Uczeń machnął ogonem na bok, z trudem przełykając ślinę i patrząc na następną gałąź, która wydawała się być tak daleko... A droga do niej z pewnością nie była łatwa.
— Pójdę dalej — oświadczył jednak, mimo strachu ściskającego mu gardło i wbrew swojej woli zaczął planować drogę do następnego punktu.
Chciał wywrzeć wrażenie na swoich rodzicach, chciał, aby byli z niego dumni tak jak z Dębowej Łapy.
— Dobra! Jak coś mam na ciebie oko — zawołał liliowy wojownik, który z drzewa wydawał się być mały jak wiewiórka.
Nerwowo oddychając, kocurek wskoczył na pień, najwyżej jak potrafił, odbił się i już po chwili stał na drugiej gałęzi. Gdy na nią wchodził, poślizgnęła mu się łapka, przez co na chwilę stracił równowagę, jego ciało się zachwiało, ale udało mu się utrzymać równowagę. Znowu spojrzał na ojca i uśmiechnął się nerwowo.
W oczach Miodowej Kory dostrzegł przerażenie.
— Spróbuj się wspiąć na tę gałąź! Uda ci się!
Wołał z dołu. Te słowa wiele znaczyły dla Kamiennej Łapy, ale kocurek nie był pewien, czy wojownik naprawdę w niego wierzy.
"Pokażę mu! Dam radę" — uznał w myśli i przez chwilę walczył ze strachem.
Po jakimś czasie wdrapał się na konar i stanął na nim w taki sposób, że jego pazury były mocno wczepione w korę, a całe ciało stabilne. Spojrzał na ojca i zawołał do niego z góry:
— To chyba już umiem! Idę do ciebie!
I zaczął ostrożnie schodzić z powrotem na dół, nie chcąc ryzykować, bo kolejne próby mogłyby się skończyć upadkiem. W oczach ojca zobaczył zadowolenie, co sprawiło, że znowu poczuł iskierkę dumy. Lubił spędzać czas z tatą, czuł się wtedy lepszy.
— Cieszę się, że schodzisz bez żadnego spadania z drzewa — miauknął nagle Miodowa Kora.
Gdy Kamienna Łapa usłyszał te słowa, poczuł ostre uczucie bólu, jakby coś ścisnęło go za gardło. To zabrzmiało, jakby liliowy był zdziwiony tym faktem. Pewnie spodziewał się, że kocurkowi nic się nie uda, a przecież w miarę dobrze mu poszło… Prawda? Czy ojciec nie wierzył w jego umiejętności? Miał go za nieudacznika tak, jak wszyscy inni? Uczeń myślał, że chociaż ten jeden kocur jest z niego dumny, może jednak się mylił. To jedno zdanie zraniło go tak mocno. Miodowa Kora nawet nie wiedział, ile znaczył dla syna i jak bardzo Kamienna Łapa pragnął jego akceptacji.
— Mówiłem, że to umiem — odparł krótko, zdecydowanym, wysokim głosem, podczas gdy w jego oczach błyszczała defensywna iskierka, a futerko na karku się podniosło.
Po chwili jednak zobaczył zdziwienie na pysku dorosłego.
— Miałem na myśli, że dobrze ci poszło jak na pierwszą wspinaczkę po drzewach. — Kocur przez chwilę rozmyślał nad czymś jeszcze. — Chcesz może poćwiczyć walkę? — spytał syna.
Kamyczek jeszcze chwilę patrzył ze złością na ojca, ale już zaraz potem jego futro opadło, a oddech się uspokoił. Pokiwał głową.
— Tak, chciałbym — przytaknął. — Ostatnio z Wilczym Skowytem uczyłem się kopnięcia z powietrza i przewrotu. Trochę to trudne — przyznał zawstydzony.
— To możemy razem poćwiczyć, by udoskonalić twoją walkę. — Wojownik szykował się do defensywy. — Zaatakuj mnie! Zobaczymy, jak sobie radzisz ze swoim staruszkiem w walce.
— Jesteś przecież młody! — zaprotestował Kamienna Łapa, w mgnieniu oka zaczynając atak.
Podbiegł do ojca i wyskoczył w powietrze, lądując na barkach dorosłego. Złapał się za jego futro na grzbiecie, chcąc utrzymać równowagę i udawał, że gryzie Miodową Korę po uszach. Kocur przeturlał się do przodu, wykorzystując ciężar Kamiennej łapy, którego miał głównie z przodu. Dzięki temu zmiażdżył kocura swoim ciężarem i uwolnił się od niego.
— Pamiętaj, jeśli wrogi kot ci skoczy na bark, a nie będziesz umiał go zrzucić, to musisz wykorzystać to, że jego ciężar jest z przodu twojego ciała, wtedy możesz łatwiej się przeturlać do przodu, spłaszczając go swoim ciałem — powiedział kocur, stojąc nad uczniem.
Kocurek podniósł się z ziemi i otrzepał futro. Przylizał sobie niesforny kosmyk na piersi, aby ukryć zawstydzenie.
— Dobrze, będę pamiętał. A co z tymi ruchami? — spytał, chcąc jak najszybciej przejść do elementów, które sprawiały mu trudność.
— To zależy, każdy z nas wypracowuje inną taktykę walki, bowiem każdy mentor uczy inaczej. Ale mogę spróbować z tobą robić te przewroty i kopnięcia z powietrza. — Kocur przeszedł do pokazywania. — Musisz skoczyć, a następnie spróbować kontrolować swoje łapy tak, by skierować je w stronę wroga, a następnie wszystko samo się robi. Skoczył, a następnie pokazał kopnięcie z powietrza. — Chcesz teraz spróbować na mnie?
[trening woj. 731 słów]
<Miodowa Koro?>
[przyznano 15%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz