❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Przeszłość, poprzednia
Pora Nagich Drzew
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Przez ostatnie księżyce Owocowy Las zdawał się odżywać, pojawiły się decyzje, które na pewno zmienią to, jak młodsze pokolenie spogląda na wspólnotę, do której należy. Do tego oficjalne przyjęcie Wróżki w szeregi, jako uczennicę wojowniczki, Szafran. Śnienie otrzymał pod swe skrzydła Serduszko, jedną ze znajdek Drobinki. Czereśnia powoli wprowadzał pomysł nocnych patroli, by każdy mógł czuć się częścią ich społeczności. Nawet jeśli kocur okres swojej świetności dawno miał już za sobą — mimo wszystko wciąż piastował stanowisko lidera, oddając kres swego życia pracy nad zmianami w Owocowym Lesie
Niebieskie spojrzenie co jakiś czas obserwowało życiu innych z półmroku dziupli w topoli. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż jedno ze ślepi kocicy było nieco zaczerwienione, a powieka spuchnięta. Często też można było zauważyć, jak oko jest przymrużone, co skutecznie maskowało zmiany na gałce w postaci zmatowienia, zmętnienia. Nieleczona infekcja postępowała. A mimo to biała zwlekała z własnym leczeniem — przecież były sprawy ważne i ważniejsze. Dopóki choroba wraz z rozwojem nie zagrażała innym, skupiała się na swych dotychczasowych obowiązkach. Nawet jeśli przychodziło jej to z trudem. Jedna z niedawnych rozmów z dawnym mentorem mocno się na niej odbiła. Jako zielarz miała obowiązek dbać o dobrostan psychiczny Owocniaków, jednakże przypadek emerytowanego uzdrowiciela był istnym wyzwaniem. Wyzwaniem któremu nie podołała. Już nawet nie pamiętała dokładnego przebiegu ich ostatniej konwersja, lecz wszystko to, co wtedy czuła nadal w niej żyło, sprawiając wrażenie, jakby milczenie pomiędzy ich dwójką nie utrzymywało się przez ostatnie księżyce.
Ciężkie, zmęczone westchnienie opuściło jej pysk. Puszysty ogon z wetkniętą i już dawno martwą lawendą od Purchawki, sunął po ściółce w dziupli. Tuż przed białymi łapami znajdowała się granica z równie jasnym śniegiem. Pora nagich drzew była bezlitosna. Większość ziół nie przetrwało, a składzik niemal świecił pustkami — kolejny powód, by bagatelizować swój stan zdrowia i prokrastynować własne leczenie na późniejszy okres. Oczywiście, już nie raz słyszała, by czym prędzej z resztek glistnika zrobiła dla siebie okład na zainfekowane oko. Zamiast tego ignorowała te uwagi, uważając, że zdrowie innych jest ważniejsze — nawet jeśli oślepienie połowicznie w wyniku choroby, to nie będzie to dużą stratą. W końcu i tak nie posiadała żadnych wojowniczych umiejętności, które pomogłyby jej poza obozem lub też zostałyby jej ograniczone, odebrane przez ślepotę.
— Mistral… Mistral! — Z każdym uderzeniem serca wołanie tuż za nią rozbrzmiewało coraz głośniej. Obracając nieco głowę, zerknęła na Gołąbka okiem, które nie zostało dotknięte infekcją. Na pysku burego było widać wyraźne zmartwienie, zapewne stanem zielarki, choć dla niej nie miało to znaczenia. — Masz może chwilę? — Skinienie głową było jedynym potwierdzeniem. Młodszy zdając sobie sprawę, że raczej nie otrzyma słownej odpowiedzi, zniknął w składziku, aby po chwili wrócić. W jego pysku zwisała długa roślina z kwiatostanem w barwie żółtej oraz czterema płatkami. Widać było, że glistnik swoją świeżość ma już dawno za sobą, co wcale go nie skreślało jako zioło do wykorzystania.
Na ten widok biała nieco zmrużyła ślepia, a raczej jedno ślepie, gdyż drugie pozostawało zamknięte.
— Po co to tu niesiesz? — spytała ze słyszalną chrypką w głosie. Kiedy tylko mogła, to unikała głębszych i dłuższych interakcji, szczególnie kiedy to nie dotyczyły jej obowiązków.
— Nie możesz zaniedbywać swoje zdrowie, przecież-
— Przecież są bardziej potrzebujący — mruknęła, przerywając uzdrowicielowi. Widząc, jak ten chce nadal dywagować na ten temat, trzepnęła ogonem, by następnie podnieść się z dotychczasowego miejsca: — Nie przekonasz mnie, postanowiłam jedno i zdania nie zmienię — dodała, zadzierając nieco głowę. Po tym wyminęła kocura, mając zamiar zniknąć w składziku. Kiedy tylko pora nagich drzew minie będzie musiała wyruszyć z jakimś wojownikiem, by zebrać zioła, których praktycznie nie było.
Teoretycznie dzięki sojuszowi z Klanem Burzy mogłaby spytać Czereśnię czy byłaby szansa na wsparcie z ich strony w temacie medykamentów. Niemal od razu zrezygnowała z tego pomysłu — Burzaki mieli własne zmartwienia i chorych, a ich zapasy nie były bez dna. Dlatego jedynym realnym wyjściem było racjonalne rozporządzanie tym, co im zostało. Przesunęła wzrokiem po marnie wyglądających stosach okrojonej ilości ziół, które można było ujrzeć w czasie innych sezonów.
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Obecnie, początek
Pory Nowych Liści
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Ślepota. Było to coś, czego nie każdy mógłby doświadczyć, szczególnie w młodym wieku. Ograniczone pole widzenia zapewne załamałoby większość wojowników czy zwiadowców — u nich sprawny wzrok był potrzebny, wręcz podstawowym wymogiem, gdyż bez niego byli znacznie bardziej narażeni na niebezpieczeństwo. Natomiast dla uzdrowiciela, bądź zielarza nie była to wielka strata, o ile nie posiadali wojowniczego szkolenia, niczym Purchawka czy Modrogończyk. Białofutra nie zaliczała się do ich grona, dlatego też fakt częściowej utraty wzrok nie wpłynął jakoś bardzo na jej dotychczasowe życie. Odkąd została oficjalnym zielarzem, zawsze wybierała jakiegoś Owocniaka, który mógłby z nią opuścić obóz, zapewniając ochronę przed wszelakimi zagrożeniami, a przy okazji wykorzystywała owego osobnika do pomocy z niesieniem ziół w drodze powrotnej.
Dotychczas błękitne, niemal morskie spojrzenie obecnie częściowo zmatowiało. Lewe ślepie w wyniku nie wyleczonej infekcji straciło dawną barwę, co było jednoznaczne z utratą wizji — może nie całkowicie, gdyż kotka była w stanie nadal rozróżniać porę roku, bądź otoczenie. Może nie w takim stopniu, jak dawniej, jednakże teraz stanowiła łatwy kąsek dla innych drapieżników, które również zamieszkiwały tereny Owocowego Lasu.
Jasna smuga o długich łapach sprawnie lawirowała pomiędzy sylwetkami innych kotów. Dawniej kotka nie musiałaby szukać kogoś do pomocy — zapytałaby jakiegoś Owocniaka, gdzie znajdzie Orchideę i tyle. Teraz jednak starsza wojowniczka zakończyła swoją karierę i obecnie przebywała w legowisku starszyzny wraz z Pieczarką, swoją partnerką oraz dawną liderką Owocowego Lasu. Z tegoż też powodu zielarka musiała upatrzyć sobie nowego kota, którego mogłaby ciągać ze sobą obóz.
“Łatwiej, by było, gdybym nie musiała non stop zastanawiać się, czy dawny wojownik lub zwiadowca nie jest zajęty czymkolwiek innym” — pomyślała, napotykając na swej drodze Purchawkę.
Wzrok dymnej szamanki był przepełniony współczuciem, żalem i litością. Na pysku młódki mimowolnie pojawił się grymas niezadowolenia — nie potrzebowała litości ani współczucia, w końcu ślepota nie oznaczała końca świata, szczególnie, kiedy obejmuje jedno oko. Mistral nie była w stanie długo utrzymać kontaktu wzrokowego z dawną mentorką. W takich chwilach czuła, jakby zawiodła. Nie siebie, a swoją nauczycielkę, która zapewne pokładała w niej duże nadzieje, szczególnie jako kolejna szamanka Owocowego Lasu. Wszystko jednak zmieniło szkolenie Modrogończyka oraz późniejsze ogłoszenie, iż czekoladowy zostanie jej pomocnikiem. Zielarka wtedy też odetchnęła z ulgą, gdyż nigdy nie wiązała swojej przyszłości z tym stanowiskiem.
— Słoneczko — zaczęła, lecz niebieskooka niemal od razu jej przerwała.
— Proszę, nic nie mów. Już wystarczająco da się odczytać z twojego spojrzenia — odparła, spoglądając na swoje łapy, które były już nieco ubłocone.
Dopiero dłuższa cisza ze strony żółtookiej przykuł uwagę białej. Niepewnie uniosła spojrzenie, by zastać starszą w dość kiepskim stanie. Pomimo stania w pionie, młodsza mogła zauważyć u Purchawki dreszcze, która coraz bardziej przejmowały jej ciało. Do tego dochodził nieco nieobecny wzrok, z trudem utrzymujący się na skraju świadomości. Jasna zignorowała rozpoczętą rozmowę, wykonując krok w stronę osłabionej szamanki, mając zamiar przyłożyć wierzchnią stronę łapy do jej czoła.
— Co ty–
— Chce zobaczyć, czy masz gorączkę — wyjaśniła, delikatnie kładąc nieco ubłoconą łapę na czole szamanki. Była rozpalona. Pysk białej wykrzywił się w grymasie, gdy tylko ujrzała, iż zostawiła na dymnej sierści swojej dawnej mentorki trochę błota. To jednakże nie było aż tak ważne i przejmujące. Stanęła u jej boku, by następnie lekkim popchnięciem swym ciałem na ciało rozmówczyni, skierowała ją w stronę dziupli. Ciemna, widząc, iż nie wygra ze swą upartą uczennicą, dała się poprowadzić do wnętrza drzewa, a następnie bez protestów zajęła jedno z posłań dla chorych.
Niebieskooka może i miała tendencję do ignorowania własnego zdrowia, lecz nigdy nie mogła pozwolić, by inni również postępowali w podobny sposób. Mając pewność, iż żółtooka pozostanie na zajętym miejscu, skierowała swoje kroki do składzika w głębi legowiska. Po cichu liczyła na jakiekolwiek zioło, mogące zbić gorączkę. Potrzebowała jedynie liści ogórecznika, wrotycz maruna lub lawendę. Nie miała zamiaru wybrzydzać w tej kwestii, szczególnie iż pozostanie dłużej w obecnym stanie przez szamankę, mogło być znacznie bardziej niebezpieczne niż dla innych kotów. Głównie ze względu na wiek — Purchawka niestety nie młodnieje, podobnie jak sama Mistral.
W miejscu, gdzie przez większość sezonów spoczywały liście ogórecznika, znajdowała się teraz ich wręcz resztka. Dosłownie parę sztuk na krzyż, sprawiając wrażenie, jakby tylko czekał, aż również i one zostaną użyte. Wyglądały na zdatne do wykorzystania, dlatego też bez zbędnego wahania, biała pochyliła się nad nimi, a następnie pochwyciła delikatnie. Z nimi w pysku powróciła do mentorki, by ziele upuścić przy jej głowie. Żółte ślepia nieco nieobecnie spojrzały na przyniesiony medykament, starając się go zidentyfikować.
Zielarka już miała przemówić, kiedy to do dziupli przybył Gołąbek. Nie obchodziło ją, gdzie kocur się podziewał wraz z Modrogończykiem, miała własne obowiązki, do których nie zaliczało się leczenie innych kotów w takich ilościach oraz pod względem fizycznym. Ona miała dbać o psychikę innych, nawet jeśli jej własna nie była w najlepszej kondycji i raczej również potrzebowała leczenie.
— Przypilnuj, by wszystko zjadła. Muszę zebrać jakiekolwiek zioła — oznajmiła, nawet nie spoglądając w stronę burego.
— Ogórecznik? Przecież tym nie wyleczysz kawałka śmieci Dwunożnych w jej łapie — zauważył młodszy.
— Ma gorączkę.
— Ale i coś wbitego w łapę. — Zielonooki nie dawał za wygraną, dlatego też podeszła do niego, by mieć punkt odniesienia. Może wcześniej nie zauważyła, gdyż źle patrzyła na dymną. — Mamy coś przeciw infekcji, by jej podać?
— Suche liście dębu, reszty jest tak niewiele, że ledwo na ucznia, by starczyło — przyznała, spoglądając za siebie. Musiała czym prędzej opuścić obóz z jakimś wojownikiem lub zwiadowcą.
— Idź.
— Słucham? — spytała zdziwiona.
— Widzę, jak spoglądasz na obóz. Zapewne w myślach już wybierasz Owocniaka do pomocy z ziołami, prawda?
— Zbyt dobrze mnie znasz mój uczniu.
— Hej! Już nie uczniu, tylko pełnoprawny uzdrowicielu. Mniejsza. — Machnął na to łapą. — Wykorzystaj porę nowych liści, póki jest, a przymrozki powoli odpuszczają.
Skinęła głową i pozostawiając Gołąbka z Purchawką, zaczęła ponownie przedzierać się między kotami na polanie. Szukała czekoladowej szylkretki z białą łatką na klatce piersiowej. Na szczęście sprawnie odnalazła Całunkę i nie musiała się przejmować tym, iż kotka mogła być właśnie na patrolu, a zielarka musi wybrać innego wojownika do pomocy. Kiedy tylko żółte ślepia ujrzały zbliżającą się białofutrą, na pysku starszej zagościł przyjacielski uśmiech, wręcz zachęcający do tego, by poprosić kotkę o prośbę, przysługę, czy jakąkolwiek inną formę pomocy z jej strony.
— Witaj Mistral — przywitała się na wstępie pręgowana. — Mogę Ci w czymś pomóc?
— Czytasz w myślach, Całunko. Tak, potrzebuje wojownika, który pójdzie ze mną pozbierać zioła. Może już coś zaczęło kwitnąć, pomimo srogiej pory nagich drzew oraz nadal nieprzyjemnej pogodzie.
— Chętnie Ci pomogę w takim razie!
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Zaraz po opuszczeniu obozu w pierwszej kolejności skierowały się wzdłuż rzeki przecinającej tereny Owocowego Lasu. W kierunku Konającego Buku na pewno rosło parę wierzb, które powinny powoli puszczać liście. Te zbierane były, a następnie stosowane jako zioło przeciwwymiotne. Gdy tylko niebieskooka ujrzała ów drzew, przyspieszyła nieco kroku, a wraz z nią Całunka. Wojowniczka już po chwili niosła w pysku tyle, ile udało się Mistral zebrać ze zwisających pędów. Czekoladowa nie narzekała na ilość liści, które musiała nieść w czasie dalszej podróży w stronę Drogi Grzmotu.
— Niestety wrotycz tylko rośnie na przydrożnym terenie, więc trochę chodzenia nas czeka — wyjaśniła biała, a starsza jedynie skinęła głową. Z wiadomych powodów.
Wrzosowa Polana nie wyglądała na miejsce, gdzie jest pełno kwitnących wrzosów. Teraz jedynie rośliny na swych pędach miały liście, które jakoś przetrwały porę nagich drzew i śmiertelne dla ziół temperatury. Zielarka nawet się nie łudziła, by jakieś pojedyncze okazy już zaczęły rozwijać kwiatostany, gdyż to nie był jeszcze czas na nie. Dopiero za jakiś księżyc będzie mogła tu przyjść i zacząć zbierać fioletowe lub różowe kwiaty, by ich nektar później dodać ziół dla tych, co nie byli w stanie przełknąć medykamentów o gorzkim posmaku.
Parę długości od czarnej, jak heban drogi dopiero wyczuła ostry zapach wrotyczu. Zaczęła nim podążać, aż nie ujrzała tego, czego szukała. Dała znak ogonem, by Całunka podeszła bliżej. Wojowniczka wzięła znaczną część owego zioła, pomimo protestów niebieskookiej, że nie musi tyle brać, w końcu ona sama może nieco ponieść. Czekoladowa jedynie pokręciła głową, zaczynając odchodzić. Mistral westchnęła, zdając sobie sprawę, iż przegrała tę walkę.
W drodze powrotnej udało im się natrafić na ogórecznik. Od razu został zebrany, lecz tym razem jedynie przez zielarkę, która w międzyczasie ogonem odganiała wojowniczkę, która chciała wziąć kolejną ilość ziół. Pręgowana z cichym śmiechem pozwoliła młodszej na to oraz osobiste zaniesienie liści do obozu.
Docierając do obozu, krok wpół ślepej przyspieszył, by jak najszybciej powrócić do dziupli i nie zwlekać z leczeniem kolejnych chorych. Choć do końca dnia już nikt nie przyszedł, skarżąc się na jakiekolwiek dolegliwości.
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Około księżyc później
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Widmo dawnej pory nagich drzew na dobre przeminęło, dzięki czemu białofutra mogła spokojnie zbierać kolejne zioła, pozwalając, by wszelkie obawy o rozwinięcie się chorób u Owocniaków, minęły. Mimo wszystko nadal nie rozmawiała z liliowym starszym, mając wrażenie, że kolejna ich konwersacja może się skończyć gorzej niż ta ostatnia. Ta miała miejsce już jakiś czas temu, jednak młódka nadal unikała przychodzenia do starszyzny, jeśli nie wymagała tego sytuacja.
— Potrzebuje wierzby, glistnika, wrotyczu i ogórecznika. — Za jej plecami w wejściu do wnęki, gdzie trzymali zioła, stał czekoladowy syn szamanki. Starsza jedynie trzepnęła końcówką ogona, dając znać, że przyjęła do wiadomości. Kocur jeszcze chwilę stał w dotychczasowym miejscu, lecz finalnie zniknął, zapewne powracając do chorych. Ta za to jedynie ciężko westchnęła z bólem, biorąc wymienione zioła, patrząc, jak ledwo zgromadzone zapasy już się uszczuplają.
Z medyczną roślinnością w pysk opuściła swój ukochany kącik, by podejść do Gołąbka i przekazać, to co niosła dla chorych. Bury skinął głową z wdzięcznością, a następnie liście wierzby oraz ogórecznika oddał Modrogończykowi. Dawniej szkolący się na szamana kolejno podszedł do Gronostaja i Puchacza, by podać im w odpowiedni sposób zioła. Zielonooki uzdrowiciel za to skierował się do Kurki z wrotyczem, a następnie do młodziutkiej Kraski, u której boku siedział Purpura. Zapewne to wojownik przyniósł swoją latorośl, kiedy tylko zauważył u niej oznaki infekcji oka.
Biała nie chcąc tego widzieć, wróciła do składziku. Miała wrażenie, że srebrny kocur przyniósł tak szybko swoją córkę z obawy, by ta za parę księżyców nie skończyła niczym zielarka. Długo jednak nie pozostała sama, gdyż w wejściu na nowo pojawił się Modrogończyk, na co pół ślepa posłała mu pytające spojrzenie.
<Gońcu?>
Wyleczeni: Gronostaj, Kraska, Kurka, Puchacz, Purchawka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz