BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 3 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

05 lipca 2022

Od Bylicy CD Wypłosza i Skazy

Podstarzała kotka otworzyła swe oczy rozbudzając się. Nie był jednak ranek, a późne popołudnie. Przez ten cały gorąc ona i jej rodzinka zmienili trochę rytm dobowy. Budzili się pod wieczór, i dużą część aktywności spędzali w nocy. Niby mogło być wtedy niebezpiecznie, ale panował taki skwar i duchota, że trudno było wytrzymać. Srebrna ziewnęła zamykając swe ślipia, mlasnęła kilka razy, po czym rozejrzała się po ich małej kryjówce w krzewie. I wtedy coś zauważyła.
Nigdzie nie było Skowronek.
Błękitna wstała, wybudzając wszystkich ze snu, zaalarmowanych nagłym hałasem.
- Skowronek zniknęła! – miauknęła dziko pręgowana, patrząc na zszokowane miny rozglądających się młodzików. – wiecie może gdzie poszła? – spytała zmartwiona. Byli tu już od pewnego czasu, fakt, ale nadal jej kociaki nie wiedziały wszystkiego o mieście, choć Bylica starała się je jak najszybciej wprowadzić.
Spanikowana reszta pokręciła przecząco głowami.
No to pięknie.
Srebrna wychynęła z krzewu, a za nią pozostała trójka.
Na pewno nikt jej nie porwał, szylkretka obudziła by się i zaalarmowała resztę. Pewnie sama wyszła, może na spacer? Mimo tej wiedzy starsza zdawała sobie sprawę, że jej córka mogła być w niebezpieczeństwie. Ona i reszta jej kompanów wybiegli z uliczki, i wtedy dostrzegli Skowronek.
Czekoladowa szylkretka była cała poobijana, nie jakoś bardzo ranna, ale widać było, że coś się stało.
Bylica szybko podbiegła do zguby, po czym od razu zalała ją falą pytań.
- Co się stało? Kto ci to zrobił?
- Jacyś samotnicy. – miauknęła zmęczona Skowronek. – zaatakowali mnie nagle, wrzeszczeli, że wlazłam na ich teren… udało mi się uciec… - wymiauczała pomarańczowooka, tuląc się do matki.
Z gardła starszej wydobył się gardłowy warkot.
- Zapłacą za to. Gdzie ich spotkałaś?
- P-pokażę ci. – miauknęła najmłodsza z całej grupy, wstając na równe łapy.
- Najpierw odpocznij. – miauknęła Bylica.
Wrócili więc do małego ogródka w zaułku i schowali się w swoim krzewie. Starsza kocica wyciągnęła zioła zebrane kilka dni temu. Specjalnie wyszli z miasta, żeby je zebrać. Srebrna dała Skowronek zioła na wzmocnienie, tak na wszelki wypadek. Wiedziała bowiem, że szylkretowa nie była jakoś bardzo odporna, mimo tego widziała poprawę jej stanu, od kąt miała więcej pożywienia w Klanie Nocy. Teraz również nieźle im szło, bo jej dzieci douczyły się polować w klanie jak i również z nią. Radzili sobie też całkiem nieźle w walce. Deszcz, Skowronek i Fiołek umieli nawet pływać oraz polować na ryby, co było wielkim osiągnięciem. Dziko pręgowana sama tego nie umiała, była dumna z młodych.
***
Pod wieczór ona i jej dzieci wyruszyli w drogę. Wspólnie rozpoczęli przemierzanie ulic, w poszukiwaniu tych, którzy zaatakowali jej córkę.
Popamiętają ich. Głupcy popełnili wielki błąd.
- Tam są – usłyszała głos Skowronka, wskazującej w odpowiednim kierunku ogonem. Potem od razu jej dzieci pochyliły się, tylko Bylica pozostała wyprostowana, tak jak ustalili we wcześniejszym planie. Srebrna ruszyła w stronę kocich sylwetek. Błękitna bez ogródek podeszła do nich, po czym ich zaczepiła.
- Można na słówko?
Czwórka samotników spojrzała na Bylicę.
- Czy my się znamy, że można na słówko? - prychnął jeden z nich.
- Co babo? Brak ci wrażeń? Jak chcesz w krzaki to Śruba nie pogardzi - zaśmiał się drugi. Wymieniony kot, skrzywił nos.
- Gdzie tam. To stare takie... wole młodsze.
Srebrna pozostała niewzruszona, chociaż mentalnie skrzywiła się.
- Nie znamy się, ale coś tam o was słyszałam. - miauknęła uprzejmie. - i tak, można na słówko, bo mam sprawę. I nie, nie idę z żadnym z was w krzaki. A starości się nie wstydzę. - przy ostatnim zdaniu uśmiechnęła się. - Z tego, co mi wiadomo, zaatakowaliście pewną młodą szylkretkę, prawda to? - spytała, choć dobrze znała odpowiedź.
Jeden z obcych gangsterów podrapał się łapą za uchem.
- Eeee... może? Dzisiaj ze cztery dopadliśmy. Jedna tylko zwiała i nie dała się zaliczyć.
Na te słowa kapcie by Bylicy spadły, gdyby je miała.
- Zaliczyć? - miauknęła oburzona - chcieliście ją...zaliczyć? Taką młodą, bez jej zgody?
- A potrzeba zgód rodziców? - zaśmiał się kolejny. - No a co? To Siedlisko Wyprostowanych, a nie jakieś Pieszczoszkowo. Tu każdy bierze co chcę, kiedy chcę.
Idioci.
- Och...każdy co chce...kiedy chce...tak? - spytała. - no to wiecie czego ja chcę? - zrobiła pauzę - Skopać was, pchlarze, nie mające za grosz wstydu. A potem was wypatroszyć i zostawić truchła ptakom. - miauknęła z uśmieszkiem. Samotnicy prychnęli na to, gotując się do walki. Jednak jej przyczajone młode słysząc wypowiedź ich matki wychynęły ze swych kryjówek i szybko znalazły się przy niej. Widząc, że srebrna ma wsparcie, kocury nieco przystopowały.
- O to ta! – jeden z nich wskazał na Skowronek. - Świetnie. Zawołała swoją babcie i skrzyknęła kolegów - prychnął. - Spadamy stąd - to mówiąc, obcy dali nogę
- GONIĆ ICH! -ryknęła wściekle Bylica, biegnąc z burzacką prędkością za kocurami. Tuż za nią podążały jej dzieci. Błękitna doganiała uciekających, i wtedy dostrzegła okazję. Wskoczyła w biegu na pudło, wybiła się z tylnych łap i rzuciła na samotnika, którego przygniotła do ziemi. - POPAMIĘTACIE NAS, WRONIE STRAWY! - wrzasnęła, trzymając pod sobą gangstera, przybijając jego głowę do ziemi, i wbijając w jego skórę pazury. Kocur wrzasnął. Jego kumple od razu zatrzymali się i rzucili na Bylice.
Dziko pręgowana wściekle syknęła, drapiąc jednego z nich ostro po gardle, tak, że zaczęła się sączyć z niego krew. Nie wiedziała jednak, czy to doprowadzi do śmierci, czy to tylko porządna rana i nieudało jej się go poharatać tak, jak chciała. Gangsterom udało się ją ściągnąć ze swego kumpla, ale już po chwili jej dzieci rzuciły się na obce koty, drapiąc i gryząc tak, jak uczyła je matka. Brutalnie walili w żebra, gryźli łapy i przybijali wrogów do ziemi. Po chwili dwóch samotników zostało przygniecionych, pozostali cofnęli się z sykiem. Bylica postawiła tryumfalnie łapę na jednym ze zmęczonych, przygniecionych kotów.
- I co, dalej chcecie z nami zadzierać? - spytała, unosząc brew. Z jej pyska sączyła się świeża krew wroga, miała parę ran, ale przewaga liczebna jej grupy oraz ich brutalność dawała efekty. - Chętnie bym ich zabiła... -wymruczała, patrząc prosto w oczy jednemu z nich. - ptaki bardzo szybko by się zleciały, dobry obiadek bym załatwiła moim kochanym dzieciom... - wymiauczała delikatnie i lekko, tak, jakby mówiła o rozpruciu myszy, a nie żywego, słuchającego jej z przerażeniem kota. Słysząc następne słowa jednego z kocurów, uśmiechnęła się chytrze.
- Nie! Litości! Wygrałaś! Możecie zatrzymać ten rewir! I wszystko inne! Dużo tu jedzenia Wyprostowanych! Nie będziemy sprawiać wam problemów! - miauknął przygnieciony przez Bylice i jedno z jej dzieci kocur.
Staruszka zarechotała.
- Zabawnie jest patrzeć, jak ktoś kto przed chwilą mówił o zaliczeniu mojej córki błaga o litość. - wymruczała. - a teraz opowiedzcie mi, skarby, coś ciekawego. Lubię słuchać o nowym otoczeniu. - wymiaczuła jakby siedziała przy herbatce, po czym spokojnie usiadła. Chciała dowiedzieć się jeszcze więcej o tym miejscu, choć już kiedyś tu była - chyba, że chcecie serio być karmami dla wron. - zachichotała - nawet nie wiecie, jaka to frajda, rozpruwać żołądki – miauknęła srebrna, uśmiechając się. - więc?
- C-co chcesz wiedzieć? - miauczał ten pod nią.
Reszta kumpli była gotowa do ucieczki, gdyby sprawy miały przynieść zły obrót. Po chwili jeden z lisich bobków odezwał się:
- Jest tu wiele Gniazd Wyprostowanych i Pieszczoszków do bicia. Są śmieszni, zrobią wszystko byle nie oszpecić ich pięknych pysków. Kubły z jedzeniem, czasem kręcą się tu jakieś szczury, a niedaleko jest jezioro. Jednak pełno tam psów i Wyprostowanych chadza, nie polecamy tego miejsca na dom. Jest tu też parę samotników, odrzutków, którzy mogą płacić haracz jak się ich wystraszy - miauczał inny.
Podstarzałą kocicę zaciekawił staw i koty, które płacą haracz, postanowiła więc dopytać.
- Staw? W mieście jest staw? Wow- miuknęła zdziwiona - jak ostatnio tu byłam, to nie widziałam. - wymruczała z uśmieszkiem. - hmmm....koty płacące haracz...ciekawe, ciekawe - miauczała jak przy ploteczkach - a wy macie takie koty? - spytała. Podejrzewała, że wykorzystują jakieś biedne młodziki. Była chętna pomóc tym biednym kotom, jeśli będą spoko. Jak na razie starała się udawać bardziej zainteresowaną pobieraniem haraczów, aby powiedzieli jej, czy oni sami robią takie rzeczy, czy nie.
- Yyy... tak... Mamy kilku. – słysząc to zrobiła się jeszcze bardziej zaintrygowana, a i również chęć rozszarpania gardeł tych głupców się zwiększyła, choć nie dała tego po sobie poznać -Płacą nam jedzeniem, by móc żyć w spokoju. Czasem bawimy się z nimi, sprawdzając czy przypadkiem już nie przestali się nas bać. Ale to płotki. Na pewno i tobie odpalą swój udział.
- Uuuuuu - wymruczała zaciekawiona - a gdzie mieszka najbliżej jakiś, lub jacyś? - spytała.
- Kilka przecznic stąd! Taki jeden kurdupel kaleka. Mu daliśmy fory, bo bez łapy tak ciężko coś zdobyć. Ostatnio ktoś do niego się wprowadził... ale ten drugi jest zdrowy.
- hmmm....a zaprowadzicie nas tam? - spytała milusio. - Oczywiście wielkiego wyboru nie macie, zabijemy was jak nie, ale z grzeczności warto pytać. - miauknęła, szczerząc się.
- Mogę... mogę sam was zaprowadzić, moich kumpli puść jako gwarancję, że można wam ufać. Stadem lepiej tam nie iść, bo wystraszymy ich tylko – miauknął ten, który leżał pod jej łapą.
- Dobrze, niech będzie. - wymruczała, chociaż wolałaby tego nie robić, aby być pewną, że niczego nie spróbują. Dała sygnał, żeby dzieci puściły tego drugiego przybitego żałosnego śmiecia.
Kocur od razu wstał, kiwnął na swoich kolegów i dali dyla, zostawiając tego leżącego z srebrną kocicą. Po chwili, upewniwszy się, że reszta obcych sobie poszła, Bylica wstała z kocura, tak samo jedno z jej dzieci, które go przytrzymywało.
- No to teraz w drogę, młody! – miauknęła do samotnika, po czym klepnęła go ogonem po grzbiecie - i nie próbuj nas wykiwać. - wymruczała mu do uszka, po czym otarła się o niego policzkiem- tak tylko mówię na wszelki wypadzik. - dodała.
- Nie oszukam, gdzie. - Skrzywił się na jej otarcie się o jego futro - Za mną - miauknął kierując się w stronę domu dwóch kociąt.
Kiedy przybyli zastali przewrócony śmietnik, kilka pudeł kartonowych w ślepym zaułku i worki ze śmieciami.
Małe kocię na ich widok wyszło ze śmietnika jeżąc sierść. Nie miał ucha, lewego oka, ogona, i lewej tylnej łapy, dodatkowo cały był brudny, śmierdział, nie miał w wielu miejscach sierści i skakały po nim pchły. Od razu żal jej się zrobiło biednego malca. Pożałują tego, co mu zrobili…
 - E Wypłosz, a ten drugi to gdzie? - zawołał do malca gangster.
- Poszło to polować... - miauknął tylko bury kociaczek.
- Szkoda, też bym chętnie poznała. - wymruczała, po czym podeszła do kociaka.
- Tak więc - Wskazał na Bylice. - Ta tutaj, to nowa pani tego rewiru. Stara ale jara. Od teraz jej służysz i jej pomagierom - Pokazał resztę. Jej kocięta skrzywiły się na słowo "pomagierów" i syknęły na samotnika.
Bury kociak nie wyglądał na zadowolonego, łypał jednym okiem na starszą kotkę.
- Jakie są... twoje warunki? - zapytał bury.
Podczas gdy jej dzieci były wciąż oburzone słowami samotnika, ich matka zwróciła się do kociaka.
- Omówimy je zaraz, słoneczko – miauknęła błękitna, po czym pogłaskała ogonem kociaka po łebku. - tylko załatwię jedną małą...sprawę - wymruczała, po czym nagle odwróciła się i chwyciła ucho samotnika, po czym pociągnęła. Krew spłynęła z poharatanej skóry kocura, który cofnął się zaskoczony. Starsza wypluła ucho, tak, jakby splunęła nim, po czym miauknęła - no co, sądziłeś, że ujdzie ci na sucho to, co próbowaliście zrobić mojej córeczce? - spytała, patrząc na kocura - ciesz się, że jestem łaskawa. Powiedz koleszkom...że jak jeszcze raz dojdą mnie słuchy o takim incydencie to wydrapie każdemu z was oczy i za każdy wybryk oderwę po uchu, jak się skończą uszy to pójdę na łapy... a to za pobieranie haraczów - wycharczała, po czym wyrwała kocurowi szybkim ruchem ze dwa, trzy wąsy - a, i jak usłyszę o tym, że znów pobieracie haracze, to wąsy wam powyrywam, jak będę mieć gorszy dzień to złożymy was z dziećmi w ofierze, żeby ptaki upolować - wysyczała. - a teraz spadaj, póki ci nie wyrwałam reszty wąsów, bo mnie korci.
Już po chwili przerażony samotnik zniknął na horyzoncie.
Bury kociak w szoku to obserwował. Cofnął się do kubła na śmieci, patrząc ze strachem na Bylice. Srebrna odwróciła się do kocięcia.
- Nie musisz się mnie bać, ciebie nie skrzywdzę. - miauknęła z kompletnie innym nastawieniem. - nie będzie żadnych głupich warunków haraczów, bo nie będę ich pobierała. - miauknęła, z lekkim uśmiechem na pyszczku. - jak się nazywasz? - spytała. Co prawda słyszała, że ten pchlarz nazwał go "wypłoszem", ale uznała, że to było tylko obraźliwe przezwisko.
- Wypłosz... - miauknął. - Czyli... - Spojrzał po jej dzieciach. - Nie będziecie mnie zaliczać ani bić?
- Zaliczać? Oni... oczywiście że nie będziemy takich rzeczy robili! - miauknęła. - coś ty musiał tu przeżyć, biedaczku! - miauknęła - nie tylko ci nie zrobimy krzywdy, ale też zaprosimy do naszej grupki ciebie, i twojego kolegę - miauknęła, uśmiechając się.
- Po co? - miauknął nieufnie. - Nie jestem użyteczny. Nie pomogę wam, będę zawadzał... Nie potrafię polować czy walczyć.
- A tam, a ja jestem stara i co z tego? - spytała - poza tym to, że jesteś taki poharatany, nie oznacza, że bezwartościowy.
- Czyli... będziecie mnie karmić za darmo? - otworzył aż pyszczek w szoku.
- Tak. - miauknęła - i twojego kolegę też.
- Ono... jest dziwne. Może już nie wróci. Przyczepiło się do mnie i nie chciało mnie zostawić. Nie wiem czy wróci... - po chwili kociak spytał - A... daleko mieszkacie? I... i co miałbym robić? Jak pani się nazywa?
- Ach, wybacz mi nietakt. Na imię mi Bylica, a to są Krokus, Fiołek. Deszczyk i Skowronek. - miauknęła, wskazując na każdego po kolei ogonem. - I mieszkamy...parę przecznic stąd.
Kiwnął łebkiem.
- Czyli zabierzecie mnie tam? - spytał bury kociak.
- Tak. Tylko najpierw jeszcze znajdziemy twojego kolegę...wiesz może, gdzie ono mogło pójść?
- Nie chcę go szukać. Nie i mnie to nie obchodzi. Jest okropne. Zajmie nam to pewnie cały dzień. Mógł pójść wszędzie. Niech oni poszukają go - Wskazał na jej dzieci. - Jest taki dziwny, rozpoznacie go. O księżyc młodszy ode mnie. Jest gorąco... - miauknął wzdychając. - Umrę przez te debile.
Spojrzała na kociaka.
-Too...... - zastanawiała się. - Krokus? - miauknęła. Córka od razu podeszła do niej. - weź naszego nowego kompana, żeby nie musiał się męczyć. Poszukamy tymczasem jego kolegi. - bura od razu chwyciła Wypłosza delikatnie za kark i uniosła w górę.
Bury zawisł w uścisku Krokus krzywiąc pysk.
- Nie szukajmy ich. Nie ma sensu - starał się przekonać staruszkę do porzucenia tej misji.
- Och, jest sens. - miauknęła. - im nas więcej tym weselej - rzekła, po czym poszła dalej szukać wraz z dziećmi i zwisającym z pyska jej burej córki Wypłosza tego drugiego kociaka.
<Wypłosz, Skaza? Dzieci moje kochane? :3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz