Nocniaki szwendały się po obozie, ciesząc się porannymi promieniami słońca. Wśród uczniów zauważyła Rezedową Łapę, który właśnie kończył posiłek. Uczeń prowadził ożywioną rozmowę wraz ze swoimi przyjaciółmi.
“Niech dokończy w spokoju ten posiłek. Dzisiaj będę dla niego wyjątkowo wyrozumiała”.
Pamiętała dokładnie, jak ona była uczennicą i przeszkadzało jej to bardzo, gdy, wtedy jeszcze, Mandarynkowe Pióro poganiała ją z posiłkami lub ich wcale nie miała. Było to bardzo irytujące. Mogła dopiero rozmawiać i plotkować po zachodzie słońca, kiedy już nie miała siły na nic. Było to naprawdę uciążliwe, chociaż ten solidny trening zrobił z niej godną wojowniczkę Klanu Nocy.
Zamyślona ruszyła w stronę konara, który służył za spiżarnię na zwierzynę. Weszła po kamiennych stopniach i złapała małą uklejkę. Może i nie było to jej ulubione danie, jednak czuła, że ryba została świeżo złowiona.
“Pewnie ktoś musiał się naprawdę nudzić w nocy, żeby pójść na łowy”.
Miała odejść na pobocze, by w spokoju zjeść śniadanie, a potem wyruszyć na trening ze swoim uczniem, gdy ktoś jej wpadł pod łapy. O mało się nie wywracając, upuściła swoje śniadanie i syknęła poirytowana czyjąś nieuwagą.
— Twój mentor nie nauczył cię, jak się poruszać po obozie? — warknęła pod nosem, nawet nie zdążywszy zauważyć, który z uczniów dokładnie stał się tym nieszczęśnikiem. Już szykowała kolejne obelgi oraz pomysły, jak dopiec uczniowi na patrolu, gdy zobaczyła przestraszoną, czekoladową szylkretową mordkę, z krótkimi wąsikami. — Fląderko, musisz bardziej uważać — jej pysk złagodniał nieco.
Nie chciała wyżywać się na kotce, która i tak miała już ciężko w życiu przez swoje pochodzenie, kolor sierści oraz wynaturzenie w postaci braku jednego ucha, no i tych dziwnych i króciutkich krecich wąsików. Wrzeszczenie na wyrzutka było ciosem poniżej pasa. No i nie przystawało dla wojowniczki Klanu Nocy. Musiała trzymać poziom i reprezentować godnie swoją pozycję oraz przywódczynię, która była jej mentorką.
— Przepraszam najmocniej, Pani Trzcinowy Szmerze. Nie chciałam pani przeszkodzić — czekoladowa szylkretka spuściła zawstydzona wzrok na swoje łapy. — Następnym razem będę bardziej uważna — dokończyła cichutko pod noskiem.
Współczucie ścisnęło Trzcinowy Szmer za serce. Wiedziała, że nie mogła okazywać zbyt wielkiej empatii w stronę Fląderki przy innych Nocniakach, bo to groziło podejrzeniami, że spiskuje z czekoladowymi kotami lub mogłoby to się nie spodobać Mandarynkowej Gwieździe. Musiała być jakaś alternatywa, gdzie mogła trochę ulżyć cierpieniu koteczce oraz być nadal w łasce przywódczyni.
Kiedy ta wpatrywała się we Fląderkę, podszedł do nich Rezedowa Łapa z widocznie niezadowoloną miną, co do swojej siostry. Puszył się i sapał coś pod nosem, na co na początku nie zwracała większej uwagi.
— No wiesz ty co, Fląderko? Jak można być jeszcze taką fajtłapą, by wchodzić w moją mentorkę? Jeszcze przyniesiesz nam pecha na dzisiejszym treningu i przez ciebie mogę się czegoś nie nauczyć! — kocur z obrzydzeniem wystawił język. Widać było po nim, że lubi dogrzać swojej siostrze i wywyższać się nad nią. — Myślisz, że wydostaniesz się z tego obozu na polowanie, czy jak? Wiemy, że dla ciebie trzymanie upolowanej zwierzyny byłoby czymś wyjątkowym, ale i tak twoje miejsce jest w obozie!
“Właśnie! Mogłaby wziąć kotkę na polowanie!”
Fląderka pilnowałaby ich zwierzyny i może nosiła ją z jednego miejsca na drugie, a przy okazji spróbowałaby sama zanurzyć łapy. Trzcinowy Szmer mogłaby jeszcze namówić Rezedową Łapę, by ten coś pokazał siostrze, pod pretekstem pokazania mu, jak powinien uczyć mentor. Przecież młodziak kiedyś też zostanie czyimś mentorem.
— Zamilcz, Rezedowa Łapo — powiedziała chłodno do kocura, który ze zdziwieniem spojrzał się na nią. Pacnęła go w głowę ogonem i zwróciła się do Fląderki: — Pójdziesz dzisiaj z nami na polowanie. Przydasz się nam do pilnowania zwierzyny.
W oczach Fląderki widziała zmieszanie. Czy się cieszyła, że wyjdzie dzisiaj z nimi na trening? A może obawiała się uszczypliwości ze strony brata? Trzcinowy Szmer nie była pewna, co dzieje się w główce kotki, nie znała jej aż tak dobrze, gdyż nie rozmawiała z wyrzutkami.
— Rezedowa Łapo, weź Fląderkę do wyjścia z obozu, a ja idę przekazać Błękitnej Lagunie, że bierzemy ją ze sobą, jako pomoc.
Jej uczeń niechętnie spojrzał na swoją siostrę. Widziała, jak bardzo chciał się sprzeciwić, jednak kocur wiedział, że jego zdanie nawet nie będzie brane pod uwagę. Westchnął przeciągle i oboje ruszyli do wyjścia, gdzie na nią mieli czekać.
Trzcinowy Szmer ruszyła do zastępcy i nonszalancko przekazała mu plan treningowy oraz po co zabierali Fląderkę. Błękitna Laguna bez problemów przyjął do wiadomości informacje i bez dłuższego przeciągania, pozwolił im wyjść. Wróciła prędko do swego ucznia oraz jego siostry i wyprowadziła ich poza obóz, prosto w kierunku Zanurzonego Mostu i Starej Łupinie.
Rzeka szumiała przyjemnie, a mgła między trzcinami otulała ich miło. Co jakiś czas odwracała się w kierunku Fląderki, która z rozmarzeniem obserwowała widoki, których nie była w stanie zobaczyć, siedząc tak długo w obozowisku.
Cieszyła się w środku ze szczęścia Fląderki. Pomyśleć, że tak niewielka rzecz dla niej, jakim był spacer na łowy ptactwa lub samych ryb, było czymś tak ciekawym dla czekoladowej szylkretki.
“Może w przyszłości jeszcze ją zabiorę na jakieś sparingi z uczniami lub na naukę pływania? Chociaż, czy dobrze, że tak robię? Nie powinnam tego wykorzystywać zbyt często… Robię to tylko dla niej ze współczucia, a nie z dobroci serca”.
W końcu się zatrzymali i zarządziła, by dwójka młodych kotów przysiadła i wypatrywała zwierzyny. Podzieliła ich, by Fląderka nasłuchiwała dźwięków ptaków takich, jak kaczki lub łysek, a Rezedowa Łapa miał się skupić na ruchach w wodzie i złapać ryby.
Jej uczeń był już na tyle doświadczony, że był w stanie złapać okonia lub jazgarza i nawet oczekiwała, że dzisiaj się wykaże swoimi umiejętnościami przed siostrą. Kocur przysiadł na kamieniach i godnie wykonywał jej polecenia. Wpatrywał się w wodę cierpliwie, czekając, aż znajdzie się przed nim smakowity kąsek, którego można by wyłowić.
Trzcinowy Szmer natomiast siedziała w cieniu, za ową dwójką, obserwując ich zmagania. Ranek był bardzo przytulny, więc czuła w swoich pazurach, że przyjdą z dobrym łupem do obozu.
Minęło trochę czasu, słońce wzeszło wyżej na nieboskłonie, a liście mieniły się lekkimi odcieniami żółci i zieleni, dając im w zaciszu przyjemny cień.
Nagle w wodzie odbiły się pomarańczowe kolory płetw okonia, na co Rezedowa Łapa wbił się w wodę niczym kormoran, by schwytać rybę. Po chwili cały mokry, ale i zadowolony, wdrapał się na ten sam kamień, trzymając w pysku okonia, który starał się rzucać we wszystkie strony. Skinęła mu głową z aprobatą i ogonem wskazała miejsce, gdzie ma rzucić swoją zdobycz.
— Fląderka ci ją przypilnuje, a ja postaram się wypatrzyć jakiegoś ptactwa. Chciałam, żebyś również zapolował na coś innego niż ryby.
Rezedowa Łapa podał Fląderce okonia, a ona z trudem zaniosła go na pobocze, z dala od wody. Kocur z zadowoleniem patrzył, jak rzucająca się ryba sprawia trudności swojej siostrze i powrócił na swoje miejsce, czekając, aż podpłynie następna zdobycz.
Trzcinowy Szmer cieszyła się, widząc, że jej uczeń nie przejmował się mokrym futrem. Dobrze go szkoliła. Miał być twardy i nie przejmować się chłodem, czy moczeniem łap. Im więcej kocur miał kontaktu z wodą, tym lepiej. Miał zadatek na bardzo dobrego wojownika, no może mógłby troszkę bardziej się postarać czasami.
Uwagę kotki przykuło chlupotanie i gwałtowne, krótkie i lekko gdaczące sylaby, które były charakterystyczne dla łyski. Ogon postawiła do pionu, zwracając tym samym uwagę obojga młodych kotów.
— Uwaga, mamy szansę złapać dobry posiłek! — syknęła cicho przez zaciśnięte zęby. — Nie ruszać się i nie spłoszyć mi ptaka. Rezedowa Łapo, chodź! — przywołała kocura ogonem.
Zakradli się oboje linią brzegu w stronę wydawanych odgłosów przez przyszłą zdobycz. Między trzcinami na płytkiej wodzie ukazał im się samiec łyski, który właśnie starał się otworzyć małża swoim białym dziobem.
Ptak był rozmiaru dorosłej kaczki, o pięknym czarnym pierzu oraz krwisto czerwonych oczach, wpatrujących się w swój posiłek. Był zajęty i nieuważny, co mogło się skończyć dla niego różnie. Samiec był w sile wieku i nie wyglądał na słabe ogniwo, więc mogli mieć problemy.
— Co to za ptaszysko? — zapytał zdziwiony Rezedowa Łapa.
— Jest to samiec łyski.
— Ma strasznie duże łapska oraz te oczy… Są przerażające.
— Jednak jego piórka i mięso się przydadzą, a ty musisz umieć polować jeszcze na ptactwo. Dlatego patrz i ucz się.
Powoli i ostrożnie zakradła się do ptaszyska. Kiedy wyczuła, że to odpowiedni moment, skoczyła prosto na jego plecy, a zębami celowała w gardło. Łyska zagdakała przerażona i zatrzepotała skrzydłami, jednak Trzcinowy Szmer przewróciła go, lekko go podtapiając. Szamotanina trwała dość długo, ptak był silny, a ona była lekka, jednak szybkim ugryzieniem, zdołała dopaść gardło czarnego ptaka. Ciało zdobyczy zwiotczało i z trudem, wyciągnęła je na brzeg. Była zmęczona, jednak jedzenia i zabawek starczy na bardzo długi czas.
— Możemy wracać — zażądała.
***
Zwrócili uwagę Nocniaków, wnosząc czarne ptaszysko, jednak nikt nie podszedł, żeby bliżej się przyjrzeć zwierzynie. Ewidentnie Fląderka odstraszała wszystkich swoją obecnością.
— Fląderko, możesz zanieść do żłobka łyskę. Piórka przydadzą się kociętom, a mięso podzielisz dla Wężynowego Kła, Flaminga, Złocistego Widlika i dla starszyzny. Resztę co zostanie, rozejdzie się po lecznicy dla Różanej Woni, Gąbczastej Perły oraz Klekoczącego Bociana — ogonem wskazała na Rezedową Łapę. — A ty jej pomożesz. Rozczarowałeś mnie dzisiaj podczas polowania, myślałam, że cię lepiej nauczyłam łowiectwa, Rezedowa Łapo, jednak się myliłam.
Uczeń położył po sobie uszy i skinął głową. Bez zająknięcia ruszył wraz z siostrą do żłobka, gdzie czekał już na nich Złocisty Widlik wraz z karmicielką oraz kociakiem. Pokręciła bezsilnie głową i rozłożyła się wygodnie na trawie. Była padnięta i niezadowolona. Czy to może rzeczywiście słabe umiejętności łowieckie Rezedowej Łapy? Kocur nie pociągnie długo, jeśli będzie umiał polować tylko na ryby. Klan Nocy nie jadł tylko tego, co pływało w rzece, ale i też wszystko, co poruszało się po gałęziach, latało oraz chowało się w podszyciu. Chociaż, czy nie była to może sprawka Fląderki? Może to ona przyniosła im pecha podczas dzisiejszego polowania?
< Fląderko? Chętnie usłyszę, czy ci się podobało poza obozem 💕🦆>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz