BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

02 czerwca 2024

Od Szepczącej Pustki CD. Przepiórczego Puchu

Stanął obok, patrząc z zaciekawieniem z góry na pysk Gracji, po chwili uznając, że dołączy do leżenia na zimnym i łapaniu wilka. 
- Ja nie mam dziobu - stwierdził - Na pewno nie takiego wydłużonego i skrzeczącego. Gdzie ty tu mnie widzisz?
- W sumie na upartego to każda chmurka mi ciebie przypomina - stwierdziła. - Patrz, jak się krzywisz to masz taki długi pysk. A tam wyglądasz, jakbyś krzyczał i owinął się ogonem. - Uniosła łapą i przesuwała nią w górze, wskazując coraz to ciekawsze kształty. - A tu jakby spadł na ciebie kamień i by się zrobił z ciebie taki płaski kwiatek.
- Uważasz, że jestem kwiatkiem? - spytał, zahaczając o jej ostatnią wypowiedź, bardziej zainteresowany. 
- Trochę przerośniętym, ale tak - wyznała. - Mówiłeś, że jesteś ładny. A kwiatki są ładne. Przynajmniej dla mnie.
Zamilkł na dłuższy czas, obserwując chmury zmieniające kształty. Nie mógł powiedzieć, że się nie stresował i gdyby tylko mógł, najpewniej miałby całe spocone łapy. Wziął wdech, pozwalając działać zwykłemu impulsowi. 
- Gracja... - zaczął, po czym przekręcił się w jej stronę, by zaraz potem wsunąć nos w gęste futro pomiędzy szyją a przednią łapą kotki, by czekoladowa sierść zasłoniła mu pysk. - Co naprawdę o mnie myślisz - spytał z wyczuwalnym napięciem w głosie, czekając na werdykt w spięciu. Nie chciał patrzeć w jej pysk ani na emocje, które mogły się na nim malować. O ile zazwyczaj uwielbiał je oglądać, tak teraz zwyczajnie zamarł w stresie. Może z początku traktował kotkę jak przelotną znajomość, dobrą znajomą do pogadania, pacjentkę do zmotywowania, ale zaczęło się to zmieniać i zaczynał się w pewnym momencie zastanawiać, czy nie oszalał. Nienawidził tej wersji siebie, a im dłużej w to brnął próbując się "wyleczyć", tym bardziej łapał się na wchodzeniu w strefę fantazji. Nie miał ochoty skończyć jako kocur z obsesją. Jego nos wyczuł sztywność, a zaraz potem drżenie ciała byłej owocówki, przez które patrzył intensywnie w dół. 
 - Ja... - wykrztusiła, na co Szept spiął się lekko - W jakim znaczeniu? Jesteś... Szeptem. Moim bohaterem, który pozwolił mi zmienić życie na lepsze i zaznać szczęście.
- Wiesz w jakim - rzucił, chcąc bardziej schować się w gęstej sierści. Nie o to... zupełnie nie o to, czemu to utrudniasz? - I jestem dla ciebie tylko tym, Szeptem, przyjacielskim bohaterem, ale nikim więcej poza tą granicę? - Dopytał, przesuwając nos bardziej w stronę ucha kotki, jednak nie wychylając się poza bezpieczną barierę. 
 - Ty...- wyrzuciła, drętwiejąc. - A ja... - kłopotała się. - Jesteś moim ulubionym Szeptem, nie mam innego ulubionego Szepta. I może... Może czasem jestem tą zazdrosną przepiórką, gdy mówisz zdrobniale o swoich koleżankach... - wyrzuciła bez namysłu. - Bo może lubię, gdy poświęcasz swój czas mi...
Trudno było opisać co dokładnie czuł, ale był pewien, że mógłby zrobić coś głupiego. Może było to coś na wzór zaślepiającego uniesienia w kompozycji z dreszczami i fascynacją. Naprawdę to powiedziała, czy się przesłyszał?
- Przestanę - wymamrotał w gęste futro - Przestanę. - powtórzył już wyraźniej, unosząc głowę i patrząc wprost w oczy kotki - I będę poświęcał ci tyle czasu, ile tylko chcesz, dobrze? Mogę nawet oddać ogon i... - zawiesił się, gubiąc słowa i końcowo odwracając wzrok. Kotka tymczasem obróciła się lekko pod kat w jego stronę, łapą niepewnie dotykając jego futra przy szyi, przez co wzdrygnął się mimowolnie. 
- Nic nie musisz mi oddawać. I nie musisz przestawać, to też niezdrowe, gdybyś nie mógł rozmawiać z innymi kotkami - zauważyła, coraz bardziej dostrzegając, jak dziwacznie to wszystko brzmi. - Ja... Jedyne, czego teraz chce w życiu, to byś nigdy mnie nie opuścił. Twoje towarzystwo jest największym szczęściem jakie mogło mnie spotkać i ono mi wystarcza.
Parsknął lekko na wzmiankę o czymś niezdrowym, jednocześnie zaczynając głośno mruczeć z zadowoleniem. Lilowy nachylił się nieco w stronę dotykającej go łapy, by polizać ją delikatnie. 
- Byłbym głupi, gdybym miał cię opuścić - stwierdził, czując rozchodzące się po całym ciele ciepło.

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

TW: brzydkie opisy nieprzyjemne traumy Szeptowej przez Widmo.

Dzień, w którym zawalił mu się grunt pod łapami, nadszedł dość niespodziewanie, chociaż był pewien co do niedalekiej śmierci swojej matki. To mógł jeszcze znieść w miarę godnie, w końcu to niczyja wina, koty umierają ze starości, zwyczajny krąg życia. Co natomiast, jeśli za śmierć ważnej ci osoby odpowiada inny kot? W osłupieniu słuchał słów Margaretki, która nie potrafiła się porządnie wysłowić. Każde dodatkowe jej zająknięcie sprawiało, że ogon drgał mu bardziej aż w końcu nie wytrzymując zaczął zadawać jej pytania w mniej spokojny sposób, za co został odgoniony z sykiem. Pozostało mu więc stać. Stać i liczyć na to, że może jednak to jeden z tych bardziej realistycznych snów. Drgnął dopiero kiedy Obserwująca Żmija wyznaczyła koty do sprowadzenia ciał. 
- Ja pójdę! - Zaraz się odezwał niesiony impulsem, niemal przerywając tortie, patrząc wpierw przez dłuższy czas na Widmo zimnym, oskarżycielskim wyrazem, potem przenosząc wzrok na Żmiję, gdyby przypadkowo nie chciała go puścić, a gdy zgodę otrzymał, zaraz ruszył ku wyjściu, po drodze przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy kotką a oskarżonym. 
(...)
- To pytanie mogę odbić innym. Czemu myślisz, że nie żyją? To dziś mieli wyruszyć, aby odebrać 9 żywotów, więc czemu mieliby zginąć. - odpowiedział - Skąd podejrzenia, że ich duszę spoczęły w Klanie Gwiazdy?
- Gwiazdki nam powiedziały - sarknął lilowy, gdy znalazł się obok niego -  Módl się o to, żeby żyli. - Rzucił w stronę Widma nieco zachrypnięty, drgając ogonem, kiedy przechodził obok wraz z innymi w stronę wyjścia.
Przez całą drogę w stronę najbardziej uczęszczanego wejścia do tuneli w celu odwiedzenia Księżycowej Sadzawki szedł cicho, jednak szybko, nie mogąc zrozumieć dlaczego reszta się tak wlecze. Jakby się w ogóle nie przejmowali tym, co się stało. Najbardziej irytującą osobą zdawał się być teraz Gradowy Sztorm, którego oddech był zdecydowanie zbyt głośny w odbiorze lilowego. Na szczęście już po chwili wpadli do tunelu. Wojownik nie wiedział, czy chce zobaczyć co jest na końcu, czy jednak zbyt bardzo się boi. Już na zewnątrz czuł zapach krwi Rumianka i Widma, zbyt długo z nimi przebywał, by teraz udawać, że czuje zupełnie innego, losowego burzaka. Z każdym uderzeniem serca przemieszczali się coraz bliżej Księżycowej Sadzawki, przy której znajdować miały się ciała. Cała grupa doskonale wiedziała o ich obecności, nie dało się zignorować silnego odoru krwi, wydobywającego się z jaskini i mocno wyczuwalnego jeszcze daleko w tunelu. Jednak pomimo miażdżącego strachu, lilowy kocur nie zatrzymał się przy wejściu, jak się tego spodziewał, a stanął dopiero kawałek dalej, kiedy jego umysł wreszcie rozpracował to, na co patrzył. W uszach rozbrzmiał mu głuchy pisk, który skutecznie pomagał w ignorowaniu reszty kotów, które weszły do jaskini zaraz za nim. Czuł, że zaczyna brakować mu powietrza, a całe wnętrze jego ciała wypełnia nasilające się, miażdżące ciśnienie, które spowodowało nieoczekiwany ból głowy, niepozwalający jasno myśleć. Łapy mu zdrętwiały a ciało przeszły dreszcze, jakby zaczynała go trawić jakaś nieznana choroba. W pierwszym odruchu chciał zaszlochać, jednak nie dał rady z siebie nic wykrztusić, a co dopiero ruszyć, nawet nie zwracając uwagi na leżącą obok Sójczy Szczyt z niezbyt przyjemnie wyglądającym grzbietem. Jego wzrok jakby w ogóle jej nie dostrzegał, dopiero szturchnięcie Króliczego Nosa wyrwało go z transu. Dymny spojrzał na niego z żalem w oczach, wskazując głową w stronę ciał. 
- Chodź, musimy ich zabrać - szepnął głosem zdradzającym jego strach, jakby nie chciał tu być, w dodatku obawiając się, że sam zaraz zginie w łapach mordercy. Szept jedynie ruszył z miejsca na znak, że zrozumiał, podchodząc do jasnego szylkreta na drżących łapach. Jakim prawem ktokolwiek mógł się czegoś takiego dopuścić? To chore... całkowicie wychodzące poza wszelkie normy i prawa w jakie wierzył od samej małości. Jeszcze w dodatku skaził to miejsce... nagle dostrzegł ruch z drugiej strony. 
- Zostaw, dam radę sam. - Rzucił krótko w stronę Grada, który jedynie wzruszył barkami, pozwalając by lilowy sam przejął ciało brata, wyciągając je powoli na zewnątrz. Przez całą drogę nie odezwał się nikt, aż do wejścia do obozu. Ominął wtedy tłum, kładąc Rumianka przy skruszonym drzewie, zamierając nad nim na moment, do momentu, w którym reszta kotów przyniosła Sójczą. Wtedy dopiero, po drgnięciu ogonem, skierował na ukos przeszywające spojrzenie w stronę Widma, krzyżując z nim przez chwilę spojrzenia. Niech wie, że nie wyjdzie stąd żywy. Po tym usiadł, mechanicznie czyszcząc futro szylkreta, nasiąkniętego krwią i wodą z sadzawki. Nie miał odwagi spojrzeć w oczy ojcu, który pojawił się obok niego, by również przygotować syna do ostatniego pożegnania. Bał się, jaki wyraz zobaczy na pysku ojca i co ujrzy w jego oczach, które już i tak zdradzały wiele cierpienia po stracie partnerki. Niezbyt przy tym zajęciu rejestrował słowa jakie padały za jego plecami czy też pojawienie się Srebrnego, dopiero po chwili dotarł do niego sens słów wypowiedzianych przez Widmo, a przez które z opóźnionym zapłonem na karku lilowego futro zaczęło się podnosić. Jego wzrok spoczął na łapach zmarłego medyka w momencie, w którym Obserwująca Żmija spytała o ślady. 
- Rumianek miał to. - pokazał Żmii kawałek ciemnego futra, gdy podszedł po chwili do tłumu który otoczył dymnego, dawnego samotnika - Zaczepione w pazurach. - wyjaśnił, po czym spojrzał znów w pomarańczowe ślepia - Musiał się bronić. - dodał, nie spuszczając wzroku.
- Spójrz dokładnie na pojedyncze włosy. Czy są częściowo białe? - spytała Żmija, po przyjrzeniu się kłębkowi uważniej, na co dało się słyszeć prychnięcie Gradowego Sztormu.
- Wystarczy powąchać, to kocur, futro nie będzie pachnieć fiołkami - Rzucił bardziej pod nosem lub w tłum, niż rzeczywiście w stronę liderki. 
- Może coś jest - mruknął lilowy już mocno zniecierpliwiony tym, że potrzeba dodatkowego dochodzenia w momencie, w którym wszystko powinno być już jasne. - A może wyrwał je z części, gdzie nie ma szarej barwy. Z resztą Grądowy Sztorm ma rację. A nawet jeśli, to niech Widmo pokaże swoje łapy. - Tu rzucił w stronę kocura wyzywające spojrzenie. Z łatwością dało się sprawdzić, czy ma całe futro na łapach. 
- Nie - usłyszał w odpowiedzi od tortie, ignorując późniejsze słowne gierki Widma. 
- Nie? To może być zabójca dwóch naszych kotów, co niby chcesz innego zrobić, hm? - Rzucił w stronę Żmii już niezbyt kontrolując swój drgający od nerwów ogon oraz ton głosu, który nie wiadomo czy był wściekły, czy zdradzał skraj wytrzymałości emocjonalnej. Niemniej, Żmija zaproponowała, by ten pokazał swoje pazury. Szept mógł się z tym zgodzić, jednak głównie skupiał się na ubytku w futrze i taki znalazł. Nie powiedział na ten temat nic, a jedynie spojrzał kocurowi w oczy. ,,Już wszystko wiem, zapchlona kupo futra" zdawał się przy tym mówićMimo wszystko, poczekał aż Grad skończy swoją robotę, samemu również kusząc się na sprawdzenie zapachu, mimo, iż więcej dowodów nie potrzebował. Branie dwóch łap nie miało sensu jak na razie, poza tym, wtedy nie byłoby zbyt wygodnie, wolał poczekać i dopilnować, by dymny niczego nie kombinował. 
- Nawet nie waż mnie się dotknąć. - Syknął w stronę Grada, który mimo wszystko bezceremonialnie chwycił czarną łapę, by ją powąchać po czym stwierdzić triumfalnie, że czuje krew naszych kotów. Nie obeszło się jednak bez szkody na jego osobie, gdyż chwilę później Niknące Widmo zaorał mu pazurami w pysk, powodując chwilową szarpaninę, zanim oba koty rozdzielili Kukułka i Bóbr. Wtedy to, oskarżony postanowił wygłosić wymowę, gdzie dopiero druga część była bardziej interesująca. 
- Powinniście mi dziękować, a nie osądzać. Przez te dwie kocicę przy władzy klan by cierpiał. - rzucił, po czym zwrócił się do Żmii. - To przeze mnie stoisz tam gdzie stoisz, a dalej śmiesz uważać mnie za tego co zrobił źle. Rumiankowe Zaćmienie wiedziała na co się piszę tamtego dnia, przyjmując moje warunki za zioła. Jedna przysługa, którą nie chciała spełnić. Dobrze znała jakie konsekwencje będą z tego płynąć. Była tak samo bezużyteczna jak to coś co chcieliście nazywać przywódczynią. - Lilowy zesztywniał. Którego dnia, o czym on mówi. Czy miało to związek z tą jedną fatalną sytuacją, od której Rumianek dziwnie się zachowywał? To była jego sprawka? Poczuł jak go mrowi w całym ciele. Chciał mu wydrapać oczy. Te parszywe, pomarańczowe ślepia i wsadzić tam, gdzie światło nie sięga. Jego pazury nie dosięgnęły pyska dymnego jedynie z powodu Kukułczego Skrzydła, który przytrzymał lilowy ogon, przez co o mało sam nie stracił oka. 
- Czy taki dowód ci wystarczy?! - Rzucił wściekłe w stronę Żmii, chwilę potem już zwracając się do Widma - Nawet nie próbuj wymawiać jego imienia jeszcze raz - wycedził w jego stronę, czekając jedynie na pozwolenie. Jeśli go nie dostanie, wystarczyło wziąć sprawy we własne łapy i dokończyć jego żywot na swoich warunkach. 
- Jak najbardziej - stwierdziła, przenosząc wzrok na kocura - Niknące Widmo, dopuściłeś się zdrady, na dodatek nie byle jakiej, bo zabiłeś lidera i głównego medyka Klanu, który przyjął cię do siebie. Jako winnemu, zostanie ci wymierzona kara. Choć mam już na ten temat swoje przemyślenia... dam Klanowi zabrać głos w tej sprawie. 
- Niech zostanie pozbawiony oczu, języka, uszu - Wyliczał jakby pod nosem, sam zaskoczony z jaką łatwością i płynnością, niezbyt usatysfakcjonowany ze słów byłego podopiecznego, który chwilę przed nim proponował śmierć głodową - Można go też wykastrować, czemu nie? Zwyczajne zabicie go będzie zbyt łatwe. - Stwierdził, powstrzymując drżenie na ciele. Nie myślał jasno, chciał jedynie zadać winowajcy jak największą dawkę cierpienia. 
- Kastracja nie brzmi źle - Grad przyznał pod nosem, patrząc na Widmo nienawistnie z raną na pysku, która powoli przestawała krwawić. Później już jedynie pamiętał rozczarowanie i narastającą wściekłość, szczególnie, gdy Srebrny zdawał się niezbyt przejmować samym faktem, że właśnie to przez tego kota stracili brata. Zachowywał się, jakby sprawa go nie dotyczyła, co tylko wzburzyło cętkowanego, dzięki czemu bez chwili oporu poparł Lwią Paszczę, która zasugerowała oskórowanie. Nie miał pojęcia na czym fach polega, jednak był skłonny się zgodzić ze wszystkim, co tylko ukoiłoby jego wewnętrzną wściekłość, która jedynie narastała z każdym kolejnym sprzeciwem Srebrnego.
 - Z całym szacunkiem i zrozumieniem dla chęci, by Niknące Widmo poczuł to, co zmarli, ale czy nie jest to temat zbyt drastyczny, jak dla niektórych tu zebranych? Chociażby młodych uczniów, czy kociąt w żłobku, które mogą usłyszeć za dużo? Śmierć to śmierć, czy bolesna, czy też nie, zagrożenia po prostu należy się pozbyć. 
- Uważasz, że zwyczajna śmierć będzie dla niego odpowiednia? To jak nagroda - Syknął Szept, strosząc futro.- Można go gdzieś wywlec, co za problem.
 - I tak niepotrzebnie to przedłużamy. Po prostu oszczędźmy niektórym widoku i nie traumatyzujmy młodych. I tak zbyt wiele złego się dzisiaj stało, wystarczy nam wszystkim - mruknął Srebrny, nerwowo zerkając na ciało zmarłego brata.
- Jak chcesz - parsknął - Może masz rację. Sam to załatwię. - rzucił, patrząc w stronę winnego, którego już wyobrażał sobie pod swoimi pazurami. Przeciąganie tego nie miało może sensu, ale wciąż logiczna gadka to za mało, by powstrzymać chęci syna Konwaliowego Powiewu od zamiaru wyłupienia tych pomarańczowych oczu. Niemniej, wcześniej wspomniane ślepia skierowane właśnie były w zupełnie innym, przypadkowym kierunku. Tak przynajmniej mu się zdawało przy pierwszym wrażeniu, puki czarna sylwetka nie wyskoczyła niespodziewanie do przodu, wbijając kły w rudą sierść na szyi Iskrzącej Burzy. Była to jedynie chwila, zanim do wszystkich dotarło, co się stało. 
- Nie... nie, nie, nie, nie, nie - lilowy skoczył w panice do wykrwawiającej się kotki, próbując zatamować łapami obfite krwawienie z szyi, mamrocząc pod nosem i czując własne drżenie łap, kiedy spoglądał w przerażone żółte ślepia, powoli tracące zdrowy blask. W tle się coś działo, jednak znów nie zwracał na to uwagi, widząc kątem oka jedynie Liliową Łapę, którą najpewniej wysłano do pomocy, a która, jak się spodziewał, była możliwie w większym szoku niż on sam. Nie mógł stracić jeszcze Iskrzącej Burzy, zwyczajnie nie dopuszczał do siebie tej myśli, nawet w momencie, w którym drgania jej ciała ustały. Była pierwszym kotem, którego uważał za przyjaciela, pierwszym kotem, któremu, może, tylko może, gdyby poświęcił więcej czasu, to wtedy... 
Wstał, ostatni raz patrząc na pysk burzaczki. Gdyby tylko tego nie przeciągał, gdyby od razu, zwyczajnie go zabił i nie dał mu możliwości... Właśnie, On. To jego wina. Błyskawicznie zwrócił wzrok ku Widmu, nie czekając nawet na jakikolwiek rozkaz od strony Żmii, i jak się okazało, nie tylko on. Zdążył jedynie spostrzec rudą smugę, zanim wgryzł się w lewą stronę pyska Widma, orając zębami w miękkiej skórze, specjalnie zahaczając o jedno oko. Nie mógł spamiętać jednak całej szarpaniny, ani w którym momencie zadano mu jakie rany, być może przez nadmiar adrenaliny i intensywnego szumu w głowie, który na koniec zamienił się w pisk, kiedy stał ciężko dysząc nad Widmem, znajdującym się w agonalnym stanie, ze zmasakrowaną połową pyska. Lilowy przełknął ciężko ślinę, czując metaliczny posmak i różne, mniejsze lub większe kawałki o różnych teksturach, które doprowadziły kocura do odruchu wymiotnego. Ból głowy automatycznie się nasilił, a oczy zaszły mgłą, jedynie się potęgując gdy usłyszał pisk rozpaczy. Chwilę potem doszedł do tego, z czego on wynikał. Na ziemi obok leżała Lwia Paszcza, skierowana głową do swoich kociąt, podzielająca los siostry. Odwrócił wzrok, uznając, że na chwilę obecną nie jest w stanie poczuć żadnej złości, rozpaczy, ani nawet głupiego zadowolenia wynikającego ze swojego rewanżu. W głównej mierze zdawało się, że nie był na chwilę obecną w stanie odczuwać żadnych bardziej skomplikowanych i złożonych emocji. Zadrżał znów, po czym chwiejnym krokiem skierował się na zewnątrz obozu, coraz silniej odczuwając pieczenie i ból przy szyi oraz innych partiach ciała, a wszystko przez malejącą adrenalinę. Pomimo zmęczenia nadal brnął z wolna przed siebie, zatrzymując się dopiero na skraju terenów, ze zdziwieniem spostrzegając swoje odbicie w wodzie, której migocząca tafla wyzwoliła w nim jakąś falę, podczas której łzy napłynęły mu do oczu, a sam nie potrafił złapać powietrza w płuca, czując ból w klatce piersiowej, rozchodzący się na głowę, jakby chciał wgryźć się w organizm dodatkowo go męcząc. Nie chciał o tym myśleć, ale wizje martwych ciał nieustannie przewijały mu się przed oczami, jakkolwiek by nie próbował ich zagłuszyć. Nagle poczuł pod językiem resztki z Widma, przez co gwałtownie schylił się w stronę wody. Miał to na sobie wszędzie. Resztki futra, oczu, miał wrażenie, że zaczynają go obłazić niczym stado czerwonych mrówek. W drodze tej panicznej próby zmycia z siebie krwi i wypłukania pyska zdążył jeszcze zwymiotować, lecz pomimo pustego już żołądka odruch pozostał. W końcu, wycieńczony, skulił się obok drzewa, zagrzebując w liściach i chowając głowę między łapami, szlochając cicho. Czuł się jak kocię, które nagląco potrzebowało pocieszenia od mamy. Pozostał w tym stanie, przez kilka następnych dni. 

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

Miał zamiar skierować się do medyka. Nie po maść na gojące się rany, tylko po coś nasennego, odkrył bowiem, że jego mieszanka z kocimiętki i maku daje radę zagłuszyć wszelkie... niepotrzebne emocje, dodatkowo pomaga mu zasnąć, czego mocno potrzebował, bo gdy się budził, cały ból uderzał w niego od nowa. Jednak zamiast medyka, na swojej drodze zobaczył Przepiórkę, która niepewnie przysiadła przy nim, rozglądając się po obozie, jakby obawiała się zbędnego towarzystwa. 
- Hej... - wymamrotała, co zdawało się zabrzmieć w jej przypadku nienaturalnym przywitaniem. - Wiem, że nie jest to najlepszy moment, ale muszę z tobą o czym porozmawiać. I chyba najlepiej, by stało się to poza obozem.
- Hm? Jasne, chcesz się gdzieś przejść konkretnie? - spytał uśmiechając się lekko, chociaż niezbyt mu się podobał ton głosu, który pobudzał w nim jedynie złe przeczucia. 
- Może nad Przybrzeżne Oko - zaoferowała wprost.
- To w drogę - Rozciągnął się, ruszając luźnym krokiem poza obóz, podczas gdy kotka jedynie kiwnęła głową, ruszając za nim - Dobrze się ostatnio czujesz? - Zapytał po czasie, chcąc na moment przerwać ciszę. Nie przeszkadzała mu ona w tym momencie, nie czuł się zbytnio chętny do rozmowy, z drugiej strony pragnąc towarzystwa drugiego kota. Irytowało go to, było zbyt skomplikowane, nie potrafił tego określić za pomocą myśli, co jedynie wyzwalało męczącą frustrację. 
- A... Ty? - mruknęła, czując, że jest to dosyć głupie pytanie.
- Hm, wiesz jak jest, bywało lepiej - Skomentował milknąc potem na czas spaceru, w sumie zadowolony, że Gracja już nic od siebie nie dodawała. A może jednak chciał, by mówiła? Cokolwiek? Po dotarciu na miejsce usiadł przed szylkretką, która wyraźnie się stresowała, co w żadnym stopniu nie pomagało w uspokojeniu lilowego.  
- Jest coś, o czym muszę i chciałabym ci powiedzieć - westchnęła nerwowo. - I ja wiem, że to nie jest najlepszy moment, ale to naprawdę nie jest zależne ode mnie.
- Coś się... Owocowy Las zmienił zdanie? - dopytał, próbując wyczytać odpowiedź z jej pyska. 
 - Nie, nic z tych rzeczy - oświadczyła. Łapą zaczęła grzebać w ziemi - To coś dotyczy bardziej naszej dwójki...
-Oh. - Na jego pysku pojawił się mocny wyraz niepokoju. Gdyby nie futro, może nawet by zbladł, jakby krew uciekła mu z ciała - Jeśli chcesz przestać ze mną przebywać po tej akcji w obozie to... Ja ten. Nie... - nie dokończył, nie wiedząc co dokładnie miałby powiedzieć, nie próbując nawet patrzeć w jej pysk. Ignorował ,,nie zależy ode mnie" w jej zdaniu. W końcu mogło to znaczyć wiele rzeczy, chociażby to, że nie odpowiada ze emocje które jej towarzyszą. Na pewno widziała zbyt wiele tego dnia, czego innego miałby się spodziewać? Chociaż część niego miała ochotę zwyczajnie błagać, by go nie zostawiała. Jak bardzo byłby to żałosny widok? 
- Przestać? - powtórzyła w szoku. - Szept, nie bądź głupi. Cóż, to coś chyba sprawi, że będziemy musieli spędzać ze sobą właśnie więcej czasu. O ile... Będziesz chciał brać w tym udział.
Kocur zmarszczył brwi, podnosząc wzrok na pysk Gracji. Być może wiedział już o co chodzi, jego umysł zdążył podczas tej rozmowy, jak i podczas spaceru wytworzyć tyle możliwości, o czym mogłaby mu powiedzieć, że zabrakłoby czasu, jeśli miałby je wszystkie wymieniać. Powoli rejestrował jej westchnięcie, oraz to jak siada. 
 - Spodziewam się kociąt - wyrzuciła. - Twoich - doprecyzowała natychmiastowo. Trochę go zatkało.
Trudno było określić dokładnie jaką minę miał teraz Szept, który niemal zaraz bo jej oświadczeniu schował pysk w czekoladowym futrze na jej piersi. Miał się cieszyć? Powinien się cieszyć, powinien ją złapać i... co właściwie, przeprosić? Pogratulować? Ona w ogóle je chciała? Zazwyczaj pewnie by oszalał z radości, ale teraz nie wiedział nawet co czuć, gdy do tego kotła nieszczęścia doszła jeszcze jedna emocja, której nie spodziewał się znaleźć. Powstało czyste zmieszanie. I strach. Nie wiedział, czy będzie dobrym ojcem, czy w ogóle da radę utrzymać tak właściwie pierwszy poważny obowiązek w swoim życiu, od którego nie będzie mógł się wymigać bólem głowy czy złamanym pazurem. Będzie musiał nie tylko troszczyć się o Przepiórkę, ale również o kociaki które trzyma pod sercem. Jakim sposobem, kiedy nie potrafił się teraz zająć samym sobą? A jak dojdzie do komplikacji? 
- Damy radę - stwierdził po chwili ciszy, mamrocząc do sierści przepraszająco. To był naprawdę beznadziejny moment na posiadanie kociąt. 

<Puszku szylkretowy?> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz