Opowiadanie Borówkowej Słodyczy ze strony Słodkiej!
✩ ★ ✩ ★ ✩
— Pobawimy się w “wojownika i myszkę”? — zawołała Korzonek, a jej ogonek delikatnie zafalował na niewielkim, chłodnym powiewie wiatru, który jakoś przedarł się przez ściany żłobka. Początkowo z rozbawienia i zapewne ekscytacji, drgał tylko on, jednak po chwili cała drżała z ekscytacji na samą wieść o zabawie. Moja siostrzyczka przysiadła na tylnych łapkach, aby móc wyciągnąć jednocześnie przednie, jakby już czaiła się do skoku na mnie.
— Dobra… Ale teraz ja chcę być wojownikiem! — odparłam, nie mając zamiaru kolejny raz zostawać myszką.
Przyjęłam pozę, której zdążył nauczyć mnie wcześniej tata – dumnie wyprostowałam się, wypinając puszystą klatkę piersiową, jednocześnie przymrużając swe ślepka.
— Ale wiesz, że ja nie lubię być myszką! — zaprotestowała Korzonek, najwyraźniej niezbyt zachwycona moją odpowiedzią.
Nagle zobaczyłam za czekoladową szylkretką piękny krajobraz obozu w barwach Pory Nagich Drzew. Na wietrze tańcowały sosnowe igiełki i malutkie płatki śniegu, a gdzieś z oddali usłyszałyśmy dźwięk kruszonego lodu, wymieszanego z ciepłymi rozmowami między dorosłymi wojownikami. Potrząsnęłam główką, starając się ocucić i oderwać wzrok. Tak jak myślałam, Korzonek nadal zaopatrzona była w wyjście, wsłuchując się w to wszystko niczym w najpiękniejszą melodię graną na wietrze. Stwierdziłam, że niewykorzystanie takiej okazji na zaskoczenie jej byłoby wręcz grzechem! Podkradłam się do niej i znienacka wskoczyłam na plecy! Nasz śmiech przeszywał cały żłobek, a może i nawet teren poza nim! Ona jednak bardzo łatwo mnie zrzuciła, ponieważ była większa ode mnie. Może nie aż tak, jak Konwalia przy mnie, który wyglądał, jakby był moim starszym bratem z poprzedniego miotu, ale jednak. Stanęła nade mną, delikatnie przyciskając mnie do ziemi z tryumfalnym piskiem i zwycięstwem błyszczącym w oczach, na co ja z “obudzeniem” pacnęłam ją ogonem, po chwili jakoś się jej wyrywając. Zaczęliśmy turlać się razem po podłożu żłobka, raz po raz radośnie popiskując.
— Nie dam się tak łatwo! — mruknęłam ze śmiechem, kiedy czekotka znów próbowała zrobić to samo.
Ona jedynie wystawiła kiełki, które zalśniły w słońcu niczym pajęcza nić z kroplami rosy, kiedy nagle uderzyła mnie myśl, że to przecież ja miałam być wojowniczką tym razem! Podniosłam się, szybko odgarniając rozczochraną grzywkę.
— Mamuś! Korzonek oszukuje! — zapiszczałam, strosząc futerko i marszcząc nosek.
— Powinna była przede mną uciekać jak mysz! A ona walczy! To niesprawiedliwe, bo to ja jestem wojowniczką – nie ona!
Borówka jednak zareagowała uniesieniem brwi, jakby w ogóle nie brała tego na poważnie!
— Cóż, w takim razie żadna z was nie będzie wojowniczką! — miauknęła Borówkowa Słodycz z wyczuwalnym, udawanym surowym tonem.
Zanim zdążyłam to zarejestrować, biała bez ostrzeżenia rzuciła się w naszą stronę, mimo wszystko jednak zachowując pełną grację, jak na każdą dostojną mamusię przystało. Z niemałą ekscytacją głośno zapiszczałam razem z siostrą, rzucając się do ucieczki. Była w tym masa frajdy! Raz na jakiś czas wyczuwałam na ogonie, uszach czy nosie jej łapę bądź ogon, przez co tylko jeszcze bardziej chichotałam, z resztą – tak samo, jak moja siostrzyczka!
Nawet nie wiem kiedy, ale zabawa jakoś tak sama się skończyła. Borówkowa Słodycz sprawie nas wyczyściła z całego brudu, jaki udało nam się na sobie uzbierać, przy okazji samej się odświeżając. Z ciekawością migocącą w ślepkach oraz uszkami uniesionymi wysoko ku górze, podeszłam bliżej mamy.
— Mamo… A czemu częściej się z nami nie bawisz? — spytałam, siadając naprzeciwko, aby po chwili przekręcić główkę z zaciekawieniem.
Kotka wyglądała, jakby przez chwilę próbowała walczyć z nami, jednak poddała się i pod wpływem moich słów zaśmiała się, odpowiadając.
— Gdybyś zaciągnęła brata do zabawy, to myślę, że wcale nie byłabym wam potrzebna! — odparła, na co ja spojrzałam na braciszka.
— Pobawiłbyś się z nami, proooooszę! Tak rzadko to robisz…
Błękitne oczy kocura lśniły w świetle dnia, uważnie mnie obserwując. Zanim jednak on odpowiedział, usłyszałam zaspany głos siostry.
— Ja odpadam! Na Klan Gwiazdy, Słodka, niby jesteś najmniejsza z nas, a jednak masz najwięcej energii! Skąd ty ją bierzesz?!
Rzuciłam krótkie spojrzenie szylkretce, która leżała brzuchem na posłaniu, ze wszystkimi łapami rozłożonymi na każdą stronę. Westchnęła, po chwili głęboko ziewając. Odwróciłam się do Konwalii, próbując powstrzymać śmiech. On też wyglądał, jakby próbował walczyć z sennością, jednak ja szybko pękłam.
— Wyglądasz jak spłaszczona koto żaba! — zachichotałam, na co liliowy wreszcie mi odpowiedział.
— Słodka na trochę racji… — przyznał, strzepując ogonem.
— Tylko kolory trochę nie te — dodała Borówka, przyglądając się córce.
— No bo wy się po prostu nie znacie! — prychnęła z wielkim “oburzeniem” na naszą trójkę, odwracając trochę głowę.
To było zdecydowanie coś wartego zapamiętania, takie wspomnienia były zawsze najlepsze.
— Kocham was, moje skarby… Chodźcie tutaj — mruknęła Borówkowa Słodycz, na co ja od razu do niej podreptałam.
— My ciebie też mamusiu… — odpowiedziałam, wtulając się w jej miękkie futerko.
Ta zabawa była bardzo fajna, ale i wykańczająca, ponieważ sama też ziewnęłam. Poczułam ciepło pochodzące z ciałka mojego brata, siostry, oraz mamy, czując się bezpiecznie i spokojnie. Delikatnie oparłam się o nią głową, mając zamiar uciąć sobie drzemkę, najwyraźniej nie jako jedyna. Po niedługim czasie wszyscy zasnęliśmy wtuleni w siebie, z rytmicznie bijącymi sercami i wyrównanymi oddechami, czując się bezpiecznie w swoich objęciach.
Gdyby tak mogło zostać na zawsze…
Wartka rzeka nieprzerwanie mknęła przez tereny naszego kochanego Klanu Nocy, wzbijając swój zapach wszędzie naokoło siebie. Właśnie stałam nad jej brzegiem, wraz ze swoją mentorką – Świteziankowym Jeziorem – u boku.
— Słodka Łapo, zapewne jeszcze, kiedy byłaś kocięciem, przebywałaś w brodziku z wodą w obozie.
— Tak, oczywiście! Jak niemal każde kocię wychowane w Klanie Nocy, z tego, co się orientuję.
Gdzieś dalej para ryb wyskoczyła z wody, wzbijając się w górę tylko po to, aby uderzenie serca później znów wślizgnąć się w jej wir.
— Dziś nauczę cię pływać… To będzie trochę inne niż brodzenie w płytkiej cieczy obozowej, ale przyzwyczaisz się… Je-jeśli obędzie się bez kłód pod nogami, to nauczysz się jeszcze dzisiaj podstaw rybołownictwa.
Moje ślepia błysnęły z ekscytacji, a z pyszczka wyrwał się krótki pisk, też spowodowany moją ekscytacją. Już nie mogłam się doczekać!
— Od czego zaczynamy? — spytałam, próbując opanować buzujące emocje.
— Od teorii. Później przejdziemy do praktyki.
— Teorii? — zawtórowałam Świteziance, lekko przekręcając głowę na prawą stronę, jednocześnie odgarniając grzywkę, którą odziedziczyłam od nikogo innego, jak od mojej babci od strony taty, czyli Wężynowego Kła.
— Tak. Spójrz na rzekę… — szepnęła, samej także wsłuchując się w dźwięki, jakie z niej uchodziły. — Zdradź mi, co dostrzegasz.
Zrobiłam to, co kotka mówiła, abym zrobiła, patrząc wprost w taflę wody.
— Wiesz, czym jest nurt? — spytała kocica, a ja zaczęłam myśleć na głos.
— Nurt to… Część wody w rzece płynąca z największą prędkością? — powiedziałam niepewnie, wpatrując się w mentorkę.
— Dokładnie, Słodka Łapo. Wiesz jak określić, gdzie się znajduje, oraz dokąd płynie?
— Mhmmmm… — mruknęłam, znów zatapiając się w zastanowieniu.
— Chyba wiem jak sprawdzić… Mogę zamoczyć łapę?
— Tak — miauknęła wojowniczka, wstając.
Podeszłam bliżej strumienia, zatapiając łapkę w zimnej cieczy.
Dreszcz przeszył mój drobny kręgosłup, ale mimo odruchu nie cofnęłam się ani o mysi wąsik. Moją kończynę ciągnęło w stronę, po której stała pręguska.
— Nurt znajduje się praktycznie na środku z, ale jest bliżej tej strony, na której jesteśmy my, natomiast sam on płynie w tamtą stronę — wskazałam ogonem, delikatnie się uśmiechając.
— Dobrze. Teraz czas na praktykę.
Strzepnęła ogonem, a jedno z piór, które umościło się w jej ciemnej okrywie, lekko jakby zatrzepotało.
— Wejdziemy razem do wody, powoli i spokojnie.
Czarna zrobiła dwa kroki w przód, przednimi kończynami brodząc w wodzie. Podążyłam za nią, robiąc to samo. Nie znałam jej jakoś bardzo długo, ale ufałam jej, w sumie nawet nie do końca wiedząc dlaczego.
Kiedy tak wchodziliśmy razem, w głąb rzeki, zaczęłam luźniejszą rozmowę.
— Bardzo podoba mi się twoje imię… Myślisz, że jeśli kiedyś mnie mianują, Mandarynkowa Gwiazda nada mi takie ładne miano, jak twoje?
Kotka zatrzymała się i obdarowała mnie ciepłym spojrzeniem swoich złotych ślepi.
— Ja nie myślę… Jestem o tym przekonana.
Szeroko się uśmiechnęłam, a gdzieś nad nami zaskrzeczał ptak.
Świtezka odwzajemniła mój gest, nie w takim stopniu, ale i tak. A to bardzo wiele dla mnie znaczyło.
— Dziękuję, Świteziankowe Jezioro — mruknęłam, czując ciepło rozpływające się od środka.
— Nie ma za co, a teraz chodź, nauczymy cię pływania — odparła zwęglona, na co skinęłam jej energicznie głową, już nie mogąc się doczekać.
Podeszłam do Borówkowej Słodyczy, ze zmęczeniem malującym się na pyszczku.
— Cześć, kochanie, jak minął ci trening? — zagadnęła kocica, zgarniając dorodnego wróbla.
— Hejka mamo, trening był super! Dziś uczyłam się pływać i łowić ryby, a kiedy spytałam się Świteziankowego Jeziora, czemu jestem taka głodna, wyjaśniła mi, że woda wysysa z kota dużo energii, a to właśnie przecież jedzenie nam ją daje! Moja mentorka jest bardzo mądra… Nie zgadniesz, co zrobiła jedna ryba! Już miałam ją w łapkach, kiedy nagle wyślizgnęła mi się z uścisku, przywaliła mi z płetwy w pyszczek, po czym wróciła do wody! Szalone ryby atakują!
Borówka jednak zareagowała uniesieniem brwi, jakby w ogóle nie brała tego na poważnie!
— Cóż, w takim razie żadna z was nie będzie wojowniczką! — miauknęła Borówkowa Słodycz z wyczuwalnym, udawanym surowym tonem.
Zanim zdążyłam to zarejestrować, biała bez ostrzeżenia rzuciła się w naszą stronę, mimo wszystko jednak zachowując pełną grację, jak na każdą dostojną mamusię przystało. Z niemałą ekscytacją głośno zapiszczałam razem z siostrą, rzucając się do ucieczki. Była w tym masa frajdy! Raz na jakiś czas wyczuwałam na ogonie, uszach czy nosie jej łapę bądź ogon, przez co tylko jeszcze bardziej chichotałam, z resztą – tak samo, jak moja siostrzyczka!
Nawet nie wiem kiedy, ale zabawa jakoś tak sama się skończyła. Borówkowa Słodycz sprawie nas wyczyściła z całego brudu, jaki udało nam się na sobie uzbierać, przy okazji samej się odświeżając. Z ciekawością migocącą w ślepkach oraz uszkami uniesionymi wysoko ku górze, podeszłam bliżej mamy.
— Mamo… A czemu częściej się z nami nie bawisz? — spytałam, siadając naprzeciwko, aby po chwili przekręcić główkę z zaciekawieniem.
Kotka wyglądała, jakby przez chwilę próbowała walczyć z nami, jednak poddała się i pod wpływem moich słów zaśmiała się, odpowiadając.
— Gdybyś zaciągnęła brata do zabawy, to myślę, że wcale nie byłabym wam potrzebna! — odparła, na co ja spojrzałam na braciszka.
— Pobawiłbyś się z nami, proooooszę! Tak rzadko to robisz…
Błękitne oczy kocura lśniły w świetle dnia, uważnie mnie obserwując. Zanim jednak on odpowiedział, usłyszałam zaspany głos siostry.
— Ja odpadam! Na Klan Gwiazdy, Słodka, niby jesteś najmniejsza z nas, a jednak masz najwięcej energii! Skąd ty ją bierzesz?!
Rzuciłam krótkie spojrzenie szylkretce, która leżała brzuchem na posłaniu, ze wszystkimi łapami rozłożonymi na każdą stronę. Westchnęła, po chwili głęboko ziewając. Odwróciłam się do Konwalii, próbując powstrzymać śmiech. On też wyglądał, jakby próbował walczyć z sennością, jednak ja szybko pękłam.
— Wyglądasz jak spłaszczona koto żaba! — zachichotałam, na co liliowy wreszcie mi odpowiedział.
— Słodka na trochę racji… — przyznał, strzepując ogonem.
— Tylko kolory trochę nie te — dodała Borówka, przyglądając się córce.
— No bo wy się po prostu nie znacie! — prychnęła z wielkim “oburzeniem” na naszą trójkę, odwracając trochę głowę.
To było zdecydowanie coś wartego zapamiętania, takie wspomnienia były zawsze najlepsze.
— Kocham was, moje skarby… Chodźcie tutaj — mruknęła Borówkowa Słodycz, na co ja od razu do niej podreptałam.
— My ciebie też mamusiu… — odpowiedziałam, wtulając się w jej miękkie futerko.
Ta zabawa była bardzo fajna, ale i wykańczająca, ponieważ sama też ziewnęłam. Poczułam ciepło pochodzące z ciałka mojego brata, siostry, oraz mamy, czując się bezpiecznie i spokojnie. Delikatnie oparłam się o nią głową, mając zamiar uciąć sobie drzemkę, najwyraźniej nie jako jedyna. Po niedługim czasie wszyscy zasnęliśmy wtuleni w siebie, z rytmicznie bijącymi sercami i wyrównanymi oddechami, czując się bezpiecznie w swoich objęciach.
Gdyby tak mogło zostać na zawsze…
Pora Nowych Liści
✩ ★ ✩ ★ ✩
— Słodka Łapo, zapewne jeszcze, kiedy byłaś kocięciem, przebywałaś w brodziku z wodą w obozie.
— Tak, oczywiście! Jak niemal każde kocię wychowane w Klanie Nocy, z tego, co się orientuję.
Gdzieś dalej para ryb wyskoczyła z wody, wzbijając się w górę tylko po to, aby uderzenie serca później znów wślizgnąć się w jej wir.
— Dziś nauczę cię pływać… To będzie trochę inne niż brodzenie w płytkiej cieczy obozowej, ale przyzwyczaisz się… Je-jeśli obędzie się bez kłód pod nogami, to nauczysz się jeszcze dzisiaj podstaw rybołownictwa.
Moje ślepia błysnęły z ekscytacji, a z pyszczka wyrwał się krótki pisk, też spowodowany moją ekscytacją. Już nie mogłam się doczekać!
— Od czego zaczynamy? — spytałam, próbując opanować buzujące emocje.
— Od teorii. Później przejdziemy do praktyki.
— Teorii? — zawtórowałam Świteziance, lekko przekręcając głowę na prawą stronę, jednocześnie odgarniając grzywkę, którą odziedziczyłam od nikogo innego, jak od mojej babci od strony taty, czyli Wężynowego Kła.
— Tak. Spójrz na rzekę… — szepnęła, samej także wsłuchując się w dźwięki, jakie z niej uchodziły. — Zdradź mi, co dostrzegasz.
Zrobiłam to, co kotka mówiła, abym zrobiła, patrząc wprost w taflę wody.
— Wiesz, czym jest nurt? — spytała kocica, a ja zaczęłam myśleć na głos.
— Nurt to… Część wody w rzece płynąca z największą prędkością? — powiedziałam niepewnie, wpatrując się w mentorkę.
— Dokładnie, Słodka Łapo. Wiesz jak określić, gdzie się znajduje, oraz dokąd płynie?
— Mhmmmm… — mruknęłam, znów zatapiając się w zastanowieniu.
— Chyba wiem jak sprawdzić… Mogę zamoczyć łapę?
— Tak — miauknęła wojowniczka, wstając.
Podeszłam bliżej strumienia, zatapiając łapkę w zimnej cieczy.
Dreszcz przeszył mój drobny kręgosłup, ale mimo odruchu nie cofnęłam się ani o mysi wąsik. Moją kończynę ciągnęło w stronę, po której stała pręguska.
— Nurt znajduje się praktycznie na środku z, ale jest bliżej tej strony, na której jesteśmy my, natomiast sam on płynie w tamtą stronę — wskazałam ogonem, delikatnie się uśmiechając.
— Dobrze. Teraz czas na praktykę.
Strzepnęła ogonem, a jedno z piór, które umościło się w jej ciemnej okrywie, lekko jakby zatrzepotało.
— Wejdziemy razem do wody, powoli i spokojnie.
Czarna zrobiła dwa kroki w przód, przednimi kończynami brodząc w wodzie. Podążyłam za nią, robiąc to samo. Nie znałam jej jakoś bardzo długo, ale ufałam jej, w sumie nawet nie do końca wiedząc dlaczego.
Kiedy tak wchodziliśmy razem, w głąb rzeki, zaczęłam luźniejszą rozmowę.
— Bardzo podoba mi się twoje imię… Myślisz, że jeśli kiedyś mnie mianują, Mandarynkowa Gwiazda nada mi takie ładne miano, jak twoje?
Kotka zatrzymała się i obdarowała mnie ciepłym spojrzeniem swoich złotych ślepi.
— Ja nie myślę… Jestem o tym przekonana.
Szeroko się uśmiechnęłam, a gdzieś nad nami zaskrzeczał ptak.
Świtezka odwzajemniła mój gest, nie w takim stopniu, ale i tak. A to bardzo wiele dla mnie znaczyło.
— Dziękuję, Świteziankowe Jezioro — mruknęłam, czując ciepło rozpływające się od środka.
— Nie ma za co, a teraz chodź, nauczymy cię pływania — odparła zwęglona, na co skinęłam jej energicznie głową, już nie mogąc się doczekać.
Tego samego dnia po treningu
✩ ★ ✩ ★ ✩
— Cześć, kochanie, jak minął ci trening? — zagadnęła kocica, zgarniając dorodnego wróbla.
— Hejka mamo, trening był super! Dziś uczyłam się pływać i łowić ryby, a kiedy spytałam się Świteziankowego Jeziora, czemu jestem taka głodna, wyjaśniła mi, że woda wysysa z kota dużo energii, a to właśnie przecież jedzenie nam ją daje! Moja mentorka jest bardzo mądra… Nie zgadniesz, co zrobiła jedna ryba! Już miałam ją w łapkach, kiedy nagle wyślizgnęła mi się z uścisku, przywaliła mi z płetwy w pyszczek, po czym wróciła do wody! Szalone ryby atakują!
< Mamusiu? Dasz wiarę?! >
[1427 słów, trening wojownika + łowienie ryb + nauka pływania]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz