Obudziło go w nocy szturchnięcie, nagłe, którego się nie spodziewał podczas snu. Gdy zobaczył nad sobą wojownika, od razu przypomniał sobie powód jego pobudki. Przyszedł czas na jego noc w lesie. Poprzednio przeszły ją dzieci Kwaśnej Kocanki, w tym Noc, która teraz została Księżycową Łapą. Ciekawe, jakie on dostanie imię… Zatracił się w myślach, nie zauważając nawet, że dotarł na miejsce w lesie razem z wojownikiem, którego… Nigdzie nagle nie było. Rozejrzał się gwałtownie. Na pewno to tu miał zostać? Cóż, nie miał wyboru, teraz to już musiał siedzieć na miejscu. Usłyszał wcześniej ukradkiem, że Noc powędrowała dość daleko i to dlatego wojownicy nie mogli jej znaleźć, aby przyprowadzić ją na mianowanie. Las był ciemny, a wokół można nawet było stwierdzić, że roznosi się mgła. Nie był chyba na to gotowy, ale zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest już kociakiem. Ma zostać wojownikiem, ma być silny i nie bać się niczego. Bronić swoich pobratymców, młodsze i starsze koty, jego przyszłą partnerkę… Tak! Musi się wziąć w garść. Usiadł, ogonem zarzucając to w jedną to w drugą stronę. Dobrze, że faktycznie uciął sobie drzemkę wcześniej podczas dnia, przynajmniej teraz czuł się trochę mniej zmęczony, jednak noc sama działała na niego nużąco, otulając go poczuciem zbliżającego się słodkiego snu. Spojrzał na księżyc, który świecił mocno tej nocy. Zbliżała się pełnia, co zauważył po jego kształcie. Zastanawiał się teraz, ile będzie musiał tak czekać. Kiedy wyjdzie słońce? Czas dla kociaka wydawał się być bardzo długi. Westchnął, układając się w bochenek, patrząc na gwiazdy. Ciekawe, czy byłby w stanie je wszystkie policzyć…
⊹₊˚‧︵‿₊⊱·𖤓·⊰₊‿︵‧˚₊⊹
— Sto… dwadzieścia..? Czterysta… Mysie łajno, chyba nie umiem liczyć. — Ostatnie zdanie wypowiedział pod nosem, jakby jego mama miała go usłyszeć. Strzepnął ogonem, patrząc po chwili w niebo. Zaczynało się rozjaśniać, więc zapewne za chwilę wyjdzie słońce. Wstał, otrzepując się. Drżał lekko z zimna, przez otaczający go śnieg. Wcześniej jednak zdążył sobie zrobić miejsce na kamieniu, aby wygodnie usiąść i mieć choć trochę więcej ciepła. Nagle usłyszał szelest w krzakach, przez który od razu wstał, pusząc się. Czy to zwierzyna? Może drapieżnik? Nie bał się jakoś bardzo, ale chciał być gotowy na ewentualny atak. Z buszu wyłonił się jednak Krucze Pióro i Kalinkowy Powiew. Jego futro tym razem nie napuszyło się, a stanęło dęba ze zdziwienia. Jak to, sam zastępca był jednym z wojowników, którzy mieli go przyprowadzić do obozu?! W dodatku to ojciec kociąt Kwaśnej Kocanki, czyli też…
— Nie mamy całego dnia, ruszajmy do obozu. — Dymny nawet nie poświęcił mu jakiejś większej uwagi, od razu odwracając się po tych słowach. Kocurek zdziwiony zamrugał oczami, a po chwili od razu ruszył za nim. Kalinkowy Powiew szła za nim, słyszał dobrze jej kroki. Chciał choćby porozmawiać z którymś z wojowników, ale nie miał na to siły. Czuł się znużony…
⊹₊˚‧︵‿₊⊱·𖤓·⊰₊‿︵‧˚₊⊹
Dotarł do obozu jako jeden z pierwszych ze swojego rodzeństwa. A dokładniej to drugi, tuż po swojej siostrze.
Gdy dotarła reszta jego rodzeństwa, zasiedli przed mównicą, czekając na swoje mianowanie.
— Klanie Wilka! Po raz kolejny w krótkim odstępie czasu mamy okazję mianować nowych uczniów, którzy zasilą szeregi naszego klanu. Wodnik, wystąp ,proszę. — Na prośbę liderki jego siostra wyszła na środek. — Wodniczko, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Wodnikowa Łapa. Twoim mentorem będzie Blednacy Szalej. Mam nadzieję, że przekaże ci on całą swoją wiedzę. — Kocur dotknął nosem czoła kotki, po czym liderka zawołała jego brata.
— Smukliku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Smuklikowa Łapa. Twoim mentorem będzie Kalinowy Powiew. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę. — Kalinowy Powiew podeszła do swojego ucznia, wykonując ten sam gest, co Blednący Szalej.
— Aronio, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Aroniowa Łapa. Twoim mentorem będzie Wąsatkowy Ruczaj. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę. — Agrest po mianowaniu całego jego rodzeństwa dumnie wypiął pierś do przodu. Miał nadzieję, że dostanie dobrego mentora. Lub… Mentorkę. W sumie to, kto wie. Poczekał, aż liderka przywoła go na środek.
— Agreście, wystąp. — Zrobił, jak kazała. — Ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Słoneczna Łapa. Twoim mentorem będzie Zwęglona Kukułka. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę. — Zwęglona Kukułka wystąpiła, stając naprzeciwko niego. Schylił głowę, a ta dotknęła nosem jego czoła. Gdy liderka zakończyła mianowanie, wzniosły się wiwaty otaczających ich pobratymców. Wielu z nich gratulowało im, chwaląc ich imiona, a szczególnie chyba jego własne! Sam nie spodziewał się takiej zmiany. Miodowy Ul i Jesionowa Szadź podeszły do swoich pociech z uśmiechem.
— Gratulujemy! Macie piękne imiona i wspaniałych mentorów, jesteśmy z was strasznie dumne… — Miodowy Ul polizała każde z nich między uszami, a Jesionowa Szadź skinęła czule głową. Słoneczna Łapa jednak spojrzał ukradkiem na Księżycową Łapę, która dyskutowała teraz namiętnie ze swoim bratem, Ślepowronową Łapą. Ten w końcu przewrócił oczami, strzepnął ogonem i z tego, co zrozumiał Agrest, zdecydował się sam podejść do nowo mianowanych. Podszedł jednak wpierw do właśnie Słonecznej Łapy, trącając go łokciem.
— No, brawo! Dali ci świetne imię. Słoneczna Łapa ci pasuje, patrząc na twoje futro! — Wskazał ogonem na złociste futro kocura, na co ten uśmiechnął się.
— Dziękuję, też mi się podoba. Może uda się nam kiedyś razem wyjść na jakiś patrol, co? — zapytał zaczepnie kocura.
— Oby! Albo na jakiś trening walki, chętnie zobaczę, jak ci pójdzie, skoro jesteś tak dobrze umięśniony.
— Technika też się liczy. — odpowiedział kocurowi. Życzył mu jak najlepszego treningu, jeśli miał być szczery. Wierzył, że łapa nie powstrzyma go przed zostaniem silnym wojownikiem, miał nadzieję, że zdawał sobie z tego sprawę.
— Cóż, muszę lecieć na swoje szkolenie. Ty chyba też. — Wskazał na stojącą za nim mentorkę, do której Słoneczna Łapa teraz uśmiechnął się trochę speszony. Ślepowronowa Łapa pożegnał się i odszedł, a złoty odwrócił się do kotki.
— Mam nadzieję, że jesteś gotów na trening? Wyjdziemy dzisiaj obejrzeć terytoria z Nocnym Śpiewakiem i Niedźwiedzią Łapą. — Kotka stanęła przed nim, czekając na jego odpowiedź.
— Jasne, możemy ruszać od razu. — Jak powiedział, tak zrobili, bo dość szybko zebrali się wraz z wymienionymi przez mentorkę kotami. Ruszyli wzdłuż terytorium Klanu Klifu. Niedźwiedzia Łapa szedł obok Czarnych Gniazd z podniesionym ogonem.
— Mój tata opowiadał mi, jak wywalczyli to terytorium z Klanem Klifu! Rzucił się na chyba trzech wojowników! — szepnął do Słonecznej Łapy, który spojrzał na niego zdziwiony.
— Naprawdę? — zapytał kocura zafascynowany.
— Tak! Moja mama też tam walczyła. — Z dumą wyszczerzył się, na co Słoneczna Łapa zrobił przeciągłe “wooow…”. Nie zdążył jednak nic więcej powiedzieć, bo dotarli do Potwornej Przełęczy.
— Jesteśmy teraz w miejscu, w którym spoczywa skrzydło latającego potwora. Trzeba być tu ostrożnym, bo zdarzało się, rzadko, ale jednak, że jakiś kawałek spadał na ziemię. Starajcie się na swoich patrolach uważać. — powiedział Nocny Śpiewak, na co oboje skinęli i ruszyli dalej. — Po stronie terytorium Klanu Burzy jest druga jego część. — wskazał ogonem.
— Jest strasznie duży… — stwierdził Niedźwiedzia Łapa. Słoneczna Łapa zerknął między drzewami, samemu stwierdzając po cichu to samo. Po chwili wznowionego marszu dotarli do Opuszczonego Obozowiska.
— Nie jesteśmy pewni, czy dwunożni kiedykolwiek tu wrócą, ale najlepiej nie przychodzić tu samemu. — powiedział znów kocur. Słoneczna Łapa zauważył wiele przedmiotów, które mogli zostawić. Ciekawiło go to, musiał przyznać. Musieli jednak wracać, gdyż powoli zaczynało się ściemniać. Do obozu dotarli dość szybko, a gdy w końcu wszedł po zjedzeniu przepysznej wiewiórki ze stosu zwierzyny do legowiska uczniów, zdziwił się ilością legowisk. Można rzec, że ledwo się mieścili! Ułożył się na jednym z pustych legowisk, na którym nie poczuł niczyjego zapachu. Położył się, a po chwili zdał sobie sprawę z tego, że jego legowisko wydaje się być dość blisko tego Księżycowej Łapy i Ślepowronowej Łapy. Uśmiechnął się lekko, bo miał nadzieję, że kotka być może jednak zmieni zdanie na jego temat… Zwinął się w kulkę, po czym zasnął spokojnie.
[1306 słów]
[26%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz