Była więc zaskoczona, jak nie zszokowana, gdy kocur zagadał do niej bez żadnego pretekstu.
— Żółć rozświetla bardziej twoje ciemne brązowe oczy. Powinnaś zacząć chodzić na co dzień z tym liściem.
Nigdy wcześniej z nim nie rozmawiała; skąd więc te komplementy się brały? Otworzyła szerzej ślipka, a jej ucho poruszyło się, jednak nie na tyle mocno, aby strącić podarowaną jej dekorację. Przypomniała sobie rozmowę z siostrą, którą starszy uczeń również zaczepiał. Słyszała o jego wielkim ego. Czego szukał u Pomroku? Kłopotów?
— Cóż... Dziękuję, Dębowa Łapo — miauknęła po chwili, równie speszona co i zaintrygowana. Jej wąsy zadrżały i przechyliła główkę w bok. — Mam czuć się zaszczycona?
Oczy starszego ucznia zabłysły.
— Zaszczycona, to chyba za dużo powiedziane. Chciałem cię po prostu lepiej poznać — zamruczał i usiadł przed rozmówczynią niczym dżentelmen, jakiego każda kotka by chwaliła. — Chciałbym doskonale poznać całą waszą rodzinę, a nie tylko Słotną Łapę. Wydajesz się również bardzo ciekawą osobistością.
Zmierzyła kocura wzrokiem. Po dłuższej chwili zamyślenia również usiadła, zadzierając brodę do góry, aby móc spojrzeć mu w oczy. Dzieliła ich dość spora, większa niż u innych jej rówieśników różnica wzrostu.
— Słyszałam o waszych spotkaniach — odpowiedziała. Kąciki jej pyszczka uniosły się lekko, w chytrym uśmieszku. — Akurat tak się składa, że nic ciekawego w tym momencie nie robię.
Dębowa Łapa machnął fikuśnie ogonem i przyjrzał się jej z zaciekawieniem.
— Mówisz bardzo ciekawe rzeczy, tak ciekawe, że aż moje uszy chcą słuchać~ Co ciekawego waś panienka słyszała o moich spotkankach? Też panienka chciałaby ze mną wspaniałą podróż po pniu drzew wprost na korony drzew? Mógłbym panienkę osobiście wnieść.
Zamrugała. Cały ten teatrzyk z "panienką" przypadł jej do gustu. Przynajmniej po części. Dopóki będzie kompetentną panienką, to... Niech mówi dalej.
— A co nieco słyszałam, jednak żadnych szczegółów. — Uniosła łapkę do góry, wysuwając pazurki i je oglądając. — Chyba podziękuję, sama umiem na drzewo się wspiąć, i to całkiem dobrze. Nie trzeba mnie wyręczać.
— Nie jesteś zbytnio w romantyczne interakcje, co? — kocur uniósł jedynie brwi, nie będąc wcale zrażonym. Wodził wzrokiem po jej pysku. — Jednak wspinaczki panienka raczej by nie odmówiła, nieprawdaż?
— Nie widzę po prostu powodu, dla którego miałby mnie ktokolwiek w czymś wyręczać. A wspinaczki... Nie, nie odmówiłabym.
Zamilkła na chwilę. Czuła, że pcha się w jakieś bagno. Wcale nie chciała być zamieszana w perypetie uczniaka, ale… Skoro Słota go tolerowała, to nie mógł być przecież taki zły? Uniosła spojrzenie brązowych ślipi na towarzysza.
— A co, proponujesz?
Czekoladowy przysunął się bliżej kotki, tak, że ktoś z boku mógł stwierdzić, że stykają się futrem.
— Oczywiście — zamruczał. — Zapraszam cię na wspólne wspinanie się po drzewach i oglądanie widoków.
***
Stanęła naprzeciwko Bladego Lica. Końcówka jej ogona drżała nerwowo, ale i ze złością. Mentor przypatrywał się jej uważnie, przybrawszy pozycję gotową do walki. Zacisnęła zęby. Czekała na znak; jedno uderzenie serca, drugie, trzecie… Wojownik jednak stał w bezruchu. Zmarszczyła brwi.
Wyskoczyła do przodu, wykorzystując okazję. Chyba o to mu chodziło! Rzuciła się na kocura, łapami lądując na jego barkach. Siła uderzenia sprawiła, że zatoczył się, ale zabierając uczennicę ze sobą – i wciskając jej pysk w leśną ściółkę. Parsknęła, zaskoczona. Wyszarpała się w uścisku, kopiąc tylnymi nogami w jego bok. Już po paru momentach stała z łapą triumfalnie położoną na jego szyi.
— Wygrałam — miauknęła, uśmiechając się chytrze i unosząc podbródek do góry.
Blade Lico zmierzył ją wzrokiem, niewzruszony.
— Co, jak dawałem Ci fory?
— Nie dawałeś!
Zanim ruszyli w drogę do obozu, napotkali jeden z patroli łowieckich. Nieco poirytowana otrzepała sierść z brudu, potrząsając obolałymi łapami.
Jej mentor ruszył do przodu, wdając się w rozmowę z jednym z wojowników. Wywróciła oczami. Z wszystkimi chętny do rozmowy, tylko nie z nią! Bez słowa podążyła za nim, zrównując tym samym kroki z nikimi innym niż Dębową Łapą.
Rzuciła uczniakowi przelotne spojrzenie, po czym przylizała kosmyk futra na piersi. Poczuła cierpki smak ziemi na języku.
— Nie dotrzymałeś swojej obietnicy — miauknęła po chwili, podnosząc wzrok. Zadarła podbródek do góry, aby dobrze go widzieć. — Z takim zapałem nie wyrobisz się do momentu, w którym zostanę wojowniczką.
<Dębowa Łapo?>
[672 słowa]
[przyznano 13%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz