Po raz pierwszy mogła przyznać, że naprawdę było widać wyraźne zmiany w obozie od dnia katastrofy. Połamane gałęzie, rozdarte krzewy i niebezpieczne śmieci dwunożnych, które rzeka naniosła podczas powodzi, stały się już tylko cieniem wspomnień. Wspólnymi siłami zdołali doprowadzić ten teren do względnego porządku. Trzcinowe ściany były wzmocnione niemal z każdej strony, dzięki czemu nawet silniejsze podmuchy wiatru nie dawały się już tak we znaki. Zrobiło się całkiem przyjemnie, co jednak nie znaczyło, że mogła wreszcie odpocząć.
Wpierw zdecydowała się rozprostować kości. Przebiegła się przez obóz, rozglądając się za materiałami, z których mogłaby wzmocnić ściany niektórych legowisk. Mimo że już teraz prezentowały się całkiem przyzwoicie, zawsze znajdowała jakiś detal, który można było poprawić. Tu gałązka odstająca, tam zbyt luźno splecione krzewy. Choćby sumaki nad kociarnią czy też leże starszyzny, które ulokowane było między kępami bylicy, nieustannie zwracały na siebie jej uwagę. Wyjątkowo czepiała się szczegółów, ale dzięki temu mogła udawać, że nie chodzi jej o unikanie plecenia posłań, których akurat, ku jej nieszczęściu, nadal brakowało.
Nie miała ochoty na kontakt z wodą, więc budulca szukała jak zwykle po wyspie. Kilku wojowników już i tak naniosło z drugiego brzegu więcej gałęzi, krzewów i kwiatów, robiąc kolejny stos dobroci. Nie przyznałaby się do wdzięczności, jaką odczuwała. Tego dnia przepłynięcie rzeki byłoby dla niej prawdziwym wyzwaniem, więc fakt, że potrzebne rzeczy leżały niemal na wyciągnięcie łapy, wydawał się niemal cudem. Niestety, z tej strony nie było osłony z trzcin, więc wiatr zdążył już nieco rozwiać materiał, przez co musiała przejść się wzdłuż brzegu i wygrzebać najciekawsze elementy.
Niejednokrotnie stwierdzała, że mchu mieli pod dostatkiem, ale na wszelki wypadek złapała odrobinę znalezionego skrawku w pysk. Był wyjątkowo mokry i uznała, że lepiej nada się do umocnienia ścian bądź wymiany w posłaniach.
Zaintrygowały ją też gałązki krzewu z drobnymi, czerwonymi owocami. Nawet nie była w stanie podać nazwy tej rośliny, a mimo to złapała za jeden z jej końców. Była zbyt ciężka, by mogła nieść ją w zębach, więc zaczęła ciągnąć ja za sobą, zostawiając ślad na piasku.
To, co chciała użyć w legowiskach, sprawnie wykorzystała, a z pozostałościami zabrała się do swojego najbardziej ulubionego zadania od końca.
Pomimo pochwały od Śnieżnej Mordki, tego dnia znów nachodziły ją wątpliwości co do tego, czy uda jej się spleść coś porządnego. Żeby nie czuć się zupełnie samotnie, ale jednocześnie nie musieć za dużo mówić, bez słowa przysiadła się do Świteziankowego Jeziora. Kotka uniosła lekko głowę, zaskoczona, ale po chwili skinęła w jej stronę na powitanie.
— Nie przeszkadzaj sobie, po prostu potrzebuje towarzystwa — mruknęła Ryba, próbując się uśmiechnąć. To miał być gest pokojowy, by nie wprowadzać niezręczności.
Próbowała przypomnieć sobie swój każdy, wczorajszy ruch, rozpoczynając posłaniową batalię. Jej łapy działały niemal same, jakby pamiętały kolejność, której podświadomie chwilowo nie ogarniała. Najpierw mech, ten wilgotniejszy wcisnęła w sam środek, aby stworzył miękką bazę. Potem zaczęła go otaczać wysuszonymi źdźbłami traw, z których skręcała coś na kształt płaskiego gniazda.
— Nie za równo... — mruknęła pod nosem, prostując jedną z warstw, która uparcie wychodziła krzywo. Chwilę później znalazła gałązkę z drobnymi czerwonymi owocami. Z początku zamierzała ją zostawić z boku, ale ostatecznie wetknęła ją w brzeg posłania.
— To raczej nie powinno być trujące — rzuciła cicho do Świtezianki, która tylko podniosła wzrok i przez ułamek chwili wyglądała, jakby zaraz miała odpowiedzieć, ale tylko wzruszyła łopatkami i wróciła do patrzenia w dal.
Ryba uśmiechnęła się do siebie. To był najlepszy rodzaj towarzystwa.
Z każdą chwilą posłanie nabierało coraz bardziej odpowiedniego kształtu. Nie było idealne, ale z pewnością wygodne. Puszyste warstwy mchu przeplatane z łodyżkami trzcin wyglądały zaskakująco estetycznie.
Cóż, jednego była pewna. Tej roboty miała naprawdę dosyć.
Wykonane zadania:
– Zebranie budulca na nowe legowiska
– "Plecenie" nowych posłań
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz