- Mhm. - mruknęła pod nosem.
Ciężka Łapa przyzwyczaił się już, że jego mentorka czasami nie ma humoru. Miał teraz inne zadanie. Jak najlepsze zaimponowanie Nagietkowej Prędze. Żabi Skok przypomniała sobie, że są właściwie rodziną. Jaki mały był ten świat.
- Ej, Nagietkowa Pręgo, pokazać ci jak szybko potrafię złapać mysz?
- Jasne!
Żabi Skok zastrzygła uszami. Jak to się działo, że Nagietkowa Pręga pałał takim optymizmem? Właściwie nie pamiętała dnia, żeby kocur chodził smutny. To było zaskakujące. Tak jakby urodził się z wymalowanym na pysku uśmiechem i potrafił we wszystkim znaleźć pozytywy. Śmieszne. Niektórzy naprawdę mają szczęście, a smutek innych jest ledwo dostrzegalny. Żabka kopnęła lekko łapką jeden z malutkich kamyczków. Nie powinna zazdrościć, prawda?
Zatrzymała się, mrużąc oczy, podczas gdy Ciężka Łapa przybrał odpowiednią pozycję łowiecką. Nagietkowa Pręga również to zrobił, stając obok Żabki i oboje przyglądali się jak uczeń powoli skrada się w stronę niewielkiego, szarego stworzonka. Wojowniczka cicho kibicowała kocurkowi. Musiał pokazać, że wie o co chodzi i że ich lekcje nie poszły na marne. Faktycznie, Ciężka Łapa niewiele uderzeń serca potem, wybił się z tylnych łap, celując prosto w mysz, której szybko odebrał życie. Odwrócił się z dumą w oczach, w stronę mentorki i wujka.
- Brawo, Ciężka Łapo! - miauknął Nagietek.
- Gratuluję. - cicho dodała Żabka.
Ciężka Łapa szybko zakopał mysz, by wrócić po nią później. Pochwały zmotywowały kocurka. Ruszyli w dalszą drogę, coraz bardziej się oddalając. Towarzyszył im wiatr, muskający po pyskach oraz śpiew ptaków, gdzieś w oddali. Natura sprzyjała ich patrolowi. Bardzo dobrze.
Arlekinka spojrzała kontem oka na Nagietkową Pręgę. Był mentorem Jaskółczego Chłodu, która w nieoczekiwanych okolicznościach zniknęła. Żabi Skok sądziła, że po drodze coś złego ją spotkało. Kotka wzruszyła ramionami. Zasady życia i śmierci nie zawsze musiały się wszystkim podobać.
- Chciałbyś mieć kolejnego ucznia? - spytała wojownika.
<Nagietku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz