BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryształowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryształowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

17 sierpnia 2026

Od Ośnieżonego Kryształu do Kurzej Łapy

Wspomnienie o tym, jak przypadkiem zrzygała się na oczach Nocnego Śpiewaka, wciąż było w jej głowie świeże. Niezwykle świeże. Tak świeże, że codziennie czuła przez nie palący wstyd. Jak ona mogła pomylić czarnofutrego kocura z szylkretową kocicą? Przecież oni nawet nie wyglądali podobnie! Nawet nie zachowywali się podobnie! Byli niemalże przeciwieństwami, a jakimś cudem Ośnieżony Kryształ skończyła dramatycznie przepraszając Nocnego Śpiewaka, myśląc, że był on mistrzynią, z którą pokłóciła się kilka dni wcześniej.
Do tej pory nie potrafiła nawet spojrzeć w stronę któregokolwiek z tych kotów. Miała tylko nadzieję, że Pomrok nie dowiedziała się skądś o tym, że Kryształka podjęła nieudaną próbę przeproszenia jej. Choć… może to i lepiej, że biało-niebieska nie rzuciła się pod stopy szylkretki z płaczem, bo mogłaby jeszcze bardziej stracić w jej oczach. To było… niezwykle głupie zagranie z jej strony.
Powinna zacząć się już powoli przyzwyczajać do tego, że cały czas wpakowywała się w jakieś żenujące sytuacje. Dlaczego nie mogła ich po prostu unikać? Nie rozumiała tego. Nigdy nie słyszała o innym kocie, który tak często odwalałby jakieś akcje, jak ona. No, może poza Cykoriowym Cykorem. Czekoladowa kotka była w Klanie Wilka wrogiem publicznym najwyższego sortu. Ale ona przynajmniej nie przejmowała się tym, jak patrzą na nią pobratymcy. A może jednak się przejmowała? Ciężko stwierdzić, gdyż wydawała się bardzo… nonszalancka. Z pozoru niczym niewzruszona, lecz w środku? Może naprawdę była kotem o złotym sercu? Owcą w wilczej skórze?
Kryształka pewnie zastanawiałaby się nad tym dłużej, gdyby nie nagły ból brzucha. Taki sam, jaki odczuwała te kilka dni temu, chwilę przed tragedią. Aż ją to zestresowało, ponownie przywodząc na myśl tamten okrutny dzień. A przez chwilę było tak dobrze… Zajęła się myśleniem o Cykoriowym Cykorze i przez kilka uderzeń serca skóra przestała palić ją ze wstydu. Teraz czuła się jednak tak samo, jak wtedy. Czuła, że śniadanie już cofa jej się do gardła, ale tym razem nie mogła pozwolić na to, by wydostało się na światło dzienne. Wiedziała już, że nie są to żadne przelewki ani wytwór jej wyobraźni. Musiała się czymś zatruć, a teraz te wymioty chodziły za nią jak czarne chmury. Prędko musiała przedostać się do lecznicy, by wyprosić medyków o jakieś zioła albo cokolwiek innego, byle tylko uratować Kryształkę od kolejnego upokorzenia.
W trybie natychmiastowym zerwała się z posłania i zaczęła biec do legowiska medyków, o mało się przy tym nie wywracając. Wleciała do lecznicy jak burza, od razu skupiając na sobie wzrok Cisowego Tchnienia, Roztargnionego Koperka i Chudego Grzbietu. Jej przerażone oczy mówiły wszystko.
— Ja… ja chyba zaraz zwymiotuję! — rzuciła wprost, a w jej oczach wbrew jej woli zakręciły się łzy. Czuła się tak potwornie! Znowu traciła całą siłę w łapach i miała wrażenie, jakby świat wokół niej wirował.
Usłyszała czyjeś kroki. Szylkretowa medyczka podeszła do Kryształki, przyglądając się jej przez dłuższą chwilę.
— To jakieś zatrucie? — zapytała po jakimś czasie, próbując odkryć powód, dla którego Kryształka była o włos od zwymiotowania zjedzonego posiłku.
Wojowniczka nie znała jednak podłoża swojego problemu z wymiotami.
— Nie… nie wiem. Kilka dni temu też tak miałam, a teraz znowu! Proszę, pani Cisowe Tchnienie, nie chcę już więcej rzygać! — przeraziła się.
Czyżby znowu się ośmieszała? Być może. Jednak w obliczu takiej katastrofy każdy zacząłby panikować.
— Ja mogę jej podać zioła przeciwwymiotne! — krzyknął gdzieś z tyłu Chudy Grzbiet, po czym podszedł do Ośnieżonego Kryształu z kilkoma listkami w pysku.
Wojowniczka chwyciła je łapczywie i zaczęła szybko przeżuwać. Przełknęła je za jednym razem, po czym odetchnęła z ulgą, wierząc, że to już koniec jej przygody z wymiotami.
— Dziękuję! — miauknęła w pierwszej chwili, uśmiechając się do medyków, wobec których była naprawdę wdzięczna. — Naprawdę doceniam waszą pracę. Klan nie poradziłby sobie bez was! — kontynuowała, poruszając wibrysami z radości.
Cisowe Tchnienie, Roztargniony Koperek i Chudy Grzbiet wpatrywali się w nią trochę zakłopotani.
Z jej mordki uciekło jeszcze kilka pochwał i słów podzięki, aż w końcu Kryształka skinęła głową na pożegnanie medykom i wybyła z lecznicy, pozostawiając ich w zdumieniu.

* * *

Skoro rewolucje w żołądku miała już za sobą, mogła powrócić do myślenia o Klanie Gwiazdy, Mrocznej Puszczy i sprawach z nimi związanych. Zastanawiała się tylko, czy powinna w ogóle starać się jakoś nawracać Klan Wilka, skoro ostatnia próba okazała się absolutną tragedią. Kto wie, jeśli dalej będzie jej szło tak fatalnie, to w końcu informacje o herezjach, które rozpowiada, dotrą do Zalotnej Gwiazdy. A szylkretowa liderka nie wyglądała na taką, która puściłaby to mimo uszu. Właściwie to Kryształka już mogła wyobrazić sobie szpony przywódczyni na swojej gardle. Aż się wzdrygnęła. Czy Zalotna Gwiazda za wiarę w Gwiezdnych Przodków byłaby w stanie dokonać publicznej egzekucji na wojowniczce? Jeśli tak, to… chyba lepiej byłoby, gdyby niebieskooka jak najszybciej czmychnęła do innego klanu.
Właściwie… nawet całkiem spodobał jej się ten pomysł. Gdy tylko wpadł jej do głowy, wybyła z azylu Klanu Wilka i skierowała się w stronę granicy z inną przynależnością. Do wyboru miała Klan Klifu bądź Klan Burzy i jeszcze nie wiedziała, dokąd poprowadzą ją łapy. Właściwie z nikim z tych dwóch klanów nie miała jakiejś istotnej relacji, toteż mogłaby uciec do któregokolwiek. Naprawdę uważała, że wszędzie byłoby lepiej niż w tym okrutnym Klanie Wilka, w którym posyłano kocięta na śmierć, a uczniom kazano walczyć o awans. Tak nie powinno być! Przemoc była doprawdy ohydna, a zarazem tak bardzo znormalizowana w miejscu, w którym żyła Kryształka.
Podczas podróży niebieskooka zaczęła zastanawiać się nad tym, jak mogłoby wyglądać jej życie w innej przynależności. Czy nareszcie polubiłby ją ktoś inny, oprócz jej własnej siostry? Wtedy zaczynałaby z czystą kartą. Nikt z jej nowych pobratymców nie wiedziałby o tym, skąd była blizna nad jej nosem ani o tym, że prawie się przed kimś zrzygała. Czy nie brzmiało to pięknie? Ponadto w innym klanie mogłaby znaleźć miłość swojego życia i założyć z nią rodzinę. Tak bardzo o tym marzyła! Lecz w Klanie Wilka nie miała co liczyć na taki obrót spraw. Nie sądziła, by ktokolwiek nadawał się na zostanie jej drugą połówką. Niby uważała Rozbitego Księżyca za całkiem urokliwego, lecz ten zdawał się wierzyć w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, co Kryształkę nieco odrzucało. Niegdyś była też zauroczona w Kalinowym Powiewie, a może wciąż była? W każdym razie z nią nie mogłaby posiadać biologicznych kociąt. No, a poza tym piękna wojowniczka o oklapniętych uszach raczej nie odwzajemniała marnych zalotów Kryształki.
W końcu Wilczaczka stwierdziła, że nie będzie się ograniczać do istniejących kotów. Zaczęła wyobrażać sobie idealnego partnera, którego mogłaby spotkać na granicy i zakochać się w nim od pierwszego wejrzenia. Na pewno byłby wysoki i bardzo elegancki. Poruszałby się dostojnie, miałby długie, czyste futro i oczy pełne ciepła. Wspierałby Kryształkę w trudnych chwilach, aż do momentu, w którym finalnie namówiłby ją do dołączenia do swojej przynależności i życia długo i szczęśliwie.
Wojowniczka tak bardzo się rozmarzyła, że nawet nie zauważyła, iż wyrósł przed nią jakiś intruz. Zatrzymała się kilka długości wąsów od niego, a wtedy czar prysł. Spodziewała się tu spotkać ideał kocura, a temu koledze… było do niego daleko. Przede wszystkim był to jakiś dzieciak, a Kryształka w takich nie gustowała! Poza tym był wysoki, ale niestety nie szczupły ani elegancki. Miał przerażające, kobaltowe oczy i zabawne, wywinięte uszy. Tylko co on tu właściwie robił?

<Kolego?>

Wyleczeni: Ośnieżony Kryształ

07 sierpnia 2026

Od Ośnieżonego Kryształu do Nocnego Śpiewaka

Nie mogła uwierzyć w to, że Nadciągający Pomrok naprawdę zadała jej ranę na tyle głęboką, że zaczęła z niej cieknąć krew. To był tylko kolejny dowód na to, że Klan Wilka był klanem pełnym przemocy i złych kotów! Brukselkowa Zadra miała rację. Większość Wilczaków była już zgniła do szpiku kości i nie dało się z nimi nic zrobić. Ulegli propagandzie, która była im wpajana od małego. Nie myślą już za siebie, a zamiast tego powtarzają to, co przekazało im starsze, równie zaślepione pokolenie.
Kryształka zmarszczyła brwi, chyba po raz pierwszy w życiu, przyjmując tak zgorzkniały wyraz pyska. Rana nad nosem szczypała ją niemiłosiernie, a pazury aż błagały o to, by zostały wysunięte. Czuła się tak zirytowana, tak rozgniewana i tak bezsilna, że miała ochotę zaatakować pierwszego lepszego kota, tylko po to, by udowodnić sobie, że nad czymś jeszcze ma kontrolę.
Życie w tej chorej przynależności powoli działało jej już na nerwy. Czuła się czasem nieswojo. Jakby to nie ona formułowała swoje własne myśli, a jedynie jakiś dzikus, który wtargnął do jej umysłu. Dawniej przecież nie była taka agresywna. Praktycznie wcale się nie złościła ani nie chodziła nadąsana tak, jak teraz.
W końcu rozluźniła mięśnie, przyjmując neutralny, a może raczej po prostu zmęczony wyraz pyska. Nie mogła stać się jedną z nich. Nie mogła pozwolić na to, by zawładnął nią gniew — bo jeśli przestanie być tą miłą, opiekuńczą Kryształką, to już niewiele będzie ją dzieliło od brutalnych wyznawców Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd.
Wzięła kilka głębokich wdechów, po czym podeszło do niej Roztargniony Koperek, trzymając w pysku jakieś zioła i pajęczynę. Biało-niebieska spuściła wzrok na łapy, trochę zawstydzona raną, którą zadała jej Nadciągający Pomrok. Dobrze, że przynajmniej liliowe nie naciskało, by dowiedzieć się o pochodzeniu tego zadrapania. Zamiast tego Koperek przeżuło zioła na papkę, po czym nałożyło ją na nos wojowniczki i owinęło lepkimi nićmi pajęczyny, by opatrunek się nie zsunął.
— Lepiej nie wychodź już nigdzie dzisiaj. Musisz uważać, by opatrunek nie spadł — mruknęło cicho, po czym odwróciło się od Kryształki, wracając do swoich codziennych obowiązków.
Młodsza skinęła głową w podzięce i podniosła się powoli na wszystkie cztery łapy. Przez moment obserwowała tył głowy Roztargnionego Koperka, a konkretniej jego lewe ucho. Nie było na szczęście postrzępione tak jak u kultystów. Zresztą liliowe było chyba rodzeństwem Brukselkowej Zadry. Nie mogło wierzyć w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Lecz w takim razie, dlaczego nie pojawiało się na ich spotkaniach, podczas których obmyślali plany przywrócenia wiary w Klan Gwiazdy w Klanie Wilka? Czyżby było ateistą?
W końcu Kryształka stwierdziła, że zbyt długo już wpatruje się w medyka. Postanowiła jak najszybciej opuścić legowisko, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Już wystarczająco nawywijała. Nie potrzebowała kolejnych kotów, które uważałyby ją za podejrzaną.
Gdy położyła się na swoim posłaniu, wreszcie poczuła, jak przygniata ją poczucie winy. Dziś miało być tak pięknie… Miała opowiedzieć Tęczowej Łapie o Gwiezdnych Przodkach. Miała sprowadzić go na dobrą ścieżkę, a zamiast tego nabawiła się jedynie rany nad nosem. Brukselkowa Zadra byłaby nią zawiedziona, o ile już nie jest… O ile oczywiście Gwiazdnicowy Blask postanowiła podzielić się z nią tym, co wydarzyło się na patrolu, ponieważ sama Kryształka nie miała odwagi pisnąć o tym ani słowa swojej przybranej matce. Wiedziała, że pewnie dostałaby od niej burę. Może nie dlatego, że jej próba zakończyła się porażką, ale dlatego, że w ogóle zaryzykowała własnym życiem, by opowiedzieć Tęczowej Łapie o Klanie Gwiazdy. Liliowa w końcu chciała dla nich dobrze. Pragnęła, by jej adoptowane kocięta były zdrowe i bezpieczne, a nie by niepotrzebnie ściągały na siebie niebezpieczeństwo.

* * *

Gdy obudziła się rano i dotknęła łapą nosa, okazało się, że opatrunek rozpadł się podczas snu. Rana wciąż nieco ją szczypała, ale przynajmniej nie leciała już z niej krew. Postanowiła, że nie będzie zawracać głowy medykom i jakoś wytrzyma do czasu, aż zadrapanie samo się zagoi. Zastanawiała się tylko, czy pozostanie po nim blizna. Nie było aż tak głębokie, ale kto wie… W końcu Nadciągający Pomrok musiała być całkiem silna. Pewnie chciała, aby wojowniczce na nosie zostało przypomnienie o tym, że w Klanie Wilka nie ma miejsca na opowieści o Gwiezdnych Przodkach.
Ośnieżony Kryształ westchnęła, a wtedy przypomniała sobie, że została przecież wyznaczona na poranny patrol. Jej serce zabiło szybciej i zerwała się od razu na równe łapy, wybiegając z legowiska. Futro miała zmierzwione, a pysk wciąż jeszcze trochę brudny od ziołowej papki i pajęczyn. Nie miała jednak czasu się ogarnąć — dostrzegła, że przy wyjściu czeka już dwójka kotów. Podbiegła do nich szybko, wlepiając w nich przepraszające spojrzenie.
— Przepraszam! — mruknęła, po czym mocniej zacisnęła szczękę, czując, jak robi jej się słabo. Z początku pomyślała, że to pewnie przez nagły bieg, więc postanowiła to zignorować i ruszyć za Dyniową Skórką i Grubą Rybą poza obóz.
Z czasem jednak to uczucie nie ustępowało. Kryształka miała wrażenie, jakby jakieś szpony zaciskały się na jej gardle, a ktoś wykręcał jej żołądek. Nie wiedziała, skąd to się brało. Czy to ze stresu? Może jej umysł uznał, że wciąż znajduje się w niebezpieczeństwie, skoro na poprzednim patrolu została pobita? Tak, pewnie właśnie o to chodziło.
“Głupi mózg!” — pomyślała, ledwo potrafiąc skupić się na czymkolwiek innym. Nie patrzyła już nawet na swoich pobratymców; wzrok miała utkwiony we własnych łapach, które powoli wlokły się do przodu.
— Ośnieżony Krysztale! Idziesz za nami, czy nie? — odezwała się ruda kotka, jednak wojowniczka nie miała siły jej odpowiadać. Zamiast tego nieznacznie przyspieszyła kroku i zadarła brodę, próbując dogonić resztę patrolu.
— Przepraszam… — mruknęła znowu, gdy była już wystarczająco blisko.
— Co się z tobą dzieje? W ogóle nie skupiasz się na patrolu — stwierdziła Dyniowa Skórka.
Kryształka nawiązała z nią krótki kontakt wzrokowy. Pod ciężarem spojrzenia rudofutrej przeszedł ją dreszcz. Szybko odwróciła pysk, przyklejając uszy do czaszki.
— Ja… Trochę… źle… — zaczęła, lecz urwała, czując, jak z każdym słowem gardło zaciska jej się coraz bardziej.
Łapy jej drżały. Miała wrażenie, jakby zaraz miała eksplodować jej głowa.
— Co? Źle się czujesz? — dopytała zielonooka, zatrzymując się w miejscu. — Gruba Rybo, zaczekaj. Z Ośnieżonym Kryształem chyba dzieje się coś niedobrego… — stwierdziła, przekrzywiając głowę.
Biało-niebieska czuła, jak skóra pali ją ze wstydu.
— N-nie… Chodźmy dalej… Wytrzymam — próbowała zapewnić pręgowaną, lecz ta nie wyglądała na przekonaną.
— Wyglądasz, jakbyś zaraz miała nam tu paść, a ja nie będę ciągnąć trupa do obozu! Wrócimy, odstawimy cię do medyka i zabierzemy kogoś innego w zastępstwie. Tak będzie najlepiej — zażądała Dyniowa Skórka.
Niebieskooka nie protestowała. Zamiast tego odwróciła się i wraz z dwoma rudymi kotami u boku ruszyła z powrotem w stronę obozu.

* * *

Dyniowa Skórka i Gruba Ryba zostawili ją pod lecznicą i poszli szukać kogoś na zastępstwo. Kryształka jednak, zamiast wejść do legowiska medyków i wyjaśnić, jak się czuje, postanowiła to zignorować. W końcu nie mogło to być nic poważnego, prawda? Pewnie tylko jej się wydawało. Pewnie było to ze stresu. Pewnie tylko panikowała, mimo że nic jej nie dolegało. Zawsze tak robiła. Gdy była młodsza, nawet najłagodniejszy ból sprawiał, że zaczynała się niewyobrażalnie nim martwić. Dzięki temu już kilka razy zdążyła pożegnać się z Brukselkową Zadrą, będąc przekonana, że umiera. A jednak nie umarła. Wciąż tu była. Żywa. To znaczyło, że ten ból brzucha też przeżyje, bo na pewno nie był niczym poważnym.
Dlatego, gdy spostrzegła, że patrol wychodzi już z azylu z nowym członkiem, postanowiła zakraść się z powrotem na swoje posłanie. Nim jednak zdążyła do niego dotrzeć, przypadkiem wpadła na jakiegoś kota. Wydawało jej się, że mignęło jej przed oczami czarno-rude futro. Przez to, że czuła się okropnie osłabiona, straciła równowagę i wywróciła się na ziemię, widząc przed sobą jedynie rozmazany zarys czyichś łap. Była przekonana, że należały one do Nadciągającego Pomroku. Skuliła się, kładąc po sobie uszy.
— Och, przepraszam… Przepraszam cię za wszystko! — wydukała, czując, jak zbiera jej się na łzy. Modliła się do Klanu Gwiazdy, by mistrzyni nie zaatakowała jej znowu. — Nie… nie powinnam była wczoraj tego mówić! Biedny… biedny Tęczowa Łapa! Masz rację, nie… nie powinien słuchać tych herezji! — lamentowała.
Wtem poczuła, jak przez całe jej ciało przechodzi gwałtowny spazm. Wystraszyła się, od razu podrywając się na łapy i odwracając od kota. Pobiegła w stronę wyjścia z obozu. Gdy tylko znalazła się na zewnątrz, zanurkowała w pierwsze lepsze krzaki i zwymiotowała całą zawartością żołądka.
Dopiero wtedy poczuła się odrobinę lepiej i odzyskała zmysły. Nadal była osłabiona, a przez ciało co chwilę przechodziły fale gorąca, lecz przynajmniej nie czuła już tego okropnego ucisku w gardle i żołądku.
— Uch… Wszystko w porządku? — zapytał nagle jakiś kot.
Kryształka odwróciła się w jego stronę. Nocny Śpiewak.
— C-co? — zapytała, zastanawiając się, czemu akurat on tu przyszedł.
— Zaczęłaś mnie przepraszać… a potem uciekłaś — wyjaśnił. Na jego pysku malowało się szczere zmieszanie.
Co za wstyd… Wcale nie przepraszała Nadciągającego Pomroku, tylko Nocnego Śpiewaka?
— Och… naprawdę? Musiałam… musiałam pomylić cię z kimś innym — wymamrotała, spuszczając wzrok. Dopiero teraz dotarło do niej, jak żałośnie musiała wyglądać. Położyła po sobie uszy, czując, jak palą ją ze wstydu. — Przepraszam… Nie czuję się dziś najlepiej — dodała ciszej. — Chyba trochę… pomieszało mi się w głowie.

<Nocny Śpiewaku?>

06 sierpnia 2026

Od Ośnieżonego Kryształu do Nadciągającego Pomroku

Niedawno do głowy przyszedł jej pewien pomysł, jak mogłaby pomóc Brukselkowej Zadrze w nawracaniu Wilczaków na wiarę w Klan Gwiazdy. Czuła się podekscytowana faktem, że wreszcie się na coś przyda w oczach matki, zamiast tylko bezczynnie siedzieć. W końcu liliowa nie przekazała jej całej prawdy o Klanie Wilka tylko po to, by Kryształka teraz się leniła! Trochę obawiała się jednak zrealizować swój plan, bo wiedziała, że niektóre Wilczaki potrafiły być naprawdę niebezpieczne. Pozostawało jej mieć nadzieję, że trafi raczej na takie neutralne, które dadzą się przekonać, iż wiara w Klan Gwiazdy jest tą właściwą. O ile takie jeszcze istniały.
Gdy o tym pomyślała, przypomniał jej się młody kocurek, który niedawno został uczniem — Tęczowa Łapa. Na pewno nie miał jeszcze zbyt dużej styczności z wiarą w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd! A nawet jeśli już coś o niej słyszał, to z pewnością nie był do niej tak przywiązany, jak starsze pokolenie. Może więc powinna do niego zagadać? Wybrać się z nim na spacer? Tylko czy kocurek zaufałby jej na tyle, by wyjść z nią sam na sam poza obóz? I jak zareagowałaby na to jego mentorka? Kryształka uznała, że najlepiej byłoby porozmawiać z nim wieczorem, gdy zakończy już trening, by nie przeszkadzać mu w obowiązkach.
Nagle, gdy rozejrzała się po obozie, dostrzegła przy wyjściu Gwiazdnicowy Blask i Tęczową Łapę. Czyżby wybierali się na patrol? Ośnieżony Kryształ postanowiła do nich podejść, uśmiechając się szeroko do swojej przybranej siostry. W jej towarzystwie nawrócenie kremowego ucznia będzie banalnie proste!
— Cześć! — przywitała się z dwójką kotów. — Idziecie na patrol? Może mogłabym do was dołączyć? Czuję już Porę Nowych Liści w powietrzu, a to znaczy, że zwierzyny będzie coraz więcej! — zaproponowała.
— No pewnie! Chętnie spędzę trochę czasu z siostrzyczką — odparła liliowa szylkretka.
Przez moment wszyscy wpatrywali się w siebie, aż w końcu Kryształka przechyliła głowę.
— To... kiedy wychodzimy? — zapytała. Skoro wszyscy byli już gotowi, to czemu wciąż stali w miejscu? Nie mieli przecież czasu do stracenia!
Gwiazdnicowy Blask zamrugała kilka razy, wyraźnie zdziwiona tym pytaniem.
— Czekamy jeszcze na Nadciągający Pomrok — wyjaśniła.
Uśmiech Kryształki nieco przygasł. Przecież mistrzyni była córką Zalotnej Gwiazdy… Na pewno mocno wierzyła w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Nie była tym typem Wilczaka, którego dałoby się jeszcze uratować przed mrokiem. Ona sama była jego ucieleśnieniem.
Nim biało-niebieska zdążyła rozwinąć tę myśl, usłyszała za plecami znajomy odgłos kroków. Domyślała się, do kogo należały.
— Co ona tu robi? — odezwała się Nadciągający Pomrok, stając obok Ośnieżonego Kryształu. — Nie została wyznaczona na patrol — dodała, mierząc wojowniczkę podejrzliwym spojrzeniem.
— Postanowiłam, że do was dołączę! — wyjaśniła Kryształka z szerokim uśmiechem. — Nie mam teraz nic do roboty, a skoro mogę przydać się Klanowi Wilka, to czemu nie pójść na dodatkowy patrol? — miauknęła, widząc nieprzekonany wyraz pyska starszej kotki.
Mistrzyni przez chwilę milczała, po czym bez słowa ruszyła przed siebie. Reszta patrolu natychmiast podążyła za nią.
Kryształka starała się trzymać jak najdalej od Nadciągającego Pomroku, jednocześnie dyskretnie zwalniając tempo Gwiazdnicowego Blasku i Tęczowej Łapy. Zależało jej, by choć przez chwilę znaleźć się z kremowym uczniem nieco dalej od dymnej mistrzyni. Nie chciała przecież, by zaczęła ją podsłuchiwać, gdy będzie opowiadała Tęczy o Klanie Gwiazdy. Mogłoby się to skończyć czymś bardzo nieprzyjemnym, a tego Kryształka wolała za wszelką cenę uniknąć.
Gdy minęło już trochę czasu, a Nadciągający Pomrok wyraźnie skupiła się na patrolu, biało-niebieska spojrzała wymownie na siostrę, jakby próbowała porozumieć się z nią bez słów. Gwiazdnicowy Blask jedynie przechyliła głowę, najwyraźniej nie rozumiejąc, co Kryształka chciała jej przekazać.
Ta westchnęła cicho i przeniosła wzrok na Tęczową Łapę, posyłając mu ciepły uśmiech.
— Hej, Tęczo! — mruknęła, zwracając na siebie jego uwagę. — Jak idą ci treningi z Makową Iluzją? — zagaiła, nie chcąc od razu przechodzić do tematu wiary. Gdyby zrobiła to od razu, kremowy mógłby poczuć się przytłoczony, a tego przecież nie chciała. Musiała podejść do sprawy rozsądnie, by nie zaprzepaścić pierwszej misji, którą sama sobie wyznaczyła.
Młodszy kocurek spojrzał na nią i odwzajemnił uśmiech.
— Bardzo dobrze! Podobno szybko się uczę — pochwalił się, prostując dumnie. — Moja mentorka mówi, że świetnie robię uniki! Zdążyłem już nawet stoczyć sparing z Białą Łapą. To dopiero była zabawa! Była na mnie taka zła! Ciągle próbowała mnie złapać, ale jej się nie udawało! A nawet jak już mnie dorwała, to i tak zawsze zdołałem się wyrwać. Gdybyś tylko widziała jej minę! — rozgadał się bez żadnych oporów.
Ośnieżony Kryształ zdziwiła się jego otwartością. Tak naprawdę była dla niego zupełnie obcą kotką. Nie rozumiała, dlaczego tak łatwo się przed nią otworzył, ale uznała, że po prostu taki miał charakter. W końcu każdy był inny — może Tęczowa Łapa był po prostu wyjątkowo towarzyski.
— Och, naprawdę? — mruknęła Kryształka. — Widzę, że wyrośnie z ciebie dobry wojownik. Obyś tylko nigdy nie użył swojej siły w złych celach… — dodała tajemniczo, odwracając od niego wzrok.
Kremowy natychmiast nastawił uszy, a w jego oczach rozbłysło zaciekawienie.
— Jakich złych celach? Co masz na myśli? — dopytywał.
Biało-niebieska już miała odpowiedzieć, gdy nagle dostrzegła mordercze spojrzenie Gwiazdnicowego Blasku. Przez chwilę milczała, zastanawiając się, o co mogło chodzić liliowej szylkretce.
— Słyszałeś już o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? — zapytała w końcu, ignorując zachowanie siostry.
Gwiazdnica westchnęła ciężko, ale nie zaprotestowała. Przynajmniej nie słowami.
— Tak, słyszałem! Opowiadali mi o nim jeszcze w żłobku — odparł radośnie Tęczowa Łapa, a w jego oczach zalśniła duma. Czyżby myślał, że Kryształka zamierza go za to pochwalić? Biedaczek. Jeszcze nie wiedział, jak bardzo się mylił. — Podobno żyją tam moi przodkowie. Choć właściwie… nie moi. Wasi. Chyba że przodkowie mojego taty i siostrzyczki też się liczą? — zastanowił się na głos.
Biało-niebieska zdążyła już zauważyć, że był z niego straszny gaduła.
— Tak, ich przodkowie tam żyją. Ale to niedobrze — przyznała, a jej pysk wyraźnie posępniał. — Bo widzisz… ja sama nie jestem już taka pewna, czy powinniśmy wyznawać Mrocznych Przodków. To przecież koty, które za życia czyniły zło. Do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd trafiają mordercy i inni źli wojownicy, a my przecież nie powinniśmy dążyć do krzywdzenia innych. Mam rację, Tęczowa Łapo? — zapytała, kładąc uszy po sobie.
Kremowy patrzył na nią przez chwilę z lekko rozchylonym pyszczkiem, wyraźnie zaskoczony. Wyglądał, jakby nie wiedział, co odpowiedzieć.
Zanim jednak zdążył wydobyć z siebie choćby słowo, Kryształka z impetem na coś, a raczej na kogoś, wpadła. O mało nie straciła równowagi, a gdy w końcu ją odzyskała i kilkakrotnie zamrugała, tuż przed sobą ujrzała Nadciągający Pomrok.
— Strasznie cię przepraszam! — pisnęła. — Nie chciałam na ciebie wpaść, to był przypa-
Nie zdążyła jednak dokończyć, dymna napięła mięśnie i skoczyła na młodszą kotkę, powalając ją z nóg i przygważdżając do ziemi.
— Co ty za farmazony pleciesz, Ośnieżony Krysztale?! — warknęła, niemal obśliniając przy tym biało-niebieską. — Chcesz, żebym powiedziała Zalotnej Gwieździe, że kwestionujesz słuszność naszej wiary? — syknęła, wysuwając pazury i wbijając je w delikatną skórę Kryształki. — Najwyraźniej zbyt dobrze ci się żyje z tymi wszystkimi kępkami futra, skoro tak bardzo zależy ci na tym, żeby zostały wyrwane — zagroziła.
Młodsza zadrżała pod ciężarem łap szylkretki, nie wiedząc nawet, co powiedzieć. Nie spodziewała się tak gwałtownej reakcji starszej kocicy. Nie przypuszczała nawet, że ta ich usłyszała.
— Na-Nadciągający Pomroku... Ja... — zaczęła, chcąc ją przeprosić.
W tej samej chwili mistrzyni zamachnęła się łapą. Cios było tak szybki, że Kryształka nawet go nie zauważyła. Dopiero po chwili poczuła piekący ból nad nosem, a z powstałej rany cienką strużką zaczęła spływać krew.
— Zachowaj te przeprosiny na moment, w którym staniesz przed liderką i będziesz musiała tłumaczyć się z tych herezji, które wygłaszasz — splunęła Nadciągający Pomrok, po czym w końcu zeszła z jasnofutrej, pozwalając jej podnieść się i otrzepać z ziemi.
Ośnieżony Kryształ wpatrywała się w mistrzynię z niedowierzaniem. W jej niebieskich oczach lśnił ból i strach. Futro na pysku splamiła szkarłatna krew, a po policzkach spłynęło kilka łez, których nie zdołała powstrzymać.

<Nadciągający Pomroku?>

06 lipca 2026

Od Ośnieżonego Kryształu do Rozbitego Księżyca

Odkąd poznała całą prawdę o Klanie Wilka, nie potrafiła spojrzeć na swoich pobratymców tak samo. Brzydziło ją to, o czym dowiedziała się z ust swojej matki, i tak strasznie ciężko było jej żyć z tą nową wiedzą. Czasem bała się nocami zmrużyć oczy, by nie obudzić się w Klanie Gwiazdy z poderżniętym gardłem. Chodziła teraz na paluszkach, obawiając się, że każdy wokół niej wie, iż tak naprawdę nie podziela wiary i poglądów większości Wilczaków. Czasem, gdy była w azylu, bała się choćby pomyśleć o Gwiezdnych Przodkach i słowach liliowej kotki z obawą przed tym, że kultyści odkryli już sposób na czytanie w myślach innych kotów. Czy było to głupie? Pewnie tak — lecz nie potrafiła zmusić się do działania inaczej. Gdzieś z tyłu głowy rozsądek podpowiadał jej, że póki otwarcie nie zrobi niczego podejrzanego, nikt nie ma prawa jej winić, lecz serce mówiło, że Klan Wilka jest miejscem na tyle brutalnym, iż za samo powiązanie z Brukselką mogłaby zostać zabita.
Wiedziała, że Brukselkowa Zadra liczyła na to, że Ośnieżony Kryształ wraz z siostrą zrobią coś w związku z informacjami, które zostały im przekazane, lecz biało-niebieska kotka nie widziała się w roli buntowniczki. Choć uważała, że to, co działo się w gronie Wilczaków, było grubą przesadą i należało jakoś temu zaprzestać, sama nie bardzo chciała się w to wszystko mieszać. Przynajmniej nie w taki sposób, jakiego oczekiwałaby od niej liliowa kocica. Kryształka brzydziła się przemocą i zabijaniem. Gdyby miała kogoś nawracać, to tylko słowem. I choć wierzyła, że każdy kot może się zmienić, tak po tym, co usłyszała od Brukselki, coraz ciężej było jej w to wierzyć. Była jeszcze taka młoda i nie chciała niepotrzebnie umierać, nawet jeśli miałaby to zrobić w imię Gwiezdnych Przodków, których uważała za rzecz świętą i niepodważalną.
Czy właśnie w taki sposób ich zawodziła? Może oni chcieli, by próbowała aktywnie nawracać swoich pobratymców? Czy takim biernym zachowaniem sprawiała, że Przodkowie się na nią gniewali? Ta myśl sprawiła, że dreszcz wstrząsnął jej ciałem, które bezwładnie spoczywało na posłaniu w legowisku wojowników, jako że umysł kotki był kompletnie pochłonięty myślami. Nie, nie, nie mogli się na nią gniewać! Przecież tak bardzo w nich wierzyła, tak bardzo im ufała. Lecz może to nie było wystarczające? W końcu co im po kilku pojedynczych wyznawcach w Klanie Wilka, skoro cała reszta kotów pogrążała się w mroku? Musiała coś z tym zrobić, och, musiała! Tylko od czego zacząć? Musiała to jakoś mądrze rozegrać. Musiała być zwinna, bystra, inteligentna, jeśli tylko chciała coś w tym klanie zdziałać, nie dając się złapać. Chyba już nawet wiedziała jak...
Nim jednak zdążyła się nad tym bardziej namyślić, jej uwagę zwróciła Brukselkowa Zadra, która leżała na posłaniu obok i nagle westchnęła ciężko, jakby z bólem. Sama też nie wyglądała najlepiej. Nie spała — to na pewno — lecz oczy miała zmrużone i leżała w niemal kompletnym bezruchu, tępo wpatrując się w punkt przed sobą. Czyżby coś jej dolegało? Niewykluczone. Kryształka od razu poczuła obowiązek, by dowiedzieć się, jak czuła się teraz jej przybrana matka.
— Hej, mamo, wszystko w porządku? — spytała troskliwie, wyciągając szyję do przodu i trącając nosem bok wojowniczki.
Ta przez pierwsze kilka uderzeń serca nawet nie drgnęła, jakby nie zarejestrowała, że ktoś się do niej odzywa. Dopiero po chwili ponownie westchnęła, wciąż nie podnosząc głowy ani nie zwracając wzroku w stronę młodszej.
— Nic mi nie jest... — oznajmiła płaskim głosem, na co łaciata zmarszczyła brwi. Niby chciała wyglądać groźniej, lecz teraz przypominała bardziej pomarszczoną kulkę puchu aniżeli jakieś niebezpieczeństwo.
— Przecież widzę, że źle się czujesz. Chodź, mamo, pójdę z tobą do Cisowego Tchnienia — zaproponowała, kładąc po sobie uszy. Miała nadzieję, że Brukselka nie zezłości się na nią za to, że tak nalega. Ale ona naprawdę chciała dobrze! Przecież wiedziała, że liliową coś boli.
— Poradzę sobie, Kryształko — odparła starsza, wciąż uparcie stojąc przy swoim. — Dużo gorsze rzeczy w życiu przeżyłam. To, co teraz czuję, to nic w porównaniu do spraw, o których ci opowiadałam — wydusiła z siebie, na co młodsza fuknęła z poczucia bezsilności. Przecież nie weźmie swojej matki za kark i nie zaniesie jej do lecznicy!
No właśnie.
Swojej matki nie zmusi do pójścia do Cisowego Tchnienia, lecz mogła poprosić szylkretową medyczkę, by ta przyszła odwiedzić Brukselkę.
— Dobrze, dobrze. Tylko się stąd nie ruszaj, zaraz tu wrócę! — miauknęła triumfalnie, wychodząc prędkim krokiem na środek azylu.
Zaraz potem skierowała się w stronę legowiska medyków. Gdy już chciała do niego wkroczyć, gwałtownie się zatrzymała, słysząc głos Zalotnej Gwiazdy dobiegający ze środka.
— Jakiś czas temu szkło wbiło mi się w łapę — mruknęła szylkretka.
Ośnieżony Kryształ cofnęła się, znikając z wejścia do lecznicy, by stanąć przy ścianie i nasłuchiwać.
— Jakiś czas? W tę ranę wdała się już infekcja — odezwała się Cis. — Zaraz to opatrzę — dodała, lecz Kryształce nie było dane podsłuchać dalszej części ich rozmowy, gdyż podszedł do niej niewielki, kremowy kocurek, który najpewniej musiał zwiać ze żłobka.
— Czemu pani podsłuchuje? — odezwał się głośno, na co łaciata wzdrygnęła się i otworzyła szerzej oczy.
— Ja? Podsłuchuję? Chyba ci się coś przewidziało, maluchu — mruknęła nerwowo, spoglądając to na kremusa, to na wejście do lecznicy. — Lepiej wracaj już do swojej mamy, zanim zacznie się martwić — dodała, machając łapą w stronę kociarni.
— Mamy? Ale ja nie mam mamy. Mam tylko tatę i starszą siostrę! — oznajmił, mrużąc oczy.
Co za wtopa!
— W takim razie wracaj do nich, zamiast się szwendać po obozie — odrzekła słodkim głosem.
Nim kremowy zdążył coś odpowiedzieć, z lecznicy wybyła Zalotna Gwiazda.
— Och, muszę już iść! Żegnaj, maluchu. Mam teraz zbyt dużo na głowie, by pozwolić sobie na rozmowę z tobą! — oznajmiła, po czym zniknęła w półmroku legowiska medyków.
Od razu wyszukała wzrokiem Cisowe Tchnienie. Gdy tylko ją spostrzegła, schyliła głowę, by okazać jej szacunek. Jeśli w sercu nie była wzorowym Wilczakiem, to przynajmniej z pozoru mogła za takiego uchodzić.
— Dzień dobry, Cisowe Tchnienie. Moja matka, Brukselkowa Zadra, bardzo źle się czuje i nie ma siły przyjść do lecznicy. Czy byłabyś skłonna odwiedzić ją w legowisku wojowników i sprawdzić, co jej dolega? Bardzo się o nią martwię — oznajmiła, czując, jak serce zaczyna jej bić mocniej z nerwów.
Szylkretka przez moment wpatrywała się w nią pustym wzrokiem, po czym skinęła głową i opuściła legowisko, kierując się w stronę tego, które zamieszkiwali wojownicy. Ośnieżony Kryształ wpierw ruszyła jej śladem, lecz po chwili zatrzymała się, widząc niedaleko Kalinowy Powiew. Starsza wciąż często nawiedzała jej myśli, lecz Kryształka nigdy nie miała na tyle odwagi, by wyznać jej swoje uczucia. Co prawda starała się raz po raz do niej zagadywać i jakoś wzmacniać ich przyjaźń, lecz wciąż wahała się przed wyznaniem tego, co czuje. Nie wiedziała nawet, czy powinna. Kalinka zapewne i tak nie czuje tego samego. Odrzuci ją, a Kryształka tylko niepotrzebnie się zawiedzie!
Gdy tak wpatrywała się w starszą wojowniczkę, przed jej pyskiem przemknął białofutry kocur — Rozbity Księżyc. Kryształka uznała, że rozmowa z nim będzie świetnym rozwiązaniem na ból związany z myślą o Kalinowym Powiewie, i od razu ruszyła jego śladem.
— Rozbity Księżycu, zaczekaj! — krzyknęła za kocurem, na co ten zatrzymał się gwałtownie.
Kryształka szybko go dogoniła i dodała:
— Nie chciałbyś może zjeść ze mną wspólnego posiłku? Zaczęłam robić się trochę głodna, a nie chcę jeść sama, tym bardziej, jeśli mogę zrobić to z kimś, kto wydaje mi się ciekawym kotem! — Nie wiedziała nawet, po co skłamała. Wcale nie była głodna, a oprócz tego nawet nigdy wcześniej nie pomyślała o tym, by zagadać do Księżyca!

