Nienawidziła pleść posłań.
To nie były puste słowa rzucane na wiatr. Każde jej działanie na tym polu kończyło się porażką. Coraz bardziej gubiła się w plątaninie mchu, gałązek i liści, desperacko próbując stworzyć coś, co choćby w przybliżeniu przypominało porządne legowisko. Takie, które nie zawali się przy pierwszym przeciągnięciu łap po wstaniu.
Ale nie, zamiast tego efekty jej pracy wyglądały raczej jak zdeformowane gniazdo utkane przez starego, oszalałego ptaka po przejściach niż jak wygodne, miękkie leże dla wojownika. A przecież nie była ani stara, ani słaba, ani oszalała! Przynajmniej jeszcze nie, bo z każdym stworzonym posłaniem była coraz bliżej wariactwa.
Syknęła cicho, rozdrażniona, po czym zamaszystym ruchem ogona zasłoniła swoje dzieło. Idealnie w porę, bo właśnie obok przechodziła grupa kotów, wspólnie ciągnących ciężką, wilgotną gałąź sumaka. Ich futra lśniły od deszczu, a łapy zostawiały za sobą ślady w rozmokniętej ziemi. Poszli dalej, znikając w wysokich trzcinach, a ona patrzyła za nimi z mieszaniną zazdrości i rezygnacji.
To była dopiero prawdziwa robota. Ciągnąć coś ciężkiego, czuć opór w łapach, mieć konkretne zadanie, a nie to coś, co robiła. To dziobanie w gałęziach, układanie liści, jakby chodziło o dekorację, a nie o użytek.
Ale była uparta. Nie miała w zwyczaju się poddawać — ani przed innymi, ani przed samą sobą. Pracowała więc dalej, schematycznie, już po prostu robiła wszystko z odruchu. Przeciągała liść tataraku, wsuwała pod niego kępkę mchu, gdzieś na brzegach wciskała suche, złociste liście, żeby chociaż wyglądało to trochę ładniej, na bardziej przemyślane. Wewnętrznie za to wszystko w niej krzyczało, że to bez sensu.
Wystarczyło jedno spojrzenie na posłania stworzone przez Borówkową Słodycz albo Śnieżną Mordkę, by znów poczuć, jak bardzo odstaje. Posłania kotek były lekkie, miały miękkie wgłębienie w centrum, jakby specjalnie ukształtowane pod koci grzbiet. A jej? Rozłaziło się przy samej próbie przestawienia.
Nie mogła być gorsza. Nie dopuszczała do siebie tej myśli. Bycie trochę słabszą w czymkolwiek było dla niej równie nieakceptowalne, co całkowicie przemoknięte futro — a to wiele mówiło w jej przypadku.
— Hej, Latająca Rybo.
Zamarła. Serce podskoczyło jej do gardła, futro zjeżyło się na karku. Nie znosiła, gdy ktoś zaskakiwał ją od tyłu. Skupiła się tak bardzo na irytującej robocie, że nawet nie zauważyła, jak ktoś się do niej zbliżył.
Z trudem opanowała wyraz zaskoczenia. Zmarszczyła lekko pysk, odwracając się powoli z wymuszonym uśmiechem. Łapy lekko się jej trzęsły, a ogon instynktownie przesunął się, jeszcze szczelniej przykrywając jej nieszczęsne dzieło.
Jak na złość, przed nią stała Porywisty Sztorm — uśmiechnięta jak zawsze, z łagodnym błyskiem w oczach. Sierść miała potarganą, jakby dopiero co wróciła z walki z wichrem, a w futrze tkwiło kilka drobnych gałązek i liści, co nadawało jej wyglądu prawdziwej wojowniczki.
— Ah, tak, hej, coś się stało? — zapytała Latająca Ryba szybko, robiąc krok w tył i tylną łapą dyskretnie odsuwając swoje dzieło jeszcze dalej za siebie. — Eh, mokro dzisiaj, co nie?
— Tak. Tak samo jak i wczoraj — odparła, czemu towarzyszył cichy chichot. — Przy legowisku medyków osiadła jakaś naprawdę ciężka gałąź. Nie jesteśmy w stanie z Rysim Borem jej ruszyć. Pomożesz?
Zabrzmiało to swobodnie, bez śladu kpiny, jakby w ogóle nie zwróciła uwagi na to, co Ryba próbowała tak zawzięcie ukrywać.
Czarno-biała niemal się rozluźniła. W końcu porządne i znośne zadanie! Ciągnięcie czegoś ciężkiego, użycie siły w błocie, zbrudzenie się — tak, to było coś, co potrafiła. Coś, co nie wymagało precyzji ani estetyki.
— Jasne, nie ma problemu — odparła szybko, niemal z ulgą.
Poszła za kotką, obserwując, jak jej puszysty, szarawy ogon unosi się między trzcinami, ozdobiony jasnymi, kremowymi paskami.
Na miejscu rzeczywiście czekało wyzwanie — masywna, rozłożysta gałąź leżała w poprzek zniszczonego posłania, a pod nią widać było porozrzucane zioła, rozmokłe pajęczyny i resztki wszelkich medykamentów. Mimo rozmycia, w powietrzu unosił się charakterystyczny, ziołowy zapach. Słaby, ale rozpoznawalny.
Rysi Bór zajął się przodem, Porywisty Sztorm ustawiła się z boku, a Latająca Ryba objęła drugą stronę. Końcówka gałęzi była mokra, śliska i częściowo wbita w ziemię. Po brudnych łapach towarzyszy mogła się domyślić, że próbowali wcześniej ją wykopać.
Szarpnęli razem. Raz, drugi, trzeci. Łapy poślizgiwały się w błocie, łopatki miała napięte, a futro przylgnęło do ciała. Po kilku próbnych pociągnięciach udało im się wreszcie wydobyć gałąź z rozmokłego gruntu. Przeciągnęli ją kawałek, a potem jeszcze kolejny, aż z ciężkim sapnięciem dotarli z nią na obrzeża wyspy.
Tam zostawili ją przy linii brzegowej, pozwalając wodzie, by przy kolejnym przypływie zabrała ją daleko, poza ich teren, gdzie nie stanowiła już ich problemu.
Ryba otarła łapą mokry pysk. Może i futro miała ubłocone, zewsząd otaczała ją ta okropna woda, ale przynajmniej zrobiła coś, co potrafiła.
I przynajmniej na chwilę nie musiała patrzeć na te przeklęte posłania.
Wykonane zadania:
– "Plecenie" nowych posłań
– Wyniesienie połamanych krzewów, gałęzi i innych zniszczonych elementów legowisk
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz