*Przed śmiercią Szanty*
Od czasu śmierci Norniczego Śladu, wszystko zaczęło zmierzać w złym kierunku. Pomimo że cieszył się z tej wiadomości, to przyniosła ona za sobą dwóch chorych, którzy przebywali chwilowo na stałe w jego legowisku – Motylkową Łączkę oraz Przeplatkowy Wianek. Obecność żadnej z nich go nie cieszyła. Obie obserwowały każdy jego krok, z czego pierwsza odmawiała mówienia czegokolwiek, co go zdziwiło, jednak nie narzekał. Nie brakowało mu jej głosu, mogła nawet uciszyć swoją matkę, która komentowała każdy jego wybór. Do legowiska medyków zawitał Poczciwy Dziwaczek, który przypadkiem wbił sobie szkło w jedną z tylnych łap. Zawilcowa Korona zajął się jego łapą, co jakiś czas zerkając na kocice. Motylka zdawała się wreszcie zasnąć, za to druga wojowniczka nie odrywała od niego wzroku, jakby czekała aż bury kocur zniknie z legowiska. Długo nie zajęło, by kocur zniknął w wyjściu, uprzednio żegnając się z Zawilcem i dziękując za pomoc. Były to słowa, które nie słyszał często. Kto by dziękował medykowi za wykonywanie jego obowiązków? To jakby medyk musiał dziękować wojownikowi za udane łowy bądź za obronę klanu. Nie widział tego. Chwycił pozostałe zioła, po czym zmierzył ku składzikowi, a za nim pojawiła się Przeplatkowy Wianek, jakby była jego cieniem.
– Nie powinnaś odpoczywać Przeplatkowy Wianku? – zapytał, nie odrywając wzroku od odkładanych ziół. – To powód, dla którego tu jesteś. Jeśli czujesz się na siłach do powrotu do swoich obowiązków, to z chęcią przekaże to Króliczej Gwieździe.
– Ależ odpoczywam. Jednak mój odpoczynek nie sprawia, że nie mogę z tobą porozmawiać. Mówiłam Ci o tym wcześniej, więc nie powinieneś być zaskoczony tą informacją. – Dreszcze przeszły kremowego na samo wspomnienie o tej sytuacji. Może nie brał w niej udziału, jednak konsekwencje dotarły do jego legowiska.
– Nie mamy o czym rozmawiać. Norniczy Ślad nie żyje, koniec. Informacja przyjęta.
– To nie jest koniec Zawilcowa Korono. Nigdy nie przyjdzie do Ciebie koniec, póki ja będę stać na tej ziemi. Co by pomyślała Wdzięczna Firletka, gdyby usłyszała, co jej były uczeń robi za jej plecami? Wszystkie bzdury, jakie sypiesz na moją rodzinę, nagle stałyby się idealne dla Ciebie. – Kocica zbliżała się do niego z każdym słowem. – Jednak przypominasz swojego ojca, a dokładniej jego naiwność. Chociaż dzielicie jedną cechę. – Wzrok kotki wylądował na wojowniczce, leżącej na jednym z posłań, a kiedy powrócił on na niego, to pysk kotki przyozdabiał grymas. Zbliżyła swój pysk do jego ucha, szepcząc mu następne zdanie. – Twój brat próbuje wtrącać pysk w nie swoje sprawy. Odciągnij go, nim ja lub Świerszczowy Skok zrobimy to za Ciebie. – Po tych słowach na pysku kocicy zagościł uśmiech, jakby słowa wypowiedziane przez nią nie sugerowały niczego. – Pamiętaj to, bo nie mam zamiaru się powtarzać Zawilcowa Korono. Wiesz dobrze, że powinnam odpoczywać, sam mi to powiedziałeś.
Przeplatkowy Wianek odwróciła się, po chwili wracając na swoje posłanie i kładąc pysk na swych łapach. Zawilec nie ruszył się nawet o krok, przetwarzając powiedziane przez nią słowa. Nie tego się spodziewał, nie to oczekiwał od tego dnia. Musiał coś zrobić, nawet jeśli do końca nie wiedział co. Wziął głęboki wdech i wydech. Musiał coś zrobić, nim będzie za późno. Nim dwójka wojowników położy swoje łapy na nie spodziewającym się tego kocurze.
*****
– Nie możesz cały dzień spędzać w tym przeklętym legowisku – głos Kminkowego Szumu uderzył uszy asystenta medyka, a Opadający Rumianek siedzący przy jego boku, tylko kiwnął głową. – Musisz kiedyś z niego wyjść, nawet na chwilę. To jakby Rozkwitająca Szanta całe swe dnie spędzała w żłobku, nawet nie wychylając poza niego swój nos.
– Przesadzasz. Poza tym od mojej obecności zależy życie mych pacjentów. Mówiąc o pacjentach, to powinienem niedługo obejrzeć rany Chomika i sprawdzić, czy goją się prawidłowo.
– Nie jesteś jedynym medykiem w Klanie Burzy Zawilcu!! Potrzebujesz przerwy, a ja zadbam o to, abyś ją miał. – Rudy kocur zmierzył za medyka, głową popychając go w stronę wyjścia. – Wdzięczna Firletka i Skowroni Odłamek z pewnością zajmą się aktualnymi i nowymi chorymi, kiedy ty złapiesz oddech i się uspokoisz. Jeśli myślisz, że nie zauważyłem, iż od kilku dni chodzisz poddenerwowany, to jesteś w błędzie. Pójdziemy na spacer, przy okazji odwiedzając grób babci i mamy, i wszystko wróci do normy. Odpoczniesz i spędzisz czas ze swym rodzeństwem, same plusy. – Wojownik spojrzał na Rumianka. – Pilnuj go, a ja pójdę po Rozkwitającą Szantę. – Po tych słowach Kminek zostawił go u boku szylkreta, sam zmierzając w stronę żłobka, po chwili znikając w jego wejściu.
– Naprawdę to po mnie widać? – zapytał Zawilcowa Korona, wbijając wzrok w brata.
– Kminek nie kłamie. Wyglądasz jak definicja pory nagich drzew.
– Jesteś bardzo miły Rumianku, naprawdę – mruknął sarkastycznie medyk. – Stawiasz kota na łapy.
*****
Wzrok Zawilcowej Korony wbity był w ciało Rozkwitającej Szanty spoczywające na środku obozu. Kilka dni rozmawiał z nią, widział jej uśmiech, a teraz leżała ona martwa. Co zrobiła, aby zasłużyć na taką karę od wyroczni? Czemu musiała ją zabrać tego dnia? Nie zasłużyła na to, on zasłużył.
Wyleczeni: Poczciwy Dziwaczek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz