Dużo czasu spędzała z nosem w ziołach, widać było, że dużo bardziej woli ścieżkę medyczną od wojowniczej, co pasowało do jej charakteru i usposobienia, więc też nikogo to specjalnie nie zdziwiło.
Jedynie futro na jej słabej nodze robiło się coraz cieńsze.
—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—
Wróciła właśnie z kolejnego niezbyt udanego treningu i chociaż Pomocny Wróbelek próbował podnieść ją na duchu, to ona i tak wiedziała, że poszło jej co najmniej kiepsko. Kiedy tylko przeszła pod wodospadem kryjącym wejście do obozu Klanu Klifu westchnęła z ulgą, niezbyt przepadała za Porą Opadających Liści, było zimno, wiało, a świat był dużo bardziej szary niż podczas innych pór roku. I jeszcze ten okropny śnieg, chociaż śniegiem ciężko to była nazwać, bardziej już było to zimną, podtopioną breją, która przemaczała jej łapki razem z ogonem i spód ciała. Sprawiała też, że wszystko było śliskie i nieprzyjemne. Przynajmniej z racji tego, że ich obóz był w jaskini, to w środku nie było tej nędznej imitacji śniegu. W dodatku mróz tylko zaostrzał bóle jej kończyny.
Z żałosnym westchnieniem pofatygowała się przez centrum, przeszła obok legowiska uczniów, nie tam na razie zmierzała, szła swojej mamy – Postrzępionego Mrozu, towarzystwo jej rodzicielki zawsze poprawiało jej humor, chociaż odrobinę. Przystanęła obok gniazda ze zwierzyną, której było zdecydowanie mniej, niż podczas wiosny czy jesieni. To też sprawiało, że się krzywiła, polowanie również szło jej beznadziejnie, miała nadzieję, że jeszcze się w tym poprawi, bo dobijało Drobną Łapę, to że nie przyczynia się do dobra klanu, tak dobrze, jak by tego chciała. Chwyciła małą piszczkę, nie była jakoś specjalnie głodna, poczucie winy dość skutecznie odbierało jej apetyt. Zjadła ją w dwóch kęsach i pociągnęła swoje przemoczoną osobę w stronę półek wojowników, tam w późnych promieniach zimowego słońca, leżała jej mama.
— Hej — przywitała się cicho Drobna Łapa, stykając swój zimny od wiatru, wilgotny nos do nosa jej rodzicielki w milczącym pozdrowieniu. — Wróciłam właśnie z treningu — dodała z cichym mruknięciem i położyła się obok szylkretowej kotki. — Poszło dość kiepsko — przyznała z dość żałosnym tonem głosu i zaczęła wylizywać swoje mokre futro.
— Na pewno nie było, aż tak źle, masz jeszcze dużo czasu, żeby się nauczyć wszystkiego. — Ciche słowa pocieszenia, sprawiły, że przyjemne ciepło rozpłynęło się po ciele niebieskiej uczennicy, lubiła otuchę, jaką dawała jej obecność matki. — Pomocny Wróbelek jest dobrym protektorem i mentorem, z pewnością wymyśli jak dostosować treningi, żebyś sobie poradziła, każdy uczeń jest inny, więc podejście też jest ważne.
— Tak myślisz? — zapytała cicho Drobna Łapa, nie sądziła, że trenowanie je było łatwe, przez jej przypadłości, a bardzo nie chciała sprawiać problemów starszemu protektorowi. Z wdzięcznością przyjęła czułe liźnięcie w czoło od starszej kotki. — Ty też miałaś takie problemy, jak się szkoliłaś na wojowniczkę?
<Mamo? :3>
[561 słów]
[przyznano 11%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz