Koniec pory opadających liści
Już parę księżyców temu przeniósł się do innego legowiska, z racji awansu społecznego. Daleko jednak nie odszedł od tak dawna okupowanej nory uczniów, gdyż ta dla wojowników była tuż obok, również z przysłoniętym wejściem. Wbrew temu, jak inni patrzyli, do nowego lokum przy targał posłanie, które nosiło już ślady zużycia, a mimo to kocur nadal na nim sypiał, nie będąc skłonnym do stworzenia nowego — jedynie co jakiś czas, gdy było trzeba, to wymieniał w nim mech, choć ta czynność była czasochłonna z racji wyściółki piórami, puchem, a nawet futrem królika. Bardziej, by się opłacało wyciągnąć pióra z futrem, a resztę zutylizować, lecz wojownik lubił poświęcać niemal połowę dni lub nocy na wymianie mchu.
Był to dla niego rytuał, pozwalający skupić się na jednej rzeczy, by odciągnąć umysł od nieprzyjemnych i natrętnych myśli, które wciąż krążyły mu po głowie. Nadal z nikim nie nawiązał jakiś głębszych relacji — nie licząc swojego mentora — choć raczej mogli mieć to związek, że w towarzystwie większości kotów jego bateria społeczna zmniejszała się dwa razy szybciej.
Było nieco po wschodzie słońca, a kocur już był łapach, gotowy na kolejny chłodniejszy dzień. Pora opadających liści była dla niego istnym zbawieniem po gorącej porze zielonych liści — czuł się niemal cudownie, kiedy już nic go tak mocno nie grzało w czarny grzbiet.
— Szakłakowa Barwo! Wybierasz się może na patrol? — Nagle usłyszał za plecami głos Rudzikowego Skrzydełka, chwilę po tym, jak wojowniczka go uderzyła go łapą w ogon. Chwilowo się zjeżył na ten gest, nie spodziewając się kogokolwiek o tej porze. — Możemy wziąć też moją siostrę? Lub kogoś od ciebie. Jak wolisz drogi Szakłaczku! — dodał, kiedy po dłuższej chwili, zielonooki kiwnął głową.
“Szakłaczku…?” — powtórzył w myślach, nie rozumiejąc tej spoufałości ze strony młodszej. W międzyczasie przeniósł wzrok na łapy, których pazurami grzebał w ziemi. Wolałby samotne polowanie lub z Poczciwym Dziwaczkiem, jednak może to dobry pomysł, aby nawiązać z kimś nieco bliższą relację i mieć do kogo pysk otworzyć, kiedy burego nie będzie w pobliżu?
— Poczciwy Dziwaczek śpi, nie będę go budzić… Twoja siostra może iść z nami — oznajmił, podnosząc na chwilę wzrok, by spojrzeć na rudą. Następnie zwrócił się w stronę i opuściła norę, gdzie większość wojowników jeszcze spokojnie odsypiała wczorajszy dzień.
Usiadł przy wyjściu i czekał na Skrzydlatą Płomykówkę oraz Rudzikowe Skrzydełko. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej dochodził do wniosku, że jednak może nie był to dobry pomysł. Lekki grymas pojawił się na jego pysku — trwało to jedynie chwilę, ponieważ na dźwięk kroków dwóch kotek od razu przywrócił pysk do wcześniejszych ustawień.
— Gotowe? — rzucił, podnoszą swoje cztery litery z ziemi. Jego ogon nieco nisko zwisał, lecz nie zamiatał nim ziemi, więc zbyt prędko nie pojawi się na nim mokra ziemia. Po zapewnieniu, że mogą iść, kocur jako pierwszy skierował się do głównego tunelu. Dzisiejszym jego celem było Przybrzeżne Oko, chcąc przypomnieć sobie lekcje na temat polowania na zaskrońce.
<Rudzikowe Skrzydełko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz