Najwyraźniej widok martwych ciał to coś, do czego kocur musiał się przyzwyczaić. Mimo ostatniej większej ilości zgonów ten był w dobrym humorze. Nie znał może nikogo spośród ofiar śmierci, jednak widok kłótni Nornicowego Śladu i Przeplatkowego Wianka sprawiał, że na jego pysku gościł uśmiech Zasłużyły na to. Zasłużyły na wszystko, co się im przytrafiło. Niestety jego myśli prawdopodobnie zostały zauważone przez wyrocznię, która czuwała nad nimi, bo pewnego poranka obudził się z uporczywym katarem, który zmusił go do chwilowej przerwy od obowiązków i odpoczynku. Chociaż jego mentorka wykorzystała sytuacje, aby nauczyć go następnych ziół i jak leczyć jego dolegliwości, to ten wolał wrócić do swych poprzednich zadań i zignorować katar. Przecież Rumiankowa Łapa żył ze swoim katarem, od kiedy tylko pamiętał, mimo iż nieraz widział go w legowisku medyka, więc czemu on również nie mógł zrobić podobnie? Tego dnia do jego legowiska zagościła Przeplatka, wraz ze Świerszczowym Skokiem u jej boku. Wyglądało to, jakby kocica przyprowadziła go tu siłą, chociaż patrząc na pysk wojownika, ów scenariusz wydawał się bardzo prawdopodobny. Takim sposobem skończył z niebieskim wojownikiem na jednym z legowisk oraz z wyborem odpowiednich ziół dla niego. Jakby tego nie było za mało, to pozostawiony został z Pajęczą Lilią kotką, która wydawała się patrzeć na niego z ukosa, chociaż nie kojarzył, żeby zamienili ze sobą chociaż jedno słowo.
– Jeśli jeszcze raz chcesz zapytać o mak Świerszczowy Skoku, moja odpowiedź brzmi dalej nie – powiedział kremowy uczeń, gdy głos kocura ponownie zabrzmiał w jego uszach. – Nie ma takich słów, które by mnie przekonały do podania Ci go. Nawet gdybym to zrobił, co się nie wydarzy, to nie rozwiąże twoich problemów.
– Zawilcowa Łapo, ale Myszka… – zaczął Świerszczyk, jednak przerwał mu Zawilec.
– Nie żyje i jest to fakt. Nic nie sprawi, że ponownie odżyje, a tym bardziej pojawi się obok Ciebie, więc lepiej z tym się pogódź, nim zaczniesz wpadać na podobne pomysły. - Jego ogon drgnął lekko, gdy usłyszał, że ktoś zbliża się w kierunku legowiska medyka. Skierował swój wzrok na wyjście z niego, aby dostrzec Motylkową Łapę z pyskiem pełnym ziół, mimo iż liczył na powrót któregoś z asystentów medyka. – Motylkowa Łapo. Wbij swojemu bratu rozum do głowy, zanim postanowi dołączyć do Mysiej Łapy, bo moja cierpliwość jest już na wykończeniu. – Powolnym krokiem podszedł do niej, uważając, gdy stawał na swoją wadliwą łapę. – Poza tym Motylkowa Łapo, czyż nie zrezygnowałaś z roli medyka, aby podążać ścieżką wojownika? Dlaczego więc dalej tu zachodzisz, a tym bardziej z ziołami? Nie wiedziałem, że wojownicy powinni zbierać zioła. No cóż…
Gdy znalazł się u boku kocicy, łapą przesunął zioła w swoim kierunku, które chwilę temu kotka postawiła na ziemi. Czego tu ona szukała? Przecież porzuciła tę ścieżkę, więc czemu tu wracała? Nie rozumiał. Swój wzrok spuścił na zioła pod nim. Chociaż teraz będzie miał się czym zająć i mieć wymówkę, aby nie patrzeć na pyski innych kotów. Szczerze wolał porządkowanie ziół od zajmowania się chorymi, którzy tylko narzekali na jego działania.
– Mimo tego, dziękuję za zioła – rzucił, ponownie rzucają wzrok na szylkretową kocicę.
Wyleczeni: Zawilcowa Łapa, Świerszczowy Skok
[486 słów]
<Motylkowa Łapo?>
[przyznano 10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz