Minął dłuższy czas, podczas którego Biała Łapa siedział w legowisku uczniów i patrzył na obóz. Widział, że koty pod maskami radości ukrywają strach. Kto będzie następny? Czy morderca jest wśród nas? Odwrócił wzrok i wbił go w ścianę nory, przymykając oczy. Wyostrzył swój słuch i używając echa tunelu, dosłyszał kroki. Rytmiczne i energiczne, dokładnie takie jak…
— Biała Łapo pora na trening! — Burzowe Chmury, jego "wspaniały" mentor.
— Doskonale wiesz, że to dla mnie ryzykowne — odparł bez entuzjazmu. Kocur mógł sobie do woli lekceważyć problemy skórne ucznia, jednak jemu nie widziało się siedzieć u medyków.
— Oj tam nie ma praktycznie słońca! Chodź, mam do Ciebie sprawę. — Spoważniał nagle, co zapaliło lampkę w głowie albinosa.
Biały niechętnie wstał i wyściubił nos z legowiska, by zobaczyć pogodę. Faktycznie było szaro buro ponuro, chmury wyglądały, jakby miały zesłać deszcz…może nic się nie stanie? Jasny kocur wystawił jedną łapę, później drugą, by ostatecznie jak wąż wypełznąć z uczniowskiej nory. Czuł się dziwnie, tak jak zawsze, gdy wychodził w nietypowej dla siebie porze. Rozejrzał się dookoła, słysząc masę rozmów, krzyki kociąt ze żłobka, które w nocy zawsze cicho spały. W duchu ucieszył go ten obraz. Mógł… poczuć się choć trochę jak normalny kot.
Burzowe Chmury zaprowadził go do tuneli. Biały miał z nich trening raz czy dwa, jednak nie mieli zbytnio czasu bardziej się na nich skupiać. Z racji przypadłości Białego kocury mogły trenować o określonych porach, w których Burzowe Chmury był już bardzo zmęczony po całym dniu pełnienia wojowniczych obowiązków. Z racji tego, mimo najszczerszych chęci, ich treningi nie były aż tak jakościowe, jak mogłyby być. Dlatego też często Biała Łapa sam wymykał się z uczniowskiego legowiska, by na poboczu w obozie trenować wszystkie ruchy, które do tej pory poznał. Pragnął, chociaż w małej mierze dorównać pozostałym uczniom, mimo bycia takim…wycofanym. Mimo że nie ze swojej winy się taki urodził, to codziennie odczuwał skutki tego procesu. Nie miał pojęcia, dlaczego akurat na niego padło? Czy w poprzednim życiu czymś zawinił? Może to kara za jego rodziców? Popełnili jakiś błąd?
Pokręcił głową, odganiając natrętne myśli. W niczym mu teraz nie pomoże rozgrzebywanie swoich problemów.
Wszedł za mentorem do tuneli, były ciemne, pachniały wilgocią i wiły w różnych kierunkach. Biały poznał, że to jedna z ogólnie znanych tras, którą miał już okazję kiedyś iść. Wędrowali całkiem długo, a może to było tylko takie wrażenie. Każdy tunel wyglądał niemalże tak samo. Gdy dotarli na miejsce, Biały poczuł zapach wody i innych kotów, słyszał także głosy. Wyszli, nieopodal Przybrzeżnego Oka, gdzie Biały od razu skrył się w cieniu drzew. Nie zamierzał ryzykować, już wystarczająco dzisiaj prosił się o poparzenie, wychodząc w ogóle na zewnątrz.
Dostrzegł Kwiecistą Knieję, która rozmawiała z Burzowymi Chmurami, oraz Słoneczny Fragment, a obok niego był Śniąca Łapa. Biały zastanawiał się, po co go tutaj przywleczono…
— Biała Łapo — zaczął Burzowe Chmury, podchodząc do niego. — Może nie sprawiam takiego wrażenia, ale dbam o Ciebie i pamiętam, że masz bardzo wrażliwą skórę. W związku z tym wpadł mi do głowy pewien pomysł. Nie chciałbyś może zostać uczniem Przewodnika?
Biała Łapa nie odpowiedział. Przeszył spojrzeniem Kwiecistą Knieję, która stojąc nieopodal, odwdzięczyła mu się tym samym. Odwrócił głowę speszony.
— Nie chcę być kretem — odpowiedział po chwili.
— Biała Łapo co za bzdury wygadujesz! — Zaśmiał się Burzowe Chmury, łagodniejąc. — Bycie przewodnikiem to nie znaczy zaraz przemiana w kreta! Skoro nie możesz chodzić swobodnie po powierzchni, to dlaczego nie zejść w podziemia?
I tym go chyba kupił. Biały uniósł wysoko brwi ze zdziwienia, będąc pod wrażeniem przebiegłości jego mentora. W życiu by się po nim nie spodziewał takiej inicjatywy… i chyba powinien przeprosić kocura za takie płytkie myślenie na jego temat.
Podniósł ponownie wzrok na Knieję, następnie na dwa kocury obok. Słoneczny Fragment też zdawał się czekać na jego decyzję.
— Chyba masz rację — oznajmił po chwili zawahania. — To odpowiednia rola dla mnie.
Nie był do tego przekonany. Nigdy nie ciągnęło go do tuneli, jednak czuł silne połączenie z naturą. Słyszał też plotki, iż Przewodnicy potrafią prosić duchy zmarłych o pomoc…na samą myśl miał gęsią skórkę. Biała Łapa nie był do końca zamknięty na ten pomysł, zwyczajnie… czuł żal, że ma taki ograniczony wachlarz możliwości. Nie mógł nawet zostać pełnoprawnym wojownikiem, a teraz jeszcze ten pomysł z Przewodnikiem. Mimo że z dobroci serca Burzowe Chmury obmyślił cały ten plan, to Biały nie mógł nic poradzić na ukłucie smutku i bezsilności w sercu. Cóż, takie jest właśnie moje życie. Pełne cienia i przeciwności.
— Świetnie — odezwała się nagle Knieja. — W takim razie w ciągu dnia będziesz ze mną trenować w podziemiach, a gdy zajdzie słońce, będzie trening wojownika. Podołasz, Biała Łapo?
Albinos zacisnął usta, marszcząc czoło i nos. Nie miał wyjścia. Chciał nadążyć, chciał czuć się potrzebny, ważny, mieć swoje miejsce w klanie… Zrobi wszystko, by to osiągnąć.
— Podołam — oznajmił spokojnie, acz stanowczo. Wstał, a jego prezencja potwierdziła wcześniejsze słowa. Czuć było od niego determinację.
Burzowe Chmury wrócił do obozu, zostawiając czwórkę kotów razem. W związku z ostatnimi morderstwami trzeba było trenować w duetach, więc Biały będzie musiał pogodzić się z tym, że najbliższe księżyce spędzi w tłoku…
— Bry, Biały — usłyszał z boku przeciągłe ziewnięcie.
Spojrzał w tamtym kierunku. Długowłosy, wiecznie śpiący uczeń powitał go swoją niską energią. Chyba ledwie z posłania wstał… Biały już wcześniej zauważył, że oba kocury czekają na jego ostateczną decyzję, zamiast iść na trening. To nasunęło mu pewne wnioski.
Oznaczało to, że nie przyjęliby odmowy. Czy z góry założyli, iż Biała Łapa się zgodzi na to szkolenie? Eh…
Nie pozostało mu chyba nic innego, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości i…socjalizować. Dobrze, że tunele są długie i jest ich dużo, to może w międzyczasie zgubi gdzieś ten koci nadmiar. Chociaż… patrząc na Śniącego, to nie musi się nim martwić, ba nawet kocur wydaje się odpowiednim towarzystwem, bo mało mówi i nic go nie obchodzi.
— Witaj, Śniący — odpowiedział beznamiętnie. — Dopiero wstałeś?
<Śniąca Łapo? Siema kolego po fachu >
[1086 słów]
[przyznano 22%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz