Ciepłe promienie słońca wybudziły młodego ucznia ze snu. Gwar w obozie przypominał harmider w ulu. Puste legowiska uczniów wskazywały na to, że musieli iść coś załatwić. Niedawno ich grono zmniejszyło się o dwa koty. Bluszczowa Łapa i Burzowa Łapa przybrali imiona Bluszczowej Poświaty i Burzowego Mrozu. Z niechęcią przyjął do siebie odejście koleżanki. Teraz wydawała się taka daleka! Powoli wysunął się zza paproci. Koty zgromadziły się przy skale, na której zwyczaj miał mawiać lider. Usłyszał głos Mokrej Gwiazdy, lecz nie zrozumiał słów. Podbiegł powoli do innych i z osłupieniem wpatrzył się w nieruchome kupy futra przed łapami zgromadzonych. Pliszkowy Krok i Zakręcone Ucho! Ze smutkiem spojrzał na swoją mentorkę. Z łzami w oczach patrzyła na zmarłego ojca. Tak samo jak jej siostry- wszystkie pogrążone były w żałobie po stracie rodziciela. Zakręcone Ucho był wielkim wojownikiem... I bardzo miłym staruszkiem. W głębi duszy cieszył się, że Pliszkowy Krok umarła, jej nienawiść do kocurka była widoczna. Po chwili odsunął jednak te myśli- nie powinien życzyć nikomu śmierci. Kwitnąca Polana w bezruchu stała przy zmarłym partnerze, Burzowy Mróz i Mokra Gwiazda ze smutkiem wpatrywali się w byłego mentora, Jeżowa Ścieżka skierował nieodgadnione spojrzenie na Pliszkowy Krok. Pytająco przechylił łebek w stronę Bluszczowej Poświaty.
- Zostali otruci - rzekła pusto i skierowała się w stronę któregoś z tuneli.
- Czekaj! - zawołał za nią i przy wejściu zastąpił jej drogę.
- A przez kogo? - zapytał.
- Nie wiadomo - odrzekła i ruszyła przeciskając się . Dzisiaj na lekcje nie miał co liczyć... Tak samo jak na polowanie z Bluszczową Poświatą . Jedyne co mógł zrobić, to pójść na samotny spacer, a przy okazji zapolować dla klanu. Szybko umył się i poszedł do tego samego tunelu, co koleżanka wcześniej.
* * *
Skoczył zgrabnie na skałę. Właśnie takie otoczenie lubił najbardziej. Wiatr mierzwi ci futro, lekkie promienie słońca kierują się prosto na ciebie... Nie tak jak w lasach, gdzie ciepłe światło jest zatrzymywane przez liście. Z radością zobaczył królika skubiącego trawę. Jakoś nie chciało mu się go łapać... Ale to zawsze nowa piszczka na stosie z jedzeniem. Ześlizgnął się bezszelestnie na ziemię. Jego łapy lekko stąpały po podłożu. Zawsze jednak, gdy polował na te zwierzęta, coś musiało mu się nie udać. Jedna z łap leciutko nastąpiła na wysuszony kawałek paproci. Spłoszony królik musiał to usłyszeć i skoczył do przodu ruszając do biegu. Zezłoszczony pobiegł za nim. Jak zawsze, już doganiał zwierzę. Nagle ono skręciło, a Jałowcowa Łapa za nim. Jak mu się zdawało, z szyderczym uśmiechem na pysku, zaczęło przeskakiwać z kamienia na kamień pokonując rzekę dzielącą tereny Klanu Burzy z dawnymi terytoriami Klanu Lisa. Z przerażeniem zerknął na drugi brzeg. Nie był pewien, czy może tam polować. Troszeczkę naburmuszony, wrócił na swoją poprzednią pozycję. Gdzie trafią teraz Zakręcone Ucho i Pliszkowy Krok?- zadał sobie w myślach od niechcenia pytanie.- No pewnie, że do Klanu Gwiazd głupku- skarcił się.
- Czemu moja rodzina, nie mogła tam trafić!- wzniósł cichy okrzyk wpatrując się w niebo.- Czemu nie mogli poznać waszych ścieżek!- znów powtórzył. Z wściekłości kopnął w głaz. Skulił łapę z bólu.
- Czemu to się wogule stało!- wykrzyknął. Lekko zdezorientowany usłyszał ciche kroki. Jasne futro narazie nic mu nie mówiło, lecz gdy kot podszedł bliżej, mógł zobaczyć, że to Orlikowy Szept. Za nim szły jeszcze dwa koty- Psiankowa Szyja i Mniszkowy Kwiat.
- Czemu co się stało?- spytał zdziwiony kocur.
- A wyszedłem sobie na spacer...- zaczął Jałowcowa Łapa, lecz biały mu przerwał.
- Wiesz, że nie możesz tak wychodzić bez pozwolenia
- No wiem... Po prostu potrzebowałem chwili spokoju.
- To znajdziesz ją może w obozie. Chodź z nami, właśnie wracamy z patrolu.
- No dobrze...- zgodził się niechętnie. To już nie można odpocząć? Jednak stopa za stopą ruszył za wojownikami. Może Bluszczowa Poświata wróciła? Jeżeli nie, to raczej zacznie od zbierania ziół... Teraz im się przydadzą. Dużo kotów skarży się na ból brzucha... Więc... Będzie chyba potrzebna... Mięta wodna! Widział jej dużo przy brzegu...
- Poczekacie chwilę? Wezmę trochę mięty wodnej dla Zajęczej Stopy.- zapytał.
- Tak, tylko szybko wracaj- pospieszyła go Psiankowa Szyja. Szybko skierował się w stronę rzeki. Nazrywał trochę liści- pamiętał, jak kiedyś Konwaliowe Serce pokazywała mu to zioło. Prędko wrócił do wojowników. Mniszkowy Kwiat skinęła głową a Orlikowy Szept na przedzie grupy skierował się do obozowiska.
* * *
- Bluszczowa Poświato!- zawołał za kotką pędzącą z przodu. Na te słowa zatrzymała się i pytająco przechyliła głowę. Widząc zdenerwowanie ucznia rzekła:
- No mów, co cię niepokoi?
- R-raczej nic... Ale... - przerwał na chwilę. - C-zy zjesz ze mną posiłek? - zadał niepewnie pytanie.
- No oczywiście, mysi móżdżku! - odpowiedziała. Jałowcowa Łapa lekko się uśmiechnął. Bardzo mu zależało na tym spotkaniu, nawet nie wiedział czemu. Czy... Czy... A zresztą nieważne - pomyślał. Szybko wybrał ze stosu kosa i pobiegł w stronę kotki. Ta ułożyła się wygodnie.
- No i jak tam obowiązki wojownika? - zaczął Jałowcowa Łapa.
- Bardzo się cieszę, że jestem nim w końcu - uśmiechnęła się. - Czuję się... Doroślej. Tak. I jest wyczerpująco. Całą noc musiałam siedzieć na tym zimnie. Ale opłacało się. Nowe zadania, misje... Na razie jednak żadnych nie miałam.
- A radzisz sobie?
- Tak tak...
- To czemu wyglądasz jakbyś pobiegła aż do Klanu Kilfu? - zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem. Zawsze musiał znaleźć sposób, by osoba wyjawiła prawdę.
- Eh... Zmęczenie.
- Czym? - znowu zadał pytanie. Tym razem udało się. Bluszczowa Poświata obróciła głowę, by się upewnić czy nie ma żadnych wojowników i szybko wyjaśniła:
- Po czuwaniu patrol, po patrolu polowanie. Muszę się przyzwyczaić do tego trybu życia.
- Aha - mruknął pod nosem.
- A tam ciebie? Jak z Krowią Łatą? - dodała smutno. Jego mentorka głęboko przeżywała utratę ojca, a uczeń przez całe popołudnie, kiedykolwiek ją spotkał, starał się podtrzymywać ją na duchu. Nie zawsze się mu to udawało, lecz sam wiedział jak stracić rodzinę. Stracił... Wszystko. Oprócz nadziei.
- Dosyć źle, ale powinna się już jutro wziąć za treningi - miauknął ostro. Zdziwienie, które wymalowało się na pysku koleżanki, dało mu znać, że był trochę zbyt surowy.
- Czemu jesteś taki dla niej taki srogi? Przecież... - dociekała zakłopotana wojowniczka, ale Jałowcowa Łapa wszedł w jej słowo.
- Ja straciłem całą rodzinę - syknął - i nikt się tym nie przejmował. Trafiłem do tej dziury, sam, a teraz każesz mi być wyrozumiały? - po czym dorzucił cicho: - Naprawdę tęsknie. Ona się z nimi przynajmniej spotka z Zakręconym Uchem w Klanie Gwiazd. Przepraszam, po prostu nie mogę... Wciąż jestem wrażliwy na śmierć, ale... Mną się nikt nie przejmował. - westchnął przeciągle. - Nie chciałem taki być... Ale wspomnienia robią ze mnie czasem potwora.
- Rozumiem. I bardzo mi żal ciebie. Lecz zważ na to, że ona czuje prawie to samo co ty. I nie jesteś sam. Jest przy tobie cały klan. Nikt o tobie nie zapomniał. Daj Krowiej Łacie jeszcze jedną szansę. Może teraz cię bardziej zaakceptować. Jeżeli ty przyświadczysz jej tę samą przysługę. - szepnęła. Jałowcowa Łapa czuł się, jakby coś go dźgnęło prosto w serce. Słowa koleżanki były mądre... Ale wciąż nie otrząsnął się po swoim wybuchu. Jakby... Wtedy ktoś inny mówił... Eh. Nieważne - pomyślał. Skinieniem głowy pożegnał się z koleżanką czując wyrzuty sumienia i wsunął się z powrotem do legowiska uczniów. Koty wciąż krzątały się po obozie a sam nie wiedział co robić.
- Chyba najlepiej, jak się zdrzemnę - mruknął sam do siebie. Ułożył się wygodnie na mchu, a sen nadszedł niespodziewanie. Znowu o rodzinie. Przyjaciołach. I śmierci.
* * *
Następne kilka dni minęły dosyć normalnie... Do tego poranka, gdy wszyscy dowiedzieli się o śmierci Koniczynki. Tej miłej kotki.
- Czemu? - zadał sobie znów pytanie Jałowcowa Łapa. Co może się jeszcze stać? Te myśli kłębiły się u niego w głowie i nic nie potrafił na to poradzić. Mróz jak zawsze szczypał w oczy na porannym patrolu. Zwierzyna pochowała się jak to w porze nagich drzew, więc przyniósł tylko zmatowiałego królika. Takie życie. Nic nie mógł na to poradzić. Wszystko na świecie musiał akceptować z kamienną miną. Niech tylko nadejdzie Pora Nowych Liści - skierował bezgłośną prośbę do Klanu Gwiazd. Ale nie wiedział, czy usłyszą jego wołania.
Jakoś smutno się zrobiło
OdpowiedzUsuń