Drgnęła nerwowo, kiedy usłyszała miauknięcie zza granicy. Odwróciła łebek w tamtą stronę, a jej błękitne oczy rozbłysły niepewną iskierką. Miała leciutko zjeżoną sierść, bo wiele słyszała o Klanie Wilka od Psotnego Nietoperza i innych Klifiaków. Jednak kocur po drugiej stronie wyglądał bardziej na kogoś w podobnym wieku do niej, a nie na wojownika. Do tego wcale nie prezentował się tak, jakby chciał się na nią rzucić z pazurami. Być może nie była to zła osoba do rozmowy? W końcu niecały świat był zły, prawda? Próbowała się w ten sposób uspokoić, by nie wyglądać jak jakiś tchórz, choć nim się czuła. Pokręciła lekko łebkiem, poruszając lekko wibrysami.
— Skowronkowa Łapa... — powtórzyła cicho. Ciemny uczniak podobnie do niej miał imię po ptaku. Do tego oboje mieli wplecione w futro kwiaty i piórka. Widziała dużo kotów z przeróżnymi ozdobami, ale widok kocura tak wystrojonego poruszył coś w głębi jej serduszka. To była dobra okazja, by poznać innego kota i pogadać o ozdobach. W przeciwieństwie do czarnego ona nie tryskała tak ogromnymi pokładami energii. Nawet jako kocię była spokojna i cicha. Czasem pobawiła się z Cisową Łapą albo pogadała z rodzicami. Kiedy do żłobka przychodzili uczniowie, zamieniła z nimi kilka słów, ale zazwyczaj trzymała się na uboczu. Usiadła, owijając łapy ogonem. Kiedy kocur zaczął mówić, niebieska zaczęła ugniatać ogon łapami. Dzięki temu potrafiła się lepiej skupić na czyiś słowach. Poza tym tak czuła się bezpieczniej. Miała tak za kociaka, teraz za ucznia i z pewnością po zostaniu protektorką to nie ulegnie zmianie. To było coś, co towarzyszyło jej zawsze i naprawdę nie wyobrażała sobie funkcjonowania bez tej czynności. Kocur opowiadał z taką pasją o swoich ozdobach, że mimo woli Dymówka się uśmiechnęła delikatnie. Rzadko miała możliwość rozmawiania z kimś, kto miał tak wielką pasję, jak Skowronkowa Łapa. Nastawiła uszka w stronę jego głosu, przyswajając każde słowo. Sama nie wiedziała, dlaczego tak bardzo uważnie słuchała jego wypowiedzi. Być może był ku temu jakiś powód, a może nie. W każdym razie uznała kocura za bardzo interesującego osobnika. Obserwowała prężącego się Wilczaka, który zapamiętale pokazywał ogon i każdy punkt na ciele, gdzie znajdowały się kwiaty, albo piórka. W pewnej chwili się nawet cichutko zaśmiała. Kocur próbował chyba pokazać jej, jaki był dostojny, a niebieskooka nie mogła odmówić mu pewnego rodzaju uroku. Miał w sobie coś takiego, że nie mogła odwrócić wzroku. Do tego nie czuła się przy nim tak źle, jak na przykład blisko Migota, przez którego zaczęła wątpić w swoją przydatność klanowi. Rozmowa z ojcem i z Rozkwitającym Astrem nieco jej pomogła, ale niestety musiała odzyskać tę część samooceny, którą utraciła. Zawsze była delikatnym i kruchym kotem, a każdym słowem wypowiedzianym w jej stronę potwornie się przejmowała i brała do siebie.
— Bardzo ładne ozdoby… — zaczęła. Nie była chyba zbyt dobra w komplementy, ale to chyba nie powinno jej skreślić prawda?
— Pasują ci do futerka, oczu i widzę, że bardzo o nie dbasz, co naprawdę pozytywnie o tobie świadczy — kontynuowała, przyciskając coraz bardziej białe łapki do ciemniejszego ogona.
— No i sposób na ich trzymanie jest doskonały, jeśli mi pozwolisz, wzięłabym od ciebie ten sposób — dodała nieśmiało. Nie chciała przywłaszczać jego sposobu, a jedynie potraktować to, jak radę od kogoś bardziej doświadczonego w tej sprawie. Kiedy padło pytanie o jej imię, położyła leciutko uszy po sobie. No tak powinna się przedstawić, ale kocur tak pięknie mówił, że nie chciała mu przeszkadzać.
— Och, przepraszam Skowronkowa Łapo… — mruknęła nieco zawstydzona. Zatrzymała się w połowie ruchu ugniatającego ogon.
— Powinnam była się wcześniej przedstawić, ale mówiłeś tak cudownie o tych ozdóbkach, że nie chciałam ci przeszkadzać — wyznała, uznając to za najlepsze wyjście w tej sytuacji. Chwilę później powrócił jej nawyk zatapiania łap w puszystym ogonie.
— Nazywam się Dymówkowa Łapa, miło mi cię poznać — miauknęła w końcu. Miała nadzieję, że dymny się na nią nie pogniewał. Chociaż, czy znowu nie myślała za dużo? Prawdopodobnie tak, ale już tak miała. Nie wiedziała, jak sobie z tym poradzić.
— Tak, uczę się na protektorkę — wyznała po chwili milczenia, przypominając sobie o drugiej części pytania. Kilka uderzeń serca później powróciła do pytania kocura.
— Jeśli chodzi o moje kwiaty i piórka, to większość dostałam od mojej mamy Psotnego Nietoperza i taty Puszystej Neriny. Dali mi je krótko po urodzeniu i od tamtej pory kwiaty i pióra tego rodzaju mają dla mnie wartość sentymentalną. Jednak sama również je zbieram, ale tylko niebieskie. Chyba przejęłam to od mojej mamy — wyznała w końcu.
— Ale inne też są przepiękne, po prostu najbardziej mi pasują niebieskie. Zgadzasz się, czy widziałbyś jeszcze jakiś inny kolor w moim futrze? Może ci łatwiej ocenić, jako że widzisz mnie lepiej ode mnie samej — podsunęła nieśmiało. Miała nadzieję, że nie brzmiało to głupio.
— Lepsze ozdoby? Chciałabym zobaczyć efekt, bo na pewno będzie cudowny — dodała na koniec, uspokajając się na tyle, że postawiła uszka.
— A skoro przy barwach jesteśmy, to masz jakiś ulubiony kolor? Mój to jak pewnie wiesz, jest niebieski. Tutaj raczej nietrudno to zgadnąć — wymruczała z lekkim rozbawieniem. Zdecydowanie spokojne podejście kocura do niej było bardzo pomocne. Nie musiała się martwić o obelgi, czy niemiłe komentarze.
<Skowronkowa Łapo? Jaki kolor lubisz?>
[828 słów]
[17%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz