- Mhm...
- Chodź, pokażę ci trochę schowek medyka i już ususzone zioła. - czarnuszka machnęła ogonem dając znak, żeby Jałowcowa Łapa trochę przyśpieszył. - Chyba nie chcesz by nas zastała noc, ha ha? - zaśmiała się i obejrzała się w tył za uczniem. Ku jej zdziwieniu kocurka już nie było. - Jałowcowa Łapo?
Rozejrzała się po terenie. Trawy były wysokie więc Jałowiec mógł się tam skryć, a więc tam zajrzała. Nic.
- Ej, to nie jest śmieszne! - zawołała nieustannie się rozglądając. - Proszę, wyjść z kryjówki...
Naglę coś na nią naskoczyło. Krzyknęła i obejrzała się za siebie. Nikogo nie było. Po chwili zobaczyła Jałowcową Łapę patrzącą się na nią ze zdziwieniem.
- Jestem tutaj — mruknął - Przez cały czas tu byłem. I krzyknęłaś, coś się stało?
- Nie, nic. - miauknęła rozglądając się. - Zdawało mi się... W każdym razie wracajmy do obozu — próbowała wyglądać na spokojną i uśmiechnięta. Nie chciała niepokoić ucznia.
Co się ze mną dzieje? - zapytała się w myślach.
***
Zajęcza Stopa i Jeżowa Ścieżka chcieli by Konwaliowe Serce siedziała ciągle w legowisku medyków czy w schowku. Mówili, że tak na wszelki wypadek, ale ile można tam siedzieć? Chciała wyjść i pozbierać zioła... Jak kiedyś, bez żadnych zobowiązań. Martwili się, ale po co? Prawda, prawdą, stało się. Być może miała zwidy i robiła dziwne rzeczy, ale ile można kota trzymać w tym samym pomieszczeniu? Czuła się bardziej przygnębiona. Na początku jej to w sumie pasowało, ale potem domyśliła się, że nie chwili też by Klan pomyślał, że czarna jest chora psychicznie czy coś.- A może wolałabyś dzisiaj poukładać zioła? - usłyszała to pytanie już setny raz.
Łaciata pokręciła głową.
- Przepraszam, ale nie chcę dzisiaj układać ziół. - mruknęła do Zajęczej Stopy przewracając oczami - Idę na spacer.
- To może ktoś ci potowarzysz? Na przykład Jeżowa Ścieżka. - miauknęła patrząc się bacznie żółtookiej.
- Z tego co wiem Jeżyk poszedł odwiedzić Dreszcza, Jeżynkę i Wiewióra. - powiedziała - Z resztą należy mu też się odpoczynek.
- To może ja z tobą pójdę?
- Nie, ty też powinnaś odpocząć, może pójdę na spacer z Jałowcową Łapę? Pokażę mu różne fajne miejsca.
- No dobrze... - wreszcie odpuściła szylkretowa. - Ale jak coś się dzieje to wołaj. Nie powinnam w ogóle cię wypuszczać... - szepnęła prawie niesłyszalnie medyczka.
- Eh... - westchnęła cicho biało-czarna — Nie potrzebnie się martwisz, chyba nie myślisz, że zwariowałam.
- Nie... - miauknęła z niepewnością w głowie Zajęcza Stopa.
- To pa!
- Pa...!
***
- Ej, a widziałeś taką ogromną króliczą norę? - miauknęła do ucznia. - Muszę ci ją pokazać, jest świetna. Kiedyś Mokra Gwiazda i Pliszkowy Krok prawie by tam zginęli, a przynajmniej by coś im się stało gdybym nie zdążyła ich wyciągnąć i ostrzec. - rzekła przywołując wspomnienia i cicho się zaśmiała ocierając łezkę wzruszenia - Byłam wtedy jeszcze uczennicą, a Mokry zastępcą. Pamiętam to jak było wczoraj, a tym masz jakieś śmieszne wspomnienia?Podeszła do nory.
- Trochę się zawaliła, ale i tak jest wspaniała. - cicho mruknęła czekając aż coś powie niebieskooki.
Lubiła słuchać opowieści i wspomnień kotów.
Owinęła ogon w okół łap przyglądając się z ciekawością Kocurkowi.
<Jałowcowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz