No ładnie. Znowu to samo.
Oczywiście wiedziałem, co to zwierzyna. Widziałem też już kiedyś, jak wygląda. Jednak zupełnie obraz nie połączył mi się z nazwą ani z opisem. To samo z roślinami.
Gdybym dostawał ładny kamyczek za każdym razem, gdy mylę zwierzynę z roślinami, to miałbym... zero, bo ja się nie mylę. A to było tylko takie...
No.
Wyjątek potwierdzający regułę.
Ja działam na podstawie logiki. A miałem dokładnie takie same szanse przy wyborze, by trafić na właściwe jedzenie, jak i na niewłaściwe.
Ale teraz Gołąbek smutny. Niedobrze.
Stałem w miejscu, nie ruszyłem nawet łapką, by iść do naszej matki, więc Gołąbek oświadczył.
— Zaczekaj tu. Zaraz wrócę z mamą!
I odbiegł w stronę legowiska.
Smutny. Smutny.
Teraz dopiero, gdy mój zadaniowy i pełen determinacji nastrój opadł, zrozumiałem, co tak naprawdę tu się stało.
Gołąbek musiał włożyć swój czas i pracę w zrobienie tego... ładnego kółeczka wokół... no, czymkolwiek to było. Nie rozumiem, po co. Ale rozumiem, że mu smutno.
Potrząsnąłem główką, próbując pozbyć się z gardła tego dziwnego ścisku, uczucia, które ciężko było mi opisać, ale które nawiedzało mnie często.
Przełknąłem. Niezbyt pomogło.
Na szczęście w popełnianiu błędów jestem tak samo dobry, jak w ich naprawianiu.
Czas na magiczne wzorki.
Zacząłem sunąć pyszczkiem po ziemi, idąc tyłem. Narysowałem wokół okręgu kwiatków dwa następne okręgi, od ostatniego odchodziło osiem linii.
Wykonałem kilka kolejnych kroków, aż moje dzieło było gotowe.
Usiadłem przed okręgami na ziemi, cały umorusany w piasku i pyle.
Kichnąłem.
Nie pomogło.
Chwila.
A nie. Już dobrze.
Po niedługim czasie zobaczyłem wynurzającą się z legowiska postać brata.
<Gołąbku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz