*dawno*
To nie były słowa, których spodziewała się usłyszeć z pyska przyjaciółki. Duch? Spojrzała na kotkę z szeroko otwartymi oczyma. Zawsze wiedziała, że medycy mieli jakieś… Powiązania, ale nigdy by nie pomyślała, że coś takiego było możliwe.
— Duch? — wydusiła, unosząc brwi. — Tutaj? Teraz?
Rozejrzała się po ciemniejącej plaży. Nie dojrzała jednak niczego dziwnego, nie usłyszała żadnego dźwięku, który mógłby wskazywać na obecność kogokolwiek.
— Ciemko… Jeszcze raz. I powoli.
Młodsza skuliła się nieco.
— Mam ducha — powtórzyła. Jej wąsiki zadrżały. — On mówi, że… Że był z twojego klanu. I później już nie. I, i- I teraz tu jest. Przyleciał ze mną.
Zamrugała. Jednen raz, potem drugi. Ale sytuacja nie stała się ani odrobiny bardziej zrozumiała. Chociaż… Czy w ogóle byłaby w stanie coś takiego zrozumieć? Takie coś chyba przechodziło zakres jej kompetencji. Zastrzygła uszyma. Może… Może powinna po prostu uwierzyć Ciemce na słowo.
Odgarnęła warstwę śniegu ogonem i przysiadła na plaży, delikatnie dotykając barku kotki, sygnalizując, aby zrobiła to samo.
— Dobrze… — westchnęła w końcu. Nieobecne oczy medyczki zwróciły się w jej kierunku. — Cóż. Rozumiem, że… Mówisz mi to, abym ci pomogła? Czy mam po prostu posłuchać.
Głupie pytanie. Wiedziała, że medyczka sama nie przyzna się do potrzebowania żadnej z tych opcji. Położyła po sobie ucho i przysunęła się nieco bliżej.
— Wiesz, jak się nazywa? — spróbowała. — Może go znałam?
Ciemka przełknęła nerwowo ślinę. Myśli Mżawki zaczęły umykać w stronę całej grupy kotów, które kiedyś znała. Co by zdobiła, gdyby z pyska przyjaciółki padło imię Syreniego Lamentu? Lub, co gorsza, Nimfiego Zwierciadła? Jak miałaby zareagować?
— Piórolotkowy… Trzepot.
Mimowolnie odetchnęła z ulgą. Miano, pomimo bycia znajomym, nie było jej bliskie… Zamyśliła się na moment.
— Znałam go — miauknęła. — Nie osobiście, nie wydaje mi się, żebyśmy rozmawiali więcej niż parę razy na patrolach… Z tego, co pamiętam, uciekł z klanu — mina jej nieco zrzedła, a spojrzenie stało się nieco przepraszające. — To zostało nam przekazane. Podobno nie zachowywał się zbyt stabilnie w swoich ostatnich dniach u nas.
Dziwnie było tak… Mówić o kimś, wiedząc, że ten ktoś to słyszy. Dreszcz przebiegł po jej grzbiecie. Ciemka nie odezwała się; wojowniczka dotknęła jej policzka nosem, po czym oparła brodę na czubku jej głowy.
— Chciałabym ci pomóc, ale nie jestem pewna, jak. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, jak możesz się spodziewać — kontynuowała. — Mogę spróbować, ale… To ty znasz się na tym lepiej. Jeśli chcesz, powiedz Piórolotkowi, aby… Aby zostawił nas na moment, i możemy porozmawiać. Coś cię trapi, więc trzeba temu zaradzić.
*teraźniejszość*
Położyła głowę na łapach. Zimno szczypało ją w nos i uszy, ale ciepłe futerko Ćmiego Księżyca przylegało ciasno do jej boku.
Miała wrażenie, że widywały się rzadziej. Może taka była kolej rzeczy? Może z czasem koty stawały się coraz bardziej zajęte? Wiedziała o bitwie z Klanem Wilka, wiedziała co nieco o tym, że młodsza była teraz główną, i za razem jedyną medyczką w legowisku (choć nie znała okoliczności, w jakich taką funkcję przejęła). Ona sama Ciemce opowiadała o powodzi, o odbudowie obozu… Jednak, nawet na zgromadzeniach nie rozmawiały już tak dużo; poczęła być na nie wybierana rzadziej niż kiedyś, jej miejsce zajęte przez kolejne, młodsze koty.
Nie oznaczało to jednak, że się od siebie oddaliły. Ciemka nadal miała miano jej przyjaciółki – tej, z którą znajomość była najszczersza. Miała w klanie inne koleżanki, inne przyjaciółki, ale nawet po tylu księżycach relacje te nie rozwinęły się na takim poziomie, jak ta z jej najdroższą medyczką.
Zastrzygła uchem, leniwie wodząc wzrokiem po nocnym niebie.
— Jedna z moich przyjaciółek została liderką — miauknęła cicho. Lubiła opowiadać młodszej o przeróżnych rzeczach; w zasadzie, to po prostu lubiła mówić. — Jestem z niej dumna. Zapracowała sobie na tą rolę… Teraz, poniekąd, jesteśmy rodziną. Tak się składa, że zostałam babcią — delikatny uśmiech wstąpił na jej pysk. — Moje przybrane dziecko dorobiło się własnego synka, właśnie z jej córką. Odwiedziłam ich ostatnio w żłobku. Ja… Jeju, dopiero co oboje byli uczniami. Czuję się staro.
<psiapsi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz