Legowisko medyka pachniało ziołami. To było coś, co Łezka zauważyła od momentu jej przybycia do Klanu Wilka. Ich silny zapach drażnił ją w jej delikatny nosek, sprawiając, że ta chowała go głęboko w mchu, podczas gdy słońce zaglądało do lecznicy. Parę uderzeń serca to właśnie z niej wyślizgnęła się trójka medyków w celu odnalezienia ziół, pozostawiając Łezkę i jej brata samych. Podczas gdy kocurek spał, szylkretka nie mogła. Nie potrafiła zamknąć swoich oczu.
— Macie szczęście, że tego dnia znaleziono was maluchy — miauknęła ruda kocica, która właśnie wkroczyła do legowiska. Futro jej było średnie i cętkowane, a ciało pokryte bliznami. Brakowało jej również ogona, a pysk przysłaniała grzywka. — Nazywam się Zaćmiony Horyzont. Jarzębinowy Żar poprosiła mnie, abym zerknęła na was, gdy oni poszli szukać ziół. Taka pora, że to ostatnie momenty, gdy będą mogli zebrać coś świeżego… — wytłumaczyła kocica. Wojowniczka powoli zbliżyła się do kociąt, zajmując jedno z wolnych legowisk.
— Szczęście? — powtórzyła niepewnie Łezka. Głosik jej był cichy niczym podmuch wiatru w Porę Opadających Liści. Wąsy szylkretki zadrgały, gdy ruda się zbliżyła.
— No… Szczęście. Gdyby Szczawiowe Serce oraz Gąbczasta Łapa tego dnia was nie znaleźli, to nie wiem, co by się z wami stało. Przynajmniej teraz możecie odpoczywać w ciepłym legowisku, mam rację? — wymruczała, spoglądając na jej brata, który leżał na swoim boku, głośno chrapiąc, obojętny na wszystko, co się dookoła niego dzieje. Zdaniem Łezki to i cała lecznica mogłaby się zapaść, a ten by nawet nie drgnął.
— On tak, ja nie. Zbyt głośno tu by zasnąć — miauknęła w odpowiedzi Łezka, przeczesując białe futerko na swojej piersi łapą. Zawsze dbała ona o swój wygląd, nawet w tych najgorszych chwilach.
— Zbyt głośno? Każdy tu jest cicho! Cisowe Tchnienie by ogon kotu urwała, gdyby ten przyszedł tu hałasować — odparła Zaćmiony Horyzont, poprawiając swoją grzywkę. — No ale mniejsza z tym już… Słyszałam, że dobrze się trzymasz razem ze Stroczekiem. Roztargniony Koperek wspominał, że jeszcze trochę i będziecie mogli wyjść poza lecznice… No, chyba że nagle któreś z was złapie kocięcy kaszel — dodała pośpiesznie ostatnią część zdania. — Pewnie się bardzo cieszysz z tego powodu… — Zerknęła na kociaka, który wbijaj w nią swoje zmęczone, żółte ślepia, jakby ta mówiła w obcym jej języku.
— Nie, dlaczego miałabym się cieszyć? — szepnęła, wtulając się bardziej w swoje ciepłe, bezpieczne legowisko. Łezka nie potrafiła zrozumieć sposobu myślenia Zaćmionego Horyzontu.
<Zaćmiony Horyzoncie? Dlaczego miałoby mnie to cieszyć?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz