowa Łapo? – szepnęła Pyzata Łapa, delikatnie szturchając bok kocurka. Legowisko siostry Bzyczącej Łapy znajdowało się na wyciągnięcie łapy od legowiska Smuklikowej Łapy. – Śpisz?
– N-nie śpię – wymamrotał. Leniwie przekręcił się na drugi bok, aby móc spojrzeć na starszą kotkę. – Ale chciałbym już spać, bo chcę się wyspać. Jutro z samego rana Kalinowy Powiew zabiera mnie na pierwszy trening w teren i...
– Nie przeziębiłeś się podczas testu?
Kocur zamrugał, nie odrywając spojrzenia od pyzatego lica starszej koleżanki. Jej pytanie całkowicie go zaskoczyło. Zdezorientowany podrapał się po nosie, przekrzywiając nieznacznie głowę.
– Nie? A powinienem?
– Nie, głuptasie. – Zaśmiała się. – Po prostu tobie i twojemu rodzeństwu oraz kociętom Kruczego Pióra przypadł test srogą porą. Ostatnio byłeś chory, kichałeś, tak głośno, że słyszałam cię z drugiego końca obozu... i tuż po przeprowadzce znowu kichnąłeś. W dodatku podwójnie! No i zmartwiłam się, że przemarzłeś podczas testu i znowu będziesz chory, a dopiero co zostałeś przecież mianowany. Sądzę, że powinieneś poprosić medyków o zioła na wzmocnienie, aby nie przegapić żadnego treningu z Kalinowym Powiewem. W szczególności pierwszego!
Postawa Pyzatej Łapy kojarzyła mu się z zachowaniem Miodowego Ula oraz Jesionowej Szadzi. Szylkretowa kocica najwidoczniej wolała działać zaradczo, niż pozwolić chorobie się rozwinąć. Z takim podejściem Pyzata Łapa śmiało mogłaby zostać medyczką i Smuklikowa Łapa był pewien, że dzięki niej w klanie nie byłoby żadnego chorego kota.
– Brzmisz, jak moje mamy, Pyzata Łapo – parsknął, wtulając mordkę w posłanie. – Ale wiesz co, masz rację. Nie zaszkodzi zajrzeć ponownie do medyków i zażyć zioła na wzmocnienie... Ale to już za dnia... dzięki nim żadna choroba nie będzie mi straszna i ukończę trening wieku dziesięciu księżyców! – ostatnie zdania wymruczał na wpół śpiąco.
Pyzata Łapa zaśmiała się na deklarację kocurka.
– Twoje mamy są bardzo miłymi kocicami, więc zgaduję, że żadna cię nie naciska, abyś szybko został wojownikiem... tym bardziej że jesteś uczniem dopiero jeden dzień. Co innego tyczy się kociąt Kruczego Pióra lub wnucząt Zalotnej Gwiazdy... po co się chcesz spieszyć?
– Jak to po co... – Ziewnął. – To przecież oczywiste! Wojownik ma więcej praw...
– I obowiązków...
– No właśnie! Ja się wręcz palę do tych obowiązków. Chcę móc przewodzić patrolami, granicznymi i łowieckimi. Chcę zyskać uznanie mistrzyń oraz zastępców. Chcę być dumą moich mam oraz taty...
– Ej! Ciszej bądźcie! – burknął Skowronkowa Łapa i otulił się ciaśniej swym ogonem, skrywając w jego pasmach swoją mordkę. – Proszę.
Smuklikowa Łapa zastrzygł uszami, po czym siląc się na szept, zadał koleżance pytanie:
– A ty czemu nie chcesz się spieszyć w zostaniu wojownikiem, Pyzata Łapo?
– Nie powiedziałam, że nie chcę... zostanę wojowniczką, wówczas, gdy moja mentorka uzna, że jestem gotowa. Skoro nią jeszcze nie jestem, to po prostu nie jestem jeszcze gotowa, aby stoczyć walkę i tyle. – Wzruszyła ramionami. – Moi rodzice nie są żadnymi ważnymi kotami w Klanie Wilka, dzięki czemu nie odczuwam presji i mam jeszcze czas na treningi.
– Hm... Bzycząca Łapa kiedyś mi opowiadał, że wasza mama w Klanie Nocy jest odrzutkiem? Cóż to takiego?
– Przybrana mama. Ale kocham ją, jakby była prawdziwą – doprecyzowała, przybierając smutny wyraz pyszczka. – Ja i Bzyczek trafiliśmy pod jej opiekę, tuż po dołączeniu do Klanu Nocy. Odrzutek to kot, który nigdy nie rozpoczął treningu na wojownika i zajmuje się drobnymi pracami w obozie, jak wymiana mchu czy sprzątanie. Dlatego też jej imię nie ma drugiego członu i nadal przedstawia się swoim kocięcym imieniem.
– Czyli jakby miała przez całe życie karę. Jakby nie udało jej się spędzić nocy w lesie.
– Poniekąd tak. Nigdy przenigdy nie była też na zgromadzeniu... no i jeszcze dochodzi do tego uprzedzenie do kotów o brązowym kolorze futra... – westchnęła. – Ale cóż poradzić.
– Twoje futerko jest bardzo śliczne, Pyzata Łapo – rzekł pokrzepiająco. – Twojej przybranej mamy na pewno też.
– Dziękuję. Twojej mamy i twojego brata odcień futra też jest śliczny. Wpadają w odcień brązu, ale różnią się od mojego. Porą Zielonych Liści na pewno będzie błyszczeć w promieniach słońca, mieniąc się różnymi tonami kolorów.
Między kotami na dłużej zaplanowała cisza, którą zdecydował się przerwać Smuklikowa Łapa.
– Dobranoc, Pyzata Łapo.
~~~
— Co będziemy dzisiaj robić, Kalinowy Powiewie? — zapytał, a jego ogon zafalował z podekscytowania.
— Dzisiaj odwiedzimy legowisko medyków. Chudy Grzbiet przekaże nam parę cennych informacji, które musi znać każdy wojownik — miauknęła i odwróciwszy się na pięcie, zaczęła iść w tamtym kierunku, a śnieg chrupał pod jej łapami.
Smuklikowa Łapa zamierzał zajrzeć do medyków tuż po zakończeniu swojego treningu, a tu proszę, mentorka uznała, że właśnie w tym momencie powinni złożyć im wizytę i poznać podstawy medycyny. Może mógł podczas tej wizyty poprosić o zioła na wzmocnienie? No pewnie, że tak! Chyba...
Posłusznie udał się za swoją mentorką, kierując się w stronę legowiska medyków. Do złudzenia przypominał małą kaczuszkę, która dreptała tuż za swoją mamą wraz z rodzeństwem, z tą różnicą, że Smuklikowa Łapa był sam. Nie zdołał nawet wejść do wnętrza legowiska, a ostry zapach przeróżnych mieszanek ziół podrażnił jego nos. Na samą myśl o ziołach, które ostatnim razem musiał przełknąć, wykrzywił pysk. Czy zioła na wzmocnienie również były gorzkie? Czy jeśli tak, to czy uda mu się poprosić o miód na osłodę i pozbycia się goryczy z podniebienia?
Nim się zorientował, został biernym słuchaczem rozmowy dwójki kotów, jak i monologu kocura, gdy ten dzielił się z wojowniczką i jej uczniem przydatną wiedzą medyczną. Z tego, co udało mu się zauważyć, Kalinowy Powiew całkiem dobrze dogadywała się z ich chudym medykiem, Chudym Grzbietem. Cóż, nic dziwnego. Wydawać by się mogło, że ta dwójka była w zbliżonym do siebie wieku. Może nawet byli przyjaciółmi ze żłobka i wspólnie bawili się kulą mchu? Nurtujące go pytanie o relację dwójki kotów o mało co nie opuściło na głos jego pyszczka, lecz w tym samym momencie przeniósł spojrzenie na krzątającą się nieopodal Bryzową Łapę. Nim się spostrzegł, postawił uszy na sztorc i zbliżył się do uczennicy Chudego Grzbietu.
– Dzień dobry, Bryzowa Łapo – zagadał, zerkając przez ramię kotki na zioła, które znajdywały się tuż przed nią. – Co porabiasz...?
– Cześć, Smukliku... Smuklikowa Łapo – odmiauknęła, nie racząc zaszczycić niebieskiego spojrzeniem swoich pomarańczowych oczu. Mimo że kocurek nie był w stanie tego dostrzec, pysk uczennicy poruszał się delikatnie, tak jakby koteczka szeptała jakieś zaklęcie. W końcu dotknęła łapą jednej z kupek, na której znajdował się fragment krzewu o drobnych liściach i małych, żółtych kwiatach i wygięła łebek do tyłu, aby móc spojrzeć na młodego ucznia. – Robię porządki i uczę się kolejnych lekarstw. Żarnowiec miotlasty. Zapamiętaj!
Smuklik zaskoczony prośbą, a może i rozkazem, nerwowo pokiwał głową, nie rozumiejąc, dlaczego miał zapamiętać nazwę wspomnianej rośliny.
– A ten... żarnowiec iglasty...
– Miotlasty – poprawiła go szylkretka.
– No właśnie, on. Na co on jest?
– Jest bardzo pomocny w leczeniu złamanych kończyn oraz ran. Wystarczy przeżuć na papkę i nałożyć go na ranę...
– A zioła na wzmocnienie...
– Hm?
– Czy mogłabyś dać mi dawkę ziół na wzmocnienie, jeśli wiesz, gdzie się znajdują... – Przeniósł spojrzenie na pozostałe zioła, które medycy mieli uporządkowane. – Miałem poprosić o to Chudy Grzbiet, ale nie chcę mu przeszkadzać w rozmowie z Kalinowym Powiewem... – mówiąc to, przeniósł spojrzenie na swoją mentorkę i mentora Bryzowej Łapy. – Coś mi mówi, że są przyjaciółmi ze żłobka. Tak jak my... i Skowronkowa Łapa, Bzycząca Łapa, Pyzata Łapa, Niedźwiedzia Łapa, Księżycowa Łapa, Ślepowronowa Łapa... – zaczął wymieniać kolejne imiona kociąt, z którymi spędzał czas w żłobku, sam nie wiedząc na dobrą sprawę dlaczego.
<Bryzowa Łapo? Pamiętaj, aby dać mu też ten miód haha>
[1316 słów]
🐝
[26%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz