*Dawno*
Nieboskłon czuł się z dnia na dzień coraz lepiej. Stres, który towarzyszył mu od księżyców, powoli zaczynał z niego schodzić, a co najważniejsze — już nie musiał pomagać starszyźnie z wyciąganiem kleszczy! Nawet sam Klan Gwiazdy nie był w stanie określić, jakie szczęście obejmowało kocura, gdy tylko zdawał sobie sprawę, że historię z tą ohydną, żółtą mazią już nie wrócą. Teraz miał już inne zajęcia, które zresztą były o sto razy lepsze. Migot uwielbiał patrole. Na nich pierwszy raz miał wrażenie, że robi coś pożytecznego dla klanu, nawet jeśli nauka i trening również przynoszą jakieś korzyści. Jednak nie są one tak znaczące, jak rzeczywiste przyniesienie do obozu zwierzyny.
Szedł z uniesioną, jak zwykle, głową przez obóz. Jako wojownik czuł się jak król, co zdecydowanie było widać, nawet po sposobie, w jaki chodził. Chociaż za czasów uczniowskich samoocena Migotu lekko spadła, to od razu po mianowaniu wszystko wróciło do dawnej normy. Kocur znów był tym samym wrednym Migotem co zawsze, tym razem tylko z nieco innym imieniem. A o jego powrocie pobratymcy zdążyli już się przekonać. Przynajmniej większość. Ta niewielka grupka, którą to ominęło, miała dowiedzieć się w swoim czasie. A wśród nich znajdował się Serdeczna Naparstnica, który to bezkarnie plątał się innym pod łapy, wliczając w to syna samego lidera.
– Przepraszam... – wymamrotał protektor, który chwilę wcześniej niemal wpadł na młodszego. Zdecydowanie było widać, że nie zwracał on większej uwagi na Migota, który odebrał to, jak słowną urazę, czy nawet największy cios, skierowany prosto w jego serce.
Migoczący Nieboskłon nie odezwał się ani słowem na przeprosiny kocura. Zamiast tego wpatrywał się w niego ze szczerym zdumieniem z tak olewczej postawy oraz z żywym ogniem, z wiadomych przyczyn. Chociaż nie spodziewał się, że coś takiego zadziała, protektor nie poszedł dalej, czując na sobie palące spojrzenie. Po chwili odwrócił się w stronę wojownika.
– Przepraszam – powtórzył, na co Migot lekko się uśmiechnął.
– Nie uczyli cię manier? Nie wypada tak kogoś olewać – mruknął wojownik, chcąc pokazać swoją wyższość nad starszym kocurem. Ten otworzył pysk jakby chciał coś powiedzieć, jednak po chwili go zamknął, chyba zdając sobie sprawę z absurdu całej tej sytuacji, a zwłaszcza z zachowania Migoczącego Nieboskłonu, które zdecydowanie było nie na miejscu. Przynajmniej według protektora, ponieważ sam Migot w ogóle tak nie myślał. Ba, ta myśl nawet nie śmiała przyjść mu do głowy! Bo w końcu jak on, syn samego lidera, nowy wojownik, tak utalentowany i doceniany, mógłby się mylić? Odpowiedź była prosta - nie mógł. A każdy kto chciał się o to kłócić, był krytykowany, tak samo jak Serdeczna Naparstnica, gdy wiele księżycy temu został obrażony przez małego Migota, który bezkarnie go wyśmiewał.
Protektor ewidentnie wyciągnął coś z tamtego spotkania, ponieważ nic nie odpowiedział wojownikowi i bez słowa sobie poszedł, chyba wiedząc, jak skończyłaby się kłótnia z kimś takim jak Migoczący Nieboskłon.
Szedł z uniesioną, jak zwykle, głową przez obóz. Jako wojownik czuł się jak król, co zdecydowanie było widać, nawet po sposobie, w jaki chodził. Chociaż za czasów uczniowskich samoocena Migotu lekko spadła, to od razu po mianowaniu wszystko wróciło do dawnej normy. Kocur znów był tym samym wrednym Migotem co zawsze, tym razem tylko z nieco innym imieniem. A o jego powrocie pobratymcy zdążyli już się przekonać. Przynajmniej większość. Ta niewielka grupka, którą to ominęło, miała dowiedzieć się w swoim czasie. A wśród nich znajdował się Serdeczna Naparstnica, który to bezkarnie plątał się innym pod łapy, wliczając w to syna samego lidera.
– Przepraszam... – wymamrotał protektor, który chwilę wcześniej niemal wpadł na młodszego. Zdecydowanie było widać, że nie zwracał on większej uwagi na Migota, który odebrał to, jak słowną urazę, czy nawet największy cios, skierowany prosto w jego serce.
Migoczący Nieboskłon nie odezwał się ani słowem na przeprosiny kocura. Zamiast tego wpatrywał się w niego ze szczerym zdumieniem z tak olewczej postawy oraz z żywym ogniem, z wiadomych przyczyn. Chociaż nie spodziewał się, że coś takiego zadziała, protektor nie poszedł dalej, czując na sobie palące spojrzenie. Po chwili odwrócił się w stronę wojownika.
– Przepraszam – powtórzył, na co Migot lekko się uśmiechnął.
– Nie uczyli cię manier? Nie wypada tak kogoś olewać – mruknął wojownik, chcąc pokazać swoją wyższość nad starszym kocurem. Ten otworzył pysk jakby chciał coś powiedzieć, jednak po chwili go zamknął, chyba zdając sobie sprawę z absurdu całej tej sytuacji, a zwłaszcza z zachowania Migoczącego Nieboskłonu, które zdecydowanie było nie na miejscu. Przynajmniej według protektora, ponieważ sam Migot w ogóle tak nie myślał. Ba, ta myśl nawet nie śmiała przyjść mu do głowy! Bo w końcu jak on, syn samego lidera, nowy wojownik, tak utalentowany i doceniany, mógłby się mylić? Odpowiedź była prosta - nie mógł. A każdy kto chciał się o to kłócić, był krytykowany, tak samo jak Serdeczna Naparstnica, gdy wiele księżycy temu został obrażony przez małego Migota, który bezkarnie go wyśmiewał.
Protektor ewidentnie wyciągnął coś z tamtego spotkania, ponieważ nic nie odpowiedział wojownikowi i bez słowa sobie poszedł, chyba wiedząc, jak skończyłaby się kłótnia z kimś takim jak Migoczący Nieboskłon.
***
*Przed powrotem Lśniącej Gwiazdy*
Wraz z innymi kotami patrolował tereny Klanu Klifu, chcąc ustalić, co się stało z ich liderem. Lśniąca Gwiazda nie wrócił do obozu, zostawiając cały klan i nie mówiąc nikomu, gdzie się podział. Sytuacja była napięta. Tak właściwie mogła liczyć się każda minuta, bo równie dobrze lider mógł leżeć gdzieś pod drzewem - już martwy lub prawie martwy. Takie myślenie zdecydowanie nie pomagało Migotowi, który szczerze bał się o ojca. Chociaż wiedział jak bezsensowne było stwierdzenie, że kocur umarł (w końcu jego ojciec był potężnym wojownikiem), ten niepokój zawsze gdzieś był.
Otworzył lekko pysk chcąc wyłapać więcej zapachów. Nic to jednak nie dało, ponieważ wszystko dookoła było zasypane śniegiem, który był w stanie maskować większość odorów, zwłaszcza takich, które mogły pojawić się nad ranem.
W końcu kocur zamknął pysk i syknął coś pod nosem. To było tak niemożliwe jak szukanie kleszczy u starszyzny. Lśniąca Gwiazda mógł być wszędzie, a oni nie byli w stanie przeszukać całego świata.
***
Czy był zestresowany całą tą sytuacją? Tak. Czy chciał by ktoś to zauważył? Nie. Dlatego Migoczący Nieboskłon starał się robić wszystko, by tylko zająć swoje myśli. Nie był już tym bezradnym kociakiem, któremu zaginęła matka. Teraz był zdecydowanie nie bezradnym wojownikiem, któremu zaginął ojciec. Chociaż różnica była niewielka, dalej była i tego trzymał się Migot. Przecież nie mógł zachowywać się jak zrozpaczony kociak! Wolał brać na siebie więcej obowiązków i częściej chodzić na patrole. Wtedy przynajmniej był pożyteczny i nikt nie mógł powiedzieć, że coś było nie tak. Nawet jeśli większość i tak wiedziała. Przecież pobratymcy wiedzieli, że Truskawkowe Pole również uciekła, więc nie trudno było o współczucie również w tej sytuacji. Ale kocur nie chciał współczucia. Nie potrzebował go. Lśniąca Gwiazda nie uciekł jak Truskawkowe Pole, nie zostawiłby klanu i swoich synów, on był inny. W przeciwieństwie do kotki, on był przy Migocie i Firmamencie. Klan Klifu znaczył dla niego wszystko, Migot był o tym przekonany, przecież to właśnie tata uczył go o znaczeniu lojalności! Kto jak kto, ale Lśniąca Gwiazda był najbardziej lojalnym i honorowym kotem, jakiego Migoczący Nieboskłon znał. Dlatego nie wierzył w żadne plotki dotyczące ucieczki lidera. Sam nawet kłócił się z innymi, gdy coś takiego sugerowali. W końcu jak tak można! Wątpić w lojalność samego lidera? To coś co nigdy nie powinno mieć miejsca.
Podszedł do stosu ze zwierzyną, by wybrać sobie mały kąsek. W tym całym zamieszaniu nie mógł zapomnieć o posiłkach. Zgrabnie wyminął siedzących przy stosie uczniów i zaczął szukać czegoś dla siebie. Na początku nie zwracał na nich większej uwagi, jednak słysząc, że prowadzą między sobą "poważną" rozmowę, nie mógł się powstrzymać przed podsłuchaniem kilku słów.
– Jestem ciekaw czy w ogóle wróci – mruknął jeden z trójki.
– Musi! Przecież to lider. Migot westchnął cicho. Nie wiedział nawet, czego się spodziewał, przecież oczywistym było, że ich rozmowa będzie na temat zniknięcia lidera. Ten temat był teraz na połowie pysków Klanu Klifu.
– A jak myślicie, co się stało? – odezwał się kolejny, na co Migot szybko zaczął przebierać w zdobyczach. Nie chciał tego słuchać.
Strącił łapą małą mysz z góry, a następnie wzrokiem przeleciał pozostałą zwierzynę. Przez porę Nagich Drzew szału nie było, ale coś dla niego zawsze udawało się znaleźć.
– Moim zdaniem uciekł. Przecież gdyby coś się stało byłyby jakieś ślady! – powiedział jeden z uczniów, na co niebieski szybko się wyprostował.
– Lśniąca Gwiazda nie uciekł – wtrącił się ostro i z pogardą spojrzał na trójkę uczniów.
– Skąd wiesz? – zapytała od razu Krabowa Łapa, spoglądając na dwójkę rodzeństwa.
– Lśniąca Gwiazda jest lojalnym członkiem naszego klanu. Jest wspaniałym wojownikiem i co ważniejsze przywódcą. Nie uciekłby za żadne skarby, lojalność i honor są u niego na pierwszym miejscu – wyjaśnił.
– To w takim razie co się stało?
– Cokolwiek to było, Lśniąca Gwiazda wróci. Nigdy nie zostawi klanu, zwłaszcza nie w taki sposób. A jeśli tak myślicie, to jesteście mysimi móżdżkami i musicie się jeszcze dużo nauczyć – stwierdził Migot z nutą złości w głosie.
– Ej! – oburzyła się Krabowa Łapa.
– Taka prawda – mruknął niebieski i schylił się po swój kąsek. Następnie wyprostował się, rzucił przelotne spojrzenie na trójkę pokrak i ruszył do legowiska wojowników. Miał nadzieję, że cokolwiek pozostanie w głowach tych uczniów.
Szybko jednak zdał sobie sprawę, że ta nadzieja nic mu nie da.
– Skoro Lśniąca Gwiazda nie uciekł, to gdzie jakiekolwiek ślady, że coś się stało, hm? – krzyknęła za nim Krabowa Łapa, ewidentnie najbardziej zaangażowana w rozmowę z Migotem. Ten westchnął cicho.
– Nie wiem. Może to dlatego, że jest śnieg, hm? – zapytał ironicznie, starając się przedrzeźniać kotkę. – Zresztą co tobie do tego? Jesteś tylko uczennicą!
– Ale też mam prawo do wiedzy, co się dzieje w moim klanie!
– Lśniąca Gwiazda nie uciekł. Nie zostawiłby klanu – powtarzał wojownik, już zirytowany całą rozmową. – Jest wspaniałym przywódcą, twoim zdaniem ktoś taki by uciekł jak tchórz? – zapytał, jednak zanim kotka zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, w zasięgu wzroku Migotu pojawił się mały protektor. Szybko zawołał do siebie Serdeczną Naparstnicę, nawet nie pozwalając uczennicy dojść do głosu.
– Ej, skoro jesteś protektorem, to tłumaczysz różne rzeczy, nie? – odezwał się do Napastnicy, chcąc to załatwić jak najszybciej.
– Można tak powiedzieć, ale...
– Wytłumacz jej, że Lśniąca Gwiazda nie uciekł – przerwał mu Migoczący Nieboskłon od razu przechodząc do rzeczy.
<Serdeczna Naparstnico? Weź się na coś przydaj>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz