Na poprzednim zgromadzeniu rozmawiała z jakąś całkiem ładną rudą kotką z Klanu Klifu. Tym razem jednak siedziała w tłumie, wyczekując słów liderów, raz po raz wymieniając się słowami z resztą Burzaków czy kotów z innych klanów. Unikała za to rozmów z nierudymi, aby nie wyjść na kogoś niższej warstwy. Szanowała siebie i nie miała zamiaru tak się zniżać.
Zdziwiła się natomiast, gdy na spokojne, zwyczajne, nudne w swojej zwykłej formie zgromadzenie zmieniło się w... No właśnie, ciężko to nazwać. Jej futro nastroszyło się, gdy na polanę przybyli przybysze z innego klanu. Owocowy Las. Ich medyczka przez długi czas się u nich szkoliła, ale poza tym niewiele o nich wiedziała. Kamień broniła dupę ich... liderowi. Podejrzewała, iż był to lider.
Jednak to, co naprawdę wywołało w niej niemały szok, to nagła krwawa jatka, która miała miejsce na dotąd spokojnej polanie. Koty zaczęły tracić nad sobą kontrolę, ich oczy mieniły się na zupełnie inne barwy. Widziała, jak jej brat atakuje Kamień, i nie miała żadnego powodu by do niego nie dołączyć. Rzuciła się do walki, wściekła na zachowanie jej własnej rodzonej siostry (choć ciężko było to przyznać). Dała jej szansę, a ona ich zdradziła! Płomień chciała dla niej dobrze. Chciała, by coś osiągnęła, by nie była przegrywem. Ona wystawiła ich wszystkich na wiatr. Wszystkich. Nienawidziła tego podrostka. Nienawidziła.
Cyrk zaczął się wtedy, gdy Komar i jego banda pchlarzy postanowili pomóc czarnej. Każda jej cząstka była rozgotowana w złości, za to co obecna przywódczyni im wyrządziła. Nie miała szans i rozsądek wyraźnie mówił jej, jak miała postąpić.
Przeprowadzka. To, co do niej dotarło, chociaż ciężko było w to uwierzyć. Klan Gwiazdy chciał, żeby stąd wyruszyli?
Martwiła się o prababcię. Nawet o brata, którego nie cierpiała, ale nie pozwoliłaby, by stała mu się krzywda. Wszyscy stracili na tej bitwie. Sama nie wiedziała, którą ze stron popierała. Chyba żadną. I wszystkie jednocześnie. Mroczna Puszcza miała jej sympatię ze względu na bliskie osoby, które tam miała. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby okazało się, że już nigdy nie usłyszy głosu Piaskowej Gwiazdy. Że było tak blisko do pozbycia się Kamień... i nic. Wciąż była na swojej pozycji, na którą nigdy nie zasłużyła.
* * *
— Ja, Kamienna Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tą uczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam ją wam jako wojowniczkę. Płonąca Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
— Obiecuję. — miauknęła, czując, jak jej mięśnie napinały się w tej ważnej chwili. Tak żałowała, że przemawiała do niej ta zakała, a nie Piaskowa Gwiazda. Tak żałowała, że ponieśli ogromną klęskę. Mimo to, prężyła się dumnie przy zebranym klanie; nawet, jeśli nie mogła zostać mianowana w obozie, a w trasie, był to dla niej ważny dzień. Niezwykle. Dzień, w którym mogła pokazać, że była gotowa.
— A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Płonąca Łapo, od dziś będziesz znana jako Płonąca Pożoga. Klan Gwiazdy honoruje twoją odwagę i rozsądek, a my witamy cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Burzy. Używaj swoich zdolności, by pełnić należytą służbę klanowi.
[przyznano 20%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz