Jakiś czas temu, gdy jeszcze Kopra nie wykopano z legowiska medyka
Pręgowany kot wyszedło z obozu w nawet przyjaznym nastawieniu do otoczenia, co było dla niego rzadkością. Ruszyło nad wodę, aby znaleźć zioła, które mogą rosnąć tylko i wyłącznie na terenach silnie wilgotnych. W samym lesie ciężko jest je znaleźć, więc jeno podróż była nieco dłuższa niż zwykle. Widząc brzeg oraz kołyszącą się fale zrelaksowało spięte mięśnie i uśmiechnęło się błogo. Naprawdę uwielbiało szum wody, był dla jeno niezwykle przyjemnym dźwiękiem. Kosaćcowa Łapa nucił sobie coś, oglądając leśne widoki. Aż nagle stanął jak słup. Nawet nie drgnął. Wyczuł obecność kogoś. Silna woń należała do przyszłego medyka Klanu Wilka. Przykucnął i zaczaił się, podkradając się bliżej. Widział, jak siedziało przy płytkim źródełku z wodą. Zbierało jakieś chwasty przy wodzie. Nie widział ekspresji jego pyska. Kosaciec uśmiechnął się. Koperkowa Łapa zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że ktoś tu jest! Młodszy kocur wykorzystał moment jeno nieświadomości i naraził się na czyhającego Kosaćca. Koperkowa Łapa za to nie wyczuło żadnego zapachu dookoła siebie. Nie usłyszało go nawet, póki ten nie był zaraz obok jeno. Jasny kot przybliżył się bardziej, cichutko stąpając jak myszka, po czym wydał z siebie okrzyk i skoczył na kota, od razu go powalając. Wyszczerzył zęby w lekkim uśmiechu. Nagle poczuł się słabo. Z każdą chwilą coraz bardziej latał na boki, a jego mina traciła emocje. Wyglądał, jakby w każdej mógł stracić przytomność. Kosaćcowa Łapa skoczył wprost na ucznia medyczki, które całe nagle zesztywniało ze strachu. Widząc uśmiech młodszego ucznia, prychnęło cicho.
— Witaj, witaj... Koperku! — wycedził przez zęby, nadal trzymając go na ziemi. Miał wysunięte pazury, ale wtapiały się one w trawę zamiast w mniejsze łapy Koperka, które właśnie przyszpilał swoimi. Mógł poczuć, jak przez moment tętno starszego ucznia stawało się szybsze i coraz głośniejsze oraz jak oddechem Koperek bije w jego twarz. — Fu... co za oddech...! — skomentował, wykrzywiając minę — Co ty jesz, że tak brzydko ci z pyska leci!?
— Witaj... Kosaćcowa Łapo. Nie zwracaj się do mnie tym imieniem. Jak już musisz, używaj skrótu Koper, proszę — burknęło niezadowolone i całą siłą swoich łap odepchnęło kocura, co niestety nie było aż takie łatwe. — Spadaj! Jem to samo co ty! — oburzyło się nagle, przez co samo się zdziwiło. Mocniej odepchnęło kocura łapami, wprost do wody nieopodal. — Weź się tam utop, mysi móżdżku — warknęło zdenerwowane, myjąc swoje zabrudzone wilgotną ziemią futro.
— Witaj, witaj... Koperku! — wycedził przez zęby, nadal trzymając go na ziemi. Miał wysunięte pazury, ale wtapiały się one w trawę zamiast w mniejsze łapy Koperka, które właśnie przyszpilał swoimi. Mógł poczuć, jak przez moment tętno starszego ucznia stawało się szybsze i coraz głośniejsze oraz jak oddechem Koperek bije w jego twarz. — Fu... co za oddech...! — skomentował, wykrzywiając minę — Co ty jesz, że tak brzydko ci z pyska leci!?
— Witaj... Kosaćcowa Łapo. Nie zwracaj się do mnie tym imieniem. Jak już musisz, używaj skrótu Koper, proszę — burknęło niezadowolone i całą siłą swoich łap odepchnęło kocura, co niestety nie było aż takie łatwe. — Spadaj! Jem to samo co ty! — oburzyło się nagle, przez co samo się zdziwiło. Mocniej odepchnęło kocura łapami, wprost do wody nieopodal. — Weź się tam utop, mysi móżdżku — warknęło zdenerwowane, myjąc swoje zabrudzone wilgotną ziemią futro.
<Kosaćcowa Łapo?>
[377 słów]
[przyznano 8%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz