przed śmiercią kruczej gwiazdy
Przeklinając swój żywot, spojrzała wściekła na dzieci Tulipanowego Płatka. Kotka jakby nigdy nic sobie poszła, karząc jej pilnować bachorów! Nie chciała marnować swojego czasu na żadne obślizgłe gluty, dlatego spojrzała zniesmaczona na Nastroszonego, który według niej wyglądał jak jakiś jeż. Nie miała ochoty gapić się na te brzydkie stworzenia. Nigdy nie rozumiała tego podekscytowania dzieciakami. Jakoś… Nie rozumiała tego. Były małe, obsmarkane… I bezczelne. Tak jak to tuż przed nią. Zbliżyło się i marszczyło nos. Obrzydliwe…
- Czemu taki obślizgły zdrajca ma się nami opiekować? - rzucił do niej bezczelnie. Jak on się do niej odzywał? - Liderzy wybaczyli ci twoje zbrodnie?
Syknęła na kociaka, mierząc go ostrym wzrokiem.
- Nie jestem zdrajcą bachorze. Naucz się odzywać do starszych, bo za chwilę skończysz bez uszu. Bądź cicho i nie podskakuj, kiedy twoja matka przyjdzie to sobie wtedy poobrażaj niewinne koty- mruknęła, siadając w znacznej odległości od dzieciaków. Nie miała zamiaru czegokolwiek z nimi robić. One będą sobie spać, ona poodpoczywa… Każdy będzie szczęśliwy. Jednak ten smarkacz oczywiście musiał się do niej znowu zbliżyć! Jak on w ogóle śmiał?!
- Jesteś zdrajcą! Tak mówią w klanie. Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz - zakpił, rzucając jej uśmieszek. Strasznie arogancki był ten bachor. Jego matka na serio musiała spłodzić taką zakałę? - To ty siedź cicho i nie podskakuj! Jak coś mi zrobisz, moja mama sama wyrwie ci uszy!
- Nie boję się twojej matki, dzieciaku. I to co mówią w klanie to oszczerstwa, więc łaskawie zamknij swój obrzydliwy pysk i idź spać czy coś- mruknęła, odpychając go delikatnie łapą. Ten zacisnął tylko pyszczek.
- Nie idę nigdzie! Chcę się tobą pobawić skoro jesteś śmieciem i nikt cię nie szanuje - powiedział.
- Jak to mną pobawić?!- warknęła.- Nie jestem śmieciem! Jak ty się do mnie w ogóle wyrażasz? Nie wstyd ci?
- Nie. Czemu miałbym? Nikt cię tu nie lubi, a ja mam? - prychnął. - Tak się wyrażam jak chcę i ci nic do tego! Niedługo będę mianowany na ucznia, wiesz? Muszę teraz już ćwiczyć, więc z łaski swojej cicho. Będziesz moim workiem treningowym - Podskoczył radośnie
Westchnęła zmęczona, patrząc na kociaka jak na małego demona. Jak on się zachowywał? Nie lubiła dzieci, ale teraz coraz bardziej nienawidziła tych obsmarkanych bąbli. Nastroszony zachowywał się tragicznie, aż miała ochotę zedrzeć z niego ten uśmieszek.
- Zamknij się i daj mi odpocząć. Nie będę żadnym workiem treningowym, a w szczególności dla niewyrośniętego jeża, który nie ma za grosz szacunku.
- Nie jestem jeżem! - oburzył się. - Na imię mam Nastroszony - przedstawił się. - Skoro chcesz odpocząć, to nie jest właściwe miejsce Srające Echo, bo kociaki mają duuużo energii! A ja chcę się bawić, więc... - Bezceremonialnie ugryzł ją w łapę. Wrzasnęła, czując małe zębiska dzieciaka i mocno potrząsnęła łapą, chcąc się pozbyć tego obślinionego gluta. Co on wymyślił?!
- Puszczaj! Baw się z kimś innym, nie mam ochoty na bycie gryzioną przez... Jakiegoś Skwaszonego.
- Nie jestem Skwaszony! - maluch skrzywił się na te słowa. I dobrze! Miało go to urazić! A jeszcze fajniejsze było to, że w końcu się od niej odczepił i uderzył o ziemię.
- O ty! Już po tobie! - wskoczył jej na grzbiet, wbijając pazurki. Czemu on był taki agresywny?! Wszystkie dzieci takie były czy co?
- Zostaw mnie przeklęty bachorze!- zaskrzeczała, próbując go zdjąć z karku. Czemu ona się zgodziła na pilnowanie dzieci? Zresztą, i tak nie miała innego wyjścia.- Schodź, chyba, że też nie chcesz mieć oka!
- A spróbuj mi wydrapać to... to moja mama cię zabije, a liderzy cię powieszą za flaki na drzewie! - zagroził, ześlizgując się z jej grzbietu. W końcu! Nie chciała go mieć na swoich plecach. Był obrzydliwy i nieładny. A do tego obrażał ją i bił. Straszne dziecko.
- Ble, ale cuchniesz - zamachał łapką, jakby odganiając jej zapach
Zmrużyła wściekle oczy. On chciał naprawdę ją urazić? Na razie tylko wyczerpywał jej cierpliwość w stosunku do takich nieznośnych dzieciaków.
- Mów za siebie, to ty wyglądasz jakby cię matka nie myła od urodzenia.
- Myje! A zresztą sam się też myje! Nie musi mi w tym pomagać! Moja sierść po prostu tak się unosi sama! - wyjaśnił jej. - I nie śmierdzę! Ty śmierdzisz!
Zignorowała go, kładąc się bez żadnych ceregieli na ziemi i zamykając oczy. Miała go już gdzieś. Niech inni się zajmują tym diabłem wcielonym, nie ona!
- Dobranoc Skwaszony. Mam nadzieję, że twój smród mnie nie obudzi.
- Czemu taki obślizgły zdrajca ma się nami opiekować? - rzucił do niej bezczelnie. Jak on się do niej odzywał? - Liderzy wybaczyli ci twoje zbrodnie?
Syknęła na kociaka, mierząc go ostrym wzrokiem.
- Nie jestem zdrajcą bachorze. Naucz się odzywać do starszych, bo za chwilę skończysz bez uszu. Bądź cicho i nie podskakuj, kiedy twoja matka przyjdzie to sobie wtedy poobrażaj niewinne koty- mruknęła, siadając w znacznej odległości od dzieciaków. Nie miała zamiaru czegokolwiek z nimi robić. One będą sobie spać, ona poodpoczywa… Każdy będzie szczęśliwy. Jednak ten smarkacz oczywiście musiał się do niej znowu zbliżyć! Jak on w ogóle śmiał?!
- Jesteś zdrajcą! Tak mówią w klanie. Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz - zakpił, rzucając jej uśmieszek. Strasznie arogancki był ten bachor. Jego matka na serio musiała spłodzić taką zakałę? - To ty siedź cicho i nie podskakuj! Jak coś mi zrobisz, moja mama sama wyrwie ci uszy!
- Nie boję się twojej matki, dzieciaku. I to co mówią w klanie to oszczerstwa, więc łaskawie zamknij swój obrzydliwy pysk i idź spać czy coś- mruknęła, odpychając go delikatnie łapą. Ten zacisnął tylko pyszczek.
- Nie idę nigdzie! Chcę się tobą pobawić skoro jesteś śmieciem i nikt cię nie szanuje - powiedział.
- Jak to mną pobawić?!- warknęła.- Nie jestem śmieciem! Jak ty się do mnie w ogóle wyrażasz? Nie wstyd ci?
- Nie. Czemu miałbym? Nikt cię tu nie lubi, a ja mam? - prychnął. - Tak się wyrażam jak chcę i ci nic do tego! Niedługo będę mianowany na ucznia, wiesz? Muszę teraz już ćwiczyć, więc z łaski swojej cicho. Będziesz moim workiem treningowym - Podskoczył radośnie
Westchnęła zmęczona, patrząc na kociaka jak na małego demona. Jak on się zachowywał? Nie lubiła dzieci, ale teraz coraz bardziej nienawidziła tych obsmarkanych bąbli. Nastroszony zachowywał się tragicznie, aż miała ochotę zedrzeć z niego ten uśmieszek.
- Zamknij się i daj mi odpocząć. Nie będę żadnym workiem treningowym, a w szczególności dla niewyrośniętego jeża, który nie ma za grosz szacunku.
- Nie jestem jeżem! - oburzył się. - Na imię mam Nastroszony - przedstawił się. - Skoro chcesz odpocząć, to nie jest właściwe miejsce Srające Echo, bo kociaki mają duuużo energii! A ja chcę się bawić, więc... - Bezceremonialnie ugryzł ją w łapę. Wrzasnęła, czując małe zębiska dzieciaka i mocno potrząsnęła łapą, chcąc się pozbyć tego obślinionego gluta. Co on wymyślił?!
- Puszczaj! Baw się z kimś innym, nie mam ochoty na bycie gryzioną przez... Jakiegoś Skwaszonego.
- Nie jestem Skwaszony! - maluch skrzywił się na te słowa. I dobrze! Miało go to urazić! A jeszcze fajniejsze było to, że w końcu się od niej odczepił i uderzył o ziemię.
- O ty! Już po tobie! - wskoczył jej na grzbiet, wbijając pazurki. Czemu on był taki agresywny?! Wszystkie dzieci takie były czy co?
- Zostaw mnie przeklęty bachorze!- zaskrzeczała, próbując go zdjąć z karku. Czemu ona się zgodziła na pilnowanie dzieci? Zresztą, i tak nie miała innego wyjścia.- Schodź, chyba, że też nie chcesz mieć oka!
- A spróbuj mi wydrapać to... to moja mama cię zabije, a liderzy cię powieszą za flaki na drzewie! - zagroził, ześlizgując się z jej grzbietu. W końcu! Nie chciała go mieć na swoich plecach. Był obrzydliwy i nieładny. A do tego obrażał ją i bił. Straszne dziecko.
- Ble, ale cuchniesz - zamachał łapką, jakby odganiając jej zapach
Zmrużyła wściekle oczy. On chciał naprawdę ją urazić? Na razie tylko wyczerpywał jej cierpliwość w stosunku do takich nieznośnych dzieciaków.
- Mów za siebie, to ty wyglądasz jakby cię matka nie myła od urodzenia.
- Myje! A zresztą sam się też myje! Nie musi mi w tym pomagać! Moja sierść po prostu tak się unosi sama! - wyjaśnił jej. - I nie śmierdzę! Ty śmierdzisz!
Zignorowała go, kładąc się bez żadnych ceregieli na ziemi i zamykając oczy. Miała go już gdzieś. Niech inni się zajmują tym diabłem wcielonym, nie ona!
- Dobranoc Skwaszony. Mam nadzieję, że twój smród mnie nie obudzi.
<Nastroszony?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz