BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opadający Rumianek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opadający Rumianek. Pokaż wszystkie posty

29 czerwca 2026

Od Opadającego Rumianka

Księżyc temu

Chłód zbliżającej się Pory Nagich Drzew dawał znać coraz to większej liczbie kotów. Mimo to, Opadający Rumianek był pierwszym, który złapał gdzieś biały kaszel. W obawie, że rozprzestrzeni się na cały Klan Burzy, postanowił szybko przyjść do legowiska medyka. Nie chciał, aby przypadkiem ktoś inny posiadł jego choróbsko. Przywitał się cicho, rozglądając się za kimś, kto mógł mu pomóc, aż w końcu zauważył Wdzięczną Firletkę. Kojarzył kotkę i pamiętał, że nie należała do szczególnie szkodliwych. Nie była też głupia, jak choćby Rudzikowe Skrzydełko, jej dzieci, czy Tańcujące Pierze. Zakasłał cicho, chociaż nie do końca to planował. Pozwoliło to jednak na to, aby został zauważony przez szylkretkę. Podała mu odpowiednie zioła i odesłała go do lecznicy, gdzie ostatecznie udało mu się zasnąć.

***

Spał w przygotowanym legowisku, czując jak nadal drapie go w gardle. Zastanawiał się, czy nie powinien poprosić o mech nasączony wodą, jednak słysząc czyjeś niespokojne głosy, zadrżał lekko zdenerwowany. Zdecydowanie wolałby nie zostać oskarżony o podsłuchiwanie.
— Od momentu, w którym zostałeś zastępcą, musiałeś się z tym liczyć — we wnętrzu Kamiennej Wieży rozległ się cichy głos Wdzięcznej Firletki. — Wiesz, że stan jego zdrowia się pogarsza. A patrząc na jego wiek… To nieuniknione. Nie ma innej drogi do władzy niż śmierć poprzedniego przywódcy; z łap innego kota, czy naturalna — dodała szylkretka, a Rumianek poruszył się niespokojnie.
“Co mają oznaczać te słowa? Czy ktoś planuje uśmiercić Króliczą Gwiazdę? Fakt, faktem może i jest stary, ale czy to powód, aby się go pozbywać? W głowie się to wszystko mi nie mieści…” pomyślał, przełykając nerwowo ślinę.

Od Opadającego Rumianka do Rudzikowego Skrzydełka

Kilka dni temu

Był chłodny wieczór, gdy wojownicy Klanu Burzy usłyszeli wołanie zastępcy. Zawodzące Echo wybierał właśnie patrole. Nikt raczej nie miał ochoty ruszać tyłka z obozu. Zimno przedzierało się między ich łapami, czasem trafiało prosto w pyski. Ostatnich księżyców nie można było zaliczyć do najlepszych. Ciągłe upały, deszcze, a jeszcze wcześniej opady śniegu. Opadający Rumianek zastrzygł uchem, słysząc swoje imię poprzez szum wiatru i westchnął cicho. Zaraz obok swojego usłyszał jeszcze jedno imię – Rudzikowe Skrzydełko. Zauważył jak wesołe, niebieskie oczy błyszczą w świetle zachodu słońca i miał ochotę przekląć kotkę.
“Ze wszystkich kocich klątw… Dlaczego akurat ona?” pomyślał, wpatrując się w niebo, najprawdopodobniej w poszukiwaniu rady z niebios. Oprócz liliowego i srebrnej na patrol zostali wybrani także Pozłacana Pszenica i Lodówkowa Łapa. Szylkret już teraz wiedział, że nie przetrwa w takim towarzystwie. Skrzywił się mocno i zaraz ruszył pod wyjście z obozu.
— Wszyyyyscy są? — zaświergotała ruda kotka, a Rumianek miał ochotę się na nią rzucić.
W takich momentach żałował, że nie mógł oddać odrobiny inteligencji innym. W końcu on i tak rzadko się odzywa. Przydałaby się tym którzy bez przerwy kłapią pyskiem. Choćby właśnie byłemu Kocięcemu Rozumkowi. Do dziś nie zrozumiał, dlaczego kotka nie wykazała się ani odrobiną rozumu i postanowiła zabrać kocięta na zgromadzenie. Nie wspominając już o tym, że nie była nawet w stanie ich przypilnować. Dlatego, teraz gdy miał iść z nią na patrol, chyba wolałby zostać trafionym przez piorun, niż słuchać jej ciągłego gdakania. Miał tylko szczerą nadzieję, że nie odezwie się akurat do niego.
— Cześć! Czemu idziesz sam Rumianku? — usłyszał głos, wyrywający go z odmętów jego myśli.
Uniósł wzrok i zobaczył nikogo innego jak srebrną pokrakę. Miał ochotę przybić sobie piątkę z czołem.
“Chyba wibracje mojego mózgu ją przywołały. Może mysie mózgi tak mają?” pomyślał zdenerwowany.
Uśmiechnął się łagodnie i odetchnął cicho.
— Dzień dobry Rudzikowe Skrzydełko. Nie wolisz porozmawiać z Pozłacana Pszenicą? Wydaje się dla ciebie lepszym towarzystwem — mruknął niezadowolony.

<Rudzikowe Skrzydełko?>

Od Opadającego Rumianka do Zewu

Opadający Rumianek przeciągnął się w legowisku. Zastrzygł uchem, słysząc piski kociąt gdzieś w oddali. Zaczął się zastanawiać, które z gaworzących bachorów mogło być takie głośne. Wychylił głowę zza krzaków, zauważając kocięta Zawodzącego Echa. Westchnął cicho, zastanawiając się, czy aby na pewno chce mieć kontakt z młodymi zastępcy. Teraz już nie dogadują się tak dobrze, jak dawniej, czego Rumianek zdawał się żałować. Miał już jednak kontakt z jego córką, może tym razem wpadnie na Zewa. Przeciągnął się, rozprostowuje coraz to starsze kości i podreptał w stronę stosu zwierzyny. Chwila nieuwagi podczas sięgania po drobnego wróbla i już zdążył ktoś na niego wpaść. Konkretnie w jego mięciutkie, puchate łapki. Rozejrzał się, jednak nie zauważył nikogo, dopóki nie obniżył lekko głowy.
— Ah… — mruknął cicho, krzywiąc pysk. — Dzień dobry Zew — dodał, zabierając ptaszynę i siadając niedaleko stosu.
Liczył na spokój, jednakże dymny kociak i tak postanowił się do niego przypałętać. Nie wyglądał na szczególnie szczęśliwego, może po prostu chciał przeprosić za to, że na niego wpadł.
— Dzień dobry… — miauknął kociak, znużonym głosem.
Oboje zamrugali kilkukrotnie, a liliowy skrzywił się nieznacznie.
— Potrzebujesz czegoś? — rzucił nieco oschle, ale zaraz westchnął cicho. — No co? Wracaj do siostry. Albo do żłobka — mruknął już nieco mniej zirytowany.
— Nie chcę. Łza jest głupia. Chcę do domu — wyszeptał niezadowolony Zew.
Rumianek westchnął cicho. Najwidoczniej kociak również tęsknił za rodziną. I wychodzi na to, że trafiło mu się akurat nielubiane rodzeństwo.
— Jestem Opadający Rumianek. I jestem kocurem — odparł, podkreślając ostatnie słowo.
— Ale pachniesz jak kotka — stwierdził, mrużąc oczka lekko zainteresowany.
Rumiankowi drgnęła lekko powieka.
— Nie jestem nią — odparł krótko, a kociak mruknął coś pod nosem niezadowolony.

<Zewie?>

Od Opadającego Rumianka do Łzy

Jakiś czas temu

Wieczór wyglądał na zaskakująco spokojny. Liście krzewów kołysały się spokojnie na chłodnym wietrze, który zmuszał koty do spania nieco bliżej siebie niż zwykle. Wyjątek stanowił Opadający Rumianek, leżący tuż przy wyjściu z legowiska wojowników. Szylkret wyglądał, jakby kogoś wypatrywał, choć gdyby spytać samego kocura, sam nie byłby tego pewien. Ostatecznie więc zdecydował się na obserwowanie żłobka, w razie, gdyby jakiś młodziak chciał wybrać się na nocną przechadzkę. Wiatr owiewał mu pyszczek, sprawiając, że fragmenty puszystego futra od grzywki brutalnie wpychały się mu do czekoladowych oczu. Zaczął powoli je wyciągać, dopóki nie usłyszał tupotu czyichś łap. Pozbyli się resztek futra z oczu i zatrzepotał długimi rzęsami, poszukując dźwiękotwórcy. Nie spodziewał się jednak, że będzie nim niewielka młódka, wpatrująca się prosto w jego miękkie łapy. Najpierw skrzywił się nieznacznie, tak jakby ktoś podrzucił mu zepsutego zająca. Zaraz potem uświadomił sobie, kto dokładnie przed nim stał. W niebieskich oczach i czarno-białym futrze rozpoznał córkę Zawodzącego Echa, ale nie tylko – jedne z kociąt z wielkiego sojuszu z Owocowym Lasem. Brązowooki westchnął nieomal cierpiętniczo i uśmiechnął się do kociaka. Zamiast jednak postąpić z młódką delikatnie, zapomniał dobrać odpowiedniego tonu i wymruczał:
— Witaj Łzo. Wyglądasz trochę strasznie z tym białym pyskiem.
Niebieskooka spojrzała na liliowego pytająco.
— Dobry wieczór Opadający Rumianku — zaczęła dymna. — Chyba jesteś samotny… Mogę jakoś pomóc? — zapytała, świecąc niebieskimi oczkami.
Rumianek nie należał do głupich i wiedział, co oznaczały te oczy, jednak mimo to postanowił ulec. Kotka sama najwyraźniej chciała, aby ktoś skupił na niej uwagę. Kto wie, może nie zauważają jej w żłobku? Opadający nie miał ochoty długo się nad tym zastanawiać. Faktycznie potrzebował, choć odrobinę towarzystwa w ostatnich czasach, dlatego bez zastanowienia kiwnął głową.
— Trochę. Brakuje mi mojego rodzeństwa… — szepnął z dozą smutku w głosie, mimo tego, że na jego pysku gościł drobny uśmiech.
Liliowy nienawidził kociąt. Dlaczego więc teraz z jednym rozmawiał? Może pomagał fakt, iż nie było jego? A może fakt, że czarna najwyraźniej należała do tych nieco bardziej inteligentnych kociąt?

<Łzo?>

Od Opadającej Łapy (Opadającego Rumianka)

Dawniej

Rumianek westchnął cicho. Nie miał nawet najmniejszej ochoty wstawać ze swojego legowiska, a słyszał już, jak jego mentor wesoło świergota z innym uczniem na temat dzisiejszego przyszłego treningu. Z rozmowy dowiedział się, że dziś będzie mógł podszkolić się w polowaniu na króliki. Wzruszył ramionami znudzony. Ćwiczyli to samo może kilka wschodów słońca temu. Opadająca Łapa miał ochotę wypowiedzieć się co myśli na temat technik nauki Dzwonkowego Świstu, ale brakowało mu odwagi. Radosna aura, którą wytwarzał starszy kocur była dla liliowego bardzo przytłaczająca. Dziwnym trafem czuł się przy własnym mentorze odrobinę niekompetentny socjalnie. Energia, jaką generował Świst była wręcz dla Rumianka niewygodna. Starał się jednak ignorować ten fakt.
— Idziesz? — zapytał Dzwonek z uśmiechem na pysku, a liliowy kiwnął głową na tak.
Szli obok siebie w ciszy, chociaż rudzielec próbował nawiązać co jakiś czas rozmowę. Nie kleiła się ona jednak, gdyż Rumianek dawał mu tylko zdawkowe odpowiedzi. Ostatecznie więc szli w ciszy. Gdy trafili nareszcie na miejsce, liliowy od razu zaczął rozglądać się za zwierzyną. Nie był najlepszy w bieganiu. Właściwie to w niczym. Mimo to wzruszył ramionami i jak przy każdym z poprzednich treningów zaczął ganiać za królikiem, próbując go złapać. I tym razem się nie udało. Ostatecznie padł zmęczony na ziemi, starając się nabrać więcej powietrza w pierś, co skutecznie uniemożliwiał mu zatkany nos. Spojrzał rozzłoszczony na rudzielca, ale trzymał pysk zamknięty.
— Możemy wracać — miauknął. — Zobaczysz, następnym razem się uda! — dorzucił pociesznie, a Rumianek walczył ze sobą, żeby mu nie odwarknąć.
“Nie uda się” pomyślał tylko i ruszył do obozu zaraz za swoim mentorem.

Od Rumianka (Opadającego Rumianka)

Dawniej

Mała Rumianek leżała w żłobku kociąt z przygnębionym pyszczkiem. Znowu czuła się jak nie w swojej skórze. To było już nawet tradycją. Przeciągnęła małe ciałko i wypełzła po cichu z legowiska, rozglądając się w poszukiwaniu kogoś interesującego. Nie minęło dużo czasu, aż spotkała jakiegoś kocura. Tak przynajmniej uznała na początku, zanim tamten się odezwał.
— Dzień dobry maluchu! Właśnie wróciłam z polowania. Masz na coś ochotę? — zapytał…a z uśmiechem na pysku.
Rumianek rozdziawiła buzię w szoku.
— N-Nie jesteś kocurem? — zapytała i polizała się po piersi, rozmyślając. — A-A-A jakie to uczucie? Znaczy… — zaczęła, ale szybko się rozmyśliła.
— To się czuję. Po prosto nie jesteś do końca sobą. Wiesz, że coś powinno być inaczej. Czemu pytasz Rumianku? — uniosła lekko brwi.
— Nic… Tylko mnie zainteresowałaś — odparła szybko, a zaraz po tym natychmiast ucichła. — Ja… Czuję się dziwnie. Ale nie dziwnie, nie boli mnie nic! Tylko denerwuje mnie zapach, jaki mi towarzyszy. I fakt, że kiedyś mogę mieć kocięta! Nie chcę ich! — wymamrotała, kołysząc się nerwowo.
— Może chciałbyś, abym nazywała się kocurem? Brzmi fajnie, co? — mruknęła kotka, tak jakby wiedziała, co było na rzeczy.
Rumiankowi zaświeciły się oczy. Kotka nie sądziłaby, że to mogło być takie proste.
— Dziwne uczucie. Czuję się lżej…szy? — miauknął i łagodnie się uśmiechnął.
— Masz jeszcze czas maluchu. Możesz być, kim chcesz. Nawet kocurkiem — dodała kotka, odchodząc do swojego legowiska.

Od Rumianka (Opadającego Rumianka)

Dawniej

Rumianek wtuliła się bardziej w matkę, słysząc piski swojego rodzeństwa. Razem była ich czwórka. Koteczka oprócz chłodu od matki czuła pewien smutek. Mała Rumianek nie wiedziała, że straciła już rodzeństwo. Na niewiele zdały się starania, aby sprawić by malutka Mara, jak nazwano martwe kociątko, nabrała powietrza w drobne płucka i mogła psocić razem ze swoim rodzeństwem. Niektórzy mawiają, że potomstwo może wyssać jakieś emocje wraz z mlekiem matki. Może szylkreteczka wyciągnęła od Ryku właśnie smutek i żal? A może po prostu czuła się z czymś źle? Zamrugała kilka razy, a jej jeszcze niebieskie oczka, skierowały się na zimne oczy starszej samotniczki. Pisnęła cicho i zmarszczyła nosek, jakby była z czegoś bardzo niezadowolona. Odsunęła się od skulonych ze sobą futrzaków i siedziała przez chwilę obok, wpatrując się w “swoją” szczęśliwą rodzinę. Kichnęła cicho, czując, jak zatyka się jej lekko nosek. Z załzawionymi oczkami zaczepiła matkę puchatą łapką. Ryk, chociaż niezbyt zadowolona, przygarnęła liliową do siebie i wyczyściła jej futerko, co spotkało się z oburzonymi piskami. Maluchy nie umiały jeszcze za bardzo mówić, ale już potrafiły dokuczyć matce i reszcie rodzinki. Choćby przy porze karmienia, gdy to zaczęły wydzierać się wniebogłosy, przepychając się w stronę ich matki.

***

Opadającego Rumianka obudził koszmar. I coś, co uporczywie łaskotało go w nos. Miał szczerą nadzieję, że był to ogon Kminkowego Szumu. Rozejrzał się po legowisku, w poszukiwaniu znajomych pysków, jednak żadnego nie zauważył. Nie mógł nimi również nazwać swoich klanowych pobratymców. Tęsknił za…rodziną.

16 czerwca 2026

Od Opadającego Rumianka

Jakiś czas temu

Dni w Klanie Burzy ciągnęły się niemiłosiernie. Mimo Pory Zielonych Liści idącą pełną parą, w legowisku wojowników jak zawsze można było usłyszeć pociąganie nosem. Medycy poddali się już nawet z leczeniem Rumianka z kataru i przeziębień. Pewnego dnia, gdy przyszedł do ich legowiska, jeden z medyków oburzył się i wytłumaczył, że jeżeli miał katar, to powinien wydmuchiwać go w mech, a na infekcję gardła mógł podbierać odrobinę miodu ze składziku. Od tamtej pory zaczął znacznie rzadziej zaglądać do lecznicy, lecz nadal można było go tam widywać średnio raz na księżyc. Opadający Rumianek, słysząc z boku jakiś szmer, zastrzygł lekko uchem i rozłożył się wygodniej w swoim legowisku. Położył pysk na łapach i westchnął cicho. Ostatnie mu czasy czuł się bardziej samotny niż zwykle. Nie spodziewał się bowiem, że kiedykolwiek będzie w sytuacji, w której nie będzie miał nikogo. W końcu myślał, że trzymając się rodziny, nigdy nie będzie sam. Jego oczekiwania były jednak dalekie od realiów. Rozkwitająca Szanta nie żyła, a Zawilcowa Korona i Kminkowy Szum opuścili klan, nie wracając z nie znanej mu przyczyny. Kminek i Szanta pozostawili mu za to dalszą rodzinę. Wiedział, że zawsze mógł zwrócić się do innych bliskich, jednak świadomie tego unikał. Często obawiał się jednak tego, jak go postrzegają. Czuł czasem na sobie litościwy wzrok innych. Rumianek zastanawiał się czasem czy mi współczuj. Zastanawiał się nawet, czy nie powinien po prostu wyjść z klanu tak jak jego bracia i nie wrócić. Leżał w legowisku wojowników, rozmyślając. Bardzo słaby podmuch wiatru muskał jego futro, sprawiając, że upał nie był aż tak uporczywy. Ziemia była niemal wrząca, rośliny nie dawały rady w upale Pory Zielonych Drzew. Liliowy zastanawiał się, jak długo jeszcze będzie musiał czekać, nim pogoda będzie na tyle dobra, aby mógł wypoczywać poza obozem, z dala od oczu i głosów innych kotów. Wstał ze swojego legowiska i poczłapał w poszukiwaniu wody, jednak nic nie znalazł. Położył się pod jednym z drzew i westchnął cicho. Długo mu nie zajęło, aby zasnąć.