<Rozbity Księżycu?>

Wyleczeni: Zalotna Gwiazda, Brukselkowa Zadra

13 czerwca 2026

Od Kryształowej Łapy (Ośnieżonego Kryształu) do Cienistej Zjawy

Od ostatniego sparingu z Cętkowaną Łapą odbyła jeszcze kilka takich walk. To udało jej się poćwiczyć trochę z Gwiazdnicowym Blaskiem, to trochę z Seradelową Łapą. Za każdym razem, gdy musiała walczyć, czuła się z tym źle, ale nie mogła tak po prostu sobie odpuścić. Nawet jeśli po każdym zadanym ciosie czuła obrzydzenie, była już zbyt blisko ceremonii, by przestać. Poza tym widziała, że z każdym zwycięstwem Cienista Zjawa spogląda na nią coraz przychylniej. Jakby od tego, ile razy uda jej się powalić przeciwnika na ziemię, zależała jej wartość jako członka Klanu Wilka. Właściwie takie stwierdzenie było prawdą. Smutną prawdą, którą musiała zaakceptować, jeśli nie chciała skończyć tak jak Wrotyczowa Szrama, o której losie słyszała od Brukselkowej Zadry. Kotki musiały niegdyś być sobie bliskie, a przynajmniej takie wrażenie odnosiła Kryształka, słuchając, jak liliowa opowiada o starszej wojowniczce… W jej oczach wówczas widniał ból, a głos łamał się co kilka zdań. Tylko co mogło je łączyć w przeszłości, by w Brukselce wywoływać taką reakcję? Odpowiedzi mogło być wiele, więc zgadywać było ciężko. Sama wojowniczka nie chciała też uchylić przybranej córce rąbka tajemnicy, więc Kryształowa Łapa była skazana na niewiedzę. Może to i lepiej? W końcu nie musiała znać każdego szczegółu z życia matki. Czasem to nawet dobrze, że niektóre sprawy pozostają tylko w jej wspomnieniach. Nie każdy chciałby w końcu rozdrapywać stare rany tylko dlatego, że jakiś młodziak o nie pyta.
Dzisiejszy dzień nie różnił się bardzo od innych. Jak w zegarku Cienista Zjawa z rana przybył do legowiska uczniów i zabrał ze sobą Kryształową Łapę na trening. Jednak już przy wyjściu z azylu zatrzymał się i mruknął nagle:
— Hm… Słuchaj, Kryształowa Łapo. Jesteś już na tyle doświadczona i wyrośnięta, że chyba mogę ci zaufać — zaczął, spoglądając na młodszą poważnym wzrokiem. — Przypomniało mi się, że muszę dziś załatwić pewną sprawę z Zalotną Gwiazdą i nie miałbym czasu odbyć z tobą odpowiedniego treningu. Właśnie dlatego zdecydowałem, byś udała się teraz na samotne polowanie i upolowała co najmniej trzy świeże piszczki, nim wrócisz do obozu — dodał, a jego ton nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.
Kryształowa Łapa zdziwiła się jego propozycją, lecz wydawała jej się całkiem sensowna. Brzmiała jak coś, co Cienista Zjawa faktycznie kazałby jej wykonać.
— Jasne! Nie ma sprawy, poradzę sobie z tym zadaniem. Upoluję największe i najtłustsze myszy i wiewiórki, jakie tylko uda mi się znaleźć! — zapewniła go, uśmiechając się nieśmiało. Wiedziała, że pewnie będzie miała problem z upolowaniem żywych stworzeń, ale przed mentorem nie mogła okazać zwątpienia.
Cień spojrzał na nią podejrzliwie, lecz po chwili skinął głową i udał się w stronę legowiska przywódcy. Kryształowa Łapa odetchnęła z ulgą i spokojnym, powolnym krokiem ruszyła do wyjścia z obozu. Po raz kolejny będzie musiała zmusić się do krzywdzenia innych… Dlaczego koci żywot musiał być taki ciężki i tak przepełniony brutalnością? Dlaczego miała już na sumieniu tak wiele istnień? Kim ona była, by decydować o tym, czy ktoś zasługiwał na dożycie jutra, czy też nie?
Ignorując poczucie winy w klatce piersiowej, zmusiła się do wzięcia w płuca oddechu, licząc na to, że złapie jakąś nikłą woń zwierzyny. Stety lub niestety szybko udało jej się wyczuć zapach drozda. Powoli zaczęła zbliżać się w jego stronę, a gdy już wysunęła łeb zza krzewów i dostrzegła jego beżowe piórka i paciorkowate, niewinne oczy, żal ścisnął jej serce. Wyglądał tak uroczo! Kryształowa Łapa najchętniej zabrałaby go do obozu żywego i zaopiekowała się nim, zamiast odbierać mu życie. Wiedziała jednak, że jej mentor nie byłby zadowolony, gdyby zamiast z trzema martwymi ofiarami wróciła z trzema żywymi.
Wysunęła pazury i zakradła się powoli w stronę drozda. Taki biedny, niczego nieświadomy… Jeszcze chwilę temu skubał swoim niewielkim dzióbkiem w ziemi, a za chwilę będzie zwisał z pyska Kryształki… zimny, zwiotczały. Uczennica zmrużyła na moment oczy, po czym odbiła się od gleby, licząc na to, że może nie uda jej się złapać ptaka. Niestety wkrótce pod łapą poczuła jego opierzone ciałko. Prędko pochyliła nad nim głowę i, zagryzając mu szyję, pozbawiła go życia, zanim zdążyłaby się rozmyślić i puścić go wolno.
Następnie szybko zakopała go pod kupką ziemi, nie chcąc już dłużej patrzeć na jego martwe ciało, i zaczęła węszyć ponownie. Tym razem jednak nie wyczuła woni żadnego zwierzęcia, dlatego postanowiła przejść się nieco dalej od miejsca, w którym uprzednio zapolowała.
Udało jej się dotrzeć do Czarnych Gniazd, gdzie w końcu wyczuła zapach wiewiórki. Rude stworzonko też, jak na złość, należało do jednych z tych słodszych. Właściwie to według Kryształowej Łapy każde z nich było urocze! Nie mogła patrzeć w te ich okrągłe ślepka z myślą, że już za niedługo będzie zmuszona do tego, by zamknąć je raz na zawsze. Na szczęście Brukselkowa Zadra nauczyła ją modlić się za upolowaną zdobycz do Klanu Gwiazdy, toteż przy każdej upolowanej istocie Kryształka posyłała do nieba w myślach modły. Miała nadzieję, że zwierzęta, które padły jej ofiarą, także trafiają do jakiegoś raju i są w stanie żyć tam bez stresu o to, że pewnego dnia trafią w kocie szpony. Zasługiwały na to. Nawet bardziej niż Kryształowa Łapa, która tak bezpodstawnie przerwała im żywot!
W końcu biało-niebieskiej udało się zakraść do wiewiórki. Znów zmrużyła oczy i znów napięła mięśnie, wkrótce wybijając się w powietrze i szybując w stronę rudego stworzonka. Tym razem jednak pod łapami poczuła jedynie ziemię, zamiast miękkiego futra wiewiórki. W myślach bardzo się uradowała, a na jej pysku pojawiła się ulga.
Wtem usłyszała coś, co brzmiało jak parsknięcie. Od razu postawiła uszy do góry, rozglądając się wokół ze zdziwieniem.
— Halo…? — odezwała się, mrużąc oczy. — Czy ktoś tu jest? — zapytała, lecz nie spotkała się z odpowiedzią. Może jej się tylko wydawało? W końcu, dlaczego ktoś miałby ją śledzić czy w ogóle się tędy przechadzać? Na pewno coś sobie uroiła.
Westchnęła głęboko i zaczęła ponownie szukać ofiar. Chciała jak najszybciej upolować dwie pozostałe piszczki i móc z nimi wrócić do obozu, by następnie w myślach katować się za to, jak wiele zła dziś wyrządziła.

* * *

W końcu udało jej się osiągnąć wyznaczony przez Cienistą Zjawę cel. Wróciła do azylu z drozdem, wróblem i myszą w pysku. Od razu ruszyła w stronę stosu i odłożyła tam piszczki, starając się jednak, by nie zmieszały się z tymi upolowanymi wcześniej. Następnie rozpoczęła poszukiwania mentora, by przekazać mu informację o tym, że zakończyła już polowanie.
Gdy zajrzała jednak ukradkiem do legowiska liderki, nie dostrzegła w nim nikogo poza szylkretową kocicą. Potem zajrzała do legowiska wojowników, lecz tam również nie było ani śladu po burym kocurze. Na wszelki wypadek sprawdziła jeszcze żłobek, ale i tam spostrzegła jedynie Szaleja, Bielinkę oraz Ognikową Słotę, która akurat ich pilnowała.
“Hm, dziwne...” — pomyślała, po czym raz jeszcze spojrzała na kupkę zwierzyny i postanowiła wejść do legowiska uczniów. Może Cienista Zjawa załatwił już z Zalotną Gwiazdą wszystko, co musiał, i wyszedł gdzieś na spacer? A może oddalił się tylko na chwilę, by załatwić swoje potrzeby fizjologiczne? Cóż, nie zamierzała zgadywać. Sam mówił, że jej ufa, więc jeśli rzeczywiście tak było, powinien zaufać jej również w tym, że wykonała jego polecenie.

* * *

Następnego ranka została wezwana do walki ze swoim mentorem. Jeśli wygra — otrzyma imię wojownika. Awansuje. Jeśli natomiast przegra, będzie musiała się doszkolić i spróbować ponownie… Nie zamierzała spędzić jako uczennica ani chwili dłużej, dlatego przysięgła sobie, że tym razem odstawi na bok swoje obrzydzenie przemocą i zrobi wszystko, co w jej mocy, by pokonać Cienistą Zjawę. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że nie będzie to łatwe. W końcu to on był mistrzem, a ona jedynie jego uczennicą. Jak mogłaby przerosnąć go umiejętnościami? To w ogóle do niej nie pasowało, ale nic nie szkodzi. Nawet nie zależało jej na tym, by być kimś silnym. Nie spodziewała się, że pokona burasa jednym skinieniem palca, a wszyscy zaczną jej gratulować i wykrzykiwać jej imię.
Gdy w końcu Zalotna Gwiazda dała im sygnał do walki, Cienista Zjawa wyrwał się do przodu jako pierwszy. Kryształce przypomniało to ruch Gwiazdnicowego Blasku, która również zaszarżowała kiedyś na uczennicę. Dzięki temu niebieskooka szybko wykonała unik, a bury o mało nie wpadł w tłum kotów otaczających ich kręgiem. Wojownik nie zamierzał się jednak poddawać. Wyhamował gwałtownie i obrócił się zwinnie, po czym zamachnął się na Kryształkę łapą.
Tej ponownie udało się wykonać unik. Ba! Chwilę później udało jej się nawet zadać mentorowi cios w bark, przez co kocur na moment się zawahał. Korzystając z okazji, Kryształowa Łapa skoczyła na niego, starając się powalić go na ziemię. Nie miała jednak zbyt dużej masy, przez co Cień ledwie się zachwiał. Szybko zrzucił kotkę ze swojego grzbietu, a niebieskooka z hukiem upadła na glebę. Stęknęła pod nosem, czując, jak po jej ciele rozchodzi się ból.
W międzyczasie Cienista Zjawa stanął nad nią, szczerząc zęby. Kryształka w akcie desperacji z całej siły kopnęła go w brzuch tylnymi łapami, skutecznie odpychając go do tyłu. Dzięki temu zdołała się podnieść, a gdy bury próbował odzyskać równowagę, skoczyła mu na plecy i przygwoździła go do ziemi. Kocur rozłożył łapy na boki, wyglądając niczym rozdeptana żaba.
— Widzę, że mamy zwycięzcę! — ogłosiła Zalotna Gwiazda, lecz w jej głosie kryło się rozbawienie.
Aż sama Kryształowa Łapa uśmiechnęła się na ton liderki. Takie momenty przypominały jej, że szylkretka również miała własne, indywidualne poczucie humoru i także była żywym stworzeniem.
Po chwili biało-niebieska zeszła z grzbietu burego wojownika i stanęła obok, obserwując ruchy przywódczyni.
— Kryształowa Łapo — odezwała się ponownie Zalotka. — Walczyłaś dziś nieugięcie, pokazując nam wszystkim, że nawet jeśli nie urodziłaś się w Klanie Wilka, możesz wstąpić w szeregi naszych wojowników — dodała, spoglądając z pnia na łaciatą uczennicę.
Młodsza nie wiedziała, jak się z tym wszystkim czuć. Nie podobało jej się, że musiała najpierw pokonać swojego mentora, którego tak bardzo szanowała, a jednocześnie… nie mogła powstrzymać ekscytacji na myśl, że w końcu będzie na równi ze Zwęgloną Kukułką.
— Ja, Zalotna Gwiazda, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę, która pilnie trenowała, by zdobyć doświadczenie potrzebne do ochrony naszego klanu. Polecam ją wam jako nową wojowniczkę Klanu Wilka — kontynuowała liderka.
W międzyczasie biało-niebieska łypnęła wzrokiem na swojego mentora, który stał wpatrzony w swoją matkę. Wyglądał tak dumnie i pewnie, że łaciata o mało nie przeoczyła faktu, iż jedną łapą nie dotykał podłoża, jakby... go bolała. Serce Kryształki ścisnęło się z niepokoju i już miała ochotę spytać burasa, czy wszystko w porządku, gdy po polanie rozległ się głos liderki:
— Kryształowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twoją przywódczynię i chronić swój klan, nawet za cenę własnego życia?
Młodsza od razu przeniosła spojrzenie z powrotem na szylkretową.
— Przysięgam…! — wykrzyknęła.
— W takim razie mocą naszych przodków nadaję ci imię wojownika. Kryształowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Ośnieżony Kryształ. Klan ceni twoją zwinność i kreatywność, a dziś wita cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Wilka — wygłosiła, znów uśmiechając się chytrze pod nosem.
— Ośnieżony Kryształ! Ośnieżony Kryształ!
Wraz z ostatnimi słowami Zalotnej Gwiazdy po obozie rozległy się wiwaty. Wojowniczka nie miała jednak czasu, by się nimi przejmować, i od razu zwróciła się w stronę burego, który wciąż nie postawił łapy na ziemi.
— Cienista Zjawo… czy z twoją łapą wszystko w porządku? — zapytała, gdy okrzyki zdążyły ucichnąć.

<Mentorze? Choć właściwie to teraz już były!>

[1810 słów]

[36%]

Od Kryształowej Łapy do Cętkowanej Łapy

Wiedziała, że nim Zalotna Gwiazda zacznie poważnie rozmyślać nad tym, kiedy wygnać z klanu Kryształową Łapę, minie jeszcze trochę księżyców, ale wolała nie zbliżać się bardziej do tego terminu. Wiedziała, że liderka ma wobec niej pewne uprzedzenia związane z jej relacją z Brukselkową Zadrą, więc nie chciała dawać jej kolejnych powodów do niechęci. Już i tak miała wystarczająco ciężko tylko przez to, że to akurat liliowa odnalazła ją i jej siostrę w tamtą noc. Nie wiedziała tylko dlaczego Brukselka tak bardzo nie lubi przywódczyni i dlaczego przywódczyni tak bardzo nie lubi Brukselki. Jeszcze nigdy nie miała odwagi o to spytać, bo domyślała się, że spór z najwyżej położoną w hierarchii klanu kotką nie był zbyt łatwy ani przyjemny. Czuła, że w końcu zakończy się czymś złym… Nie sądziła, że Zalotna Gwiazda naprawdę była potworem i nienawidziła liliowej, ale jednocześnie nie umiała sobie wyobrazić Brukselkowej Zadry jako tej złej. Wierzyła, że obie kotki niczym nie zawiniły i że gdyby tylko spokojnie porozmawiały, mogłyby rozwiązać swój konflikt! Nie wiedziała tylko, jak mogłaby do tego doprowadzić. Brukselka pewnie nie zgodziłaby się na to, by sama miała wyjść do liderki z inicjatywą pokojowej rozmowy.
Kryształowa Łapa westchnęła ciężko, siedząc przed legowiskiem uczniów i obserwując przewijające się przez obóz koty. Czy one czasem też miały takie życiowe rozterki? Czy też czasem wpatrywały się w jeden punkt przed sobą i zastanawiały się, jak poradzić sobie z jakimś problemem? Zapewne tak. W końcu biało-niebieska już nieraz słyszała, że każdy w życiu miał własne przeszkody i musiał się z nimi zmierzać na co dzień. Brzmiało to całkiem pięknie; a przynajmniej dla Kryształki. Może i nie podobała jej się wizja, że każdy z jej pobratymców miał jakieś udręki, ale niezwykle interesował ją fakt, że każdy kot był od siebie inny i nikt nie znał go lepiej, niż on sam.
Zwróciła wzrok w stronę rudej wojowniczki z blizną na grzbiecie i zielonymi oczami. Jak mogło wyglądać jej życie? Co takiego robiła, gdy Kryształowej Łapy nie było jeszcze na tym świecie? Czy urodziła się w Klanie Wilka i spędziła tu całe życie? Może tak samo, jak Kryształka, urodziła się jako samotnik i została do klanu przygarnięta? Kto był ojcem jej dwójki rudych córek, które były do niej niezwykle podobne i często z nią rozmawiały? Może tak naprawdę ten kocur już nie żył, może był samotnikiem, a może nawet pochodził z innego klanu?
Następnie spojrzała na czekoladową, pręgowaną klasycznie kocicę o naburmuszonym wyrazie pyska. Słyszała o niej już całkiem sporo. Miała na imię Cykoriowy Cykor i była przybraną córką brata Brukselkowej Zadry. Została przyniesiona do Klanu Wilka jako kocię i szybko okazało się, że sprawia więcej problemów, niż przeciętny kot w jej wieku. Słyszała, że nie starała się na treningach i ledwo uniknęła wygnania! Potem dostała ucznia, Garbatą Łapę, i teraz w ogóle nie wychodzi z nim na treningi. Kryształka nie winiła jej jednak za to, a zamiast tego zastanawiała się, co takiego mogło stać się w życiu Cykorii, o czym nikt nie wiedział, co sprawiło, że tak się zachowuje. Może po prostu nikt nie spróbował jej nigdy zrozumieć? Może inaczej zachowałaby się w stosunku do kogoś, kto jest jej… przyjacielem?
Gdy czekoladowa zwróciła wzrok w stronę Kryształki i przez ułamek uderzenia serca nawiązały ze sobą kontakt wzrokowy, biało-niebieska natychmiast spuściła spojrzenie na łapy. Faktycznie, to trochę dziwne, że wpatruje się bezmyślnie w losowe koty w obozie… Na szczęście Cykoriowy Cykor nie postanowiła do niej podejść i robić o to problemu. Zamiast tego prychnęła i wślizgnęła się do legowiska wojowników.
Kryształowa Łapa odetchnęła z ulgą. Nie, żeby nie lubiła Cykorii, ale zdawała sobie sprawę z tego, że kotka niekiedy może wydawać się… agresywna. Sama nie chciała wdawać się teraz, ani nigdy, w żadne sprzeczki. Zależało jej na tym, by ze wszystkimi mieć pozytywną lub neutralną relację, nawet jeśli niektóre koty już od razu określiły ją mianem zagrożenia przez to, kto ją wychowywał. Wierzyła, że z czasem inni zrozumieją, że nie jest ona zła!
Zanim jednak miałaby postarać się o zmianę reputacji w klanie, musiałaby się mianować. Właśnie dlatego oprócz tego, że obserwowała życie swoich pobratymców, wyczekiwała również przybycia Cienistej Zjawy. I nie musiała nawet czekać zbyt długo, bo wkrótce w jej polu widzenia znalazł się buras! Przy jego boku szła jednak liliowa szylkretka, siostra Kryształki — Gwiazdnicowy Blask. Dlaczego ta dwójka znajdowała się akurat razem? Czyżby się zaprzyjaźnili?
— Cześć, Cienista Zjawo! — mruknęła Kryształowa Łapa, gdy jej mentor znalazł się wystarczająco blisko. Potem wstała i podeszła do siostry, ocierając się pyskiem o jej policzek. — A ty, Gwiazdnico, dlaczego tu przyszłaś? — zapytała, w końcu robiąc krok w tył od szylkretki.
Wojowniczka łypnęła wpierw wzrokiem na burasa, a potem spojrzała na uczennicę i uśmiechnęła się ciepło.
— Twój mentor zaproponował, byśmy wspólnie poćwiczyły walkę. W końcu jestem twoją siostrą i uznaliśmy, że może tak będzie ci wygodniej — wyjaśniła spokojnie, na co niebieskooka przytaknęła głową. Mimo tego miała sporo wątpliwości.
Brzydziła się przemocą. Nawet taką w formie zabawy. Nie potrafiłaby skrzywdzić obcego kota, a co dopiero takiego, który należy do jej rodziny! Nie widziała jej się walka z Gwiazdnicowym Blaskiem, ale nie, żeby miała jakieś zdanie w tej sprawie. Szanowała rozkazy Cienistej Zjawy i wiedziała, że nie może wyrażać wobec niego sprzeciwu. Właśnie dlatego posłusznie ruszyła za dwójką starszych kotów, gdy już zaczęli zmierzać w stronę wyjścia z azylu. Nawet jeśli w jej głowie narastały obawy.

* * *

Podążając za liliową i burym, przypomniała sobie o istnieniu pewnej kotki — Kalinowego Powiewu. Wciąż jeszcze zdarzało jej się rozmyślać o miłej, eleganckiej wojowniczce, a także czasem do niej zagadywać. Starała się jednak nie myśleć o niej podczas treningów, by znów się nie zagapić i nie uderzyć w jakieś drzewo! To było takie upokarzające, że aż Kryształka za każdym razem, gdy sobie o tym przypominała, czuła pieczenie na skórze. Dobrze, że Cienista Zjawa nie potrafił czytać w myślach, bo gdyby dowiedział się, że rozkojarzyła się przez jakąś kotkę, nie byłby zbyt szczęśliwy! Powiedziałby pewnie coś w stylu, że prawdziwy wojownik Klanu Wilka nie pozwala, by inny kot wpływał negatywnie na jego czujność i umiejętności. Kryształka nie twierdziła, że nie było w tym prawdy. Faktycznie nie powinna pozwalać na to, by Kalinowy Powiew zajmowała tyle miejsca w jej głowie. Ale była tak… idealna, że aż ciężko było nie myśleć o niej wcale!
W końcu cała ekipa dotarła na polanę, a Kryształce żołądek wywinął fikołka. Przełknęła gulę, która utknęła jej w gardle, i zatrzymała się obok swojej siostry. Czy naprawdę będzie musiała z nią walczyć…?
— Ja będę was obserwował z boku — oznajmił Cienista Zjawa, siadając gdzieś z dala od środka polany. — Kryształowa Łapo, postaraj się tylko. Masz już całkiem sporo księżyców na karku jak na ucznia, więc chciałbym, byś nie lekceważyła treningów.
Biało-niebieska przytaknęła łbem, uśmiechając się nerwowo w stronę mentora.
— Po-postaram się, oczywiście! — odparła, a zaraz potem Gwiazdnica odeszła od niej i stanęła naprzeciwko. — Ale… nie będziemy walczyć na pazury, prawda? — chciała się upewnić.
— Na ten moment raczej nie, bo jeszcze Gwiazdnicowy Blask przerobiłaby cię na papkę — zaśmiał się, na co Kryształka spojrzała na szylkretkę. Nie… ona na pewno by jej nie skrzywdziła.
W końcu obie kotki ustawiły się przodem do siebie i czekały, aż buras wyda rozkaz do walki. Uczennica czuła bicie własnego serca, które zachowywało się tak, jakby chciało wyrwać się z jej klatki piersiowej. Nie wiedziała nawet, dlaczego aż tak bardzo się stresuje!
— Niech zacznie się walka! — krzyknął Cienista Zjawa.
Na te słowa Kryształka spięła mięśnie, chcąc wyskoczyć do przodu. Zawahała się jednak i nim zdążyła to zrobić, jej siostra już szarżowała w jej stronę. Jasnofutra przeraziła się i odskoczyła na bok, unikając ciosu ze strony Gwiazdnicy. Liliowa odwróciła się ku młodszej siostrze i zamachnęła łapą, na co Kryształka ponownie zrobiła unik i oddaliła się od niej o kilka lisich ogonów.
— Kryształowa Łapo, walcz! — warknął buras, obserwując ciągłe ucieczki i uniki uczennicy.
Biało-niebieska spojrzała na swojego mentora przepraszającym wzrokiem, a w międzyczasie dobiegła do niej Gwiazdnica i skoczyła na nią, przez co obie kotki zaczęły koziołkować po ziemi. W końcu wojowniczce udało się przygwoździć młodszą do podłoża.
Oddech łaciatej przyspieszył, a jej uszy położyły się po głowie. Wyglądała na tak przerażoną, że liliowa zeszła z niej i spytała zatroskana:
— Wszystko w porządku?
Kryształowa Łapa na moment zmrużyła oczy i rozluźniła mięśnie, kładąc się na boku. Po chwili westchnęła ciężko i chwiejnie podniosła się na wszystkie cztery łapy.
— Ach, przepraszam, Cienista Zjawo! Tak okropnie mi poszło… w ogóle nie udało mi się zaatakować Gwiazdnicy! — stęknęła, gdy podszedł do niej mentor. — To się nie powtórzy, przysięgam! — dodała, podnosząc na niego wzrok.
— Daruj sobie te przeprosiny — mruknął, po czym pokręcił głową. — Jutro spróbujesz zawalczyć z Cętkowaną Łapą. Tylko przyłóż się do tego bardziej albo będę zmuszony powiedzieć Zalotnej Gwieździe, że nie robisz postępów! — zagroził Kryształce, na co ta o mało nie zatrzęsła się ze strachu.
— Postaram się najbardziej, jak umiem! — pisnęła od razu.
Bury na moment zamilkł, dopóki nie odwrócił się od uczennicy i nie szepnął:
— Ale to wciąż za mało...

* * *

W nocy nie zmrużyła prawie oka, zastanawiając się nad tym, jak niby ma pokonać Cętkowaną Łapę. Kocur co prawda był młodszy, ale z całą pewnością silniejszy! Widziała jego zapał do treningów, widziała, jaki był zaangażowany i wytrenowany. Właściwie już teraz mógłby nosić miano wojownika! W przeciwieństwie do Kryształowej Łapy, której jeszcze trochę brakowało do awansu. Nie ma szans, że uda jej się z nim wygrać! A może jednak wcale nie musiała? Może Cienistej Zjawie wystarczy to, że będzie się starała i nie da się tak łatwo znokautować? Miała taką nadzieję, bo w przeciwnym wypadku chyba skończy jako wygnaniec…
Rankiem co chwilę spoglądała na rudego ucznia, zastanawiając się, kiedy otworzy ślepia. Tak bardzo chciałaby w tym momencie zatrzymać czas… Tak bardzo chciałaby odwlekać tę walkę tak długo, jak tylko mogła. Lecz niestety życie nie było bajką, a ona nie miała żadnych nadprzyrodzonych umiejętności. Wiedziała, że już niedługo przyjdzie jej zmierzyć się z Cętkowaną Łapą na treningu.
Gdy w końcu rudofutry otworzył oczy, jej serce na moment stanęło. Po chwili odwróciła od niego wzrok, wpatrując się teraz w wejście do legowiska uczniów. Teraz to już tylko kwestia czasu, nim w progu zawita Cienista Zjawa wraz z Tropiącą Łaską…
— Ej, Kryształowa Łapo! — mruknął nagle Tęgosz, na co uczennica o mało nie zakrztusiła się własną śliną. Powoli, nieśmiało odwróciła głowę w jego stronę.
— Tak…? — zapytała niepewnie. Czyżby rudy chciał ją wyśmiać?
— O ile zakład, że z tobą wygram? — dodał, uśmiechając się złośliwie do kotki.
Och, no tak. Czyli on też zdawał sobie sprawę z tego, że był od niej lepszy. Należał w końcu do rodziny Zalotnej Gwiazdy i był jej bardzo lojalny, a co za tym szło, tak samo nie cierpiał Brukselkowej Zadry, Zwęglonej Kukułki i niej samej — Kryształowej Łapy.
— Nie wiem… — westchnęła uczennica.
Teraz nie chciała już odwlekać treningu, tylko mieć go za sobą! W końcu, gdy już się odbędzie, będzie mogła rozpocząć proces wypierania go z pamięci.
Niedługo później do legowiska uczniów zawitał Cienista Zjawa z czekoladową szylkretką u boku i przywołał do siebie dwójkę uczniów, by następnie wyjść z nimi z obozu i ruszyć w stronę polany, na której wczoraj Kryształowa Łapa zmierzyła się z siostrą.
Gdy znaleźli się na miejscu, bury wojownik jak zwykle kazał ustawić się uczniom naprzeciw siebie. Gdy wydał rozkaz do walki, Cętkowana Łapa rzucił się pierwszy do ataku. Uderzył Kryształkę łapą w pysk, ale kotka szybko się zrewanżowała, rzucając się na niego i przewracając go na ziemię. Oboje przetoczyli się po glebie, aż w końcu rudofutry odepchnął od siebie starszą kotkę i wstał na cztery łapy. Niebieskookiej również udało się podnieść i ponownie przyjąć pozycję bojową.
W taki sposób minęło trochę czasu. Uczniowie nawzajem się przewracali i uderzali łapami bez wysuniętych pazurów. Cętkowanej Łapie walka szła nieco lepiej, ale Kryształka nie poddawała się podczas sparingu i nie podkulała ogona.
W końcu przerwał im Cienista Zjawa.
— Możecie już skończyć walkę. Wraz z Tropiącą Łaską widzieliśmy wystarczająco waszych ruchów bitewnych — stwierdził, spoglądając na czekoladową szylkretkę.
— Cienista Zjawa ma rację. Możemy już się zbierać — mruknęła, mierząc uczniów chłodnym wzrokiem.
Kryształowa Łapa uśmiechnęła się nieznacznie do mentora, czując się dumna ze swojego osiągnięcia. Po chwili cała czwórka wyruszyła z powrotem do obozu, a biało-niebieska postanowiła zagadać do swojego dzisiejszego przeciwnika.
— Cześć, Cętkowana Łapo! Widzę, że nikt nie wygrał zakładu — miauknęła, nawiązując do ich porannej rozmowy. — Ale muszę przyznać, że naprawdę świetnie walczysz! Zalotna Gwiazda na pewno już niedługo będzie chciała cię mianować. Ja na jej miejscu zrobiłabym to od razu! — dodała z ciepłym uśmiechem.

<Cętkowana Łapo?>

[2030 słów + udział w pojedynkach uczniów]

[41% + 5%]

07 czerwca 2026

Od Kryształowej Łapy do Kalinowego Powiewu

Kryształowa Łapa, zgodnie ze swoim zwyczajem bycia przyjazną i pomocną, postanowiła znaleźć kulkę mchu, którą mogłaby pobawić się z nowym kociakiem w Klanie Wilka. Kocurek nazywał się Szalej i biedaczek musiał siedzieć w żłobku niemal całkiem sam! Do towarzystwa miał jedynie Bielinkę i Ognikową Słotę, która po degradacji została wyznaczona do pilnowania biało-liliowej uczennicy. Niby miał więc do kogo otworzyć pyszczek, ale i tak było to przykre, że nie miał przy sobie ani mamy, ani taty, ani nikogo z rodzeństwa.
Kryształka miała nadzieję, że młodzik odnajdzie się wśród Wilczaków i nie wystraszy go noc, którą będzie musiał spędzić samotnie w lesie, nim zostanie uczniem. Ona sama nie była zachwycona tym, że w tak młodym wieku musiała narażać własne życie! Ale tradycje to tradycje, a ona nie zamierzała się im przeciwstawiać. W końcu były częścią kultury Klanu Wilka od tak dawna, że nie widziała sensu w próbach ich wykorzenienia. Tym bardziej jako młoda uczennica, bez żadnego poparcia ani wsparcia w tej sprawie.
W każdym razie Kryształowa Łapa najpierw poprosiła swojego mentora o zgodę na wyjście poza obóz, a potem odnalazła gdzieś mech i uformowała z niego kulkę odpowiednich rozmiarów. Następnie wróciła z nią do azylu i już miała skierować się w stronę kociarni, gdy nagle wpadła na nią obca kotka i wytrąciła jej mech z pyska.
Uczennicy przez moment życie przeleciało przed oczami, nim odzyskała równowagę i zrozumiała, co właściwie się wydarzyło.
— Ach, przepraszam... — mruknęła wojowniczka, która przypadkiem na nią wpadła. — Musiałam się zagapić — wyjaśniła, po czym schyliła się i podniosła kulkę mchu, która wypadła Kryształce.
Uczennica zamarła w bezruchu, pozwalając starszej podejść i położyć zgubę przed jej łapami.
— D-dziękuję... — wydukała po chwili, odwracając wzrok od wojowniczki. — Nazywam się Kryształowa Łapa, tak w ogóle... — dodała, po czym z nieśmiałym uśmiechem ponownie spojrzała na kotkę.
— Tak, wydaje mi się, że skądś kojarzę twoje imię — odparła żółtooka. — Ja mam na imię Kalinowy Powiew. Miło cię poznać — przedstawiła się w końcu, uśmiechając się łagodnie do Kryształki.
Wojowniczka sprawiała wrażenie kotki dostojnej i eleganckiej. W jej oczach błyszczała mądrość, a nawet jej uśmiech wyglądał tak, jakby należał do kota zajmującego wysoką pozycję. Prawdziwa dama, co młodszą od razu zaintrygowało. Ponadto... wydawała się taka miła i pomocna! W końcu najpierw przeprosiła za swoją nieuwagę, a potem jeszcze podniosła z ziemi ten mech i... ach!
— Bardzo ładne imię... — miauknęła nagle Kryształowa Łapa, gdy zdała sobie sprawę, że przez ostatnich kilka uderzeń serca wpatrywała się w pysk Kalinki bez słowa. — I... ja, no, ten... muszę już spadać! — dodała, po czym chwyciła kulkę mchu i czym prędzej ruszyła w stronę żłobka, nawet się za siebie nie oglądając.
Już wtedy wiedziała jednak, że starsza kotka jeszcze przez jakiś czas będzie zajmować jej myśli…

* * *

Cienista Zjawa zabrał ją na trening. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że od kilku dni Kalinowy Powiew raz po raz pojawiała się w myślach Kryształki i całkowicie je okupowała. Na tyle, że uczennica czasem zacinała się, wlepiała wzrok w przestrzeń przed sobą i rozmyślała o wojowniczce, jakby świat wokół niej przestawał istnieć.
Dzisiaj nie było inaczej, a niebieskooka już wiedziała, że trening, który miała właśnie odbyć, będzie wyjątkowo ciężki. Jeśli Kalinka nie opuści jej głowy, zanim buras dotrze z nią na miejsce szkolenia, Kryształka znajdzie się w niemałych tarapatach. Nie chciała przecież trenować tak rozkojarzona, bo jej mentor z pewnością od razu by to wyczuł.
Było jej wręcz przykro, że Kalinowy Powiew nie była chorobą, bo wtedy na pewno mogłaby wziąć sobie przez nią kilka dni wolnego…

︵︵︵︵

Kryształowa Łapa siedziała samotnie przy wejściu do legowiska uczniów, wpatrując się żmudnie we własne łapy. Było jej tak strasznie nudno! Akurat Zwęglona Kukułka wyszła na patrol, a każdy inny kot, z którym miała ochotę porozmawiać, był teraz zajęty czymś innym.
Każdy, poza jednym.
— Hej, Kryształowa Łapo! — rozległ się głos, który dla uczennicy był niemal jak miód. — Zastanawiałam się nad tym, czy może nie chciałabyś się ze mną przejść na krótki spacer? Chciałabym rozprostować łapy, bo dzisiaj akurat cały dzień przesiedziałam w obozie. Dasz wiarę, że nie wybrali mnie na żaden patrol? — zaśmiała się Kalinka.
Młodsza uniosła na nią wzrok i gdyby mogła, cała by się zarumieniła.
— Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że chcę z tobą iść na spacer! — ucieszyła się, poruszając wibrysami z podekscytowania. O niczym innym przecież nie marzyła!
Po chwili kotki wspólnie opuściły azyl. Udało im się dotrzeć aż do Czarnych Gniazd, zanim w ich nozdrza uderzył silny, gryzący zapach lisa. Kalinowy Powiew na tę woń cała się zjeżyła, a Kryształka zaczęła czujnie rozglądać się wokół.
Nagle z krzewów wyskoczyło rude stworzenie, rzucając się wprost na wojowniczkę. Na to uczennica wysunęła pazury i z determinacją skoczyła na lisa, strącając go z towarzyszki. Udało jej się zadać mu kilka głębokich ran, przez co stworzenie zaczęło skomleć, aż w końcu puściła je, pozwalając mu uciec. Z dumą spojrzała na Kalinkę, która wciąż była wyraźnie oszołomiona całym zajściem.
— Kryształowa Łapo… to było cudowne! — mruknęła wojowniczka, w końcu zatrzymując wzrok na uczennicy. — Z taką łatwością pokonałaś tego lisa, że nawet sama Zalotna Gwiazda mogłaby ci pozazdrościć!
Na te słowa Kryształka nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu.
— Heh, ja…


‿‿‿‿

Kryształowa Łapa była tak pochłonięta tą fantazją, że nawet nie zauważyła momentu, w którym wprost przed nią wyrosło drzewo. Zagapiła się na tyle, że wkrótce uderzyła w nie głową, na co Cienista Zjawa zatrzymał się i odwrócił w jej stronę.
— Kryształowa Łapo, co ty na litość Mrocznych Przodków wyprawiasz? — miauknął, mierząc uczennicę chłodnym wzrokiem. — Nawet mi nie mów, że nie zauważyłaś wielkiego pnia przed sobą! — dodał.
Biało-niebieska nie odpowiedziała, a jedynie spuściła wzrok na łapy.
— Nieważne. Wstawaj, ale szybko. Nie mamy całego dnia na trening — westchnął i ruszył dalej.
Uczennica szybko podniosła się z ziemi i prędkim krokiem dogoniła swojego mentora. Tym razem nie pozwoli sobie na to, by myśli aż tak ją rozpraszały. Chciała w końcu zostać mianowana, a jeśli teraz będzie jej szło źle na treningach, o nowym imieniu i przywilejach będzie mogła tylko pomarzyć.
Grzecznie dotarła za burasem do wejścia do tunelu. W tym momencie zrozumiała, że Cienista Zjawa będzie chciał nauczyć ją nawigacji w podziemnych korytarzach. Świetnie, była to kolejna przydatna umiejętność, która przybliży ją do ceremonii.
— Jak już się pewnie domyślasz, dziś rozpoczniemy naukę w tunelach. Najpierw wejdę tam ja, żebyś mogła podążyć za mną. Zapamiętaj drogę, którą przejdziemy, bo twoim zadaniem będzie potem wyprowadzenie nas z tych korytarzy. Gdy ten test zdasz pomyślnie, wpuszczę tam mysz, a twoim zadaniem będzie ją wytropić i upolować. Czy wszystko jest jasne? — zapytał wojownik.
Kryształowa Łapa skinęła energicznie głową.
— Jak słońce, drogi mentorze! O nic się nie martw, pamięć mam całkiem dobrą — odparła, poruszając wibrysami.
— Mam nadzieję, że nie kłamiesz — mruknął Cienista Zjawa, po czym zniknął w czeluściach tuneli.
Kryształka pospiesznie ruszyła za nim. Gdy tylko weszła pod ziemię, owiał ją chłód. W podziemnych korytarzach było znacznie zimniej niż na zewnątrz. Pachniało tu ziemią i kurzem, co w połączeniu z astmą Kryształki nie było przyjemne. Biało-niebieska zignorowała jednak ucisk w klatce piersiowej i skupiła się na zadaniu, nie chcąc zawieść swojego mentora.

* * *

Gdy wróciła z treningu do obozu, pierwszym kotem, który przykuł jej uwagę, była Kalinowy Powiew. Wojowniczka siedziała samotnie na uboczu azylu, co sprawiło, że Kryształka na moment się zatrzymała i zawiesiła na niej wzrok. Czy powinna do niej zagadać? Spróbować nawiązać rozmowę? Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że przecież nie znały się zbyt dobrze i nie powinna wtrącać się w jej życie, a jednocześnie… serce domagało się tej interakcji.
Właśnie dlatego młodsza zdecydowała się podejść. Nie słuchając sprzecznych myśli, ruszyła w stronę Kalinki z uśmiechem na pysku.
— Hej, Kalinowy Powiewie! — przywitała się, stając przed wojowniczką. — Widzę, że nie jesteś zajęta… mam rację? — dodała, po czym przysiadła obok kotki. — Tak sobie myślałam, czy nie chciałabyś zjeść ze mną jakiejś piszczki? Jestem taka głodna po treningu! — zaproponowała, patrząc na Kalinkę swoimi dużymi oczętami.

<Kalinowy Powiewie?>

[1285 słów + nawigacja w tunelach]

[26% + 5%]


06 czerwca 2026

Od Kryształowej Łapy do Zwęglonej Kukułki

Zwęglona Kukułka już od dawna pełniła funkcję wojowniczki, a tymczasem Kryształka wciąż jeszcze była uczniem. Starała się na treningach, słuchała poleceń Cienistej Zjawy i ani razu nie miała odwagi, by się mu sprzeciwić, więc czemu jeszcze nie przyszło jej zawalczyć z kimś i wygrać? Może powinna przykładać się jeszcze bardziej? Nie chciała się jednak, rzecz jasna, za bardzo się zaharować, bo nie w tym tkwiła odpowiedź. Dobrze wiedziała, że nie należy sobie cały czas żył wypruwać, żeby coś osiągnąć. Wystarczyło być sumiennym i obowiązkowym, ale w tym przypadku same te cechy najwidoczniej nie wystarczały. Wstawała przecież każdego ranka. Nie musiała nawet czekać, aż Cienista Zjawa coś do niej powie. Samo postawienie przez niego łapy w legowisku sprawiało, że otwierała swe niebieskie ślepia, gotowa do pójścia na trening. Nie zawsze może jej się te treningi podobały, bo nie przepadała za zabijaniem zwierzątek i praktykowaniem przemocy, ale nie znosiła zawodzić kotów wokół siebie, więc i tak zmuszała się do wstawania z uśmiechem.
Miała nadzieję, że już za niedługo uda jej się zyskać nowe miano. W taki sposób nie będzie musiała już uczyć się walczyć. Wydawało jej się, że wojownicy niezbyt często mieli okazję z kimś się pobić, co dodawało jej otuchy. Chciała mieć to wszystko już za sobą i móc żyć własnym rytmem, według własnych zasad. Wciąż niby będzie musiała polować, by wykarmić klan, ale chyba jakoś to zniesie. Nie musiała w końcu od razu wybijać całej populacji myszy na terenach Klanu Wilka. Jedna piszczka na dwa dni… może wystarczy. Nie jest to wprawdzie zbyt dużo i większość klanu pewnie oczekiwałaby, by polowała na więcej, ale Kryształce po prostu ciężko było odebrać życie niewinnej istocie! Przecież wszystkie wiewiórki, sikorki i króliki także oddychały. Odczuwały ból i stres. Czemu ich życia miałyby być mniej warte niż te kocie?
Może Cienista Zjawa dostrzegał w uczennicy ten żal wobec zwierzyny łownej? Może dlatego jeszcze nie powiedział Zalotnej Gwieździe, że jest gotowa na to, by zostać wojownikiem? W końcu co to za Wilczak, który brzydzi się polowaniem, by wyżywić klan! Ach, gdyby bury kocur naprawdę był taki spostrzegawczy, Kryształka musiałaby się o wiele bardziej przyłożyć, by sprawić wrażenie, że jest już gotowa na pełnienie nowej funkcji w klanie. Ale jeśli tego wymagała ta sytuacja, to będzie w stanie to zrobić.
Teraz gdy o tym wszystkim rozmyślała, był ranek. Kryształowa Łapa nie odbyła jeszcze treningu, ale obudziła się dziś wyjątkowo wcześnie. Wcześniej nawet niż jej mentor! Dlatego, gdy w końcu buras zjawił się w wejściu do legowiska, na jego mordce przez ułamek uderzenia serca pojawiło się zdziwienie. Jednak zaraz potem kocur przybrał kamienny wyraz pyska.
— Wstawaj, Kryształowa Łapo — mruknął krótko, po czym zniknął w wejściu do legowiska.
Biało-niebieska kotka bez wahania podniosła się z miejsca i tylko kilkoma liźnięciami poprawiła sobie futerko na klatce piersiowej, po czym pospiesznym krokiem podążyła za Cienistą Zjawą na zewnątrz.
— Co dziś będziemy robić? — zapytała, gdy tylko podeszła do kocura. — Obiecuję, że się postaram! Tak bardzo już bym chciała być wojowniczką… tak jak moja siostrzyczka — dodała, uśmiechając się ciepło. Może nawet zbyt ciepło jak na Wilczaka.
— Nauczę cię wspinaczki na drzewa. To u nas kluczowa umiejętność — wyjaśnił buras, po czym ruszył w stronę wyjścia z azylu.
Niebieskooka od razu poczęła dreptać jego śladami, zastanawiając się nad tym, jak będzie wyglądał trening wspinaczki. Czy przebiegnie pomyślnie? A może łapa niechcący jej się omsknie i runie na ziemię? Auć! Wolałaby raczej uniknąć bezpośredniego kontaktu z podłożem podczas wspinaczki; a to był tylko kolejny powód, by jeszcze bardziej się przykładać.
Rozglądała się po lesie, obserwując wszystkie te sosny i inne drzewa iglaste, zastanawiając się, przy którym z nich zatrzyma się Cienista Zjawa. Cieszyła się na ten trening, bo oznaczał, że nie będzie musiała używać wobec kogokolwiek przemocy. No, może prócz drzew, ale one akurat nie odczuwały bólu ani skomplikowanych emocji, więc nie było jej ich żal. Nieważne, jak bardzo przeora pazurami ich korę — i tak nawet nie drgną!
W końcu buras zatrzymał się przy całkiem sporym pniu, który wyglądał, jakby bez problemu był w stanie utrzymać ciężar Kryształki. Nie każde drzewo było przecież zdatne do wspinaczki. Niektóre były za niskie, inne zbyt chude. To jednak wyglądało porządnie.
— Wiesz, w większości przypadków wspinaczka nie powinna sprawiać żadnemu kotu problemów. Ta umiejętność jest w nas zakorzeniona. Powinna być instynktowna. Już nawet bez żadnego szkolenia powinnaś być w stanie wspiąć się po tym pniu choćby na najniższą gałąź. Sztuką jest jednak potem bezpiecznie zejść na dół — mruknął Cienista Zjawa.
Kryształka skinęła głową, przenosząc wzrok na drzewo. Następnie wysunęła pazury, gotowa do wspinaczki.
— Spróbuj wspiąć się bez moich instrukcji — polecił buras, strzygąc uchem.
Na jego słowa uczennica rozpędziła się, wyskoczyła od ziemi i przyczepiła się do pnia, po czym zaczęła wspinać się coraz wyżej. Nie dotarła jednak do ani jednej gałęzi, gdyż po pewnym czasie zamarła w bezruchu i nie wiedziała już, w jaki sposób piąć się dalej.
— C-Cienista Zjawo… co teraz? — zapytała, nie wiedząc, czy powinna zejść, czy spróbować wspiąć się wyżej.
— Cóż, jak na pierwszy raz, to nie jest najgorzej. Jednak liczyłem na to, że wespniesz się nieco wyżej — mruknął spokojnie.
W sercu Kryształki pojawił się smutek. Położyła po sobie uszy i zmrużyła ślepia, w których zaczęły zbierać się łzy. Nie mogła go zawieść. Napięła wszystkie mięśnie i odczepiła jedną z przednich łap, przesuwając ją po korze coraz wyżej. Po kolei odczepiała każdą łapę i w taki sposób pięła się dalej, chcąc przedostać się na jakąkolwiek gałąź. Tego oczekiwał Cienista Zjawa. Ona musiała spełnić jego oczekiwania.
W końcu w zasięgu jej wzroku pojawiła się upragniona gałąź, a już po chwili udało jej się na niej przysiąść. Miała wrażenie, że delikatnie drży pod jej ciężarem, ale starała się to ignorować. Nawet jeśli żołądek miała cały ściśnięty z nerwów.
“Och, mamo! Gdzie ja wlazłam?” — pomyślała, spoglądając w dół. Nie sądziła, że aż tak zlęknie się wysokości.
— Dobrze, dobrze! — zawołał buras, obserwując ją z ziemi. — Teraz musisz zejść powoli, tyłem. Twój ogon powinien być skierowany ku dołowi, a pysk w stronę korony drzewa. Tym razem ruch zaczynasz od tylnej łapy zamiast przedniej — wyjaśnił, na co Kryształka przełknęła ślinę.
Mogła za pierwszym razem nie zapędzać się aż tak wysoko…

* * *

Wróciła do obozu cała obolała i podrapana przez szorstką korę drzewa. Miała ochotę tylko położyć się na swoim legowisku i usnąć. Opuszki łap piekły ją niemiłosiernie, a oczy same się zamykały ze zmęczenia. Przynajmniej już mniej więcej potrafiła się wspinać na drzewa! To znaczyło, że była coraz bliżej zostania wojowniczką, tak samo, jak Zwęglona Kukułka!
A skoro już o niej mowa, to Kryształowa Łapa, wlokąc się w stronę legowiska uczniów, przypadkiem wpadła na swoją siostrę. Może nie dosłownie, bo nie doszło między nimi do kontaktu fizycznego, ale biało-niebieska ledwo wyhamowała, gdy szylkretka przemknęła jej przed nosem.
— Hej, siostrzyczko! — mruknęła Kryształka, oglądając się za Kukułką.
Ta rozpoznała głos siostry i od razu się zatrzymała, zwracając głowę w jej stronę.
— Mam nadzieję, że nigdzie się nie spieszysz — dodała uczennica, podchodząc do wojowniczki. — Nie miałyśmy okazji dzisiaj porozmawiać, a ja jestem tak padnięta, że jak zmrużę oczy, to pewnie obudzę się dopiero następnego ranka! Tak więc pomyślałam, że może porozmawiamy teraz — kontynuowała, posyłając kotce ciepły uśmiech.
Szylkretowa skinęła głową, więc obie udały się na ubocze obozu i przysiadły w miejscu, gdzie nikt nie powinien im przeszkadzać.
— I... tak sobie myślałam, że chciałabym cię o coś spytać — miauknęła Kryształka, owijając ogon wokół łap.
— Tak? A o co? — odparła Zwęglona Kukułka, lekko przechylając łeb.
— O to, jak zostałaś tak szybko wojowniczką! Bo widzisz, ja wciąż jeszcze jestem Kryształową Łapą, a ty już Zwęgloną Kukułką, choć jesteśmy w tym samym wieku, z tego samego miotu, od tej samej matki i ojca! Ja naprawdę się staram i przykładam do treningów, ale na razie nic nie wskazuje na to, żeby Cienista Zjawa chciał polecić mnie liderce. Zdradź mi, proszę, co takiego zrobiłaś, że mianowano cię tak szybko! — westchnęła, patrząc na siostrę błagalnym wzrokiem.

<Siostrzyczko?>

[1290 słów + wspinaczka na drzewa]

[26% + 5%]


30 stycznia 2014

Ośnieżony Kryształ

Autor grafiki: zeno0313
OGÓLNE
OŚNIEŻONY KRYSZTAŁ
Poprzednie imiona: Kryształka, Kryształowa Łapa
Płeć: Kotka
Orientacja: Nieokreślona
Przynależność: Samotnicy → Klan Wilka
Ranga: Wojownik

- - - -

Właściciel: kruliik.
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA

Opis ogólny - Kryształka jest szczuplutką koteczką o futrze w głównej mierze pokrytym bielą; przebijają się przez nie jednak niebieskie, cętkowane plamki. Jej sierść jest półdługa, lecz zdrowa i zadbana. Młódka bardzo dba o jej kondycję, nie pozwalając, by wplątały się w nią jakiekolwiek gałązki czy pozostał brud. Koteczka posiada grzywkę, a właściwie kręcony loczek, który opada jej na jedno oko. A jeśli już o oczach mowa, Kryształki są duże, okrągłe i w kolorze błękitnego nieba. Nie wygląda ona groźnie w żadnym stopniu, co może nie podobać się niektórym Wilczakom. Łatwiej porównać ją raczej do piórka aniżeli materiału na wojownika.
Cechy szczególne - ///
Kolor sierści - niebieski srebrny cętkowany arlekin
Długość sierści - półdługa
Kolor oczu - niebieski
Problemy zdrowotne - astma

CHARAKTER

Kryształka nie jest może głosem żłobka, ale jest jego sercem. Nie krzyczy, nie broi, nie jest też nazbyt zabawna. Mimo wszystko można nazwać ją przyjacielską i pomocną – sprawia wrażenie kota, który jest godny zaufania i któremu można powierzyć swoje najskrytsze sekrety, mając pewność, że nigdy nie zostaną puszczone dalej w świat. Sama Kryształka jest też bardzo empatyczna, starając się zrozumieć perspektywę każdego kota, a także przeanalizować jego czyny i ich powody. Według niej nie istnieją koty, które są naprawdę złe. Wierzy w to, że każdego da się naprawić i zmienić na lepsze, jeśli tylko poświęci się mu wystarczającą ilość czasu i uwagi. Na razie może być to uznawane za słodkie, lecz kto wie, może w przyszłości takie nastawienie ją zgubi?
Kryształka jest też niezwykle ufna, choć za każdym razem, gdy da się przez kogoś owinąć wokół palca, karci ją jej wewnętrzny głos. Dokładnie tak, jakby to nie ona mówiła, a… ktoś inny. Ta czujna, ostrożna cząstka jej duszy. Kryształkę można nazwać również marzycielką. Często zdarza jej się odłączać od rzeczywistości, gdy zapatruje się w jeden punkt i wyobraża sobie, że przed jej oczami dzieje się coś kompletnie innego niż w rzeczywistości. Można też stwierdzić, że jest całkiem kochliwa. Niewielki gest wystarczy, by dany kot zadomowił się w zakątkach umysłu młódki. Tym, co pomaga Kryształce przetrwać, jest jej kreatywność, a także wola, by brnąć dalej, tworzyć i pomagać. Uważa, że ma na tym świecie jakiś cel i nie spocznie, póki go nie wypełni.

MORALNOŚĆ

Kryształka sprawia wrażenie, jakby na świat przyszła jako złote dziecko. Gdyby powiedzieć, że jej moralność jeszcze się kształtuje, byłoby to wręcz kłamstwem. Kotka nigdy w życiu nie skrzywdziłaby nawet muchy, a co dopiero innego kota. W przeciwieństwie do niektórych nie byłaby nawet w stanie pozbyć się najgorszego mordercy – zamiast przemocy wolałaby z nim porozmawiać, nawet jeśli naraziłaby tym własne życie.
Wierzy w to, że każdy kot może się zmienić i że nikt nie jest w pełni zły ani całkowicie zniszczony. Wierzy w drugie szanse, w przemianę i przebaczenie. Koteczka jest też skłonna do poświęceń w sytuacjach kryzysowych, dlatego bez wahania oddałaby nawet własne życie dla dobra innych.
Odkąd tylko usłyszała o Klanie Gwiazdy, zaczęła wierzyć w niego niemal bezgranicznie. Zachwyca się swoimi “przodkami” i zawsze im za wszystko dziękuje, jakby to oni tchnęli w nią życie.

CIEKAWOSTKI

  • Uwielbia obserwować wszelkie ptaki, a najbardziej dudki. Kocha też kolekcjonować ich pióra.
  • Jest hipochondryczką – przesadnie dba o swoje zdrowie i nie daj Klanie Gwiazdy usłyszeć jej o jakiejś chorobie, bo natychmiast zacznie podejrzewać ją u siebie!
  • Jest reinkarnacją Kwitnącego Kalafiora
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: VI
Słabe strony: 
  • Ufność; nawet przy spotkaniu z obcym kotem, nie pomyśli, że może być dla niej zagrożeniem
  • Niechęć do przemocy; raczej unika używania pazurów i kłów w trakcie walki, woli bronić się, niż atakować
  • Postrzeganie w każdym dobra; nie jest w stanie karać kotów, nawet tych złych, gdyż w każdym widzi nadzieję na zmianę
Mocne strony: 
  • Kreatywność; potrafi wynaleźć sposób, by wykaraskać się z każdej sytuacji
  • Świetna pamięć; łatwo zapamiętuje zapachy, dźwięki i ruchy bitewne (których zazwyczaj i tak nie używa)
  • Obowiązkowość; nienawidzi zawodzić innych, więc zrobi wszystko, by wykonać polecenia innych jak najlepiej potrafi i w określonym czasie
RELACJE

RODZINA

Ojciec - Fuks
Matka - Gloria, przybrana: Brukselkowa Zadra
Partner - ///
Potomstwo - ///

INNE

///

SZKOLENIE

Mentor - Cienista Zjawa
Uczniowie obecni - Ślepowronowa Łapa (tymczasowo)
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA

Urodziła się Fuksowi i Glorii jako reinkarnacja kotki, która niegdyś żyła w Klanie Wilka – Kwitnącego Kalafiora. Przyszła na świat razem z siostrą, Węgielkiem. Jej rodzicom objawił się duch z Klanu Gwiazd, który poprosił ich o oddanie kocięcia pod Świetlistą Wierzbę, jednak przez pomyłkę Fuks i Gloria zostawili obie swoje pociechy. Do Klanu Wilka, pod panowaniem Zalotnej Gwiazdy, zabrała je Brukselkowa Zadra.