Tego dnia też wybyła. Słońce jeszcze nie zawitało na niebie, a kocicy już nie było przy jego boku. Obudził się przy boku Kotewki mocno owinięty jej kitą. Ledwo udało mu się spod niej wykopać. Chciał to zrobić jak najciszej, aby nie odebrać sobie tych słodkich i rzadkich chwil błogiej ciszy. Lubił wstawać wcześnie. Lubił spokój, który rozlewał się po kociarni, kiedy rozbrzmiewały w niej jedynie senne pomruki. Tym razem jednak mu się nie udało. Nieporadna łapka stanęła prosto na ogonku Konwalii, która momentalnie otworzyła ślepka. Klekotek prędko znalazł się przy brodziku, gdzie zwykle przesiadywał, pozwalając wodzie obmywać swoje poduszeczki. Poruszenie się jednego dziecka Borówkowej Słodyczy nagle zmieniło się w idealny moment na rozpoczęcie dnia... no i zakończenie bardzo krótkiej pory ciszy i spokoju...
Wczesna pobudka sprawiła, że po szczytowaniu słońca większość kociąt odpłynęła w głęboką drzemkę, zawijając się w kłębki, przyciskając się mocno do rodzeństwa. Piastunka spoglądała na nich spod półprzymkniętych, chociaż bardzo czujnych i skupionych oczu. Po obiedzie wrócił na swoje wygrzane miejsce przy samym brzegu brodzika. Woda była zimna, więc raczej nie zanurzał się dalej niż wysokość pazurów. Kotewkowy Powiew poprosiła go, aby odsunął się jeszcze, ale pokręcił głową; westchnęła jedynie i wróciła na swoje miejsce. Dopóki nie był faktycznie przeziębiony, wszystko było w najlepszym porządku. Dodatkowo Mewi Puch mówił, że musi wyrosnąć na silnego i wytrzymałego kota, a to nie może się wydarzyć, jeśli będzie chorował po dotknięciu chłodnej płycizny. Poza tym lubił uczucie drętwiejących delikatnie łap. Było całkiem zabawne.
— Heeeej… — odezwał się nagle głos za jego plecami. — Co robisz? Mogę z Tobą? — Jedna z córek białej wojowniczki pojawiła się po jego prawicy. Usiadła i przybliżyła się jeszcze bardziej. Ucho kocurka odwróciło się w kierunku syknięcia piastunki, która jednak nie wstała. Wiedziała, że ostrzeżenie zostało usłyszane i przez księcia, i przez czekoladową koteczkę. — Moje rodzeństwo poszło spać i zostałeś tylko Ty. Klekotek, prawda?
— Mhm... — mruknął, wracając do poprzedniego zajęcia.
— No to... co robisz? — ponownie zapytała, próbując zauważyć, gdzie dokładnie patrzy się młodszy. Nie odpowiedział, ale wskazał głową na tafle wody. — Ch-chcesz iść pływać? Nie jest za zimno na takie zabawy?
— Nie! — powiedział twardo i głośno, aż piastunka lekko podniosła się na łapach. — Nie chce pływać...
— No dobrze... To co robisz? Jak mi powiesz, to będzie łatwiej. Wiesz, nie umiem jeszcze czytać w myślach, chociaż byłoby to całkiem fajne, nie? Może podczas treningu wojownika tego uczą.
— Nie... — mruknął. Wiedział, że wytrenowane koty też tego nie potrafią...
"Gdyby umieli, to mama wiedziałaby, jak bardzo nie lubię zostawiać bez niej w kociarni..." — pomyślał i odwrócił się znowu w kierunku wody.
— Żaby śpią — rzucił już spokojniej. — Jak patrze na mamę, jak śpi, to się budzi. Żaby też się obudzą.
— No to... co robisz? — ponownie zapytała, próbując zauważyć, gdzie dokładnie patrzy się młodszy. Nie odpowiedział, ale wskazał głową na tafle wody. — Ch-chcesz iść pływać? Nie jest za zimno na takie zabawy?
— Nie! — powiedział twardo i głośno, aż piastunka lekko podniosła się na łapach. — Nie chce pływać...
— No dobrze... To co robisz? Jak mi powiesz, to będzie łatwiej. Wiesz, nie umiem jeszcze czytać w myślach, chociaż byłoby to całkiem fajne, nie? Może podczas treningu wojownika tego uczą.
— Nie... — mruknął. Wiedział, że wytrenowane koty też tego nie potrafią...
"Gdyby umieli, to mama wiedziałaby, jak bardzo nie lubię zostawiać bez niej w kociarni..." — pomyślał i odwrócił się znowu w kierunku wody.
— Żaby śpią — rzucił już spokojniej. — Jak patrze na mamę, jak śpi, to się budzi. Żaby też się obudzą.
<Korzon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz