BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 listopada 2025

Od Białej Łapy

Dzień Zgromadzenia

Zważywszy na to, iż Zgromadzenia odbywają się nocą, Biały nie miał absolutnie żadnej wymówki, by tam nie iść. Zresztą, Burzowe Chmury wręcz wyciągnął go za ogon z legowiska uczniów, a on, niczym zjawa, sunął łapami po pokrytej śniegiem ziemi. Czekał na sygnał od Króliczej Gwiazdy, który chyba nie chciał iść tak samo mocno, jak on. Uczeń, tak jak zapewne spora część Klanowiczów, zauważył nieobecność Króliczej Gwiazdy. Żałoba, w której trwał od tak dawna, dalej sprawiała, że kocur był cieniem samego siebie. Wujek Barszcz mówił mu kiedyś o tym wszystkim, że próbował nawet rozmawiać z Liderem jako jego brat, jednak bezskutecznie. Królicza Gwiazda zdawał się nie potrafić podnieść po stracie córki oraz partnerki. Biała Łapa nie rozumiał jego bólu, będąc zwyczajnie zbyt młodym, by kogoś tracić.
Gdy nadeszła pora wymarszu, poczuł na sobie wzrok mentora. Kocur jakby upewniał się, że jego uczeń grzecznie tuptał na zgromadzenie, a nie próbuje schować w obozie, by zostać. Przewrócił oczami i pociągnął za sobą długi ogon, sunąc w śniegu. Nie lubił ani zbiorowisk, ani robić coś z przymusu, a teraz będzie mieć to i to. No świetnie. Biały pierwszy raz szedł na to wydarzenie, odkąd został uczniem, a mimo to się nie cieszył. Nie szukał przyjaciół, nie chciał się socjalizować, a Zgromadzenia po to były robione, żeby Klany mogły wymienić się informacjami, a klanowicze porozmawiać, spotkać ze znajomymi czy właśnie znaleźć sobie nowych kolegów. Albinos tego nie szukał, dlatego szurając łapami, szedł w rządku kotów w stronę miejsca Zgromadzeń.
Gdy dotarli, usiadł z boku, udając, że go nie ma. Obserwował koty dookoła, widział, jak się schodzą, szukają swoich znajomych, radośnie witają, inni mniej. Gdzieś tam z boku ktoś krzyczał, a ktoś inny go uciszał i tak to leciało. Patrzył czerwonymi oczyskami na Skałę dla Liderów, przyglądał się Judaszowcowej Gwieździe z Klanu Klifu, który rozmawiał z Liderką Klanu Nocy, Mandarynkową Gwiazdą. Dołączył do nich Królicza Gwiazda, jednak tak jak przewidział Biały – nie socjalizował się z nimi. Siedział z boku jak za karę, gdy dołączył do nich Lider Klanu Wilka oraz Owocowy Las. Biała Łapa przeniósł spojrzenie na koty klanowe, nie próbując podsłuchiwać. Nie obchodziły go cudze problemy.
Nie minęło długo, nim usłyszał kroki za sobą. Zerknął kątem oka, kto idzie w jego kierunku, dostrzegając niebiesko-białą kotkę. Przytruchtała do niego z przyjaznym uśmiechem na mordce.
– Hej! Jak masz na imię? Jesteś z Klanu Burzy nie? Pachniesz jak oni? O ja… ale masz oczy! Nie widziałam nigdy takich! – wyszczerzyła się.
Kocica pachniała Klanem Klifu. Biały skrzywił się, słysząc jej wesoły ton tak, jakby działo się nie wiadomo co. Obrzucił ją oceniającym spojrzeniem, a następnie wziął wdech, by powiedzieć spokojnym, acz stanowczym tonem:
– Proszę, nie mów do mnie.
Klifiaczka zmieszała się trochę odpowiedzią nieznajomego. Kotka się nie poddała, przewróciła oczami i usiadła obok niego. Biały odsunął się, zwiększając odległość.
– Coś ty taki skwaszony? Nie lubisz zgromadzeń? – zapytała ponownie.
Zerknął na nią kątem oka. Nie odpuszczała, w dodatku określiła go mianem "skwaszonego"... Zamyślił się chwilę, patrząc w dal. Księżyc świecił zza chmur, a jego blask sprawiał, że sierść oraz skóra Białego aż się błyszczały. Wyglądał jak zjawa, która nawiedza w snach.
– Nie lubię – odpowiedział w końcu po długiej ciszy. – Nie lubię również naprzykrzających się kotów. Mało co lubię.
– To musi być strasznie smutne życie, tak nic nie lubić – stwierdziła, nic sobie nie robiąc z jego komentarza. – Nie jesteś ani trochę ciekawy innych kotów? Albo jak wygląda życie w innych klanach? – Otuliła łapki puchatym ogonem.
Przechyliła głowę lekko i spojrzała bardziej uważnie na białego kocura. Biały udawał, że nie przeszkadza mu jej przenikliwy wzrok. Zmarszczył brwi i uparcie wpatrywał się w Skałę dla Liderów.
– Skoro mało co lubisz, to musi być coś, co lubisz? Co to? – Spróbowała pociągnąć go za język. Metaforycznie oczywiście.
Kotka dalej zalewała go falą pytań i chyba powinien pogodzić się z myślą, że mu nie odpuści. Pomyślał przez chwilę czy było coś, co lubi.
– Nie jestem ciekaw innych kotów – odpowiedział powoli, wyraźnie. – Nie obchodzą mnie inne klany. Lubię Porę Nagich Drzew i Porę Spadających Liści. Nie lubię Pory Zielonych Liści oraz Pory Nowych Liści. Zadowolona?
Mówiąc to, łypnął na nią okiem ze wzrokiem "czy teraz dasz mi spokój?".
Niebieska kotka pokiwała z zadowoleniem głową, ale nie odeszła tak, jak Biały by sobie tego życzył.
– Też w sumie nie za bardzo przepadam za latem, gorąco, wszędzie bzyczą robaki. Ale Pora Nowych Liści jest fajna, czemu jej nie lubisz? – zapytała ciekawsko, wyraz na jej mordce zrobił się w miarę samozadowolony. – I jak masz na imię, trochę głupio nazywać cię "ty", a za pierwszym razem mi nie odpowiedziałeś, jak spytałam.
Łypnął na nią czerwonym okiem. Pozwolił sobie prychnąć na jej komentarz o wiośnie.
– W wiosnę jest dużo słońca – odpowiedział zdawkowo. – Za dużo.
Myślał chwilę, czy zdradzać jej swoją tożsamość. W końcu on też nie znał jej imienia, wiedział tylko, że lubiła dużo gadać. Czy mogła mu zagrozić? Poznanie jego imienia było na serio czymś aż tak ważnym, że losowy kot na Zgromadzeniu postanowił obrać to sobie za cel? Czy może z kolei właśnie powinien zdradzić swoją godność, to kotka zostawi go w spokoju?
Analizowanie tej sytuacji nie zaprowadziło go do żadnego konkretnego wniosku. Niebieska kotka nie sprawiała wrażenia groźnej, była niska i puchata, jedno jej oko zdawało się być zasnute mgłą, a ona sama nie mieć żadnych umiejętności bojowych. Czy mogła mu zaszkodzić? Może miała gang w tym swoim Klanie Klifu i szukała ofiar? Czy Biały był wartościowym więźniem? Raczej nie, bo mógł wychodzić rano lub po zmroku, gdy słońce chowało się za horyzontem.
Po długich rozmyślaniach, westchnął, jakby kazano mu ciągnąć wielki kamień.
– Biała Łapa - odpowiedział w końcu jak za karę.
– Za dużo słońca? – zapytała lekko zdziwiona. – Nie wiem ... chyba nie jest tak zaraz okropne to słońce? Tak bardzo ci przeszkadza?
Po krótkiej chwili kontynuowała:
– Biała Łapa... zdecydowanie... pasuje ci. Ja jestem Drobna Łapa! – Napuszyła się lekko.
Kotka nie przestawała dużo mówić. Biały szczerze zaczynał mieć jej dosyć. Zastanawiał się, jakby mógł ją zgubić w tym tłumie? Chociaż pewnie ciężko by mu było przez to jasne futro. A nawet jeśli, to pewnie zaraz kolejny ciekawski kot się do niego przyklei. Westchnął głośno.
– Mam przypadłość – powiedział w końcu. – Moja skóra jest delikatna i nie mogę przebywać na słońcu.
– Oh. To... naprawdę słabo, nie dziwię się, że nie lubisz pór, kiedy jest dużo słońca – odpowiedziała. – Wiesz, mama też nazwała mnie od mojej przypadłości, jeszcze nie widziałam kota poza nią, który byłby moich rozmiarów, mówiła, że to rodzinne – wyjaśniła, trochę mniej entuzjastycznie.
Spojrzał na nią przeszywającym wzrokiem czerwonych jak krew oczu. Miał nadzieję zajrzeć w jej duszę, albo przynajmniej sprawić, by się tak poczuła. Może to ją odstraszy?
– Dlatego mam takie oczy – wyjaśnił. – I...dzięki. Matka mi wybrała takie... osobliwe imię.
Drobna Łapa spotkała przeszywające spojrzenie Białego bez mrugnięcia niebieskich oczu. Kotka była twarda, to musiał jej przyznać. Ani się nie zraziła jego oziębłością, ani nie wystraszył jej swoim przeszywającym, krwiożerczym spojrzeniem. Chyba...chyba będzie musiał nad nim popracować, by w przyszłości skuteczniej zniechęcać do siebie koty.
Biała Łapa był ciekawym przypadkiem, bo o ile chciał mieć przyjaciół, to kiedy pojawiał się na horyzoncie ktoś pokroju Drobnej Łapy... rozmyślał się. Tak jakby szukał, ale nie szukał. Jakby był samotny, ale nie był. Z drugiej strony nie odczuwał braku kotów dookoła siebie. Uwielbiał długie spacery wieczorami, zbieranie piór czy zwyczajną obserwację. Nie czuł się osamotniony.
Zamknął oczy na chwilę, a długie pasmo włosów spadło mu na czoło.
– Nie zwróciłem uwagi – powiedział, słysząc o jej przypadłości, co nie do końca było prawdą. Zauważył już wcześniej, że kotka jest niziutka, ale nie sądził, że stoi za tym jakaś przypadłość. – Hmm...więc oboje jesteśmy inni.
Wrócił na mordkę koteczki uśmiech.
– Masz może rodzeństwo? Są jak ty, czy nie?
Skrzywił się na kolejne osobiste pytanie. Czemu ona taka była? Ciekawska? Może wścibska by lepiej pasowało... chociaż nieuprzejma nie była, po prostu dużo chciała wiedzieć, a przecież dopiero co się poznali.
– Dlaczego zadajesz mi tyle pytań? – odpowiedział kotce tym samym, czym ona męczyła go całe Zgromadzenie.
W międzyczasie Liderzy zaczęli swoje przemówienia.
– Inicjuję konwersację, bo sam jakoś się do tego nie rwiesz, a szczerze mówiąc, wydajesz się ciekawy, nawet jeśli trochę... niechętny do zawierania przyjaźni – powiedziała szczerze, uśmiechając się do niego lekko. – Lubię rozmawiać z kotami, a Zgromadzenie jest fantastyczną okazją do poznania kogoś spoza mojego własnego klanu. Zdecydowanie ekscytujące, chociaż, może nie dla ciebie, ale zwieranie przyjaźni nikogo nigdy nie skrzywdziło, nie? Próbowałeś kiedyś do kogoś zagadać sam z siebie?
Uniósł brew na odpowiedź kotki. Cwaniara próbowała go podejść. Przykrył ogonem łapy, odwracając głowę. Patrzył po kotach i ich wielokolorowych umaszczeniach.
– To Ty do mnie podeszłaś pierwsza – zaczął. – I nie, nie próbowałem nigdy zagadać do nikogo pierwszy. Raczej nie interesują mnie byle jakie koty.
Tak, właśnie tak. Biała Łapa był poważny jak na swój wiek, więc szukał poważnego towarzystwa. Jego godny pożałowania Mentor za każdym razem sprawiał, że Biały chciał zapaść się pod ziemię z żenady.
– Nie widzę sensu w słowotokach – wyjaśnił, bo już chyba nie zostało mu nic więcej, jak rozmowa z kotką, póki nie będą się zbierać. Mógł niby posiedzieć sam, ale może mu korona z głowy nie spadnie, jak zostanie. – Wolę konkretne informacje zawarte w jak najkrótszej wypowiedzi. Jeśli spotkasz kiedyś kota, który wygląda jak ja, to moje rodzeństwo. Wszyscy mamy tę samą przypadłość. Czy Twoje rodzeństwo też ma krótkie łapy?
Kotce jakby zabłyszczały się oczy, gdy Biały wyraził zainteresowanie czymś z nią związanym, nawet jeśli było bardziej "na odwal się".
– Nie, nie, tylko ja taka jestem i moja mama, jak wspomniałam wcześniej, ale z tego, co mówiła, to jej mama i ciocia też były takie – wyjaśniła. – A wasza mama albo tata, też są tacy jak ty i twoje rodzeństwo? – Skrzywiła się lekko, kiedy mocniejszy podmuch wiatru poszarpał ją za futro i ciaśniej zawinęła ogon wokół łap.
Królicza Gwiazda zaczął swoje przemówienie. Bez szczególnych emocji w głosie, wyuczone od tylu księżyców prowadzenia Klanu. Wyprostował się nieco, słysząc raport swojego okropnego, pożal się lidera. Aż zmarszczył nos i brwi, patrząc na niego nieprzychylnie. Pff, i taki ktoś rządzi Klanem...
Drobna Łapa atakowała go nadal pytaniami oraz słowotokami, mimo że wyraźnie jej zaznaczył, iż ich nie lubił. Czy wszystkie koty takie są? Jeśli tak, to on woli gnić w samotności.
Odwrócił głowę, myśląc, czy opłaca mu się odpowiadać, a jeśli tak to, jak. Widział kątem oka, jak kotka wzdrygnęła się z zimna i prychnął pod nosem.
– Nie. Nie pytaj mnie już o nic – odpowiedział jej, ostatnie zdanie akcentując mocniej.
Drobna zamilkła na moment.
– Przepraszam, powiedziałeś, czego nie lubisz, a ja to zignorowałam – oznajmiła po chwili ciszy. – W skrócie, moje rodzeństwo nie jest takie jak ja.
Uniósł brew i spojrzał podejrzliwie na kotkę. Ona...przeprosiła? Cóż...musiał przyznać, że był w szoku.
Zamrugał kilkukrotnie, słysząc nagle buczenie kotów po przemowie liderki Owocowego Lasu. Eh...żałosne zachowanie. Takie wiejskie, nie to, co klasa Białej Łapy.
Ponieważ kotka go przeprosiła, a zrobiła to, słusznie czując się winną, zerknął na nią przelotnie. Zyskała w jego oczach tym gestem, zreflektowała się, przemyślała, a następnie podjęła akcję. Biały w duchu ją za to pochwalił, nie uniosła się dumą, nie nakrzyczała na niego, tylko pokornie przyznała do błędu.
– Przyjmuję przeprosiny – odpowiedział. – Każdemu może się zdarzyć.
Kotka uciekła wzrokiem, patrząc na buczące koty. Po chwili spojrzała z powrotem na swojego cichego rozmówcę.
– Próbowałeś kiedyś zerwać liść łopianu, żeby zasłonić się przed słońcem? Podczas pory zielonych liści może ułatwiłoby ci to funkcjonowanie? – powiedziała po chwili.
Przebrał łapami w miejscu, po chwili liżąc się w pierś. Słysząc propozycję z liściem, o mało nie wyśmiał tego pomysłu. Na jego chorobę nie ma ziół ani pomocy. Jedyne co mu pozostało to zaakceptować swój los, marne życie w cieniu, zawsze nocą, chyba że trafi się pochmurny dzień. Nie ma dla niego ratunku, a słońce to jego największy wróg. Taki się urodził i to jego przekleństwo, będzie go ścigać aż do końca jego dni. Życie zjawy, ducha, nocnego marka...
Przełknął to wszystko, nie mówiąc nic poza krótkim:
– Nie.
– Nie mówię, że cię to wyleczy, ale głównym problemem jest słońce, a jak będziesz miał przenośny cień, to na pewno będzie lepiej, chociaż trochę – spróbowała ponownie. – Chowanie się przez cały dzień, nie może być dobre dla ciebie. – Odrobina zmartwienia wstąpiła na jej mordkę.
Zmarszczył nos. O czym ona plecie? Jaki znowu "przenośny cień"? Cień dają drzewa, krzewy albo chmury, jeśli żadne z nich się nie rusza, to cień też. Czemu ona chce takie rzeczy wymyślać? O co jej chodzi?
Biały zmrużył oczy, wpatrując się w pysk Drobnej Łapy. Doszukiwał się tam wskazówek, jednak poza współczuciem i zmartwieniem nic nie dostrzegł. Ba, te wyczytane emocje też mu się nie podobały. Nie potrzebował litości. Sam sobie doskonale poradzi. Jego sposoby działały, odkąd był mały, unika poparzeń, ogromnego bólu, długich dni spędzonych u medyka na leczeniu…
Pod tym względem był wręcz zagorzały. Nie wierzył, że istnieje jakaś pomoc na jego problem. No, chyba że ktoś wyłączy słońce, ale doskonale wiedział, iż to tylko bujdy. Wraz z rodzeństwem zostali skazani przez Gwiezdnych na nocne życie. Cóż mógł poradzić? Zerwać liść? I co dalej, chodzić z nim? Niby jak?
– Nie martw się o mnie – oznajmił po chwili ciszy. – Dam radę.
Zawahała się przez chwilę.
– Łopian ma duże liście, jak przegryziesz łodygę tak, żeby Ci trochę zostało, to może dałoby się to jakoś zamontować nad tobą, żeby rzucało na ciebie cień – miauknęła prędko, przeczuwając, że zaraz mogą się klany zbierać.
Biały zauważył poruszenie na Skale Liderów. Królicza Gwiazda miał wyraz pyska, jakby chciał iść już do domu, co też zauważyli inni. Wszyscy Liderzy powiedzieli, co mieli, Pieczarka została wybuczana, to mogli zbierać się do Klanów. Biały wstał. Słuchał Drobnej Łapy, jednak naprawdę nie sądził, by to pomogło. Może to wina jego zagorzałego myślenia, głupiego uporu albo czegoś innego.
Zwrócił się do kotki, po zrobieniu kilku kroków.
– Przemyślę ten pomysł – oznajmił. Uciekł na chwilę wzrokiem w bok, nim podjął ponownie – Dobrej nocy, Drobna Łapo.
Kotka poszła w jego ślady, podnosząc się i skinęła głową.
– Miłej nocy! – odpowiedziała i ruszyła prędko za resztą Klanu Klifu.
Słysząc jej pozdrowienie, nie mógł nic poradzić na to, że poczuł w środku ciepło. Takie miłe uczucie, którego nie pozwalał sobie okazywać. Głupie "dobranoc", jeśli nie słyszysz go często, sprawia, że staje się wręcz rarytasem dla uszu. Czymś, czego nie oczekujesz, jednak w głębi serca chcesz usłyszeć.
Toteż odwrócił głowę, uśmiechając się lekko, ukrywając ten gest pod długą sierścią. Poszedł za swoim Klanem, kończąc tym samym tę długą noc spędzoną w towarzystwie Drobnej Łapy.

[2375 słów]

[przyznano 48%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz