Słońce przyjemnie ogrzewało jej kark, gdy zatopiła zęby w grzbiecie chudego królika. Zwierzę jeszcze przez dłuższą chwilę szamotało się pod jej łapą, usiłując wyrwać się z uścisku, lecz w końcu osłabło, a jego ruchy ustały. Żywica zacisnęła szczęki mocniej, upewniając się, że zdobycz nie zdoła już uciec, po czym podniosła ją z ziemi i zaniosła do miejsca, w którym wcześniej uzgodnili z resztą patrolu, że będą zakopywać upolowane gryzonie.
Koty rozeszły się po okolicy, oddalając się od siebie na tyle, by przeszukać większy obszar, ale wciąż pozostając w zasięgu własnego wzroku. Kameliowy Wianek łatwo było wypatrzyć między krzewami dzięki jasnej, niemal lśniącej bieli jej futra. Opadający Rumianek i Pląsająca Łapa znaleźli się najdalej od pozostałych, najwyraźniej traktując wyjście poza obóz jako kolejną okazję do treningu. Gadożerowy Pysk na chwilę zniknął jej z oczu, by zaraz wyłonić się zza pobliskiego krzewu z dwiema wiewiórkami zwisającymi z pyska. Ich rude ogony kołysały się przy każdym jego kroku, uderzając lekko o siebie nawzajem.
Żywica odwróciła się i wróciła w okolice miejsca, w którym dopadła królika. Przeszła jeszcze kilka kroków, rozglądając się za czymś większym i bardziej pulchnym, co mogłaby z dumą przynieść do obozu. Taka forma polowania wyjątkowo jej odpowiadała. Nie musiała silić się na rozmowę ani podtrzymywać niczyjego zainteresowania, a jednocześnie nie była całkiem sama, w razie niebezpieczeństwa wystarczyłoby głośniejsze zawołanie, by pozostali ruszyli jej na pomoc. Mogła skupić się na tropieniu, nie przejmując się niczym więcej.
Przykucnęła nisko, polegając przede wszystkim na wzroku. Słuch często ją zawodził, ciche szmery ginęły wśród szelestu liści, przez co nie zawsze potrafiła wychwycić obecność zwierzęcia, zanim to zdążyło się poruszyć. Oczy jeszcze do niedawna rekompensowały jej tę niedogodność, lecz ostatnia infekcja sprawiła, że widzenie w lewym oku nieco się pogorszyło. Pech chciał, że to właśnie ono pozostawało odsłonięte, podczas gdy niesforny kosmyk futra przysłaniał drugie.
Ruszyła naprzód, ciągnąc ogon po ziemi. Zostawiała za sobą wyraźny ślad, który w razie dłuższej gonitwy mógłby pomóc jej odnaleźć drogę powrotną, gdyby zanadto oddaliła się od pozostałych. Znajdowali się stosunkowo blisko granicy dzielącej ich od terenów Owocowego Lasu, a tym samym od Drogi Grzmotu, dlatego należało zachować wzmożoną czujność. Właśnie tutaj często trafiały się jednak większe kąski, prawdopodobnie uciekające na te obszary przed kotami patrolującymi pobliskie tereny.
Przesuwała spojrzeniem po kolejnych krzewach, wypatrując choćby najmniejszego ruchu. Co jakiś czas spomiędzy gałęzi zrywały się do lotu drobne ptaszyny, najpewniej zajęte poszukiwaniem pożywienia w ściółce. Żadnej z nich nie dostrzegła jednak dostatecznie wcześnie, by choćby pomyśleć o próbie schwytania. Zresztą, nie przepadała za polowaniem na wszystko, co miało skrzydła. Widok zdobyczy umykającej w ostatniej chwili w niebo był wyjątkowo irytujący, a ona nie miała ochoty tracić sił na bezskuteczne skoki.
Zatrzymała się na moment i uważnie przyjrzała terenom po drugiej stronie granicy. Przez chwilę nie działo się nic szczególnego, aż nagle między krzewami przemknęła większa, ciemna sylwetka. Nieznajomy pokonał spory kawałek terenu jednym, długim susem, a Żywica natychmiast zesztywniała, śledząc go wzrokiem. To z pewnością nie była zdobycz, którą mogłaby zanieść do obozu na kolację.
Z tej odległości jego czarne futro wydawało się matowe i pozbawione blasku. W wielu miejscach sierść była posklejana, a na łapach i bokach osiadł piasek, jakby kocur od dłuższego czasu przemierzał nieprzyjazne tereny. Żywica uniosła głowę, a wtedy ich spojrzenia się spotkały. Błękitne oczy nieznajomego przykuły jej uwagę, lecz nie na tyle, by od razu zapomnieć o zagrożeniu, jakie mógł stanowić. Instynkt podpowiadał jej, że nie było to żaden z wojowników sąsiadującego klanu, a jakiś samotnik, któremu zdarzyło podążać się Drogą Grzmotów. Ci z Owocowego Lasu nie pchaliby się bezmyślnie na ich tereny.
Przez krótką chwilę strach sparaliżował jej ciało. Rozsądek podpowiadał, by natychmiast zawrócić i powiadomić patrol o obcym kocurze kręcącym się w pobliżu granicy. Coś innego nie pozwalało jej jednak odwrócić wzroku. Serce, które wciąż boleśnie reagowało na wspomnienie brata, przypomniało jej, że to właśnie niedaleko tego miejsca po raz ostatni widziała Bursztyna.
Wyprostowała się, starając się nie zdradzić niepewności. Nie oglądała się za siebie. Gdyby ktoś z patrolu ją zauważył, mogłaby przynajmniej zapewnić, że próbowała przepędzić intruza. Nie miała jednak zamiaru odwracać się plecami do nieznajomego. Jeszcze rzuciłby się na nią z zaskoczenia i zagryzł, zanim zdążyłaby choćby pisnąć. Nie mogła przecież zginąć tak młodo. Sama myśl o tym, jak bardzo złamałoby to serce jej ojca, wystarczyła, by mocniej wbiła pazury w ziemię.
— Czego tu szukasz? — zapytała.
Jej własny głos zabrzmiał donośniej, niż się spodziewała. Zaskoczyło ją to, ale zarazem poczuła z tego powodu pewną satysfakcję.
Nieznajomy dopiero teraz zdawał się naprawdę ją dostrzec. Spojrzał w jej stronę, a następnie odezwał się cicho, bez wyraźnej zaczepki.
— Polowałem na królika, ale uciekł mi gdzieś w te okolice. Szukam swojej zguby.
Żywica nie zamierzała urządzać mu przesłuchania, by upewnić się, czy chodziło o tego samego długouchego, którego ledwo co upolowała. W duchu jednak od razu poczuła ukłucie dumy. A więc to ona była szybsza. Pierwsza dopadła skubańca i nie miała zamiaru przejmować się tym, że ktoś inny również miał na niego chrapkę.
— Już go nie znajdziesz. Sama dopiero co go złapałam, więc nie masz tu czego szukać. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej zawróć i nie kręć się więcej w pobliżu tych terenów.
Kocur przyjrzał jej się uważnie, jakby próbował ocenić, czy naprawdę zamierza go przepędzić, czy jedynie stara się wyglądać i brzmieć groźnie. Nie przyjął jednak bojowej postawy ani nie nastroszył sierści. Po prostu skinął głową, jakby jej słowa nie stanowiły dla niego większego problemu.
— Tak? Nie wiedziałem, ale nie zamierzam sprawiać kłopotów. Do widzenia — odparł spokojnie.
Po tych słowach zwyczajnie się odwrócił i ruszył przed siebie, nie próbując nawet wdawać się w dalszą dyskusję. Jego uszy pozostawały jednak skierowane do tyłu, jakby uważnie nasłuchując, czy Żywica nie postanowi ruszyć za nim albo zaatakować go, gdy tylko straci czujność.
Kotka przez chwilę obserwowała jego oddalającą się sylwetkę, gotowa wreszcie wrócić do swoich obowiązków. Wtedy jednak dopadło ją zwątpienie.
Naprawdę sprawiał wrażenie pałętającego się tu bezmyślnie samotnika, więc co jeśli znał Bursztyna? Może był jednym z kotów, z którymi jej brat postanowił odejść i wiedział, gdzie teraz rudzielec przebywał?
Powinna była ugryźć się w język. I to porządnie. Takie rozwiązanie z pewnością byłoby rozsądniejsze niż to, na które zdecydowała się w następnej chwili.
— Poczekaj! — zawołała za odchodzącym kocurem.
Nieznajomy zatrzymał się, lecz zrobił to wyjątkowo powoli, jakby nie był przekonany, czy rzeczywiście chce reagować na jej wezwanie.
— Mnie wołasz?
Żywica niechętnie skinęła głową. Już samo przyznanie, że potrzebowała czegoś od obcego kota, budziło w niej irytację, zwłaszcza, że zaledwie kilka uderzeń serca wcześniej stanowczo kazała mu odejść.
— Dopiero co mnie przeganiałaś — zauważył.
— Mam pytanie — odpowiedziała, zerkając na moment za plecy. Upewniła się, że w pobliżu nie widać nikogo z patrolu, po czym ponownie skupiła wzrok na czarnym. — Czy... znasz może takiego rudego... ciemnorudego, kocura? Ma zielone oczy w kolorze... — Urwała, szukając odpowiedniego określenia. Nie chciała wypowiedzieć imienia Bursztyna, jakby samo jego przywołanie mogło zdradzić obcemu coś, czego nie powinien wiedzieć. Zresztą, opisanie brata wprost byłoby znacznie prostsze, gdyby nie jego szczególna cecha, którą Żywica zdążyła już uznać za idealny sposób na wbicie mu pazura, nawet pod jego nieobecność. — W kolorze gila, który ciągle wystaje mu z nosa — dokończyła. — To bardzo charakterystyczna cecha jego wyglądu.
Czarny kocur wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę z niedowierzaniem. Żywica niemal mogła sobie wyobrazić, jak próbuje zdecydować, czy właśnie usłyszał najdziwniejszy opis w swoim życiu, czy też ma do czynienia z kimś, kto celowo robi sobie z niego żarty. W końcu nieznajomy lekko odchrząknął i rozejrzał się na boki.
— Co będę miał z tego, że udzielę ci odpowiedzi? — zapytał.
Żywica zacisnęła szczęki, czując, jak jej cierpliwość zaczyna się kurczyć. Oczywiście. Dlaczego miałby po prostu odpowiedzieć na zwykłe pytanie? Najwyraźniej nawet rozmowa z samotnikiem musiała wiązać się z jakimś targowaniem.
— Dobry uczynek na sumieniu — stwierdziła sucho.
— Mało kuszące, ale sprzyja mi dzisiaj dobry humor, więc mogę cię oświecić — oznajmił, przytakując lekko głową. — Wiele kotów przewinęło mi się przed oczami, a wśród nich niejeden rudy. Nie zwracałem szczególnej uwagi na to, czy coś dyndało im z nosa — dodał z wyraźnym niesmakiem. — Niewykluczone, że spotkałem kogoś takiego, jak opisujesz, ale mogło to być na tyle dawno temu, że zupełnie wyleciało mi z pamięci.
Żywica westchnęła i przewróciła oczami. Trudno było o bardziej bezużyteczną odpowiedź. Cała ta wymiana zdań nie przyniosła jej niczego poza irytacją i przypomnieniem, że Bursztyn wciąż pozostawał gdzieś daleko, poza jej zasięgiem. Strzepnęła ogonem, próbując ukryć rozczarowanie pod pozorem obojętności.
— Dzięki za chęci — wydusiła z siebie. — Na przyszłość lepiej uważaj, kiedy zapuszczasz się w te okolice. Te tereny należą do Klanu Burzy, a nie każdy będzie dla ciebie tak miły jak ja.
Samotnik przekrzywił lekko głowę. Na jego pysku pojawił się wyraz szczerego zdumienia, jakby właśnie usłyszał coś, czego zupełnie się nie spodziewał.
— To ty byłaś miła? — zapytał. — W takim razie rzeczywiście strach poznawać innych...
Żywica parsknęła, choć trudno było uznać to za oznakę prawdziwego rozbawienia. Bardziej przypominało to krótkie prychniecie, w którym irytacja mieszała się z niechętnym uznaniem, że obcy potrafił odpowiedzieć jej złośliwością na złośliwość. Nie zamierzała jednak dać mu satysfakcji i ciągnąć tej rozmowy dalej.
Tego dnia nie dowiedziała się niczego, ale przecież nie był to pierwszy ani ostatni samotnik, który mógł pojawić się w pobliżu granicy. Jeśli Bursztyn rzeczywiście trzymał się teraz takich kotów, istniała szansa, że prędzej czy później natknie się na kogoś, kto będzie wiedział o nim więcej. Może następnym razem trafi na rozmówcę bardziej kompetentnego.
Z tą myślą odwróciła się i bez większego zastanowienia zrobiła kilka kroków w stronę miejsca, w którym wcześniej polowała. Dopiero po chwili przypomniała sobie o ostrożności i obejrzała się przez bark, chcąc sprawdzić, czy nieznajomy rzeczywiście odszedł. Po czarnym kocurze nie było już jednak śladu.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)
Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz